Zestawienie
10 znakomitych thrillerów SCI-FI (prawie) BEZ WAD
Thriller sci-fi, który trzyma w napięciu od początku do końca i prawie nie ma słabych punktów to rzadkość. Sprawdź, co warto nadrobić.
W thrillerze science fiction wystarczy czasem jeden wynalazek, żeby człowiek zaczął podejrzliwie patrzeć na najbliższych, własne wspomnienia albo drzwi do sąsiedniego pokoju. Pokazują one, jak wiele emocji można wydobyć z samotnej pracy, rozmowy z maszyną czy podróży pociągiem, kiedy bohater przestaje rozumieć reguły swojego położenia. Najbardziej wciągają w takich historiach chwile pozornego spokoju: ktoś odpowiada na proste pytanie, wraca do znajomego miejsca, wykonuje rutynowy gest, a widz już szuka szczegółu, który każe zwątpić we wszystko – po prostu thriller sci-fi.
Równoległa rzeczywistość (Coherence, 2014)
Ośmioro znajomych spotyka się na kolacji w noc przelotu komety, a zwyczajne towarzyskie spotkanie stopniowo zmienia się w doświadczenie, którego nikt nie potrafi przekonująco wyjaśnić. Uczestnicy kolacji obserwują kolejne niepokojące zdarzenia i zaczynają wątpić w to, czy nadal rozumieją otaczającą ich rzeczywistość. Zamiast swobodnie rozmawiać, nerwowo ustalają, komu i czemu jeszcze można wierzyć, a przy okazji coraz wyraźniej ujawniają wzajemne pretensje; w dobrze znanym gronie nie znajdują już takiego oparcia jak na początku wieczoru.

James Ward Byrkit zamienia jeden dom w miejsce bardziej niepokojące niż rozległe laboratorium pełne podejrzanych urządzeń. Wykorzystuje napięcia między znajomymi i niewielką obsadę, żeby przyglądać się ludziom: ich odruchom, pretensjom oraz coraz bardziej rozpaczliwym próbom zrozumienia wydarzeń. Najlepsze jest tu poczucie, że rozwiązanie zagadki znajduje się niemal na wyciągnięcie ręki, choć po każdej odpowiedzi pojawia się nowe podejrzenie. Po seansie chce się od razu porównywać szczegóły — tak pomysłowo Byrkit połączył zagadkę z towarzyską paranoją.
Wynalazek (Primer, 2004)
Inżynierowie Abe i Aaron pracują nad wynalazkami, kiedy odkrywają, że skonstruowane przez nich urządzenie umożliwia podróżowanie w czasie. Sami badają możliwości maszyny, posługują się technicznym językiem i próbują odnaleźć się w coraz trudniejszych do prześledzenia zależnościach między wydarzeniami. Obaj uczestniczą w eksperymencie, więc nie mogą obserwować go z bezpiecznego dystansu: ingerując w bieg zdarzeń, stają się częścią własnej zagadki, a przy kolejnych próbach mają do rozpoznania znacznie więcej niż zasadę działania urządzenia.

Shane Carruth traktuje odkrycie bohaterów z powagą inżyniera, a nie konferansjera prezentującego efektowną sztuczkę. Techniczny język i niechęć do upraszczania zagadki sprawiają, że film ogląda się jak podglądanie rzeczywistej pracy nad czymś, czego jeszcze nikt dobrze nie rozumie. Warto śledzić nie tylko następstwo zdarzeń, lecz także sposób myślenia obu wynalazców: fascynację możliwościami i próby opanowania coraz bardziej złożonej sytuacji. Carruth angażuje widza w rozwiązywanie problemu zamiast podawać mu gotowe objaśnienia. Kapitalne intelektualne wyzwanie.
Moon (2009)
Sam Bell zbliża się do końca trzyletniej samotnej pracy w księżycowej kopalni i coraz bardziej wyczekuje zakończenia misji. Zamiast spokojnie wykonywać ostatnie obowiązki, zaczyna doświadczać pogorszenia zdrowia i niepokojących zdarzeń w placówce, którą po tak długim pobycie powinien znać doskonale. Odizolowany od innych ludzi pracownik próbuje zrozumieć, co się z nim dzieje, a widz obserwuje jego zmęczenie i rosnącą niepewność, nie wiedząc jeszcze, jak wiele z tego, co widzi Sam, da się wyjaśnić wyczerpaniem i samotnością.

Duncan Jones skupia uwagę na człowieku, nie na kosmicznej infrastrukturze, i właśnie dlatego jego film tak skutecznie niepokoi. Sam Rockwell gra zmęczenie, samotność oraz narastającą niepewność z wyczuciem, które pozwala przejmować się Bellem jeszcze przed poznaniem odpowiedzi na najważniejsze pytania. Jones nie potrzebuje rozmachu, żeby pokazać obcość księżycowej placówki; wystarczy obserwować pracownika, który coraz gorzej odnajduje się we własnej codzienności. To Rockwell sprawia, że rozwiązanie zagadki obchodzi równie mocno jak los jej bohatera.
Ex Machina (2015)
Programista Caleb przyjeżdża do odciętej od świata posiadłości Nathana, żeby sprawdzić możliwości stworzonej przez gospodarza sztucznej inteligencji, Avy. Uczestniczy w eksperymencie i rozmawia z obojgiem, ale coraz trudniej oddziela naukową ciekawość od osobistych intencji, a pytając o świadomość maszyny, zaczyna też zastanawiać się nad wiarygodnością ludzi. Nathan i Ava pozostają dla niego równie fascynującymi, co nieprzeniknionymi rozmówcami, on zaś próbuje rozpoznać własną rolę w spotkaniu, którego zasad nie ustala.

Alex Garland znakomicie prowadzi grę spojrzeń, pytań i niepewnych lojalności, nie odrywając rozmów o świadomości od emocji uczestników eksperymentu. W chłodno urządzonej posiadłości każdy z trojga bohaterów zasługuje na uważną obserwację, bo pozornie rzeczowa wymiana zdań może być jednocześnie próbą manipulacji. Reżyser ufa aktorom i kameralnej sytuacji, zamiast zasłaniać temat technologicznym widowiskiem. Największą przyjemność daje tu podejrzewanie intencji rozmówców: Garland potrafi zmienić spokojną rozmowę w pasjonujący pojedynek.
Niewidzialny człowiek (The Invisible Man, 2020)
Cecilia ucieka od przemocowego partnera i próbuje odzyskać poczucie bezpieczeństwa, kiedy dociera do niej wiadomość o jego śmierci. Zamiast odetchnąć, zaczyna podejrzewać, że mężczyzna nadal ją prześladuje, chociaż otaczający ją ludzie nie wierzą w jego obecność i inaczej tłumaczą to, czego doświadcza kobieta. Cecilia zostaje ze strachem przed kimś, kogo nie widać, i coraz boleśniej odczuwa niedowierzanie bliskich; próbuje przekonać ich, że niebezpieczeństwo jest realne, podczas gdy oni nie widzą powodu, by podzielać jej pewność.

Leigh Whannell każe uważnie przyglądać się pozornie pustym kadrom, a potem cierpliwie podsyca podejrzenie, że jednak ktoś w nich jest. Ruchem kamery, ciszą i oszczędnym dźwiękiem osiąga znacznie więcej niż reżyserzy bez przerwy pokazujący potwora. Elisabeth Moss gra Cecilię z ogromną siłą: nie jest jedynie bohaterką czekającą na następny atak, lecz kobietą próbującą odzyskać wiarygodność i kontrolę nad swoim życiem. Whannell znakomicie łączy ten dramat z grozą niewidocznego prześladowcy. Po takim seansie trudno spokojnie patrzeć w pusty kąt pokoju.
Kod nieśmiertelności (Source Code, 2011)
Colter Stevens wielokrotnie przeżywa ostatnie osiem minut przed eksplozją pociągu i za każdym razem próbuje ustalić tożsamość zamachowca. Podczas kolejnych podejść zbiera informacje potrzebne do zapobieżenia następnemu atakowi, choć sam nadal nie rozumie w pełni charakteru swoich doświadczeń. Wraca do tego samego krótkiego odcinka wydarzeń z coraz większą wiedzą o pasażerach i podejrzanych, a przy okazji coraz mocniej angażuje się w los spotykanych ludzi; prowadząc śledztwo, szuka również odpowiedzi na pytania o własne położenie.

Duncan Jones świetnie wykorzystuje powtórzenia: zamiast ponownie opowiadać tę samą scenę, pozwala bohaterowi dostrzegać w niej nowe informacje i zmieniać sposób działania. Utrzymuje tempo śledztwa, a zarazem zostawia miejsce Jake’owi Gyllenhaalowi, który nadaje Stevensowi emocjonalną wyrazistość większą niż samo zadanie schwytania sprawcy. Dzięki temu można jednocześnie układać tropy i przejmować się losem człowieka wracającego do katastrofy. Jones połączył pomysłową łamigłówkę z dynamicznym śledztwem i bohaterem, któremu naprawdę chce się kibicować.
Gattaca – Szok przyszłości (Gattaca, 1997)
Vincent żyje w społeczeństwie, które ocenia ludzi według genów, i z powodu własnego pochodzenia nie ma dostępu do wymarzonej kariery w programie kosmicznym. Posługuje się więc cudzą tożsamością, żeby ominąć biologiczną klasyfikację i dostać szansę niedostępną pod własnym nazwiskiem. Kiedy rozpoczyna się dochodzenie w sprawie śmierci pracownika, Vincent znajduje się pod presją śledczych szukających sprawcy, a zarazem ryzykuje ujawnienie własnego oszustwa i utratę wszystkiego, co osiągnął, udając człowieka o odpowiednim zestawie genów.

Andrew Niccol przedstawia przyszłość oszczędnie i chłodno, dzięki czemu łatwo skupić uwagę na położeniu Vincenta, a nie na kolekcji futurystycznych gadżetów. Precyzyjnie łączy intrygę z pytaniem o to, kto ma prawo rozstrzygać o cudzych możliwościach, i pokazuje społeczną segregację przez konkretny lęk przed zdemaskowaniem. Bohater walczy o marzenie, ale podczas seansu liczy się również każda sytuacja, w której może stracić przybraną tożsamość. To doskonałe połączenie historii o ambicji z thrillerem opartym na nieustannym ryzyku wykrycia.
12 małp (Twelve Monkeys, 1995)
Więzień James Cole zostaje wysłany z przyszłości w lata dziewięćdziesiąte, żeby zebrać informacje o źródłach epidemii niszczącej ludzkość. Szuka przyczyn katastrofy wśród ludzi, którzy żyją zwyczajną teraźniejszością i nie mając jego wiedzy o tym, co dopiero ma się wydarzyć. Cole podróżuje między warstwami czasowymi i śledzi kolejne tropy, ale nie przypomina wszechwiedzącego przybysza z przyszłości: sam próbuje ustalić, co naprawdę wie, komu wierzyć i jak rozumieć napotykane zdarzenia, coraz mniej pewny własnego oglądu rzeczywistości.

Terry Gilliam prowadzi widza przez niepokojące obrazy i nakładające się porządki czasu, a zagadkę wiąże z niepewnością samego Cole’a. Bruce Willis gra powściągliwie, dlatego jego bohater pozostaje człowiekiem zagubionym i podatnym na zranienie, zamiast zamieniać się w niezawodnego wykonawcę misji. Gilliam potrafi przy tym nadać kolejnym fragmentom historii znaczenie, które docenia się szczególnie po poznaniu całości. W tej znakomicie domkniętej czasowej łamigłówce równie mocno jak błyskotliwe rozwiązanie zapamiętuje się bezradność jej bohatera.
Dystrykt 9 (District 9, 2009)
Wikus van de Merwe nadzoruje przymusową relokację obcych z wydzielonej dzielnicy Johannesburga i jako urzędnik stoi po stronie tych, którzy decydują o cudzym losie. Podczas akcji zostaje skażony substancją zmieniającą jego organizm, a korporacja zaczyna na niego polować, zamiast traktować go jak swojego pracownika. Wikus ucieka przed ludźmi, którzy chcą wykorzystać zachodzące w nim zmiany, i sam doświadcza bezwzględności znanej dotąd z pozycji urzędnika; teraz to inni zamierzają rozstrzygnąć, co stanie się z jego ciałem i przyszłością.

Neill Blomkamp zaczyna od paradokumentalnej obserwacji segregacji i urzędniczej przemocy, a następnie rozwija historię w energiczne kino ucieczki. Najmocniej angażuje widza, zmieniając położenie Wikusa: znacznie trudniej zachować obojętność wobec prześladowania, kiedy samemu zostaje się jego obiektem. Dzięki efektom i scenom akcji Blomkamp pokazuje obcych jako istoty namacalne, dzielące z ludźmi brudną i niebezpieczną przestrzeń. Łączy polityczny gniew z widowiskiem, a przy tym nie pozwala zapomnieć, dlaczego uciekinier znalazł się na celowniku.
Ludzkie dzieci (Children of Men, 2006)
W świecie dotkniętym powszechną bezpłodnością zniechęcony urzędnik Theo podejmuje się ochrony ciężarnej kobiety, Kee, choć sam od dawna nie patrzy w przyszłość z nadzieją. Wyrusza z nią przez niebezpieczną rzeczywistość i skupia się na bezpieczeństwie osoby, której ciąża w innych okolicznościach byłaby przede wszystkim prywatną sprawą. Theo chroni konkretną kobietę, ale w świecie bez narodzin nie może traktować tego zadania jak zwykłej eskorty; Kee nosi dziecko, kiedy cała ludzkość odwykła już od myślenia o kolejnym pokoleniu.

Alfonso Cuarón inscenizuje sceny zagrożenia tak, że widz pozostaje blisko ludzi próbujących ocaleć, zamiast podziwiać katastrofę z wygodnego dystansu. Długimi ujęciami i niemal dokumentalnymi zdjęciami pokazuje wysiłek kolejnych ucieczek, a zarazem pozwala dostrzegać świat poza samym Theo. Reżyser łączy fizyczną intensywność pościgu z prostym, przejmującym zadaniem ochrony drugiego człowieka. W tym wybitnym thrillerze można podziwiać realizację, lecz trudno na tym poprzestać: Cuarón każe przede wszystkim przejmować się ludźmi, których pokazuje.

