Publicystyka filmowa
Nicolas Cage dołączając do piątego DETEKTYWA może dopiąć swoją LOVECRAFTOWSKĄ trylogię
Nicolas Cage, H.P. Lovecraft i ludzie tracący grunt pod nogami. Czy piąty sezon domknie nieoficjalną trylogię kosmicznej grozy? Detektyw.
Nicolas Cage i policyjne śledztwo podszyte metafizycznym lękiem: trudno o połączenie, które równie mocno pobudzałoby wyobraźnię miłośników ekranowej grozy. Po Mandy i Kolorze z przestworzy aktor ma za sobą wyprawy w rejony, gdzie człowiek przestaje rozumieć własne otoczenie, a rozpacz łatwo pomylić z obłędem. Detektyw od początku zaglądał w podobne miejsca, choć robił to z policyjną odznaką zamiast podręcznika okultyzmu. Spotkanie tych dwóch światów zachęca do pytania, czego właściwie chcemy się bać podczas kolejnego śledztwa.
Cage na skraju obłędu
HBO ogłosiło 16 października, że Nicolas Cage i Antonio Banderas zagrają główne role w piątym sezonie Detektywa, a produkcja ruszy w 2027 roku pod kierunkiem Issy López. Emitowany od 2014 roku serial może dopisać kolejny rozdział do historii spotkań Cage’a z grozą. Żeby godnie domknąć jego nieoficjalną lovecraftowską trylogię, López powinna wrócić do najciekawszego pomysłu pierwszego sezonu: pokazać ludzi, którzy rozwiązują konkretną zbrodnię, lecz przy okazji tracą pewność, że rozumieją świat.

W Mandy Panosa Cosmatosa z 2018 roku Cage gra Reda Millera, bohatera opowieści o zemście zanurzonej w psychodelicznym koszmarze. Z Lovecraftem łączy ten film poczucie obcości i zdumienie czymś, co przerasta człowieka. Cosmatos wprowadza widza w trans, a Cage świetnie się w nim odnajduje: gra rozpacz tak, jakby pochłaniała cały świat. To pierwszy składnik tej trylogii — człowiek doprowadzony do granicy, za którą codzienność wygląda już jak obca planeta.
Richard Stanley w Kolorze z przestworzy sięga bezpośrednio po opowiadanie Lovecrafta. Zachowuje historię obcej siły niszczącej domostwo i rodzinę, ale przenosi ją we współczesność oraz rozbudowuje relacje domowników. Cage jako Nathan Gardner znajduje się w środku katastrofy, której nie da się sprowadzić do spotkania ze zwyczajnym potworem. W tym zestawieniu film Stanleya idzie dalej niż Mandy: człowiek nie tylko doświadcza koszmaru, lecz także okazuje się wobec niego bezradny.

Nie trzeba pokazywać potwora
Pierwszy sezon Detektywa znakomicie wykorzystywał taką grozę. Nic Pizzolatto mówił o lovecraftowskim obłędzie i drapieżnym wszechświecie, w którym człowiek jest pożywieniem. Prowadził przy tym opowieść bez potwierdzania nadprzyrodzonego wyjaśnienia wydarzeń. Powrót do korzeni nie wymaga kosmicznej istoty na końcu śledztwa, wystarczy, że bohater spojrzy na ludzką zbrodnię i zobaczy coś straszniejszego niż pojedynczy występek. Może znaleźć sprawcę, a mimo to nie odzyskać spokoju.
Król w Żółci to nawiązanie do Roberta W. Chambersa, a Carcosa ma wcześniejszy rodowód u Ambrose’a Bierce’a. Pizzolatto znał też The Conspiracy Against the Human Race Thomasa Ligottiego i świadomie sygnalizował jego wpływ. Te odniesienia były czymś więcej niż zabawą dla czytelników grozy: pozwalały podejrzewać, że za rozpoznawalną rzeczywistością kryje się porządek całkowicie obojętny na człowieka. Najlepszy Detektyw nie potrzebował wykładu o mitologii, widz miał znać nazwę, usłyszeć niepokojącą myśl i samemu dopowiedzieć resztę.

Od korupcji do spirali
Późniejsze sezony szukały własnego sposobu na policyjny mrok. Drugi skupił się na kalifornijskiej korupcji i kinie noir; krytycy wytykali mu zawiłość oraz nadmiar mroku. W trzecim docenili przede wszystkim Mahershalę Alego i opowieść o zawodnej pamięci. To ważna różnica: serial potrafi być zajmujący również wtedy, gdy nie zagląda w kosmiczną otchłań. Przy Cage’u chciałoby się jednak czegoś więcej niż kolejnego posępnego dochodzenia. Jego spotkanie z tą serią zasługuje na grozę, która dosięgnie bohatera także poza godzinami pracy.
Detektyw: Kraina nocy ponownie sięgnął po nadprzyrodzone tropy, a López tłumaczyła spiralę jako znak miejsc styku światów. Krytycy wysoko ocenili atmosferę i główne bohaterki, widzowie byli wyraźnie bardziej podzieleni. Dla kolejnego sezonu najciekawsze pozostaje pytanie, co bohaterowie zrobią z takim doświadczeniem. Sama obecność tajemniczego symbolu nie wystarczy, by śledztwo stało się egzystencjalnym koszmarem. Trzeba jeszcze uwierzyć, że po jego zobaczeniu człowiek nie potrafi już wrócić do dawnego życia.

Rola większa niż nazwisko
López we wrześniu 2024 roku zapowiadała, że piąty sezon będzie mocniej nawiązywał do czwartego, a realizm magiczny pozostanie częścią jej opowieści. To ciekawy punkt wyjścia dla Cage’a, pod warunkiem że twórczyni da mu nie tylko okazję do efektownego wybuchu. Najbardziej kusząca byłaby rola człowieka próbującego zachować zawodową dyscyplinę wobec doświadczeń, których nie umie nazwać. W takim układzie jego gwałtowność miałaby znaczenie: widz obserwowałby, jak bohater coraz gorzej panuje nad sobą, choć nadal musi zadawać pytania i szukać dowodów.
Tak mogłaby domknąć się ta trylogia: po psychodelicznej zemście w Mandy i rodzinnej katastrofie w Kolorze z przestworzy przyszłoby śledztwo podważające wiarę w sens poznania prawdy. Każda z tych historii prowadziłaby Cage’a inną drogą do tego samego miejsca — chwili, w której człowiek przestaje być panem własnego świata. Piąty Detektyw potrzebuje odwagi, by pozostawić bohatera właśnie tam, zamiast pocieszać go rozwiązaniem zagadki. Sprawę można zamknąć, ale dobry koszmar powinien zostać z nim, a przede wszystkim z widzem, znacznie dłużej.

