Connect with us

Recenzje

CLAYFACE [recenzja]. Horror, obrzydzenie i… WYŚMIENITA ZABAWA! Mieszanka wybuchowa.

Pojawił się warty wyróżnienia tytuł, który zapewnia strach, obrzydzenie, ale też smutek i… wyśmienitą zabawę? Mieszanka wybuchowa. Clayface.

Published

on

CLAYFACE [recenzja]. Horror, obrzydzenie i... WYŚMIENITA ZABAWA! Mieszanka wybuchowa.

Produkcje serwowane widzom przez DCU zdążyły już przyzwyczaić wszystkich do dość niskiego poziomu opowieści. Pamiętny, wycięty w postprodukcji wąs Henry’ego Cavilla, niezręcznie rozciągnięty na klatce piersiowej Bruce’a Wayne’a symbol Batmana czy popisy Gal Gadot przypominają wizje z paraliżu sennego. Oczywiście pojawiły się też filmy wyłamujące się z tego koszmaru, jak oscarowy Joker czy pełen świeżości Superman. Pojawił się jednak kolejny, warty wyróżnienia tytuł, który zapewnia strach, obrzydzenie, ale też smutek i… wyśmienitą zabawę? Mieszanka wybuchowa. Clayface.

Advertisement

Clayface, bo oczywiście o nim mowa, przybliża sylwetkę nieportretowanego dotąd filmowo złoczyńcy. A może bardziej antybohatera? Młody aktor Matt Hagen jest na ustach wszystkich. Atrakcyjny, utalentowany, właśnie otrzymał nominację do ważnej nagrody za rolę w swojej ostatniej produkcji. Razem z przyjacielem wyrusza świętować osiągnięcie w barze. Tam poznaje kobietę, która wkrótce zniszczy mu życie. Bo jak być aktorem znanym z ładnej buźki, kiedy jest ona pocięta i zniekształcona?

clayface

Hollywood kocha piękne twarze. Jeszcze bardziej kocha jednak historie ich upadku. Matt z dnia na dzień traci nie tylko wygląd, ale również karierę i dotychczasowe życie. To szczególnie bolesne w przypadku aktora, dla którego własne ciało jest przecież narzędziem pracy. Twarz przestaje być jego wizytówką, a staje się przekleństwem. Co gorsza, Hagen nie potrafi się pogodzić z nową rzeczywistością.

Advertisement

Body horror, bo śmiało można tak nazwać Clayface, generuje na ekranie coraz to nowe obrazy deformacji ciała tytułowego bohatera. Dla odzyskania dawnej twarzy ryzykuje życiem i decyduje się na eksperymentalną terapię młodej naukowczyni. Początkowo wszystko wydaje się działać. Problem pojawia się wtedy, gdy ciało zaczyna żyć własnym życiem. Ciało aktora coraz bardziej przypomina glinę, a dzieje się to w najmniej oczekiwanych momentach. W domowym zaciszu nietrudno schować się przed wzrokiem innych. Ale co zrobić w samolocie?

clayface

Właśnie deformacje sprawiają, że Clayface można umiejscowić wśród innych body horrorów. Matt walczy z własnym ciałem, nie może pogodzić się z nowym wizerunkiem. Ingerencja w jego wygląd to nie tylko wpływ zmian bezpośrednio w strukturze komórkowej organizmu, ale też samodzielne działanie mężczyzny. Wystarczą mu jedynie dłonie, by lepić z gliny, której teraz jest zbudowany.

Advertisement

I tu wkracza gore’owość, której w tym filmie nie brakuje. Krew leje się strumieniami, fragmenty kończyn czy wnętrzności fruwają w powietrzu, a chęć zemsty zasłania racjonalne myślenie. Trzeba przyznać, że liczne morderstwa, które widzowie zobaczą na ekranie, są naprawdę efektowne. Matt nie potrzebuje broni. Plastyczność ciała i zwyczajna kreatywność wystarczą, aby zniszczyć przeszkody na drodze aktora do zaspokojenia żądzy zemsty. James Watkins bardzo dobrze wykorzystuje przy tym możliwości, jakie daje mu konwencja. Przemoc jest przesadzona, groteskowa, momentami wręcz absurdalna, ale dzięki temu doskonale pasuje do świata Clayface’a.

clayface

Horror nie ogranicza się do niepokojących obrazów. Wchodzi też w umysł Matta. Gdzieś pod warstwą historii antybohatera można dostrzec siebie. Zmiany zachodzące w ciele, starzenie się, choroba. Wszystko to ingeruje w obraz samych nas siebie w głowie. Nie potrzeba szczególnego wysiłku, aby znaleźć kompleksy.

Advertisement

Duża w tym zasługa Toma Rhysa Harriesa. Aktorowi udaje się pokazać nie tylko wściekłość i desperację Matta, ale również jego zagubienie. Pod kolejnymi warstwami efektów specjalnych wciąż pozostaje człowiek, który próbuje odzyskać dawne życie. Harries sprawia, że łatwo zapomnieć, iż obserwujemy przede wszystkim komiksowego potwora. Najpierw widzimy aktora, który stracił wszystko, dopiero później Clayface’a.

Tom Rhys Harries

Na szczęście Clayface nie próbuje przez cały czas być śmiertelnie poważnym horrorem. Obok obrzydzenia pojawia się absurd. Idzie ręka w rękę z krwawymi scenami kreatywnych morderstw. Nie sposób utrzymać powagi przy niektórych pomysłach. Granica między grozą a zabawą zostaje więc bardzo szybko zatarta.

Advertisement

To zresztą jeden z największych atutów filmu. Clayface nie musi wybierać między horrorem a kinem superbohaterskim. Bierze z obu gatunków to, co najlepsze. Dostajemy potwora, eksperyment naukowy, zemstę, romans, groteskę i oczywiście kolejne sceny przemiany. Wszystko to mogłoby stworzyć kompletny bałagan. Tymczasem glina całkiem nieźle trzyma się kupy i hybryda gatunkowa działa. Watkins nie pozwala żadnemu z tych gatunków przejąć filmu na dobre, dzięki czemu Clayface pozostaje dziwną, momentami zaskakująco przyjemną mieszanką.

clayface

Najciekawszy pozostaje jednak sam Matt. Nie jest klasycznym złoczyńcą, który pewnego dnia postanawia przejąć władzę nad światem. Nie potrzebuje wielkiego planu ani armii. Chce odzyskać to, co stracił. Dawne życie, twarz, karierę. Z czasem jego pragnienie zaczyna jednak przesłaniać wszystko inne. I tutaj pojawia się pytanie, którego film nie musi zadawać wprost. Ile można poświęcić, żeby znów stać się sobą?

Advertisement

Czy Clayface to wybitny film pełen niuansów, psychologicznych analiz i egzystencjalnych pytań? Nie, bo nie taki był jego cel. Kino superbohaterskie zaspokaja przede wszystkim potrzebę rozrywki, która, jak każda inna, zasługuje na opiekę. Nie każdy seans musi zmuszać do zapisywania kolejnych stron notatek. Czasem wystarczy, że przez dwie godziny siedzimy przed ekranem i dobrze się bawimy.

clayface

A Clayface bawi. Momentami obrzydza, czasem niepokoi, innym razem zwyczajnie rozśmiesza. Nie zawsze wszystko działa równie dobrze, a niektóre pomysły mogłyby zostać rozwinięte mocniej. Mimo to film ma własny charakter i, co w przypadku współczesnego kina superbohaterskiego wcale nie jest oczywiste, wie, czym chce być.

Advertisement

Dobro i zło, blask i ciemność. Siły zmagają się na ekranie i nie sposób oderwać od nich wzroku. W przypadku Clayface’a starcie dobra i zła odbywa się jednak przede wszystkim wewnątrz tytułowego bohatera. Która strona wygra? A może żadna? Musicie sami się przekonać.

Tom Rhys Harries
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *