search
REKLAMA
Wywiad

Rozmawiamy z GRZEGORZEM DAMIĘCKIM o serialu WILK

„Wilk” to serial produkcji Canal+.

Jan Tracz

25 stycznia 2022

348017
REKLAMA

Z okazji premiery nowego serialu od CANAL+, Wilk, porozmawialiśmy z Grzegorzem Damięckim o formie produkcji, jego roli, a także o podejściu wychowawczym z perspektywy ojca.

Jan Tracz: Zacznijmy od formy serialu. Wilk składa się zaledwie z kilku odcinków. Każdy z nich ma mniej niż dziesięć minut. 

Grzegorz Damięcki: To było kolosalne wyzwanie. Próba syntezy filmowej, operowaliśmy skrótem… Fascynujące zadanie. Na tak małym obszarze trzeba pomieścić całą masę sprzecznych emocji. Obawiałem się nadwyrazistości. Jednak nabrałem pewnej ufności, kiedy zobaczyłem determinacja reżysera, Janka Dybusa. Wszystko miał rozrysowane, był pewien swojego pomysłu. Lubię eksperymentować, dlatego taka forma wypowiedzi filmowej wydała mi się bardzo pociągająca. Krótko, skrótowo, ale i o ważnych, trudnych sprawach.

Wilk zręcznie portretuje dzisiejszą społeczność nowego pokolenia Zoom. Pan do niej jednak nie należy. Musieliście znaleźć wspólny język.

Wstępny scenariusz po prostu mnie zaintrygował. Sam mam nastoletnie dzieci, które mocno przeżyły proces przejścia na naukę online i pandemicznego życia w czterech ścianach. Pomyślałem, że Wilk może być też głosem w tej sprawie. Janek Dybus uparł się, że przyjedzie do mnie i wspólnie przedyskutujemy cały temat. Zobaczyłem, jak jest przygotowany do tej pracy i jaką ma w sobie determinację. Temat zainteresował mnie z perspektywy ojca.

Jako ojciec… gra pan ojca.

Borykam się z wieloma problemami związanymi z wychowywaniem dzieci. Świat jest pełen ludzi rozjechanych przez ich własne emocje. Współpracuję z organizacjami, które pomagają nastolatkom choćby w walce z depresją. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile dzieci cierpi na zaburzenia depresyjne wynikające ze strachu przed wyjściem z domu albo braku akceptacji… Wpajamy dzieciom, że wszystko musi być „naj”, zmuszamy je do wyścigu, porównujemy. Stwarzamy ciśnienie, które Wilk portretuje. Pokazuje ekstremalne skutki nacisku dorosłych na dzieci.

Kim dokładnie jest tata głównego bohatera, Tymona? Jako ojciec miał rację w swoim podejściu wychowawczym czy jednak był toksyczną osobą, która wpłynęła na brak empatii u Tymona?

Ojciec Tymona wpisuje się w pewien nurt, do którego często należymy. Mam na myśli ludzi, którzy są kompletnie oderwani od rzeczywistości, są z biznesowego kosmosu. Nie potrafią już rozmawiać, bo nie wiedzą jak. Rodzice często mają problem z wyrażaniem miłości, uchwyceniem zbliżającego się dramatu dzieci. Często łapią się na tym, że rozmawiając z własnym dzieckiem, zaczynają czuć się jak saper na polu minowym. Miłość rodzicielska bywa zaborcza. Tak niestety działa ojciec Tymona.

Prowadzi to do podobnych sytuacji do tych, które widzimy w serialu.

Dochodzi do momentu, w którym młody człowiek musi odrzucić „nauki” rodziców, by na fundamencie tego odrzucenia ulepić własną tożsamość. Mój bohater jest ucieleśnieniem tych wszystkich sytuacji. Jest utkany z potwornych błędów. Miłość do syna jest w jego wypadku bezradnością. Scenariusz napisany przez Janka to projekcja jego własnych doświadczeń. Nasze rozmowy zbudowały mojego bohatera.

Odcięcie się od tego typu rodziców, takich, którzy mają klapki na oczach, jest bardzo trudne. Myślę, że wielu moim znajomym to się nie do końca udało.

Bardzo smutna konstatacja. Mam nadzieję, że wielu rodzicom i dzieciom udaje się jednak znaleźć nić porozumienia. W Wilku mieliśmy do czynienia z wieloma skrajnymi emocjami. Wykluczenie, wyśmiewanie, faworyzowanie, wyścig szczurów, hejt, przemoc, seksizm. Czyli to wszystko, co w naszych szkołach często zostaje bez reakcji.

Dochodzi jeszcze szeroko pojęty seks, który jest jednym z tematów przewodnich serialu.

Pornografia to problem, który dotyka i niszczy. Też ją oglądałem, ale wydaje mi się, że cała ta inicjacja przyszła u mnie znacznie później. A teraz? Dziś dochodzimy do sytuacji, w której dostęp do niej jest dziecinnie łatwy.

Algorytm Google dostosował się do naszego własnego postrzegania rzeczywistości. Niech Pan wpisze w Grafice Google słowo „uczeń”, a następnie „uczennica”. Rozstrzał tych zdjęć przytłacza. 

Żyjemy w chaosie informacyjnym. Na chodnikach leżą ulotki promujące szybkie numerki. Seks nie jest dziś związany z uczuciem. Możemy go kupić. Ludzie omijają prawdziwe relacje, bo wymagają prawdziwej odwagi. Żeby znaleźć realne uczucie, trzeba wyjść do ludzi, opuścić strefę komfortu.

W serialu żonę pańskiego bohatera gra Magdalena Boczarska. Wierzy Pan, że w ich relacji można jeszcze odnaleźć miłość? Czy ta relacja jest już całkowicie wypalona?

Znowu pojawia się filozoficzna dywagacja: czym dokładnie jest szczęśliwe małżeństwo? Nasi bohaterowie żyją ze sobą długo, ale mają nieustanne spięcia. Może boją się zmiany? Wszystkie swoje najlepsze lata oddali sobie nawzajem, więc prawdopodobnie nie wierzą, że cokolwiek ma prawo się jeszcze zmienić. Wydaje mi się, że kiedyś ludzie byli znacznie bardziej uodpornieni na trudne emocje. Pierwszy lepszy konflikt nie podcinał im skrzydeł. Często wzmacniał relację. Oczywiście wierzę, że jest cała masa ludzi, którzy chętnie siebie nawzajem słuchają, radzą sobie, chodzą po jasnej stronie życia. Może rodzicom Tymona też to się kiedyś uda. Miejmy nadzieję.

Avatar

Jan Tracz

Studiuje filmoznawstwo na uczelni King's College London w Wielkiej Brytanii, aktualnie pisuje dla Why Now, British Thoughts Magazine, Interia Film, Przeglądu, Film.org.pl i portalu GRY-OnLine. Publikował na łamach Miesięcznika KINO, Magazynu PANI, WP Film, Noizz, Papaya Rocks, Tygodnika Solidarność, oraz Filmawki, a także współpracował z Rock Radiem i Movies Roomem. Przeprowadził wywiady min. z Alejandro Gonzálezem Iñárritu, Lasse Hallströmem, Matthew Lewisem i Davidem Thomsonem.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA