search
REKLAMA
Berlinale 2022

BOTH SIDES OF THE BLADE. Blaski i cienie

W Both Sides of the Blade każda z postaci ma więc całkiem sporo skaz, choć żadna nie jest pozbawiona swoich racji i dramatów, uzasadniających takie, a nie inne postępowanie.

Tomasz Raczkowski

16 lutego 2022

bothsides
REKLAMA

Juliette Binoche ma bardzo bogatą filmografię, jednak chyba najbardziej emblematycznym obszarem, z jakim się kojarzy, jest coś, co nazwać można by „francuskim filmem z Juliette Binoche”. Nie ma chyba innej aktorki, która tak mocno uosabiałaby francuskie kino obyczajowe – czasem bardziej poważne, czasem komediowe, jednak w przeważającej większości utrzymane w podobnej przejrzystej estetyce, osadzone w bezpiecznym środowisku wielkomiejskiej (paryskiej) klasy średniej. Both Sides of the Blade Claire Denis można uznać za kolejny film z tego nurtu filmografii aktorki, raz jeszcze wcielającej się w uwikłaną w związkowe problemy kobietę z dobrej paryskiej dzielnicy.

Po dziwnym eksperymencie z egzystencjalnym kinem science fiction (High Life) Denis wraca do świata rzeczywistego i obyczajowego dramatu, czyli do swojego żywiołu. W pierwszej scenie Both Sides of the Blade oglądamy sielskie wakacje pary w średnim wieku. Mężczyzna i kobieta kąpią się beztrosko w morzu, gra muzyka, świeci słońce. Krótko mówiąc, dostajemy informację, że Sara i Jean są szczęśliwą parą ze szczęśliwym życiem. Ona jest uznaną dziennikarką radiową, on jako były sportowiec próbuje na nowo rozruszać karierę, zmagając się przy tym z wychowaniem mieszkającego u babci nastolatka. Życie nie jest może usłane różami, ale można sobie wyobrazić gorszą sytuację – a poza tym ich udany związek jest solidnym oparciem. Nietrudno się domyślić, że w dalszej części fabuły ich idylla ulegnie rozbiciu. Stanie się to za sprawą François, dawnej miłości Sary, który nagle pojawia się ponownie w ich życiu jako wspólnik Jeana w pracy.

Denis stopniowo podkręca stworzone w ten sposób napięcie, po drodze odsłaniając powoli więcej szczegółów z życia głównej pary – dowiadujemy się, że Jean stara się prowadzić nowe życie po otrzymanym z niewyjaśnionych przyczyn wyroku, Sara zaś w jego osobie znajduje przystań odcinającą ją od burzliwego uczucia do dawnego kochanka. Wiemy niewiele, ale wystarczająco, by zrozumieć stawki, jakie przynoszą niby zwyczaje spotkania dawnych znajomych. Kruchość sytuacji bohaterów oddaje nerwowa, trochę rozchwiana praca kamery – ruch postaci uzupełniają drżące ujęcia miejskie, wiele scen komponowanych jest na bardzo bliskich planach, uwypuklających (czy wręcz wyolbrzymiających) każdy ruch. Reżyserce zależy bardzo na detalach, bo z nich konstruuje całą opowieść. Wobec lakonicznej ekspozycji w dialogach każdy dodatkowy gest nabiera kluczowego znaczenia dla obrazu całości. Denis trzyma nas w napięciu, podsuwając kolejne elementy układanki, a związek Sary i Jeana nabiera stopniowo coraz bardziej mrocznej podszewki, powoli na wierzch wychodzą jego toksyczne fundamenty. Niestety nie zawsze zachowuje równomierną zręczność – wiele jest w Both Sides of the Blade scen przejaskrawionych, traktujących relacje między bohaterami na zgoła harlequinowo podkręconą modłę, jakby Denis nie była wystarczająco pewna, że uwierzymy w prawdziwość emocji, i postanowiła je dodatkowo podkreślić. Przez to nie tylko wprowadza fałszywe nurty do realistycznej faktury, ale też gubi rytm narracji.

Screenshot 2022 02 15 at 11 09 12 both sides of the blade jpg obraz WEBP 3840×2160 pikseli Skala 29

Kluczowe są tu jednak postaci. Najciekawsza jest w nowym filmie Denis Sara, grana przez Juliette Binoche. Przez ćwierć wieku gry z niemal niezmiennie łagodnym wyrazem twarzy, ciepłym spojrzeniem i uroczym uśmiechem laureatka Oscara wypracowała sobie spory kredyt zaufania dla swoich postaci. Widząc Binoche na ekranie, trudno nie postrzegać jej domyślnie jako postaci pozytywnej, z którą będziemy sympatyzować w czasie seansu. Tym bardziej, jeśli tak jak w Both Sides of the Blade początkowy akt prezentuje nam ją jako inteligentną, czułą i kochającą partnerkę. Tymczasem Sara jest dużo bardziej skomplikowana, co odkrywamy w miarę, jak rozwija się napięcie pomiędzy nią, François a Jeanem. W zasadzie postać Binoche zaczyna jako domyślna protagonistka, w dalszej części filmu nabierając coraz więcej cech negatywnych, co częściowo odwraca intuicyjne percepcje. Podobnie zresztą, podczas gdy odkrywamy przeszłość bohaterów i ich aktualne problemy, krystaliczny przestaje być Jean, w którego wciela się jak zawsze skupiony Vincent Lindon, kreujący sugestywnie człowieka skrywającego pod skorupą spokoju buzujący strach, niepewność i żal. Najmniej zmienia się nasze postrzeganie raczej efemerycznego, pozostającego w zasadzie w cieniu głównej dwójki François, ale i jego postać jest fundamentalnie niedopowiedziana, więc potencjalnie wieloznaczna. W Both Sides of the Blade każda z postaci ma więc całkiem sporo skaz, choć żadna nie jest pozbawiona swoich racji i dramatów, uzasadniających takie, a nie inne postępowanie.

Dzięki temu nie oglądamy dramatu ludzi, którym los psuje życie, ale historię o ludziach, którzy komplikują je sami sobie i nawzajem. Narracja jest przy tym satysfakcjonująco niekonkluzywna – nie znając pełnego kontekstu, nie do końca widzimy też wszystkie zdarzenia, by móc je osądzić. Trochę szkoda, że końcówka jest tylko półotwarta, a Denis formułuje w niej nieco rozczarowującą puentę. Nawet ona jest jednak obarczona dozą wątpliwości – najmocniej problematyczna postać Sary może być odczytywana jako figura toksyczna, ale wybrzmiewa również kontekst patriarchalnego osaczenia i mimowolnego uwikłania w męskie walki kogutów. Zarówno ona, jak i Jean mają swoje na sumieniu, będąc przy tym dobrymi ludźmi.

bothsides denis lindon binoche

Denis stworzyła więc solidny, z lekka mroczny dramat psychologiczny o zabarwionych toksycznie relacjach i trudno powiedzieć, dlaczego dorzuca do niego elementy społecznego komentarza. Postać czarnego syna Jeana mogłaby być uznana za ten sam rodzaj rzetelnego realizmu, który każe w każdej postaci dostrzegać zarówno zalety, jak i wady, tyle że w pewnym momencie staje się oczywiste, że nastoletni, zmagający się z edukacją Marcus ma tu służyć jako platforma do wprowadzenia refleksji na temat rasy i postkolonialnych uwarunkowań. Temat ten pojawia się też w dwóch nieco konfudujących, jakby na siłę doklejonych scenach wywiadów radiowych Sary. Nie spełnia to w zasadzie żadnej funkcji fabularnej, bo poza kilkoma komunałami wygłoszonymi przez Jeana kwestia rasy nie zostaje w ogóle włączona w zasadniczą narrację. Być może przywołując poglądy Franza Fanona, Denis chciała podkreślić kondycję społeczeństwa, w którym osadzony jest jej film, lub stworzyć karkołomną paralelę pomiędzy psychologicznymi mechanizmami rasizmu a destrukcyjnych uczuć. Jeśli jednak tak było, to wypadło to w najlepszym razie koślawo.

Both Sides of the Blade jest więc filmem, wobec którego mam – nomen omen – dwoiste odczucia. Z jednej strony, estetyczne wrażenia są świetne – bezbłędny duet Binoche–Lindon prowadzą pewnie narrację, na drugim planie solidną robotę wykonują Bulle Ogier, Issa Perica i Mati Diop, kreatywne zdjęcia Erica Gautiera kreują odpowiednią atmosferę, której dopełnia muzyka Tindersticks. Z drugiej strony, to wszystko miejscami nieco się rozjeżdża: historia zahacza o obyczajowe komunały, pogłębiony realizm zachowań miejscami sprawia wrażenie pójścia na skróty, a wątki społeczno-polityczne nie rezonują z resztą, stercząc bez celu tu i ówdzie. Denis jest zbyt dobrą reżyserką, by pozwolić niedociągnięciom rozbić cały film, Both Sides of the Blade wypada więc koniec końców dobrze, ale zostawia z niedosytem.

Avatar

Tomasz Raczkowski

Antropolog, krytyk, entuzjasta kina społecznego, brytyjskiego humoru i horrorów.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA