Recenzje

ŻNIWA. Synowie Afryki

Momentami błyskotliwy dramat psychologiczny i społeczny zarazem, pełen nieoczywistych znaczeń i podtekstów.

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

Nieczęsto trafia się na film równie mocno osadzony w lokalnym kontekście, co uniwersalny. Pokazywane w canneńskiej sekcji Un Certain Regard Żniwa, pierwszy pełnometrażowy film urodzonego w Kapsztadzie Etienne’a Kallosa, zaliczyłbym do tej właśnie grupy. Reżyser z RPA podejmuje w nim niełatwy temat białej mniejszości Afrykanerów zamieszkujących jego ojczyznę. Nie jest to jednak kino polityczne czy rozliczeniowe, a psychologiczny dramat, stroniący od dramatycznego patosu i dosłowności. Żniwa to kino płynące powoli i angażujące w nieoczywisty sposób, jakby od niechcenia dostarczające wielowarstwowych i niedomkniętych znaczeń.

Akcja Żniw rozgrywa się w południowoafrykańskim Wolnym Państwie (jednej z tamtejszych prowincji), w niewielkiej enklawie białych rolników, w bliżej nieokreślonym czasie po przemianach społeczno-politycznych lat 90. Historię obserwujemy z perspektywy nastoletniego Janno, cichego syna właścicieli rozległej farmy. Chłopak wychowywany jest w rygorystycznym systemie protestanckiej etyki pracy i posłuszeństwa; uczy się opieki nad gospodarstwem, które kiedyś ma przejąć jako najstarsze dziecko swoich rodziców. W życie jego i całej rodziny pewnego dnia wkracza nagle Pieter, chłopak w podobnym wieku co Janno, przygarnięty z ulicy przez jego gorliwie wierzącą matkę, która naprostowanie i włączenie nowego członka rodziny do afrykanerskiej mikrospołeczności postrzega jako zesłaną przez Boga misję i chrześcijańską powinność. Pomimo niechęci ze strony ojca rodziny i wyraźnej rezerwy Janno Pieter stopniowo wrasta w ich życie.

Dramaturgia filmu Kallosa skupia się wokół relacji dwóch młodych chłopaków, na polecenie matki mających się stać braćmi. Stosunek Janno do przybysza od samego początku jest napięty i niejednoznaczny, oscylując gdzieś pomiędzy strachem, zainteresowaniem i niechęcią. Wychodzący z uzależnienia od narkotyków, bezczelny i nieposłuszny Pieter –ucieleśnienie wyobrażeń o „dziecku ulicy” – zdaje się całkowitym przeciwieństwem skromnego i posłusznego Janno. Stopniowo, w pozornie błahych gestach i sytuacjach, ujawnia się jednak wyobcowanie głównego bohatera z lokalnej społeczności, które w przewrotny i nieco niepokojący sposób zbliża go do Pietera. Ten z kolei czuje się w nowym środowisku coraz pewniej i choć wciąż pozostaje w konserwatywnej, tradycjonalistycznej wspólnocie Afrykanerów odmieńcem, jego obecność zaczyna wywierać na Janno coraz większą presję i prowokuje eskalację jego introwertycznej samotności.

Kallos snuje swoją opowieść w sposób nieoczywisty, niepostrzeżenie otwierając kolejne wątki i konteksty wyrażające się w subtelnych niejasnościach i niedopowiedzeniach. Rolnicza osada zdaje się całkowicie szczelna i samowystarczalna, jednak rzucane tu i ówdzie uwagi o grabieżach i mordach na białych rolnikach wskazuje na ich polityczne usytuowanie w politycznej przestrzeni postapartheidowego RPA. Fundamentalny dla odczytania zasadniczego konfliktu portret rodziny Janno budowany jest ze strzępów rozmów, z niejasnych aluzji i oszczędnej ekspozycji codziennego życia gospodarstwa. Taka narracja stwarza dużo miejsca dla subtelnych podtekstów i tropów rozszerzających główną linię fabularną. Napięcie pomiędzy Janno a Pieterem zostaje w efekcie wpisane w społeczną panoramę, podsycone przez sugestywny podtekst homoerotyczny, a przede wszystkim osadzone w przestrzeni postkolonialnej tożsamości i wspólnoty.

W otwierającej Żniwa scenie z offu wybrzmiewa modlitwa błagalna matki o siłę dla jej syna (później zastanawiać się możemy, o którego z chłopców jej chodziło). Recytowane wersy przywołują analogię przymiotów ludzkich do płodów ziemi – ujawnia się w tym miejscu głęboko zakorzenione w afrykanerskiej tożsamości zespolenie z rolnictwem. Ten trop jest kluczowy w uchwyceniu znaczenia filmu, którego centralnym tematem jest poczucie wewnętrznej pustki i samotność. Reakcją na te uczucia jest dążenie do przynależenia, inkluzji do zachowującej pozory trwałości grupy. Jednak wspólnota Afrykanerów ze Żniw znajduje się na krawędzi zniszczenia – obsesyjne chwytanie się etosu pracy w polu i religijnej dewocji jedynie maskuje poczucie tego rozpadu i bezradność wobec lęku istnienia. Tytułowe żniwa są tu symbolem łączącym płaszczyznę praktyczną z psychologiczną – tak jak gospodarz zbierze plon adekwatny do swojej pracy, czynników naturalnych i szczęścia, tak przyszłość afrykanerskiej wspólnoty uwarunkowana jest kolonialną przeszłością, historycznymi przemianami i działaniami jej członków.

Relacja Janno i Pietera w Żniwach zyskuje cechy egzystencjalnej konfrontacji z Innym, w której kształtuje się podmiot bohaterów. Wychowany wewnątrz enklawy Janno dąży do bycia częścią jej społeczności, równocześnie co chwila będąc z niej wypychanym. Pieter jest wszystkim tym, czym nie jest on – silnym cynikiem świadomym swojej cielesności, która dla jego przyszywanego brata stanowi tabu. On z kolei potrafi wtopić się w grupę, przyjąć jej warunki i stać się jej częścią bardziej niż łaknący tego Janno. Obaj są na swój sposób odmieńcami, dla których zakorzeniona w Bogu i tradycji osadniczej tożsamość okazuje się niczym więcej jak tylko zakurzonymi fotografiami na ścianie. Nie są one w stanie zapełnić emocjonalnej pustki, podobnie jak żarliwość matki nie daje im poczucia bliskości. Podczas gdy jednego niespełniona tęsknota wyniszcza, dla drugiego jest narzędziem, które umożliwia mu przetrwanie. Jeden i drugi są przy tym latoroślami tej samej gleby i obaj uosabiają rozpad nadającego im tożsamość świata.

Kallos stworzył film pulsujący emocjami, rozpięty między cielesną zmysłowością a narracyjnym chłodem, równocześnie społeczny i psychologiczny. Końcowego efektu dopełniają oniryczne zdjęcia Macieja Englerta oraz minimalistyczna muzyka, której autorami są Evgueni i Sacha Galperine. Debiut południowoafrykańskiego reżysera może imponować dojrzałością w prowadzeniu narracji, a także inscenizacyjnym zmysłem i prowadzeniem aktorów. Wcielający się w Janno wycofany Brent Vermeulen i demoniczny Alex van Dyk w roli Pietera bez cienia fałszu odgrywają wewnętrzne stany swoich bohaterów oraz subtelne niuanse ich zachowania, w których realizuje się dramaturgia filmu. Całość przybiera formę egzystencjalnej impresji, pozostając nieustannie w bliskim związku ze społecznymi kontekstami. Takie połączenie i jego jakość sprawiają, że jest to film wyjątkowy i ważny.

Ostatnio dodane