search
REKLAMA
Recenzje

ZABÓJCZY REJS. Adam Sandler powraca w parodii twórczości Agathy Christie i Arthura Conana Doyle’a

Jan Tracz

17 czerwca 2019

REKLAMA

Adam Sandler i Happy Madison (jego własna firma produkcyjna) to połączenie nie tyle wybuchowe, ile przede wszystkim dla poważnego widza żenujące, a czasem nawet szokujące. Filmy spod ręki tego duetu są prześmiewcze, przekraczające jakiekolwiek granice gustu i dobrego smaku. Kiedy rozpoczynałem swój seans Zabójczego rejsu i ujrzałem białą piłeczkę golfową, coś w rodzaju logo tego studia, zrozumiałem, że szykuje się jazda bez trzymanki, której nie przetrwają nawet najwięksi zjadacze filmów, przyzwyczajeni do ekranowych, infantylnych głupotek; jakie było moje zdziwienie, gdy przede mną zjawił się film naprawdę udany, zgrywający się i czerpiący z największych kryminałów, przy tym będący rezultatem pracy nad dość atrakcyjnym scenariuszem.

Nick i Audrey Spitzowie (Sandler i Jennifer Aniston po raz kolejny widzą się na ekranie po kasowym sukcesie Żony na niby) to para zwykłych Amerykanów chcących spędzić zaległy miesiąc miodowy w podróży po odległej dla nich i majestatycznej Europie; zaproszeni przez tajemniczego milionera, Charlesa Cavendisha (Luke Evans), wybierają się w morderczą podróż, w której roi się od pokręconych i nieco detektywistycznych akcji. Zabójczy rejs staje się czymś w rodzaju hołdu dla kina wzorowanego na literaturze kryminalnej – nie boi się zrzynać z pomysłów swoich poprzedników, a także wyśmiewać niektórych jego zagrań, zamieniając je w gagi i zabawne incydenty. Ekipa Sandlera daje radę i można się przy tej morskiej wojaży wyjątkowo odprężyć.

Netflix

Najnowsza komedia Netfliksa bazuje na podręcznikowych zagraniach, podanych w przystępnej, sprawdzonej formule, która nie powinna zrazić widza, choć jest i będzie dla niego wtórna. Przedstawienie potencjalnych podejrzanych odbywa się zgodnie z etosem Agathy Christie; zgraja, z jaką będzie nam dane obcować, jest naprawdę zróżnicowana i nie boję się powiedzieć, że okaże się satysfakcjonująca – znajdziemy tu chociażby podstarzałego pułkownika, przepiękną aktorkę, niekochanego przez ojca syna albo cudackiego maharadżę – stają się oni dopełnieniem dla dwójki głównych bohaterów, wplątanych w zabójstwo podstarzałego miliardera, zapisującego majątek nie dla swych najbliższych, ale dla żądnej fortuny młodej kochanki. Kto jest winny? Jaki był casus całej tej sprawy? Na te pytania starają się odpowiedzieć nieporadni Spitzowie.

Mąż i żona w tym wypadku to dwa ciekawe charaktery, swoje analityczne myślenie opierający na przeciwieństwach; Aniston wydobywa swe spostrzeżenia z przeczytanych kryminałów, lektur stających się dla niej czymś w rodzaju kryminalnego podręcznika; zawsze myśli tak, jakby coś miało wydarzyć się w książce. Sandler, niespełniony zawodowo policjant, któremu zdarzyło się oblać egzaminy na detektywa, pragnie pozostać przy logice, analizie, poznanych kiedyś statystykach – stara się wszystko ułożyć do kupy, najczęściej w tak sensowny sposób, by miało to ręce i nogi. Dzięki połączeniu sił zaczynają powoli rozwiązywać “rozległo-niespodziewaną” zagadkę, ucząc się czegoś o sobie, a także ocierając się o śmierć i uciekając przed mściwym francuskim detektywem (przeżywający w kinie francuskim swoje pięć minut Dany Boon). Tworzą dopełniający się duet, działający niczym Sherlock Holmes i doktor Watson – trudno jedynie rozpoznać, kto odgrywa jaką rolę w tym komicznym spektaklu!

Netflix

Zarzuca się Zabójczemu rejsowi brak oryginalności połączony z kiczem, nieśmiesznym, nikogo niebawiącym humorem. Warto podkreślić, że całość została nakręcona z przymrużeniem oka, tak by zaserwować widzowi angażującą i klimatyczną rozrywkę, z żartami, które nie są – tak jak zwykle – cholernie inwazyjne, a przy tym zachować ten charakterystyczny smaczek znany z filmów z Sandlerem – nieustanny cringe wylewający się z ekranu; jeżeli ktoś się do tego dotychczas nie przyzwyczaił, to zapewne i ta produkcja nie podejdzie mu w stu procentach.

A Sandler, jak to Sandler, bawi się rolą, pragnie stworzyć kolejny film, będący cool i niewyróżniający się kompletnie niczym. Kto wie, może w tym (czasem) bezmózgim szaleństwie jest metoda? Zabójczy rejs potrafi wciągnąć, pozwala się uśmiechnąć i rozluźnić, niczego innego od niego nie oczekiwałem, bo przecież nie mogłem; gdy spojrzy się na filmografię całego Happy Madison (infantylne Mały Nicky i Nie zadzieraj z fryzjerem, okropny Jack i Jill), film ten wygląda na nieskalane arcydzieło wybijające się ponad miernotę niektórych “dzieł” wydanych (niestety, kto na to pozwolił!) przez ekipę Sandlera; w skrócie, nikt nie zabrania wam się na nim przyzwoicie bawić.

Netflix

Dogadujący się duet, dość sensowny scenariusz i całkiem rozumne zagrania powodują, że jakoś można spędzić te półtorej godziny z Adamem i Jen bez grymasu i niepotrzebnych żalów. Więcej takich filmów z Sandlerem proszę, a będzie znakomicie; obejrzałbym z przyjemnością drugą taką intrygę, w klimacie ciągłych dowcipów i dynamicznych scenek – czekam!

Jan Tracz

Jan Tracz

Doktorant ( Film Studies ) na uczelni King's College London w Wielkiej Brytanii, aktualnie pisuje dla portalu Collider, The Upcoming, Talking Shorts, Interii Film, Przeglądu, MINT Magazine, Film.org.pl i GRY-OnLine. Publikował na łamach FIPRESCI, Eye For Film, WhyNow, British Thoughts Magazine, AYO News, Miesięcznika KINO, Magazynu PANI, WP Film, NOIZZ, Papaya Rocks, Tygodnika Solidarność oraz Filmawki, a także współpracował z Rock Radiem i Movies Roomem. Przeprowadził wywiady m.in. z Adamem Sandlerem, Alejandro Gonzálezem Iñárritu, Paulem Dano, Johanem Renckiem, Lasse Hallströmem, Michelem Franco, Matthew Lewisem i Irène Jacob. Publikacje książkowe: esej w antologii "Nikt Nikomu Nie Tłumaczy: Świat według Kiepskich w kulturze" (Wydawnictwo Brak Przypisu, 2023). Laureat Stypendium im. Leopolda Ungera w 2023 roku. Członek Young FIPRESCI Jury podczas WFF 2023.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA