search
REKLAMA
Recenzje

TUNEL Z GOŁĘBIAMI. Prawda nikogo nie wyzwoli [RECENZJA]

Sztuką jest trzymać widza w trudnym do wytłumaczenia napięciu, będącym efektem rozmowy pisarza i dokumentalisty. Errolowi Morrisowi to się udało.

Tomasz Ludward

25 marca 2024

REKLAMA

John le Carré celnie zauważa przewrotność bycia szpiegiem. Kiedy jesteś podatnym na potknięcia amatorem, dajesz z siebie najwięcej. Gdy zjesz zęby na zawodzie, a agencja mogłaby skorzystać z twoich usług w pełni, idziesz na boczny tor. Podobnych paradoksów działania pod przykrywką jest dużo więcej. Legendarny pisarz, który zmarł w 2020 roku, pracował jako agent, stacjonując w Bonn na zlecenie brytyjskiego MI6. Doświadczenia z zimnej wojny przełożył na karierę literacką, sprzedając ponad 60 milionów książek. W Tunelu z gołębiami – ekranizacji autobiografii – staje twarzą w twarz z Errolem Morrisem, nagradzanym dokumentalistą, i tym samym rozpoczyna swoją opowieść.

To, co słyszymy z ust le Carré’a, nie jest łatwo zakwalifikować. Skomplikowany wywód sięga czasów dzieciństwa, których czołową postacią był ojciec pisarza. Narracja o nim jest chłodna i odpowiednio zaprojektowana, żeby w każdym momencie powiedzieć tylko to, co le Carré chce, żebyśmy usłyszeli (do końca nigdy nie wiemy, na czym polegały oszustwa Ronniego). Niewiedza, a raczej selektywność informacji nie powoduje jednak szumu w przekazie. Nie ma również znaczenia, że le Carré adresuje swojego ojca po imieniu, czyli Ronnie, jakby domyślnie zaliczał go do grona fikcyjnych bohaterów swoich powieści.

I tutaj dochodzimy do jednego z haseł wytrychów dokumentu Morrisa, czyli faktów. Morris, który za sprawą The Thin Blue Line, stał się specjalistą od zbrodni prawdziwych, ma przy okazji Tunelu z gołębiami kolejny twardy orzech do zgryzienia, również za sprawą prawdy i fikcji. Z jednej strony musi potulnie słuchać literackiego autorytetu, pozwalając mu na przedstawienie jego własnej, często cynicznej wizji świata. Bo le Carré, podążając za swoją twórczością, nie podrzuca łatwych piłek. Sprawnie przeskakuje pomiędzy gawędziarstwem godnym zimnego kufla Guinnessa a intelektualną grą, którą w różnych konfiguracjach uprawiał na przełomie swojej kariery. A zatem z drugiej strony Morris ma za zadanie stworzyć film, unikając zakładanych przez le Carré’ego kontekstowych pułapek. Kiedy pisarz mówi prawdę? Czy to, co opisuje, wydarzyło się naprawdę, skoro sam Cornwell świadomie manipuluje pamięcią, na przykład, gdy przywołuje obraz swojego ojca będącego za kratkami (wydarzenie, które nigdy nie mogło mieć miejsca)?

Odpowiedź Morrisa na tę maskaradę odnajdujemy w technikaliach. Tunel jest doskonale zmontowanym dziełem, będącym mieszaniną wyznań, przebitek do licznych filmowych adaptacji le Carré’a, dokumentów i zdjęć potwierdzających fragmenty jego historii. Ten utkany z materiałów kolaż przypomina teczkę z dowodami w śledztwie. Jej celem jest wytłumaczenie trudnych zjawisk, jakie nurtują filmowców: z jakich pobudek agenci decydują się współpracować z obcym wywiadem, co z moralnością i własnymi przekonaniami? Jak słusznie le Carré zauważa – prawda jest subiektywna. Morris bierze udział w tej szpiegowskiej grze. Ale zamiast długiego płaszcza i skrojonego garnituru pod nim, nakłada b-roll, zacierając granicę między faktami a tym, co zostało zapisane na papierze. Jednak nawet w takiej formie przesłuchania lub – bardziej abstrakcyjnie – penetracji wyobraźni rozmówcy le Carré pozostaje wytrawnym graczem. Innym zespołem, lub pozostając w szpiegowskiej stratosferze: inną sekcją, jest muzyka. Nietuzinkowy duet Philip Glass i Paul Leonard-Morgan kładzie w swojej oprawie nacisk na ciągłość, przesuwając dramatyczne akcenty zgodnie z ruchem taśmy, uzyskując idealną synchronizację – weźmy fragment, gdy le Carré przywołuje burzliwe akademickie czasy.

Dzięki temu w dokument zaskakująco wkrada się emocjonalność; nawet jeśli jej pula obraca się głównie wobec wartości uniwersalnych, takich jak lojalność, zdrada czy honor. Cornwell wielokrotnie czuł wiatr historii na plecach. Wielokrotnie też musiał podejmować trudne decyzje, których później przyszło mu żałować. Słuchając go, mamy wrażenie, że pisarz w konsekwencji otwiera się przed twórcami i widzami, pomimo dystansu, jaki zachowuje. Czy to jedynie misternie przygotowana rola? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że Tunel z gołębiami, jako opowieść, pozostaje poprzez to wszystko intrygująca, a sama struktura dokumentu ekscytująca. Mówi się, że pisarzy lepiej czytać niż słuchać. Le Carré wydaje się wyjątkiem od tej reguły.

Avatar

Tomasz Ludward

Filmy na zmianę ogląda i słucha. Nieprzyzwoicie często wraca do ulubionych tytułów. Kinoman z zamiłowania, ceniący brak reklam i dubbingu. Wyjątkowo podatny na literackie adaptacje. Aktualnie w poszukiwaniu tej jednej, idealnej platformy streamingowej. Członek International Film Music Critics Association (IFMCA).

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA