Recenzje
RUSTIN. Szablonowa biografia nieszablonowego bohatera Afroamerykanów [RECENZJA]
W filmie George’a C. Wolfe’a poznajemy Bayarda Rustina, któremu daleko do dystyngowanych przywódców amerykańskiego ruchu emancypacji czarnoskórych.
O dwóch najsłynniejszych bojownikach o prawa czarnych w USA Martinie Lutherze Kingu i Malcolmie X kino mówiło już sporo – każdy z nich miał już swój głośny „solowy” film, a i w innych produkcjach o emancypacji czarnoskórych Amerykanów pojawiali się często. Jednak ruch na rzecz zniesienia segregacji w USA miał wielu innych bohaterów, często stojących w cieniu. Jednym z nich był Bayard Rustin, niezwykle barwna postać, o której opowiada jeden z najnowszych filmów fabularnych Netflixa.
Rustin to opowieść o człowieku, który wyróżniał się na tle innych czarnoskórych aktywistów. Ci dzielili się z reguły na zwolenników czynnej walki o prawa, tej spod znaku Czarnych Panter, oraz tych, którzy walczyli głównie słowem i nawoływali do zmian płomiennymi przemowami. Bayard Rustin nie należał do żadnej z tych grup: z jednej strony opowiadał się za biernym oporem i protestami wolnymi od przemocy, z drugiej – głównie ze względu na kontrowersje związane z jego orientacją seksualną – nie był jednym z tych, którzy poprzez mównicę rozpalali serca milionów czarnoskórych Amerykanów.
Umiał natomiast dokonywać jednej rzeczy: zjednywać sobie ludzi. W filmie George’a C. Wolfe’a poznajemy Bayarda Rustina, któremu daleko do dystyngowanych przywódców amerykańskiego ruchu emancypacji czarnoskórych – w brawurowym wykonaniu Colmana Domingo jest ekstrawertycznym i ekscentrycznym wulkanem energii, który ma w zanadrzu ripostę na każdą wątpliwość, każdy kontrargument dla jego pomysłów.
Film George’a C. Wolfe’a nie wyróżnia się w żaden ewidentny sposób – to nienagannie skrojony biopic o Ważnej Postaci Historycznej. Doprawdy, WPH powinno być obowiązującym pojęciem z terminologii filmowej, opisującym generycznego bohatera filmu biograficznego, któremu niemal zawsze można przypisać pewne atrybuty: odwagę, zdolność do inspirowania innych, bezinteresowność, a często także wielkie zasługi przykrywające ewentualne wątpliwe moralnie decyzje czy rysę na charakterze. Bayard Rustin to właśnie taka WPH – bohater ciekawy, budzący uznanie i jawiący się jako człowiek, z którego intelektem chciałoby się obcować.
Ale jednocześnie postać ta pada ofiarą tej wycyzelowanej biograficznej formuły, która powstrzymującej głównego bohatera od stania się pełnokrwistą, bliższą śmiertelnikowi postacią. Choć Szczęśliwie jednak nie jest to w
Realizując scenariusz Juliana Breece’a i Dustina Lance’a Blacka, nagrodzonego Oscarem za Obywatela Milka, reżyser Rustina miał jedno jedyne zadanie – stworzyć filmową biografię, która nie znuży widza i nie przekłamie rzeczywistości. To pierwsze udało się dzięki wysiłkom Colmana Domingo i znakomitej obsady drugoplanowej, z Chrisem Rockiem, Jeffreyem Wrightem i CCH Pounder na czele, o tym zaś, czy udało się zachować zgodność z faktami, wypowiadać się mogą przede wszystkim ci, którzy historię ruchu na rzecz praw czarnoskórych Amerykanów znają na wylot.
I choć
(Wszystkich zainteresowanych sylwetką Bayarda Rustina i sposobem jej przedstawienia w filmie Netflixa zachęcam do lektury tego artykułu, opublikowanego na łamach magazynu Instytutu Smithsonian).
