Recenzje

MÓJ PIĘKNY SYN. Wielkie kreacje Chalameta i Carella!

Jeżeli jesteście fanami talentu Timothée Chalameta, to nie zastanawiajcie się dwa razy nad kupnem biletu na film Van Groeningena.

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

Timothée Chalamet to zdecydowanie jedno z najgorętszych obecnie nazwisk w Hollywood. Po roli Elio w Tamtych dniach, tamtych nocach Luki Guadagnino chłopaka zaczął otaczać swego rodzaju kult. Nominacja do Oscara, rola w głośnej Lady Bird Grety Gerwig, występ u Woody’ego Allena w A Rainy Day in New York (nie wiadomo jednak, czy film ujrzy w końcu światło dzienne), tysiące fanów i fanek na całym świecie. Chalamet nie spoczął jednak na laurach. Dalej ciężko pracuje, czego efektem jest wchodzący za niecałe dwa tygodnie do kin w Polsce Mój piękny syn Felixa Van Groeningena. Za rolę w tym filmie Timothée otrzymał już m.in. nominację do Złotego Globu oraz Critics’ Choice Award.

Obraz Van Groeningena oparty jest na prawdziwej relacji Nica oraz Davida Sheffów, przedstawionej w pamiętniku-autobiografii pt. Na głodzie. Moja historia walki z nałogiem przez pierwszego z nich, a w książce Mój piękny syn przez drugiego. Obaj panowie byli również konsultantami na planie filmu. Nic, w którego wciela się Chalamet, uzależniony jest od narkotyków. Zaczynał od palenia marihuany w liceum, a skończył na wstrzykiwanej dożylnie metamfetaminie. Jego uzależnienie wyniszcza psychicznie ojca – Davida (w tej roli znany i lubiany Steve Carell). W trosce o ukochanego syna mężczyzna jeździ z nim na różnego rodzaju terapie, zaniedbując przy tym swoją nową rodzinę, którą założył po rozwodzie z matką Nica. Czy Davidowi uda się jeszcze uratować przyszłość pierworodnego? A może jest już na to za późno?

chalamet i carell

Van Groeningen w bardzo ciekawy sposób rozpoczyna swój film. Brak tutaj ekspozycji z prawdziwego zdarzenia. O relacji łączącej Davida i Nica dowiadujemy się poprzez retrospekcje wprowadzone za pomocą montażu skojarzeniowego. Dla przykładu: bohater jeździ samochodem po mieście w poszukiwaniu syna, który uciekł z ośrodka odwykowego. Z głośników płynie charakterystyczna muzyka. Nagle, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przenosimy się do dalekiej przeszłości – Nic i David jadą razem samochodem, słuchając dokładnie tej samej piosenki. Tego interesującego zabiegu Van Groeningen używa w pierwszej połowie filmu jeszcze co najmniej kilkukrotnie. Początkowo taki sposób montażu i opowiadania historii powoduje swego rodzaju dysonans. Z czasem jednak można się do niego przyzwyczaić, aby w ostatecznym rozrachunku docenić oryginalność konceptu reżysera. W drugiej części Mojego pięknego syna Van Groeningen przestaje korzystać z tego typu narracji, przerzucając się na bardziej klasyczne, linearne rozwiązanie. Tym samym pozwala widzom mocniej wczuć się w bohaterów. Świadomie usuwając barierę wymyślnych zabiegów narracyjnych, twórca liczy na to, że emocje zrozpaczonego ojca oraz balansującego na krawędzi życia i śmierci syna uderzą w nas z podwójną siłą.

I nie przelicza się, choć to głównie zasługa dwójki znakomitych aktorów: Steve’a Carella oraz Timothée Chalameta. Pierwszego z nich do niedawna można było kojarzyć nieomal jedynie z komediowymi wcieleniami. Głównie za sprawą ról w takich filmach jak Kocha, lubi, szanuje, Evan Wszechmogący czy 40-letni prawiczek. Jednak Steve Carell od co najmniej kilku lat udowadnia wszem i wobec, że potrafi odnaleźć się świetnie również w nieco bardziej ambitnych produkcjach. Świadczy o tym m.in. występ w Foxcatcher, gdzie aktor wcielił się w Johna Du Pointa – podstarzałego milionera oraz fanatyka sportu w jednym. Za tę rolę Carell został po raz pierwszy, i na razie ostatni, nominowany do Oscara. W Moim pięknym synu amerykański aktor udowadnia po raz wtóry, że potrafi fantastycznie zagrać także w poważnym dramacie. Sceny, w których David w interpretacji Carella daje upust swoim długo tłumionym emocjom i zdecydowanie podnosi ton głosu w obecności najbliższych, robią ogromne wrażenie. Pozwalają nam w sposób nieomal namacalny odczuć tragedię postaci starszego z Sheffów. Tragedię człowieka, który powoli traci ukochanego syna i nie jest w stanie temu zaradzić. Nieważne, jak mocno i długo by się starał.

timothee chalamet

Na całe szczęście młodziutki aktor nie popada w rutynę i nie powiela kreacji z Tamtych dni, tamtych nocy.

Tak samo dobrze jak Steve Carell na ekranie odnajduje się Timothée Chalamet. Na całe szczęście młodziutki aktor nie popada w rutynę i nie powiela kreacji z Tamtych dni, tamtych nocy. Jako Elio w filmie Guadagnino Chalamet czarował głównie subtelnymi spojrzeniami oraz gestami kierowanymi w stronę Olivera. W Moim pięknym synu Timothée dostał większe pole do popisu w postaci kilku naprawdę mocnych monologów oraz ostrych wymian zdań z Carellem. Czy wykorzystał daną mu przez Van Groeningena szansę? Niech przemówią wspomniane na wstępie nominacje do Złotego Globu oraz Critics’ Choice Award. Przed dwudziestodwuletnim aktorem bez dwóch zdań stoi świetlana przyszłość, a druga walka o Oscara jest tylko kwestią czasu. Niewykluczone nawet, że Chalamet po raz kolejny pojawi się na gali już za kilka miesięcy, właśnie z powodu roli Nica w Moim pięknym synu. Czy odbierze złotą statuetkę? Tego nie wiem, ale życzę mu jak najlepiej.

Jeżeli jesteście fanami talentu Timothée Chalameta, to nie zastanawiajcie się dwa razy nad kupnem biletu na film Van Groeningena. Zamówcie go jak najszybciej i zarezerwujcie jak najlepsze miejsca. Młody aktor daje bowiem w Moim pięknym synu kolejny wielki popis swojego talentu, a wtóruje mu wcale nie gorszy Steve Carell. To właśnie te dwie wspaniałe aktorskie kreacje są największym atutem filmu Van Groeningena, na który was wszystkich serdecznie zapraszam. Dodam jeszcze, że warto zostać na napisach końcowych nieco dłużej niż zwykle, ponieważ na wytrwałych czeka mała niespodzianka w formie audio.

Ostatnio dodane