Recenzje

LONDON FILM FESTIVAL 2019. The Peanut Butter Falcon (reż. Tyler Nilson i Mike Schwartz)

To film, po którym masz ochotę uścisnąć swoich najlepszych znajomych. I zabrać ich w przygodę pełną wrażeń.

Autor: Jan Tracz
opublikowano

Przyjaciel potrzebny od zaraz, czyli "Myszy i ludzie"

Przede wszystkim duet reżyserski stworzył porządne kino drogi. Tutaj wszystko jest na swoim miejscu – sprawna narracja nie nuży, świeże i naprawdę wartościowe spojrzenie na ludzi chorych umysłowo pozostaje w pamięci, a cały wydźwięk tego feel-good movie nakazuje żyć. Tak po prostu. Po seansie aż chce się wyjść na powietrze, z kimś się spotkać, coś zaplanować. Skoro bohaterowie The Peanut Butter Falcon potrafią osiągać własne cele, to dlaczego nie moglibyście i wy?

Najnowszy film Nilsona i Schwartza to reinterpretacja historii Marka Twaina o Huckleberrym Finnie, tylko że tytułowy Huck tutaj jest Zakiem, a jego marzeniem jest zostanie nie aktorem, a popularnym zapaśnikiem. Rozpoczyna więc podróż w nieznane, by dotrzeć do szkoły wrestlingowej zapomnianej sławy, sportowca o pseudonimie „The Salt Water Redneck”. Po drodze spotka Tylera (Shia LaBeouf), którego trapią demony przeszłości, a dodatkowo będzie ścigany przez pewnych (złych) jegomościów. Porywająca historia, po której nie wiemy, czego dokładnie się spodziewać, staje się wstępem do uniwersalnego XXI-wiecznego traktatu o przyjaźni. Między twardzielem a komicznym marzycielem niepokaźnego wzrostu tworzy się specyficzna więź. Więź braterskiej miłości. A gdy ona się pojawia, pozostaje ją pielęgnować…

Aktorzy

Solidne kino drogi, jakim jest The Peanut Butter Falcon faktycznie wyzwala w nas duszę małego podróżnika (...) kibicujemy temu osobliwemu mariażowi w dotarciu do celu

Największym atutem filmu okazuje się brak wzorowania się na dawno wyznaczonych schematach. Solidne kino drogi, jakim jest The Peanut Butter Falcon, faktycznie wyzwala w nas duszę małego podróżnika – nie tylko kibicujemy temu osobliwemu mariażowi w dotarciu do celu, ale i zaczynamy czuć się jak prawowici uczestnicy tego nieoczekiwanego wojażu. Bohaterowie, poznając siebie nawzajem, zaczynają pokonywać chowane głęboko słabości. Zak to przecież też człowiek, pomimo jego (nie)pełnej sprawności, o czym nieustannie próbują przekonać twórcy, nie tylko nas, widzów, ale także i samego Zaka – bo on przez całe życie był oczerniany na różne sposoby, przez wszelakich śliskich osobników. I nagle pojawia się Tyler, rybak, prosty i twardy człowiek, który już trochę się na życiu poznał. Nie potrzeba w tym filmie żadnej postaci inteligenta, samoświadomego profesora, by przemycić ponadczasowe treści…

Shia LaBeouf zmaga się z przeszłością, z popełnionymi błędami – a przecież nie będzie mu tak łatwo o nich zapomnieć. Wspomina swojego brata, który był dla niego czymś więcej niż autorytetem (krótkie cameo Jona Bernthala), ale dopiero więź z Zakiem przyniesie mu oczekiwane katharsis. Ich rozmowy, emocjonalne wstawki i niezwykłe pomysły przywracają wiarę w prawdziwe bratersko-rodzinne uczucia. Wszystko to wprawia widza w dobry nastrój, a cały seans wywołuje tylko i wyłącznie prawdziwy, szczery uśmiech na twarzy. To komedia o dobrym sercu, z nutką potrzebnego, aczkolwiek nieinwazyjnego dramatu.

Film

Nie zapominajmy o tak zwanej zwariowanej części The Peanut Butter Falcon, bo to ona w jakiś sposób dopełnia nam całości opowieści. Akcja toczy się wokół zapaśniczego marzenia Zaka, dlatego wiele tutaj rzeczy związanych z samym sportem – sportowców grają prawdziwi wrestlerzy, a tempo nadane treningom czy głównej walce idealnie wkomponowuje się w cały rytm produkcji i w żadnym wypadku go nie spowalnia. Wrestling został tu potraktowany humorystycznie, lecz w tym tkwi jego siła, film zarazem traktuje, jak i nie traktuje siebie poważnie – robi to tylko, kiedy musi, a efekt jest naprawdę udany.

Śledzimy losy dwójki wykluczonej przez społeczeństwo, przy tym czując się zupełnie, jak oni.

Subtelne żarty czy chwilami trafne dialogi pozostawiają nas z istotnym wrażeniem, że The Peanut Butter Falcon to komedia stworzona od serca – aktorom musiało się dobrze współpracować z producentami i reżyserami, bo dają z siebie wszystko. Dużą część tego projektu odgrywa jednak także historia, raz niby to zwalniająca, raz rozwijająca się o nowe elementy (wprowadzenie do fabuły postaci Dakoty Johnson), a raz serwująca dawkę amerykańskiego absurdu (szczególnie zwróćcie uwagę na scenę z chrzcicielem). Śledzimy losy dwójki osób wykluczonych przez społeczeństwo, czując się przy tym zupełnie jak oni – w końcu podążając za ich śladami, w ogóle nie będziemy wyciągać telefonu komórkowego.

Statek

Dajcie się ponieść klimatowi The Peanut Butter Falcon – odczuwajcie, doznawajcie, podróżujcie. To dobry film, w którym pieczołowicie zadbano o każdy aspekt. A w tych czasach to rzadkość.

Ostatnio dodane