search
REKLAMA
Recenzje

JAK WYWOŁAŁEM BYŁĄ ŻONĘ. Miłosny trójkąt z duchami

Z jakiegoś powodu twórcy „Jak wywołałem byłą żonę” uznali, że warto w 2021 roku wskrzesić na ekranie historię z lat 40.

Michalina Peruga

10 lipca 2021

REKLAMA

Jak wywołałem byłą żonę to komedia w starym stylu screwball comedy, opowiadająca o duchu zmarłej żony, która ponownie pojawia się w życiu swojego byłego męża i jego nowej żony, chcąc namieszać w ich małżeństwie. Miało być śmiesznie, niestety nie wyszło.

Charles Condomine (Dan Stevens) jest utalentowanym i uznanym pisarzem kryminałów z wieloma sukcesami na koncie, który zmaga się z niemocą twórczą od czasu tragicznej śmierci swojej żony Elwiry (Leslie Mann). Jego zadaniem jest zaadaptowanie jednej ze swoich powieści na scenariusz filmowy, który na ekran przeniesie jego teść, a zarazem producent filmowy, ojciec jego nowej żony Ruth (Isla Fisher).

Po wieczorze w teatrze, podczas którego Condomine’owie byli świadkami występu słynnej medium Madame Arcati (Judi Dench), Charles organizuje seans spirytystyczny z jej udziałem w ich pięknej willi, licząc na pisarską inspirację. Niestety podczas seansu przypadkiem wywołany zostaje duch zmarłej żony Charlesa, Elwiry, a pisarz jest jedynym, który widzi zjawę. To niespodziewane wydarzenie pociąga za sobą serię pomyłek – ekscentryczna Elwira nie chce odejść, rozkochując w sobie męża na nowo, nieco bardziej zachowawcza Ruth pragnie za wszelką cenę pozbyć się rywalki, a Charles nie umie się odnaleźć w tym miłosnym trójkącie, jednocześnie szukając pisarskiego natchnienia.

Jak wywołałem byłą żonę (ang. Blithe Spirit) to kolejna filmowa adaptacja słynnej sztuki teatralnej z 1941 roku, komedii o duchach autorstwa brytyjskiego dramaturga Noëla Cowarda. Sztuka świetnie radziła sobie w londyńskim West Endzie (będąc jedną z najczęściej wystawianych w historii) i równie dobrze na Broadwayu. Po raz pierwszy zaadaptowano ją na srebrny ekran w 1945 roku. Nad scenariuszem filmowym pracował sam Coward, a reżyserii podjął się David Lean (Most na rzece Kwai, Lawrence z Arabii). Dzisiaj ta wersja uznawana jest za filmową klasykę z doskonałymi dialogami. Istnieją również liczne wersje telewizyjne sztuki – do dziś najbardziej znaną pozostaje ta z 1956 roku, w której w rolę Ruth wcieliła się Claudette Colbert, a zjawę byłej żony Elwiry zagrała Lauren Bacall.

Z jakiegoś powodu twórcy Jak wywołałem byłą żonę uznali, że warto w 2021 roku wskrzesić na ekranie historię z lat 40. Reżyser Edward Hall oraz scenarzyści Piers Ashworth, Meg Leonard i Nick Moorcroft pozbawili jednak oryginalną opowieść większości zalet, a przede wszystkim humoru. Pomimo tego, że film jest stosunkowo krótki – trwa bowiem tylko godzinę i 35 minut – czas spędzony przed ekranem wydaje się ciągnąć w nieskończoność, a kolejne slapstickowe żarty nie wywołują na twarzy widza nawet niewielkiego grymasu uśmiechu, o chociażby cichutkim parsknięciu pod nosem nie wspominając. Zachwycające miejsce akcji – przepiękna willa w stylu art déco z basenem położona na nadmorskim klifie – oraz dopracowane kostiumy z epoki to niestety jedne z nielicznych zalet Jak wywołałem byłą żonę.

Chociaż aktorzy – utalentowana obsada artystów komediowych – robią, co mogą, ciężko im uratować tak przeciętny i szalenie nudny scenariusz. W remake’u Ashwortha i Moorcrofta rys postaci znacznie się zmienia w stosunku do materiału wyjściowego i filmu Leana – tam nacisk komediowy położony był na komediowe lawirowanie Charlesa pomiędzy jedną żoną a drugą. W nowej wersji to niemoc twórcza głównego bohatera i jej przyczyny są głównym tematem filmu. Niestety na tym przesunięciu akcentów tracą trochę same postaci – przede wszystkim Charles, który w tej wersji staje się po prostu nudnym i zawłaszczającym cudzą pracę dupkiem, ale traci również niewystarczająco nakreślona postać Ruth. Najlepiej w tym miłosnym trójkącie wypada szalona, ekscentryczna Elwira i grająca ją Leslie Mann. Choć jest duchem, paradoksalnie okazuje się najbardziej pełnokrwistą postacią w całym filmie.

Jedyna wartość dodana do nowej wersji Blithe Spirit to próba uwspółcześnienia historii przez twórców. Nie chcąc nikomu spoilerować seansu, napiszę tylko, że w tej wersji postaci kobiece i ich udział w historii są ważne, a one same potrafią wziąć życie we własne ręce. To niestety niewiele zmienia dla całości filmu. Jak wywołałem byłą żonę, choć śliczny wizualnie i z dobrą aktorską obsadą, jest filmem przeciętnym, o którym zapomina się chwilę po zakończeniu seansu.

Michalina Peruga

Michalina Peruga

Filmoznawczyni, historyczka sztuki i miłośniczka współczesnego kina grozy i klasycznego kina hollywoodzkiego, w szczególności filmu noir i twórczości Alfreda Hitchcocka. W kinie uwielbia mieszanie gatunków, przełamywanie schematów oraz uważne przyglądanie się bohaterom.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA