Connect with us

Recenzje

Heavy Mental

To nie jest typowy polski film. Nie znajdziecie tutaj Żydów, II wojny światowej, współpracowników bezpieki, ciężarnych oraz rozchwianych emocjonalnie nastolatek, prostytuujących się studentek, homoseksualnych księży, romantycznego i zakochanego Piotra Adamczyka ani ubzdryngolonych funkcjonariuszy policji. Nikt nikogo nie zabija, nie gwałci, nawet wódka pojawia się w śladowych ilościach.

Published

on

Heavy Mental

plakat_mSebastian Buttny swój pełnometrażowy debiut – „Heavy Mental” – opisuje jako opowieść o bezrobotnym, cierpiącym na psychiczną blokadę, aktorze. Powiedzcie sami, czy to brzmi interesująco? No właśnie, dlatego gdybym sugerował się samym synopsisem prawdopodobnie popełniłbym ogromny błąd i nigdy nie sięgnął po ten tytuł.

Mariusz (Grzegorz Stosz) jest dziwny. Cierpi na absolutne zaniki pamięci, podczas których wie tylko jedno – że istnieje. Zresztą to doskonale oddaje istotę jego dotychczasowego życia, które tak naprawdę trudno nazwać życiem. Mariusz po prostu istnieje i tyle. To zamknięty w sobie mężczyzna, stroniący od towarzystwa innych osób, chociaż zdarza mu się utrzymywać intymne kontakty z przypadkowo spotkanymi kobietami. Mimo, iż zbliża się do wkroczenia w wiek chrystusowy, to wciąż mieszka razem z autorytarnymi rodzicami. Od rana do wieczora, przebrany w roboczy uniform, ćwiczy swój monodram „Zen w sztuce łucznictwa”, stanowiący element psychoterapii prowadzonej przez terapeutę o głosie lektora telewizyjnego (Tomasz Orlicz).

Advertisement

Dawniej Mariusz oparcie mógł znaleźć w swoim dziadku, jednak od wielu lat, z powodu rodzinnego konfliktu, nie utrzymywał z nim kontaktu, zresztą podobnie jak reszta familii. Przez to dziadek został skazany na łaskę miejscowego Ośrodka Pomocy Społecznej i sympatycznego pracownika socjalnego, Piotra (Piotr Głowacki). W momencie śmierci dziadka, Piotr postanawia skontaktować się z Mariuszem, którego zna z opowieści swojego podopiecznego, i nawiązuje z nim bliższą znajomość w konkretnym celu.

2

Piotr ma problem w inicjowaniu znajomości z płcią przeciwną, dlatego zleca Mariuszowi zadanie aktorskie – ma poderwać tajemniczą dziewczynę z baru, Inę (Izabela Nowakowska), a następnie „przekazać” ją Piotrowi. Stawką jest mieszkanie po dziadku, które z wdzięczności za opiekę zostało testamentalnie zapisane pracownikowi socjalnemu. Mariusz zgadza się, bo widzi w tym nie tylko możliwość ucieczki z domu rodzinnego, ale przede wszystkim ogromy test swoich umiejętności aktorskich.

Advertisement

Buttny nie bez powodu czyni głównego bohatera aktorem. To być może banalna i wyświechtana metafora, lecz w ten sposób reżyser zwraca uwagę, iż w życiu często wszyscy jesteśmy aktorami. Kryjemy się za kolejnymi maskami, zupełnie tak, jakbyśmy bali się być sobą czy uciekali od szarego, przeciętnego życia. W dzisiejszych czasach, gdy ludzie niestety coraz częściej swoją wartość zaczynają mierzyć ilością „lajków”, dla niektórych bycie zwykłym czy przeciętnym jest równoznaczne z byciem nikim. Trzeba być wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju, mieć wielkie plany i marzenia. Twórca temu wszystkiemu mówi głośnie NIE, co dobrze pokazuje chyba najlepsza scena filmu, czyli uświadomienie Iny przez Piotra, że jest zwykłą dziewczyną, która powinna zejść na ziemię i po prostu zadbać o to, aby dobrze żyć.

2a

Warto zwrócić uwagę na relację głównych męskich bohaterów z rodzicami. Mariusz jest dorosłym facetem, jednak matka (Joanna Szczepkowska) i ojciec (Lech Łotocki) wciąż traktują go jak dziecko. Jest narzędziem w ich rękach i nic nie może zrobić bez ich zgody. Sam jest sobie winien, ponieważ nigdy nie protestował i na taki stan rzeczy pozwolił. Ucieczkę od codzienności stanowi dla niego aktorstwo, ale pierwszy krok w kierunku samodzielności wykonuje dopiero gdy poznaje Piotra. Pracownik socjalny również nie ma lekko ze swoimi rodzicami, lecz on miał odwagę się od nich lata temu uwolnić. Na wsparcie i tak nie miał co liczyć, bowiem cały czas wmawiali mu że jest nikim i niczego nie osiągnie, więc nie pozostało mu nic innego jak zerwać kontakt z majętną rodziną i iść własną, dużo skromniejszą ścieżką.

Advertisement

Na ekranie widzimy bohaterów, którzy postanowili podsumować swoje dotychczasowe życie. Wykonują rachunek zysków i strat oraz analizują popełniane błędy. Dawne marzenia i wyobrażenia konfrontują z rzeczywistością. Autor mówi, iż jest to „szczery i bezpretensjonalny obraz nastroju i ducha współczesnych 30-latków żyjących w Polsce” i można się z tym stwierdzeniem zgodzić. Ciężko znaleźć inną, polską produkcję z ostatnich lat, będącą trafniejszą w tym temacie.

3

Siłą tego obrazu są zdjęcia. Za kamerą stanął kolumbijski operator, absolwent łódzkiej Szkoły Filmowej, Nicolás Villegas Hernández. Patrząc zarówno na „Heavy Mental”, jak i jego inne dokonania, można dojść do jednego wniosku – to człowiek z wizją, doskonale wie, jaki efekt chce osiągnąć na ekranie.

Advertisement

Innym mocnym punktem bez wątpienia jest tegoroczny laureat nagrody im. Zbyszka Cybulskiego, Piotr Głowacki. Kradnie większość scen w których się pojawia i to głównie on zapewnia uśmiech na twarzach widzów. Bardzo dobrze radzi sobie także Izabela Nowakowska, chociaż trzeba przyznać, iż rola kobieca została dość mocno zmarginalizowana i potraktowana przedmiotowo przez twórcę. Niestety, od tej dwójki zdecydowanie odstaje Grzegorz Stosz. Nie wiem, czy taki był jego pomysł na tę kreację czy wynika to z fizyczności, lecz cały czas sprawiał wrażenie spiętego, zupełnie tak, jakby znajdował się na planie filmowym za karę.

4

Reżyser i scenarzysta w jednej osobie niepotrzebnie postanowił do realistycznej i mocno osadzonej w rzeczywistości fabuły dodać wątki bajkowe, jak motyw latającej wróżki (Katarzyna Maciąg). Zupełnie zbędny zabieg, niemający w dodatku żadnego uzasadnienia.

Advertisement

„Heavy Mental” swoją premierę miał podczas ubiegłorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmowego i do dzisiaj widziała go zaledwie garstka osób. Kiedy, a właściwie czy w ogóle, obraz trafi do dystrybucji kinowej nie jest wiadome. Twórcy produkcji rozmawiali z wieloma dystrybutorami, jednak żaden z nich nie był zainteresowany wprowadzeniem tego tytułu do kin.

5

Przy tym projekcie Sebastian Buttny postawił na pełną niezależność, lecz chyba nie przewidział tego, że ceną wolności artystycznej będą ograniczenia i utrudnienia na zupełnie innych obszarach. Reżyser, zainspirowany przez Tomasza Tyndyka oraz zachęcony sukcesem niezależnego i stworzonego prawie bez budżetu „W sypialni” Tomasza Wasilewskiego, również postanowił nie zgłaszać swojego projektu do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, a większość funduszy na realizację pierwszego pełnego metrażu uzyskał dzięki… sprzedaży własnego mieszkania. Cóż, w czasach, gdy wielu młodych Polaków może jedynie pomarzyć o własnym „M” lub nabyć je kosztem trzydziestoletnich zobowiązań kredytowych, taka postawa jest naprawdę godna podziwu.

Advertisement

Jak twierdzi urodzony w 1976 roku artysta, nawet nie o źródło finansowania tutaj chodzi, bo oczywiście można zrobić film bez wsparcia PISFu, czego od lat dowodzą chociażby kinowo-telewizyjne obrazy ze stajni TVNu czy kolejne „koszmarki” Patryka Vegi, ale o zaangażowanie dystrybutora jeszcze na etapie produkcji, gdzie mógłby obserwować narodziny dzieła, a nawet mieć na nie jakiś wpływ. Buttny jednak uznał, że nikt nie będzie mu mówił jak i co ma kręcić, dlatego najpierw postanowił zrealizować obraz, a następnie zająć się jego sprzedażą. Jak pokazała rzeczywistość, sprzedać gotowy i zamknięty produkt nie jest łatwo, przez co „Heavy Mental” żyje wyłącznie w obiegu niszowych pokazów.

Obawiam się, że ten stan rzeczy jeszcze długo się nie zmieni, no chyba, że tytuł jakimś cudem kupi któraś ze stacji telewizyjnych lub (co bardziej prawdopodobne) w końcu wyląduje na platformie VOD. Ale to już zmartwienie Konrada Wróblewskiego, producenta filmu.

Advertisement

„Heavy Mental” to opowieść z pogranicza kina offowego. I nie mam na myśli akurat sposobu realizacji, bo mimo postawienia na niezależność, całość prezentuje się bardzo profesjonalnie, tylko klimat i wydźwięk. To nie jest typowy polski film. Nie znajdziecie tutaj Żydów, II wojny światowej, współpracowników bezpieki, ciężarnych oraz rozchwianych emocjonalnie nastolatek, prostytuujących się studentek, homoseksualnych księży, romantycznego i zakochanego Piotra Adamczyka ani ubzdryngolonych funkcjonariuszy policji. Nikt nikogo nie zabija, nie gwałci, nawet wódka pojawia się w śladowych ilościach.

Advertisement

To historia o zwykłych ludziach i ich równie zwykłych problemach. Patrząc na bohaterów widzę siebie, swoje lęki i obawy. Ja ich po prostu rozumiem. Tylko tyle i aż tyle. Tego brakowało w polskim kinie i dlatego, mimo, że nie jest to produkcja pozbawiona słabszych stron, mocno trzymam kciuki, aby jakiś dystrybutor dał szansę temu tytułowi.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *