search
REKLAMA
Recenzje

HALSTON. Poprawnie zrealizowana biografia o zapomnianym projektancie mody

Halston jest produkcją wdzięczną do oglądania, lecz po zakończeniu piątego odcinka pojawia się wrażenie, że można byłoby pokazać jeszcze więcej i ciekawiej.

Marcin Kempisty

24 maja 2021

Halston
REKLAMA

Do znudzenia można powtarzać mantrę o wyczerpującej się formule opowieści biograficznych, w których niemalże automatycznie prowadzi się historię od pokazywania trudnego dzieciństwa, przez wzlot, sukcesy, po upadek i szczęśliwe odrodzenie. Tego typu utyskiwania jednak nic nie zmieniają, czego miniserial Halston jest najlepszym przykładem.

Składniki pięcioodcinkowej produkcji przygotowanej dla Netfliksa byłby w stanie przygotować dosłownie każdy widz, który chociaż w niewielkim stopniu zapoznał się z charakterystyką filmów/seriali biograficznych. Oto na ekranie pojawia się popularna postać, która swoimi czynami zrewolucjonizowała pewien aspekt funkcjonowania społeczeństwa. W przypadku omawianej produkcji tą postacią jest niezwykle ceniony projektant mody Halston, święcący triumfy zwłaszcza w latach 70. XX wieku. Żeby uzyskać klasyczną biografię, trzeba ukazać traumatyczne dzieciństwo (prawie zawsze ojciec pije i bije matkę), następnie pokazać początek szalonej kariery, przefiltrować ją przez późniejsze kłopoty z używkami (na zmianę są nimi alkohol i narkotyki), przedstawić proces utraty przyjaciół wskutek oderwania bohatera od rzeczywistości (rosnące ego bywa tego najczęstszym powodem), aby na zakończenie, w ramach katharsis, protagonista jak feniks z popiołów powrócił ze złej strony mocy, by zwyciężyć, zrealizować coś na własnych zasadach i w pogardzie dla mechanizmów, które wcześniej zniszczyły jego talent.

Wymienione powyżej elementy składają się na Halstona. Mimo że serial Netfliksa ogląda się naprawdę dobrze, to jednak cały czas ma się wrażenie, że na każdym etapie fabuły można zamknąć oczy i dopowiedzieć, jak to wszystko się skończy. Halston składa się z typowych dla tego gatunku elementów, które nie zostały w żaden zaskakujący sposób poukładane. Akcja toczy się dobrze znanym torem aż do samego końca. 

Halston

Nie ma jednak co narzekać – już samo wybranie tej osobistości na bohatera i wrzucenie jej w przestrzeń popkultury zasługuje na szacunek. Postać Halstona w pewnym stopniu została już zapomniana, mimo że projektant na wielu polach – przede wszystkim mody, ale również olfaktorycznym – w swoim czasie był niekwestionowaną gwiazdą dyktującą nowe trendy. Mimo piętna, jakie odcisnął na ówcześnie funkcjonujące społeczeństwo, do dnia dzisiejszego nie wytrwał w wyścigu u boku marek Calvina Kleina i Diora. 

Zapewne to wynik korporacyjnych przepychanek między nim a inwestorami, czego dotyczy jeden z najważniejszych punktów serialu. Przy tej okazji warto przypomnieć o jednym z najważniejszych twórców produkcji – Ryanie Murphym. Wprawdzie w napisach końcowych funkcjonuje jako współscenarzysta czterech odcinków, a także jako producent wykonawczy, ale jego wpływ na całość jest zauważalny w każdym aspekcie Halstona. Już sam bohater znakomicie wpisuje się w poczet postaci, którym Murphy poświęcał więcej uwagi – na marginesie warto wskazać choćby znaczące pojawienie się Gianniego Versace w drugim sezonie American Crime Story. Również pod kątem wizualnym to Murphy w stanie czystym: obłędny gabinet Halstona z czerwonymi dywanami i szklanymi ścianami, minimalistyczna rezydencja utrzymana w ciemnoszarej palecie, domek letniskowy w Montauk z widokiem na wodę przypominający włoskie wille nad jeziorem Como. Każdy kadr jest bogaty w szczegóły, zarówno architektoniczne, jak i związane z ubiorami. Bo przecież z Halstonem powinny się przede wszystkim kojarzyć zamszowe płaszcze i charakterystyczne kroje sukienek. Z kolei on sam odziany jest przede wszystkim w czarne golfy i okulary ukrywające prawdę w jego oczach. Serial Netfliksa pochłania się oczami, fabuła jest niepotrzebna do czerpania przyjemności z seansu. 

Wracając jednak do Murphy’ego – fantastycznie układa się podobieństwo między nim a Halstonem. Obaj byli niezwykle utalentowanymi twórcami przekraczającymi pruderyjne granice dobrego smaku, którzy później zostali zmieleni przez wymagania korporacji i pogoń za zyskiem. Projektant rozmienił się na drobne, zajmując się walizkami, dywanami i innymi tego typu akcesoriami, Murphy zaś po przejściu do Netfliksa produkuje seryjniaki pozbawione drapieżnego pazura znanego z American Crime Story, Nip/Tuck, a przede wszystkim z pierwszych sezonów American Horror Story. Czy poprzez historię Halstona uznany showrunner opowiada o swojej drodze przez mękę w kontaktach z wyciskającą z niego resztki artystycznej duszy korporacją? Na pewno snucie paralel między mężczyznami jest jak najbardziej uzasadnione.

Warto przy okazji Halstona zwrócić uwagę na zmianę, jaka zachodzi w sposobie prezentowanie osób homoseksualnych. O ile nadal dominującym sposobem opowiadania jest wysuwanie tożsamości seksualnej na plan pierwszy, o tyle w przypadku serialu Netfliksa ów temat nie jest najważniejszy. To część istoty Halstona, ale przez twórców traktowana normalnie. Mówiąc inaczej, psychika Halstona nie jest sprowadzona do jednego faktu – bycia gejem – lecz jej prezentacja jest znacznie bardziej sproblematyzowana. Następuje delikatne, acz znaczące przesunięcie akcentów, co oznacza, że scenarzyści nie idą na łatwiznę w prezentacji projektanta jako osoby nieheteronormatywnej zaszczutej przez złe społeczeństwo. Jego tożsamość w świecie przedstawionym jest tak normalna, jak ciepło promieni słonecznych i wilgotność padającego deszczu.

Halston

Pozostaje jeszcze na moment pochylić się nad Ewanem McGregorem wcielającym się w tytułowego bohatera. Trudno bowiem jednoznacznie zachwycać się tą rolą, niemniej jednak warto docenić aktora za powściągliwość w wyrażaniu wielu emocji. Jego Halston jest opryskliwy, złośliwy, zazdrosny, nakręcony na punkcie własnej wyjątkowości, chorobliwie ambitny i rywalizujący np. z Calvinem Kleinem, ale jednocześnie jest w tym do bólu ludzki. McGregor unika karykaturalności, stara się uczłowieczyć personę szalenie utalentowaną, ale też trudną w obyciu.

Serial Netfliksa jest biografią zrealizowaną „po Bożemu”, co może zdziwić miłośników prac Ryana Murphy’ego, ale w tym samym czasie stworzyć niski próg wejścia dla nowych widzów, na przykład chętnych do zapoznania się z sylwetką zapomnianego projektanta. Halston jest produkcją wdzięczną do oglądania, lecz po zakończeniu piątego odcinka pojawia się wrażenie, że można byłoby pokazać jeszcze więcej i ciekawiej. Czasami jednak warto doceniać i cieszyć się kontaktem z solidnym artystycznym rzemiosłem.

Marcin Kempisty

Marcin Kempisty

Serialoholik poszukujący prawdy w kulturze. Ceni odwagę, bezkompromisowość, ale także otwartość na poglądy innych ludzi. Gdyby nie filmy Michelangelo Antonioniego, nie byłoby go tutaj.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA