Recenzje
EPOKA LODOWCOWA 2: ODWILŻ. Zastrzyk dziecięcej energii
EPOKA LODOWCOWA 2: ODWILŻ to pełna przygód animacja, w której zwierzęta stawiają czoła topniejącym lodowcom i wodnym kataklizmom.
Zima, zima i po zimie… uwaga, idzie odwilż!
…czyli dlaczego zwierzaki znów muszą migrować…
1 kwietnia. Wiosna. Mieszkańcy Polski chowają wreszcie swe ciężkie kożuchy do szaf, gubią gdzieś szaliki i puchowe botki, wystawiają białe twarze ku słońcu. Przypływ nagłego ciepła czyni ich szczęśliwszymi. Czyż wiosna nie jest fajna? Cofnijmy się jednak o jakieś 20 000 lat wstecz – nadejście wiosny oznaczało wtedy kres epoki lodowcowej, a więc nieuchronne topnienie lodowców, a wraz z nimi powrót do życia zastygłych w bryłach lodu potworów morskich sprzed wielu tysięcy lat.
A kiedy Ziemię zaczyna zalewać gigantyczna powódź, dla zwierząt lądowych oznacza to tylko jedno: trzeba im spakować tobołki i jak najszybciej wziąć nogi za pas, szukając dogodnego schronienia przed wodą. A wszystkiemu jak zwykle winny jest Wiewiór! Tak oto w skrócie przedstawia się fabuła sequela Epoki Lodowcowej – przeboju kina animowanego z 2002 roku.
Epoka Lodowcowa 2: Odwilż, jak na kontynuację przystało, przedstawia losy bohaterów z pierwszej części: spotkamy więc ponownie introwertycznego mamuta Manfreda (kolokwialnie nazywanego Mańkiem), bajdurzącego leniwca Sida, oraz tygrysa szablozębego Diego. W pierwszej części drogi tych trzech zwierzaków splotły się za sprawą ludzkiego niemowlęcia, którym mamut i leniwiec mieli zaopiekować się po tym, jak w wartkim strumyku przepadła mu matka. Ta dziwaczna drużyna postawiła sobie za cel odnaleźć ludzi i oddać malca we właściwe ręce. Niespodziewanie ich przewodnikiem został Diego, początkowo piastujący ten urząd tylko dla własnej korzyści: miał wystawić swych współtowarzyszy, zaganiając ich w pułapkę, a dziecko przekazać żądnym zemsty na ludziach szablozębym.
Jednakże, jak to na prawdziwą bajkę przystało – ta winna się zakończyć happy endem. W myśl tej zasady, po wielu niekiedy zabawnych, czasem mrożących krew w żyłach tarapatach, to „najbardziej pogięte stado na ziemi” staje się paczką prawdziwych przyjaciół (takich, co to oddadzą za siebie życie, bez względu na to, że prawa natury stanowią inaczej). Sequel Epoki Lodowcowej ubarwiony został szeroką gamą ciekawych postaci drugoplanowych: zabawnymi maluchami przeróżnych gatunków zwierząt, dającymi wycisk swemu opiekunowi Sidowi (gromkie brawa dla leniwca za znajomość języka włoskiego – „lo przedszkolino del Sid”, tudzież za odnalezienie w sobie instynktu ojcowskiego).
Oprócz rozkosznych latorośli, urzekły mnie motywy muzyczne wykonywane przez wygłodniałe sępy oraz fenomenalna wizja raju szalonego Wiewióra. Ten bezkompromisowy gryzoń, trawiący swój czas na niekończącym się pościgu za żołędziem, w Epoce lodowcowej 2 urósł do rangi leitmotivu! Nie wspominając już o tym, jakich katastrof ten zaledwie kilkunastocentymetrowy zwierzak był bezpośrednią przyczyną: zdołał nicpoń przyśpieszyć odwilż za pomocą jednego żołędzia! To więcej, niż potrafi MacGyver! Swą pomysłowością w wymyślaniu coraz to nowych forteli na zdobycie i ukrycie orzeszka twórcy filmu udowadniają, że tematu zabawnego gryzonia po prostu nie da się wyeksploatować.
Wątek ten, w pierwszej części potraktowany dość po macoszemu, został w sequelu należycie rozwinięty. Efekt – kupa śmiechu i radości, gdyż mogliśmy oglądać wreszcie swego zawziętego pupila aż w kilku odsłonach.
Poza rozmaitością wątków (porwanie leniwca przez Czcicieli Ognia, jego tarapaty z przedszkolakami, czy zemsta morskich potworów), autorzy skupili się dość wyraźnie na rozszerzeniu planu pierwszego poprzez dodanie do trzech głównych bohaterów zagubionej mamucicy Eli (przeświadczonej o tym, że jest oposem), oraz dwóch energicznych oposów Edka i Zdzicha (przyrodnich braci Eli), których ciągłe figle, niewybredne żarty i złośliwości, czynione w szczególności rozmarzonemu leniwcowi, dodają animacji delikatnej pikanterii, a widzom animuszu. Jednak, co najważniejsze, podczas wspólnej wędrówki, niezliczonych przygód i przeciwności losu, pomiędzy sceptycznie początkowo nastawionymi do siebie zwierzakami rodzi się głęboka przyjaźń, a w wypadku Mańka i Elki – nawet miłość. …
Z całą pewnością Epoka Lodowcowa pod żadnym względem nie ustępuje Shrekowi, a animacje typu Potwory i Spółka czy Toy Story, wyprzedza nawet o cały knykieć. Swój prymat zawdzięcza silnemu asortymentowi przezabawnych dialogów, przesympatycznych, zapadających w pamięć bohaterów, oraz najsilniejszej broni, którą dysponuje kino familijne: jedynej w swoim rodzaju umiejętności wzbudzania w widzach najczystszych uczuć.
Jednym z nich jest owo sentymentalne i ckliwe wzruszenie, którego doznajemy, poznając smutną historię Mańka, przemianę zdrajcy Diego w wiernego przyjaciela (gotowego rzucić się na ratunek kumplom z ryzykiem utraty życia włącznie), czy chociażby zawiłe losy Eli, które tłumaczą widzom rodowód jej szaleńczego podawania się za oposa. Nie spodziewałam się, iż sequel będzie trzymał tempo i humor jedynki, a już kompletnie zaskoczona byłam faktem, że wydał mi się on momentami znacznie lepszy! Przede wszystkim na poziomie fabularnym: akcja animacji wydaje się być rozpędzoną lokomotywą, zwalniającą tylko po to, by popisać się świetnymi dialogami oraz by zastąpić komizm sytuacyjny słownym.
Widać również ogromny krok naprzód, jaki w ciągu czterech lat zrobiła grafika komputerowa: jest zdecydowanie bardziej dopracowana i efektowna. Jednak ta animacja nie tylko oczy, ale i uszy pieści: zarówno w pierwszej, jak i drugiej części znakomicie sprawdził się polski dubbing. Palmę pierwszeństwa przyznaję oczywiście komicznie sepleniącemu Czarkowi Pazurze, który nadał leniwcowi niesforny rys podrywacza, gaduły i tchórzliwego cwaniaka, zdolnego jednocześnie do szczerych wzruszeń. Natomiast w drugiej części równie znakomite okazały się być dzieciaki, obdarowujące prześmiesznymi głosami najmłodsze zwierzaki.
Nie ukrywam, że mam tak wielką słabość to filmów animowanych (szczególnie wykonanych z takim profesjonalizmem, polotem, oraz dawką humoru), że niejednokrotnie bywam uciszana z nadmiernego entuzjazmu podczas seansu kinowego. Do tego stopnia, że nawet moi znajomi muszą stosować wobec mnie represje. A wszystko to dlatego, iż Epoka Lodowcowa 2: Odwilż to nie tylko kolejne spotkanie ze świetną grafiką, ale i z samym sobą… kilkanaście lat wcześniej. Obejrzenie tego filmu stanowi wielki zastrzyk dziecięcej energii, którą natychmiast chcemy spożytkować. Ja na przykład nie dość, że wybuchałam śmiechem tak głośno, że momentami widzowie śmiali się nie tylko z animacji, ale i ze mnie, to jeszcze poczułam nieodpartą ochotę sprawdzić swoje możliwości w Aqua Parku, który znajduje się o rzut beretem od Multikina.
Aż chciałoby się rzec „w młodym ciele, młody duch. A wszystko to dzięki inteligencji i kreatywności twórców Epoki Lodowcowej, czyli dzięki fenomenom, które bezsprzecznie od początku aż do końca rządzą to przezabawną animacją. Cóż mogę dodać od siebie na koniec… chyba tylko tyle, że gorąco polecam Wam wybrać się na ten zwariowany film. Aha, i koniecznie zabierzcie ze sobą stroje kąpielowe!
Tekst z archiwum film.org.pl (01.04.2006).
