search
REKLAMA
Plebiscyt

NAJLEPSZE FRANCUSKIE KOMEDIE WSZECH CZASÓW. Wielki ranking czytelników

REDAKCJA

14 lipca 2019

REKLAMA

Kochacie francuskie komediowe klasyki, ale cenicie też nowsze propozycje znad Sekwany – taki wniosek można wysnuć na podstawie głosów, które oddaliście w naszej ankiecie na najlepsze francuskie komedie wszech czasów. Jak można było przewidzieć, najwięcej tutaj Louisa de Funèsa, choć nie spodziewaliśmy się, że aż tyle tytułów z jego udziałem trafi do rankingu. No ale przecież równie dobrze cały top 30 można byłoby obsadzić filmami z LdF…

Poniżej znajdziecie listę 30 zwycięskich tytułów. Przekonajcie się sami, czy wyniki was zaskoczą. Nie zapomnijcie podzielić się wrażeniami w komentarzach. 

30. Zawieszeni na drzewie (1971), reż. Serge Korber

Jeśli nie widzieliście filmu Serge’a Korbera i wydaje wam się, że tytuł może być metaforyczny, wyprowadzam was z błędu – nie jest. Bohaterowie tej komedii – de Funès i dwoje autostopowiczów – są dosłownie zawieszeni na drzewie po tym, jak wypadli z drogi na skalistym klifie. Pomysł karkołomny, wykonanie nieco lepsze, a w efekcie powstała jedna z wielu przyzwoitych, ale niekoniecznie legendarnych komedii z Louisem de Funèsem. [Dawid Myśliwiec]

29. Oskar (1967), reż. Édouard Molinaro

Choć należę do niewielkiego grona ludzi na świecie, którzy uwielbiają remake z 1991 roku z Sylvestrem Stallone’em, to oryginał z 1967 roku jest zdecydowanie słynniejszy i wpisuje się w kanon francuskiej komedii lat 60. De Funès wciela się tu w dyrektora firmy, któremu wizytę składa jeden z pracowników, prosząc o rękę córki szefa i jednocześnie przyznając się do oszukania przedsiębiorstwa na grube miliony. Typowa defunèsowska komedia omyłek z galerią zabawnych postaci. [Dawid Myśliwiec]

28. Pechowiec (1981), reż. Francis Veber

To spore zaskoczenie, że w rankingu najlepszych francuskich komedii znalazł się tylko jeden tytuł z Pierre’em Richardem, tak popularnym w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. Wygląda na to, że brak telewizyjnych powtórek wpłynął na to, że Richard nie jest w Polsce znany tak dobrze jak Louis de Funès. W filmie Francisa Vebera blondwłosy aktor wcielił się w tytułowego pechowca, wysłanego na poszukiwania córki swego szefa, którą także prześladuje pech. Pechowiec był pierwszym z trzech filmów, w których Richard stworzył skuteczny komediowy duet z Gérardem Depardieu – pozostałe dwa to Trzech ojców (1983) i Uciekinierzy (1986), także w reżyserii Vebera. [Dawid Myśliwiec]

27. Taxi 2 (2000), reż. Gérard Krawczyk

Daniel Morales, po wizycie u rodziców swej dziewczyny Lilly, podwozi w ekspresowym tempie na lotnisko swego przyszłego teścia, generała Bertineau, który ma przywitać japońskiego ministra obrony. Na miejscu sympatyczny taksówkarz spotyka swego przyjaciela Émiliena. W drodze z lotniska minister Japonii zostaje porwany przez niebezpieczny gang Yakuza, a wraz z nim miłość Émiliena – Petra. Bezzwłocznie policjant i taksówkarz Daniel jednoczą siły i ruszają w pościg za porywaczami. W drugiej części wszystkiego jest więcej. Więcej akcji, więcej pościgów i więcej humoru. Na uwagę zasługuje przezabawna kreacja Bernarda Farcy’ego w roli komisarza Giberta, przypominającego nieco inspektora Clouseau; to właśnie Gibert jest głównym „dostarczycielem” powodów do śmiechu. Poza tym jeszcze bardziej „podrasowano” samochód Daniela, co niestety nie było zbyt dobrym pomysłem. Jednak to wciąż niezła rozrywka, mimo kilku uchybień scenariuszowych. [Tomasz Urbański, fragment artykułu]

26. Hibernatus (1969), reż. Édouard Molinaro

Dziwi mnie niska pozycja Hibernatusa w rankingu, bo pod względem humoru i pomysłowości film Molinaro przewyższa większość odsłon serii o żandarmie. Louis de Funès wciela się tu w bogatego (znowu!) przemysłowca, który zostaje wplątany w rodzinną aferę wokół tytułowego hibernatusa – człowieka odnalezionego w bryle lodu na Grenlandii. Typowa defunèsowska komedia omyłek tym razem wzbogacona zostaje o elementy heist movie, co tylko dodaje całości humoru i dynamiki. Jedna z lepszych komedii ze słynnym francuskim komikiem. [Dawid Myśliwiec]

25. Skąpiec (1980), reż. Jean Girault

Louis de Funès grywał wszelkiego rodzaju role, także kostiumowe i oparte na wielkich dziełach literatury – ekranizacja jednego z najsłynniejszych dzieł Moliera była jednym z ostatnich filmów słynnego francuskiego komika i choć nie należy do najbardziej udanych, to dla fanów LdF i tak jest gratką. De Funès początkowo rozważał telewizyjną wersję filmu, ale producenci – sugerując się niesłabnącą popularnością aktora – zaryzykowali wypuszczenie Skąpca do kin. Niestety, był to kiepski strzał, bo jeden z ostatnich występów Louisa de Funèsa okazał się komercyjną klapą. [Dawid Myśliwiec]

24. Mikołajek (2009), reż. Laurent Tirard

Ekranizacja niezwykle popularnej serii książek dla dzieci autorstwa René Goscinnego to ciepła i zabawna komedia familijna, na której dobrze bawić się mogą zarówno dzieciaki, jak i ich rodzice oraz dziadkowie. Przygody tytułowego bohatera i jego towarzyszy przywołują na myśl Klan urwisów i o podobnych rzeczach opowiadają – o potrzebie zabawy, przyjaźni i odrobinie łobuzerstwa, którą charakteryzuje się szczęśliwe dzieciństwo. Film był dużym sukcesem frekwencyjnym, choć ze względu na spory budżet nie okazał się aż tak dobrą inwestycją. Mimo to pięć lat później doczekaliśmy się kontynuacji, Wakacji Mikołajka. [Dawid Myśliwiec]

23. Mania wielkości (1971), reż. Gérard Oury

Louis de Funès urodził się w zubożałej arystokratycznej rodzinie hiszpańskiej, więc mimo iż kojarzy się z kinem francuskim, miał w sobie iberyjski temperament i nic dziwnego, że w końcu zagrał gwałtownego Hiszpana. Mania wielkości w reżyserii Gérarda Oury’ego rozgrywa się w XVII-wiecznej Hiszpanii i jest zwariowaną, ale bardzo celną satyrą na żądzę władzy i bogactwa, czerpiącą pomysły z twórczości Wiktora Hugo i Moliera. Intryga została wzięta z dramatu Wiktora Hugo Ruy Blas (1838) i co ciekawe, jako Don Salluste wystąpił na scenie reżyser filmu Gérard Oury (sztukę reżyserował Raymond Rouleau, a premiera odbyła się w 1960 roku). Po latach postanowił zrobić z tego dramatu szaloną, lecz inteligentną farsę z humanistycznym przesłaniem. Wiele tu trafnych obserwacji na temat podstępnej natury człowieka, chciwości i obłudy. Skąpstwo wynikające z nadmiaru bogactwa może wpływać negatywnie zarówno na bogacza, jak i otaczających go ludzi. I należy pamiętać, że im wyżej się zajdzie, tym bardziej bolesny będzie upadek. Cholerycznemu komikowi miał tutaj partnerować Bourvil, ale jego śmierć w 1970 roku pokrzyżowała te plany. Ostatecznie drugim głównym bohaterem został Yves Montand, aktor z pierwszej ligi, który miał za sobą świetne kreacje w dwóch arcydziełach: Z (1969) Costy-Gavrasa i W kręgu zła (1970) Jeana-Pierre’a Melville’a. Zrealizowana w hiszpańskich plenerach za 18 milionów franków produkcja nie przyciągnęła tak wielu widzów jak wspólne dzieła de Funèsa i Bourvila, ale do dziś pozostaje arcydziełem komedii oferującym oprócz humoru także wspaniałą stronę wizualną inspirowaną malarstwem Diego Velázqueza, pamiętną ścieżkę dźwiękową w stylu spaghetti westernów i kapitalne aktorstwo zarówno na pierwszym, jak i drugim planie. [Mariusz Czernic]

22. Przygody Rabina Jakuba (1973), reż. Gérard Oury

W Polsce nieumieszczany raczej wśród najlepszych czy najpopularniejszych filmów z Louisem de Funèsem, we Francji film Oury’ego cieszy się niesłabnącą popularnością – ceniony portal SensCritique.com plasuje go na 10. miejscu w rankingu najlepszych francuskich komedii. Przygody Rabina Jakuba obśmiewają rasowe stereotypy w sposób nie gorszy niż współcześni Nietykalni, a de Funès w roli zdeklarowanego rasisty Victora Dzięcioła wydobywa z siebie 100% „defunèsostwa”, którego oczekują od niego widzowie. [Dawid Myśliwiec]

21. Żandarm i policjantki (1982), reż. Jean Girault

Skoro żandarmi mieli do czynienia już nawet z kosmitami, to co mogło przebić ten pomysł? Chyba tylko podróż do czasów Napoleona, dlatego Cruchot miał się pojawić pod Waterloo. Ale z powodu ograniczonego budżetu zdecydowano się na tańszy pomysł. Niestety film Żandarm i policjantki był pójściem na łatwiznę i zgodnie uważany jest za najsłabszy w serii. Jestem ogromnie rozczarowany, że ten film trafił do niniejszego rankingu kosztem tak wspaniałych komedii jak Gamoń czy Zwariowany weekend (ten ostatni znany jest też pod tytułem Mały pływak). Zwyciężyła marka o nazwie „Żandarm”, która jest tak silna, że w pierwszej chwili kojarzy się z serią popularnych komedii, a dopiero w następnej – z funkcjonariuszem policji. Szósta część cyklu ma swoje dobre i złe strony, ale wyraźnie widoczne jest już zmęczenie materiału. Opowieść przestaje być zabawna, gdy okazuje się, że to ostatni film w karierze Louisa de Funèsa, którego trzy miesiące po premierze powalił atak serca. [Mariusz Czernic]

REKLAMA