Plebiscyt
NAJLEPSZE filmowe MOTYWY MUZYCZNE. Ranking czytelników
Odkryj Niezapomniane motywy muzyczne w filmie NAJLEPSZE, które urzekły czytelników. Zobacz ranking najlepszych tematów przewodnich!
Parę dni temu oddaliśmy w czytelnicze myszki aż dwieście filmowych motywów muzycznych, na które można było oddać głos. Oto rezultat, czyli ponad 40 najlepszych według was tematów przewodnich, które powstały na potrzeby kina. Wybór z pewnością nie był prosty, zwłaszcza że mogliście też dopisać własne typy. A ponieważ chętnych do głosowania nie brakowało, wyścig był naprawdę zacięty i trwał do samego końca. Teraz pora sprawdzić, jak głosy się rozłożyły. Fanfary!
https://soundcloud.com/serpentsoundstudios/sets/fanfarex
44.
Batman: Początek (2006) – H. Zimmer, J. N. Howard
Nie jest to mój ulubiony motyw Batmana (ten zdecydowanie należy do Danny’ego Elfmana), ale to kawał świetnej muzyki – monumentalnej, podnoszącej adrenalinę i takiej, przy której trudno wysiedzieć w miejscu. Choć oryginalnie motyw ten pojawił się w pierwszej części trylogii Nolana, świetnie wykorzystywany był również w scenach akcji z obu kontynuacji, znakomicie uzupełniając tę interpretację postaci. [Łukasz Budnik]
43. Rambo: Pierwsza krew (1982) – J. Goldsmith
Wydawać by się mogło, że opowieść o takiej maszynie do zabijania, jaką jest John J. Rambo, odgórnie wymaga skąpanej w testosteronie, potężnej ilustracji, pełnej muskularnych tematów. I takie rzeczywiście się pojawiają, acz głównie w sequelach. Stonowany dramat jednostki, który składa się na część pierwszą przygód wietnamskiego weterana, stawia jednak przede wszystkim na smutne nuty.
Motyw przewodni to swoista rzewna elegia, poświęcona poległym nie tylko na wojnie. Dopiero z czasem melodia ta zostaje rozwinięta w bardziej drapieżne, podszyte gniewem bohatera granie – z sukcesem zresztą, bo którejkolwiek wariacji by nie słuchać, Rambo w aranżacji Jerry’ego Goldsmitha zawsze potrafi się obronić. To temat na swój sposób iście niezniszczalny. [Jacek Lubiński]
42. Superman (1978) – J. Williams
Potężny temat przewodni stał się klasyką już w chwili premiery ponad czterdzieści lat temu. A jednak to nadal wykładnik dla superbohaterskich fanfar, który wciąż wywołuje przyjemne ciarki na plecach i podnosi na duchu. O specyficznej pomnikowości tych nut przekonał się zresztą Mroczny Rycerz, który w międzyczasie kilkukrotnie zmieniał swą muzyczną tożsamość, podczas gdy Ostatni syn Kryptona pozostał nie(wz)ruszony. To właśnie dla takich tematów wymyślono słowo: WOW! [Jacek Lubiński]
41. American Beauty (1999) – T. Newman
Mimo swojej spokojnej, wręcz usypiającej nuty, bardzo wolnego rozwinięcia oraz oszczędnych środków jest to bardzo pamiętny motyw (także dzięki scenom filmu), który zostaje z nami na zawsze. Muzyka z American Beauty jest ogólnie wyciszona i nie ma w niej większych wybuchów, werbli i tego typu rzeczy – cały czas pozostaje w jednym tonie, przypominając nam, że stanowi tło filmu.
Jest to jednak bardzo mocne tło, które nie nudzi i świetnie daje sobie radę samodzielnie. Spokojna, wyciszona, oddalająca się melodia pozornie niczym wielkim nie zaskakuje, ale to właśnie jej rytm i wykreowana poprzez niego atmosfera amerykańskiego snu stanowią o jej sile. [Jacek Lubiński]
40. Dracula (1992) – W. Kilar
Rewelacyjny kawałek z rozbudowaną grupą elementów dętych, wspieranych czasami bardzo delikatnymi, ale niezwykle zdecydowanymi w wymowie smyczkami, jest doprawdy cudowny. Zadziwiająca konstrukcja, zadziwiający patos, zadziwiający pragmatyzm. Stanowi najlepszy i niemożliwy do podważenia dowód na nieprzeciętny warsztat Wojciecha Kilara. Za każdym razem z wielką przyjemnością powracam do tego utworu, ponieważ zachwyca niespotykanym brzmieniem i tonacją, a wejścia poszczególnych instrumentów są bardzo dobrze zsynchronizowane.
Dzieło zachwycające precyzją intonacji z ogromną dawką przeżyć i emocji, które doskonale oddaje klimat tak specyficznego obrazu, jakim jest niewątpliwie Dracula, będąc jednocześnie jego idealnym uzupełnieniem. [Paweł Łudzeń]
39. Amelia (2001) – Y. Tiersen
Yann Tiersen stworzył muzykę niesamowitą. Nie przy pomocy orkiestry, bez zbędnych chórków, bez żadnych nowoczesnych wstawek naśladujących nieudolnie współczesną muzykę rozrywkową. Zagrał za to na akordeonie, wibrafonie, fortepianie, mandolinie i kilku jeszcze innych instrumentach, które wydają się być czymś jakże archaicznym w świecie muzyki filmowej. Tutaj ten archaizm buduje wspaniały klimat.
Klimat Montmartre, jego ciasnych starych uliczek, po których przechadza się Amelia Poulain. Jest to muzyka francuska i czuć to w każdym momencie. Kiedy gra akordeon, to nie rubasznie, na modłę rosyjską, ale pięknie, romantycznie, subtelnie budując francuski nastrój filmu. Słuchając go, możemy się poczuć, jakbyśmy siedzieli w nastrojowej kawiarni na jednej z paryskich ulic. [Rafał Oświeciński]
38. Psy (1992) – M. Lorenc
Kameralny, nastrojowy, dramatyczny motyw przewodni jest jednym ze znaków rozpoznawczych tego kultowego dzieła. Nie bez powodu Michał Lorenc, nazywany niegdyś polskim Morricone, uważany jest za jednego z najwybitniejszych polskich kompozytorów. Główny motyw, czyli Kołysanka, rozbrzmiewa w filmie w momencie, kiedy widzimy głównego bohatera – Franza Maurera, opuszczającego budynek komisji weryfikacyjnej.
Stare, dobre czasy właśnie odchodzą w zapomnienie – idzie nowe, niepewne, nieznane. Psy, czyli dawni ubecy, a obecni policjanci będą musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Ale nie każdemu będzie to dane – niektórzy nie przejdą weryfikacji i zostaną z dnia na dzień wyrzuceni na bruk. Mimo, że mają na sumieniu sporo, kibicujemy im, bo widzimy w nich ludzi. Przejmująca trąbka Kołysanki idealnie oddaje nastrój tych przejściowych momentów. To muzyka do wódki, deszczu i ciemnego, chłodnego wieczoru. [Szymon Skowroński]
37. RoboCop (1987) – B. Poledouris
Znakomity, heroiczny temat przewodni, czyli słynne fanfary rozpisane na mocarną sekcję dętą, smyczki i syntezatory, z jakże charakterystycznym podkładem „stukania w kowadło”, to zarazem wizytówka RoboCopa, jak i wisienka na torcie całej ilustracji. Kompozytor dobrze wyczuł klimat ruchomego obrazu Paula Verhoevena i dał mu dokładnie to, czego ten potrzebował – na poły drapieżną, po części „brudną”, przesiąkniętą industrialną atmosferą muzykę, która bez problemu odnajduje się w zdeprawowanym Detroit przyszłości.
To muskularne granie okraszone zjadliwą elektroniką, która w przeciwieństwie do wielu innych pozycji z tej „różowej” epoki prawie w ogóle się nie zestarzała. Nie powinien zatem dziwić fakt, że temat ten jest już od dawna klasyką gatunku. [Jacek Lubiński]
36. Titanic (1997) – J. Horner
Nuta, której nie sposób pomylić z żadną inną. Jest w niej wszystko – nadzieja na spokojny rejs i bezpieczną przystań, niepokój wielkiej przygody i lekki posmak nostalgii za tym, co pozostawione na brzegu. Końcówka niesie ze sobą ponurą świadomość dramatu wielu ludzkich istnień i głuchy spokój, którego zbyt wcześnie zaznały na dnie oceanu.
Kiedy milkną ostatnie tony, chce się zawołać: „zostawcie Titanica!” Niech zostanie tam, gdzie leży – potężny, monumentalny, tragiczny. Hymn to the Sea to bolesny w swojej urodzie utwór, równie wyjątkowy jak dzieło ludzkich rąk, które go zainspirowało. [Agnieszka Stasiowska]
35. Incepcja (2010) – H. Zimmer
Ten niepozornie rozpoczynający się kawałek szybko przemienia się w zabójczy pocisk, z hukiem przebijający się przez kolejne formacje dźwięku, aby w wielkim finale wybuchnąć potężnym brzmieniem dęciaków, wspomaganych pięknie pulsującymi skrzypcami. Już na samej płycie utwór ten robi niesamowite wrażenie, a w połączeniu z obrazem po prostu wgniata w fotel, wywołując ciarki na całym ciele. Te agresywne, mocne dźwięki, głównie sekcji dętej, to zresztą jeden ze znaków rozpoznawczych Incepcji, w której używane są często, acz konsekwentnie. [Jacek Lubiński]
34. Okręt (1981) – K. Doldinger
W wypadku wszelkich wyróżnień, jakie spadły na obraz Petersena, pominięto jednak pracę wykonaną przez Klausa Doldingera – kompozytora muzyki. Nie ulega wątpliwości, iż słynny motyw muzyczny jest jednym z tych elementów filmu, który potrafi wyróżnić się na tle innych i silnie oddziaływać na widza. Motyw ten poniekąd zaczął później żyć własnym życiem. W latach dziewięćdziesiątych niejaki Alex Christensen, twórca muzyki techno, pod wpływem fascynacji obrazem Petersena, założony przez siebie zespół muzyczny nazwał U96 – na cześć filmowego okrętu. Jego najsłynniejszy utwór – Das Boot – jest właśnie efektowną przeróbką głównego motywu muzycznego filmu. [Jakub Piwoński, fragment recenzji filmu]
33. Predator (1987) – A. Silvestri
Motyw przewodni Predatora pieści nasze spragnione uszy niesamowitym klimatem, momentami totalnej grozy i niepokoju, charakterystycznymi złowieszczymi bębenkami, odpowiednim natężeniem melodii, genialnym połączeniem aranżacji i ogólnie muzyką tak charakterystyczną, że gdy raz się z nią zapoznamy – na zawsze zapisze się w naszych zwojach mózgowych odpowiadających za pamięć.
Nie ma tutaj żadnego przypadkowego dźwięku, żadnej melodii choć w minimalnym stopniu niedopasowanej do sytuacji. A dopasować muzykę tak perfekcyjnie do tematu, przedstawionych wydarzeń i miejsca akcji (dżungla) to sztuka wybitna. Spowodować, że trzy czwarte osób zapoznanych z filmem i muzyką z niego ma takie samo zdanie – to sztuka wybitna. Zrzeszyć sobie potężną grupę miłośników tej genialnej kompozycji – to sztuka wybitna. [Adam Łudzeń]
32. Avengers (2012) – A. Silvestri
Ten temat to największa atrakcja całej ścieżki dźwiękowej. Nie jest specjalnie oryginalny, ale ma w sobie coś, czego kompozytor poskąpił reszcie muzyki – charakter i moc. Heroiczna, chwytliwa i drapieżna nuta, która jednoznacznie kojarzy się z filmem, brzmi po prostu fantastycznie. Znakomicie wypada na dużym ekranie, gdzie dość często się pojawia – czy to w całości, czy fragmentarycznie – dając wrażenie epickości, które utrzymuje się przez cały seans, mimo iż gros muzyki generalnie albo niknie pod natłokiem mnóstwa efektów dźwiękowych, albo też niczym duch przemyka niezauważalnie w spokojniejszych, nieprzeładowanych akcją momentach. Sam temacik to jednak coś, co tygryski lubią najbardziej. [Jacek Lubiński]
31. Misja (1986) – E. Morricone
Jeden z największych sukcesów komercyjno-artystycznych Morricone. Muzyka bez dwóch zdań uduchowiona – sakralno-melancholijna poezja i jednoczesna pochwała życia, która wespół z pięknymi zdjęciami sprawiła, że film Rolanda Joffégo nie popadł w zapomnienie. Zdjęcia otrzymały zresztą Oscara. Maestro w niewytłumaczalny sposób przegrał natomiast w swojej kategorii, wręcz został z tej nagrody okradziony, co sam stwierdził po latach. Nie umniejsza to jednak w żaden sposób jego dziełu, o którym bez problemu można mówić w kategoriach „arcy-”. Iście boska kompozycja, naznaczona szczerym ziemskim geniuszem. [Jacek Lubiński]
30. Conan Barbarzyńca (1982) – B. Poledouris
Kiedy otworzycie na YouTube jeden z klipów z tematem muzycznym z Conana Barbarzyńcy, pierwszy komentarz, jaki się wyświetla, brzmi: „Jestem kobietą, ale od słuchania tego wyrosły mi jaja”. Coś w tym jest… Ta muzyka dodaje siły, uwzniośla, sprawia, że chce się chwycić za miecz i wymierzyć sprawiedliwość.
Kompozytor Basil Poledouris nie był ulubieńcem gremiów przyznających branżowe nagrody – nawet za kultową ścieżkę dźwiękową do filmu ze Schwarzeneggerem otrzymał jedynie nominację do Saturna – ale osiągnął więcej niż niejeden z laureatów Oscarów. Po latach wciąż pamiętamy o jego muzyce, czego dowodem wysokie miejsce w naszym plebiscycie. [Karol Barzowski]
29. Rydwany ognia (1981) – Vangelis
To ten tytuł, który dał światu powód, aby biegać i/lub z biegania uczynić farsę – oczywiście w zwolnionym tempie. Mowa, rzecz jasna, o nieśmiertelnym temacie muzycznym Vangelisa, za który ten otrzymał wszak Oscara. Daną nutę zna każdy, bowiem przemielona została przez popkulturę tysiące razy. Bez niej sam film z pewnością nie byłby tym samym, choć, wbrew pozorom, ma do zaoferowania o wiele więcej, niż tylko pocztówkowy widok grupy gości zapierdzielających bez celu po plaży. [Jacek Lubiński, fragment artykułu]
28. Interstellar (2014) – H. Zimmer
Hans Zimmer za pomocą muzyki opowiada tę niezwykłą historię i za pomocą linii melodycznych i dźwięków nie tylko opisuje skomplikowane zagadnienia naukowe, ujawnia nam piękno i tajemniczość kosmosu, ale też ukazuje nam człowieczeństwo oraz miłość za pomocą nut.
Tym samym wpisuje się on w te rozważania Christophera Nolana i sam porusza się między fizyką, a metafizyką i za pomocą niezwykle skomplikowanego instrumentu wydobywa piękno muzyki. [Maciej Wawrzyniec Olech, fragment artykułu]
27. Halloween (1978) – J. Carpenter
Duży wpływ na ostateczny kształt tego motywu miała twórczość Bernarda Herrmanna, który dysponował niezwykłymi umiejętnościami tworzenia bardzo dobrych ilustracji przy ograniczonych środkach, wykorzystując jedynie podstawowe dźwięki, oraz Ennia Morricone. Ścieżka dźwiękowa do Halloween powstała w wyniku fascynacji dokonaniami obu kompozytorów. Efektem jest bardzo prosty utwór składający się z kilku tematów scenicznych, których konstrukcja oparta jest na brzmieniu syntezatora, a klasyczna linia melodyczna miesza się z dźwiękami fortepianu.
Całość jest co prawda mało efektowna, ale za to niezwykle skuteczna. Najmocniejszym elementem tej ilustracji jest składający się z czterech, pięciu rytmów motyw przewodni. Ta kompozycja to jeden z najbardziej specyficznych, a przez to rozpoznawalnych podkładów muzycznych. To prawdziwa wizytówka tej produkcji, a jak się później okaże – także całej serii. [Paweł Łudzeń]
26. Braveheart. Waleczne Serce (1995) – J. Horner
Horner sporo zaczerpnął w tych nutach z wcześniejszych Wichrów namiętności. Szkockie widoki odpowiednio podziałały jednak na kompozytora, rezultatem czego jest ciekawsza, bardziej charakterystyczna i ciesząca się większą estymą ścieżka o przepięknym temacie głównym. Melodia ta zachwyca w każdym aspekcie i od lat zasłużenie żyje własnym życiem, podbijając kolejne serca do walki. To emocjonalne arcydzieło. [Jacek Lubiński]
25. Powrót do przyszłości (1985) – A. Silvestri
Muzyczne zaproszenie do wielkiej przygody, jaką jest przecież cała trylogia Powrót do przyszłości. Motyw Silvestriego idealnie oddaje nastrój towarzyszący oglądaniu filmu Zemeckisa i podkreśla radość oraz ekscytację płynącą ze śledzenia zwariowanych przygód Marty’ego McFlya i doktora Browna. Obserwowanie karkołomnych zadań bohaterów i kibicowanie, by zakończyły się sukcesem, jest szalenie emocjonujące, co sprawia, że kiedy przychodzi moment triumfu, wybrzmiewa on szczególnie głośno. [Łukasz Budnik]
24. Dawno temu w Ameryce (1984) – E. Morricone
To jedna z tych pozycji, które są wielkie nie tylko z nazwy i które dostały się do kanonu nie bez przyczyny. Nuty maestro zachwycają już od pierwszych taktów otwierającego album utworu tytułowego. Jak na ironię to mocno wyciszony, niemalże eteryczny fragment, który łatwo przegapić w zalewie bardziej energicznych lub charakternych motywów. Oryginalność także nie jest jego mocną stroną – przypominająca Pewnego razu na Dzikim Zachodzie melodia do samego końca miała problem z akceptacją Leone, właśnie z powodu wtórności.
Nie można jednak odmówić jej piękna oraz emocjonalnej szczerości, które porywają melomańskie serce. Salonowa powściągliwość, szyk i wdzięk obecny w tej muzyce stanowią o tym, że jest to zdecydowanie najwyższa półka prac wielkiego Morricone. [Jacek Lubiński]
23. Requiem dla snu (2000) – C. Mansell, Kronos Quartet
To przede wszystkim muzyka, która – zwłaszcza gdy się jej słucha z zamkniętymi oczyma – wprowadza w swoisty trans czy stan hipnozy. To muzyka dołująca i przygnębiająca – po prostu taka, jakiej wymagał specyficzny film Darrena Aronofsky’ego. Jeśli chodzi właśnie o takie klimaty, Requiem dla snu zjada całą konkurencję na śniadanie. Jest jak filmowy narkotyk, który uzależnia na zawsze. Z tym że skutki jej słuchania nie są tak dramatyczne jak skutki działań filmowych bohaterów… [Adam Łudzeń]
22. Dziecko Rosemary (1968) – K. Komeda
Sukces ścieżki dźwiękowej przerósł najśmielsze oczekiwania. Hipnotyczna melodia kołysanki dobiegała zewsząd, stając się jednym z najczęściej nadawanych utworów przez kalifornijskie radiostacje. Trafiła nawet na komercyjne listy przebojów i dla Amerykanów była prawdziwym hitem. Pamiętnym elementem, który włączył do kołysanki Komeda, jest akord tristanowski, stanowiący o symbolice satanistycznej.
W filmie pełni rolę spinającą całość, albowiem słychać go jeszcze przed wokalizą Mii Farrow w czołówce oraz po napisach końcowych. [Radosław Dąbrowski, fragment artykułu]
21. 1492: Wyprawa do raju (1992) – Vangelis
Wyprawa do raju nie należy do najwybitniejszych osiągnięć Ridleya Scotta, ale ma coś, czego nie mają na przykład Pojedynek, Gladiator, Helikopter w ogniu. Mowa o muzyce greckiego kompozytora Vangelisa. Dziesięć lat wcześniej Scott i Vangelis współpracowali przy Łowcy androidów, ale to temat z fresku o Kolumbie jest – obok oscarowej kompozycji z Rydwanów ognia – najbardziej rozpoznawalną partyturą tego artysty. Brak jakiegokolwiek wyróżnienia dla tego soundtracku to doprawdy wielki blamaż. [Mariusz Czernic, fragment recenzji filmu]
20. Coś (1982) – E. Morricone
O sile tej kompozycji stanowi przede wszystkim niesamowity, duszny, niejednoznaczny i mrożący krew w żyłach klimat, poparty prostym, pulsującym graniem – dziś nie mniej kultowym od tego ze Szczęk Williamsa – który z pewnością chodzi za każdym, kto choć raz go usłyszał. Muzyka nie brzmi tu zbyt przyjaźnie dla odbiorcy, lecz jej rola w filmie jest nie do przecenienia – doskonale buduje napięcie i wspomaga grozę sytuacji. Mimo swej nieprzystępnej, iście arktycznej natury, to zresztą nie tak hermetyczna, nieatrakcyjna rzecz, jak można by sądzić. Potrafi zaskoczyć, nawet jeśli trudno tu pisać o wielce chwytliwej melodii. [Jacek Lubiński]
19. Hedwig’s Theme (seria Harry Potter; 2001) – J. Williams
Jeden z najbardziej znanych, cenionych i utytułowanych kompozytorów na świecie tworzył wcześniej muzykę do innych, słynnych filmowych serii: Gwiezdnych wojen i Indiany Jonesa. To, co charakteryzuje muzykę tych filmów, to rozpoznawalny motyw przewodni, dobrze kojarzony przez każdego sympatyka kina. W przypadku Harry’ego Pottera pierwsze skrzypce pełni utwór Hedwig’s Theme, którego rozpoznawalna melodia (po raz pierwszy zaprezentowana w prologu) słyszalna jest w większości kompozycji, zarówno tej ścieżki dźwiękowej, jak i kolejnych.
Utwór, jak zresztą cały soundtrack Kamienia filozoficznego, stanowi swoisty wstęp do magicznego świata czarodziejów, opowiadając o inicjacyjnym odkryciu nieznanej dotychczas rzeczywistości. Williams po raz kolejny udowodnił, dlaczego nadal jest jednym z najlepszych w branży. Przez wykorzystywanie potencjału każdej części orkiestry w jego muzyce odczuwalny jest wyjątkowy majestat. Zaowocowało to między innymi nominacją do Oscara. [Jakub Piwoński, fragment artykułu]
18. Szczęki (1975) – J. Williams
Słynny drażniący zmysły temat główny – złowrogie, narastające, z każdą chwilą coraz śmielsze pomruki sekcji dętej i szarpnięcia smyczków. Melodia ta zapewniła Williamsowi nieśmiertelność na długo przed kosmicznymi wojażami i wciąż stanowi jedno z najważniejszych dokonań artysty. Niesłusznie przyszło pomijać przy tym resztę jakże świetnego, przygodowego i często wielce pozytywnego grania, z całym mnóstwem pomysłowych aranżacji. Czasem warto darowanemu rekinowi zajrzeć w zęby… [Jacek Lubiński]
17. Ostatni Mohikanin (1992) – T. Jones, R. Edelman
Dopracowanej stronie wizualnej towarzyszy także niezwykła oprawa dźwiękowa. Dzieło Trevora Jonesa i Randy’ego Edelmana nieprzypadkowo stało się jednym z najsłynniejszych współczesnych soundtracków. To w istocie zbiór kompozycji obydwu artystów oraz motywów pochodzących z tradycji celtyckiej i indiańskiej – wspaniały, tęskny, przejmujący temat główny zainspirowany zaś został utworem The Gael szkockiego artysty Dougie McLeana.
Muzyka jest tu czymś więcej niż tylko dźwiękowym tłem poszczególnych scen – współtworzy je, podkreślając zarazem nieustannie emocjonalny wydźwięk całego utworu, jego fascynację zaginioną kulturą oraz świadomość jej przemijania. [Przemysław Brudzyński, fragment recenzji filmu]
16. Pewnego razu na Dzikim Zachodzie (1968) – E. Morricone
Choć w porównaniu do wcześniejszych i późniejszych prac włoskiego mistrza ten tytuł nie pęka w szwach od legendarnych tematów, przez większość czasu będąc raczej wyciszoną, wyczekującą i bardzo cierpliwą ilustracją, to już samo Man with a Harmonica stanowi niezaprzeczalnie wielką kompozycję, która nie tylko przeszła do historii, ale w znaczący sposób ją ukształtowała.
To niesamowite i kompletne zespolenie ścieżki dźwiękowej z ruchomym obrazem, a jednocześnie pewien standard u duetu Morricone–Leone. Kultowa rzewna, harmonijkowa melodia, wybuchająca nagle do iście epickich rozmiarów, angażując sporą część orkiestry, stanowi skończone arcydzieło. Można jedynie gorąco rekomendować je tym, którzy go jeszcze nie znają. Zasługuje na to. [Jacek Lubiński]
15. Gliniarz z Beverly Hills (1984) – H. Faltermeyer
Czym byłby Gliniarz z Beverly Hills gdyby nie… muzyka!? Dynamiczny, elektroniczny motyw muzyczny pod tytułem Axel Foley, wpadający w ucho od pierwszego słyszenia, stał się z miejsca wielkim hitem, a dziś obok melodii przewodnich z Indiany Jonesa i Gwiezdnych Wojen, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych motywów muzycznych wszech czasów! [Rafał Donica, fragment artykułu]
14. Piraci z Karaibów (2003) – K. Badelt, H. Zimmer
Wydaje mi się, że niewiele jest osób, którym He’s a Pirate przynajmniej nie obił się o uszy. Fantastyczny, pełen energii i kojarzący się z wielką przygodą, doskonale łapie ducha filmu i daje mnóstwo radości zarówno w połączeniu z nim, jak i w oderwaniu od obrazu. Zaledwie półtorej minuty utworu, ale dzięki temu więcej niż solidny dowód na to, jak mistrzowską wyobraźnię ma Zimmer i jaki talent do tworzenia niezapomnianych tematów. [Łukasz Budnik, fragment zestawienia]
13. Rocky (1977) – B. Conti
Mały film o wielkim duchu był narodzinami dwóch ikon przemysłu filmowego – tytułowa postać jest dziś jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w popkulturze, a charakterystyczne fanfary tematu przewodniego to wciąż niedościgniony wzór pozytywnej, zagrzewającej do walki kompozycji. Tenże hit, który swego czasu zdobył Złotą Płytę i osiągnął numer jeden na amerykańskiej liście przebojów, to wszak znak rozpoznawczy całego uniwersum Rocky’ego, na którym oparto jego myśl przewodnią.
Conti osiągnął tu małe mistrzostwo świata i efekt finalny zwyczajnie rozwala słuchacza swą niesamowitą energią. To prawdziwe opus magnum kompozytora. Istna legenda, która wciąż pasjonuje i rozpala serca – przy takiej muzyce po prostu nie można przegrać. [Jacek Lubiński]
12. James Bond Theme (seria 007; 1962) – J. Barry, M. Norman
Temat przewodni przygód brytyjskiego agenta obrósł kultem chyba szybciej niż cała reszta elementów tworzących jego wizerunek. Ten dźwięk prawdziwej rewolucji nieświadomie rozpoczął skromny film Terence’a Younga, w którym cały soundtrack niespecjalnie porywa, a mimo to jego charakterystyczne nuty już na zawsze zapisały się w historii kina.
Za tenże temat odpowiada Norman, Monty Norman, dla którego ta melodia stała się swoistym opus magnum. Twórca musiał jednakże nieco powalczyć o prawa własności, gdyż inna ikoniczna postać muzyki filmowej niemalże odebrała mu laury. Mowa oczywiście o Johnie Barrym, który nie tylko zaaranżował temat Normana na potrzeby pierwszej części przygód agenta MI-6, ale też stał się nadwornym kompozytorem Jej Królewskiej Mości, tworząc całe oprawy do kolejnych produkcji spod znaku 007. I choć kwestia autorstwa pozostaje po dziś dzień spornym zagadnieniem, to już sama jakość melodii przewodniej nie pozostawia wątpliwości. Bez niej superszpieg byłby prawdziwie nagi. [Jacek Lubiński]
11. Park Jurajski (1993) – J. Williams
Przez lata ugruntowało się myślenie, jakoby Park Jurajski był kamieniem milowym rozwoju kina rozrywkowego. Wyniósł on bowiem CGI na piedestał, pokazując, że twórcze wykorzystanie komputerów w kreowaniu efektów specjalnych może przynieść powalające rezultaty. To zapierające dech widowisko powoli staje się legendą, co producenci skrzętnie wykorzystują, dając zielone światło do powstawania kolejnych kontynuacji.
Wspominając ten realizatorski majstersztyk, często zapomina się o jego muzyce. Jestem jednak zdania, że to jeden z podstawowych elementów budowania klimatu w widowisku Stevena Spielberga, nadający mu odpowiednią podniosłość. John Williams ponownie sięgnął gwiazd, tworząc partyturę idealnie wpasowującą się w atmosferę jedynej w swoim rodzaju przygody. Gdy motyw główny rozbrzmiewa w momencie otwierania wielkich bram Parku Jurajskiego, znowu czuję się jak dzieciak, a w moich oczach pojawiają się łzy. Magia. [Jakub Piwoński]
10. Gladiator (2000) – H. Zimmer, L. Gerrard
Wieńczący film Ridleya Scotta utwór swoją melancholijną, ale też również dającą nadzieję tonacją doskonale podsumowuje kostiumowe widowisko o herosie Maximusie. W kompozycji Hansa Zimmera i głosie Lisy Gerrard bardzo cenię nienarzucający się charakter tego wykonania. Na pierwszym planie zdecydowanie jest obraz, muzyka ma tylko go uzupełniać i niuansować mistyczny klimat.
Podkreślać punkt kulminacyjny Gladiatora, ten wieloznaczny moment przejścia. Bo jesteśmy przecież świadkami sytuacji granicznej na wielu płaszczyznach: życia i śmierci, ciała i ducha, politycznego ustroju, wolności i zniewolenia, rozłąki i zjednoczenia z rodziną. Towarzysząca nam muzyczna aranżacja na pewno pozwala jeszcze pełniej poczuć niebagatelną wagę tej chwili. [Maciej Niedźwiedzki]
09. Batman (1989) – D. Elfman
Gotham City – miasto, gdzie panuje strach i groza, gdzie przestępstwa są na porządku dziennym, a ich wskaźnik już dawno przekroczył skalę… Slumsy, niebezpieczne dzielnice, smród wydobywający się z kanałów, zanieczyszczenia z wielkich fabryk – oto cały obraz tego zepsutego moralnie miasta. Wszędzie tylko korupcja i przemoc. Taką wizję buduje między innymi fantastyczna muzyka Danny’ego Elfmana – czasem podniosła, w większości tajemnicza, z przepięknym, kultowym już motywem przewodnim (jednym z najbardziej znanych w historii kina) przewijającym się przez całą płytę.
Czy są osoby, które nie słyszały o Batmanie? Jedynym, który odważył się wypowiedzieć wojnę mrocznym i niebezpiecznym zakamarkom Gotham. To już legenda. Muzyka – moim zdaniem także. Jest idealna, perfekcyjnie pasuje do filmu i chyba nikt nie stworzyłby lepszej. [Adam Łudzeń]
08. Władca Pierścieni (2001) – H. Shore
Motywy muzyczne pełnią we Władcy Pierścieni rolę szczególną. Przypisane do bohaterów (The Pity of Smeagol), miejsc (Shire Theme), a nawet przedmiotów (The History of the One Ring) występują w różnorakich wariacjach i stale się ze sobą przeplatają; nie tylko fenomenalnie współgrają z opowieścią, budując napięcie i klimat, ale również nadają poszczególnym scenom nowe znaczenia.
Najczęściej powtarzanym motywem, uznawanym często za przewodni, jest Fellowship Theme. Pojawia się on w największej liczbie wariacji i towarzyszy scenom koncentrującym się wokół członków tytułowej Drużyny Pierścienia. [Jan Brzozowski]
07. Dobry, zły i brzydki (1966) – E. Morricone
Pod względem ikoniczności i rozpoznawalności motyw przewodni z Dobrego, złego i brzydkiego mógłby ustąpić pola chyba tylko hollywoodzkim tematom Johna Williamsa – z Gwiezdnych wojen i Poszukiwaczy zaginionej Arki. Muzykę z tego arcydzieła Leone kojarzą nawet ci, którzy nigdy nie widzieli tego filmu i nie mają pojęcia, kim jest Clint Eastwood.
Dziś, kiedy myślimy „western”, to słyszymy Morricone. [Katarzyna Kebernik, fragment zestawienia]
06. Łowca androidów (1982) – Vangelis
To koronny przykład tego, jak dużo film zyskuje dzięki muzyce. Wprost niemożliwym jest wyobrażenie sobie Blade Runnera bez magicznych dźwięków wykreowanych przez Vangelisa. Magicznych dosłownie, gdyż będących niczym kurtyna odsłaniająca przed nami ekran i tym samym zachęcająca do seansu. Taki właśnie jest temat główny – mistyczny, oniryczny, pozornie wykraczający poza brudny i spowity smogiem świat przyszłości, a zarazem jakże trafnie go definiujący. To prawdziwa podróż przez zmysły. Muzyka, która urzeczywistnia nierealne, niczym piękny sen o jednorożcu, którego nie było. [Jacek Lubiński]
05. Ojciec chrzestny (1972) – N. Rota
Jak by na to nie patrzeć i z której strony by nie słuchać, ten temat to klasyka kina przez duże K. To właśnie on wsławił Nino Rotę – kompozytora dobrze już wtedy znanego, lecz dopiero dzięki Ojcu chrzestnemu wyniesionego do pozycji równej tej przedstawionej na ekranie głowy mafijnej rodziny. Motyw przewodni z tego filmu zna już dziś każdy, nawet osoby niezaznajomione z muzyką filmową.
Wciąż pozostaje on świeży, mocny i, co najważniejsze, potrafiący porwać. Najzwyczajniej w świecie jest to perfekcyjnie wykonana melodia, która nie zestarzeje się nigdy i która za każdym razem potrafi do głębi poruszyć. [Jacek Lubiński]
04. Terminator (1984) – B. Fiedel
Bez efekciarstwa wykreowano tu spójny świat, który stanowi pomost pomiędzy kinem noir a wszystkim tym, co obecnie określa się stylem lat 80. Wizję perfekcyjnie uzupełnia muzyka Brada Fiedela. Ten – inspirując się grupą Kraftwerk i korzystając z automatu perkusyjnego – stworzył ilustrację minimalistyczną, zionącą elektronicznym chłodem i maszynową grozą. Dał nam prosty, pełen ciężaru motyw przewodni oraz – kontrastowy wobec całości – temat wątku miłosnego, uderzający naturalnym ciepłem i zwyczajnie wzruszający. Zasadniczo jednak dominuje motoryczny rytm i mechaniczne trzaśnięcia. To małe arcydzieło i świetna odtrutka na rozpędzone orkiestry. [Tomasz Bot, fragment recenzji filmu]
III. The Raiders March (seria Indiana Jones; 1981) – J. Williams
Muzykę do wszystkich części Indiany Jonesa napisał jeden z najlepszych i najbardziej znanych kompozytorów – John Williams. Główny motyw przewodni, który zapewne każdy bardzo dobrze zna, to prawdziwe arcydzieło. Kto nie słyszał nigdy słynnego The Raiders March, niech się schowa ze wstydu i niech się nawet do tego nie przyznaje! Williamsowi udało się stworzyć niesamowicie melodyjny, charakterystyczny motyw muzyczny, który jest jednym z najbardziej popularnych w całym jego dorobku. Kompozycja stworzona przez Johna Williamsa daje kolejny dowód, że film nie byłby tym samym filmem, gdyby nie świetna muzyka. [Adam Łudzeń]
II. Gwiezdne wojny (1977) – J. Williams
Pisząc o tej muzyce, nie sposób nie skupić się przede wszystkim na utworze zajmującym główne, eksponowane miejsce na każdej płycie z Gwiezdnych Wojen. Ten utwór to Main Title – potężny, monumentalny, a jednocześnie dynamiczny – rozpoczynający każdy film cyklu. Pobrzmiewa on echem niemal przez cały czas trwania filmu, w niezliczonych odmianach i aranżacjach. Ten motyw jest tak charakterystyczny, że nie sposób porównać go do jakiegokolwiek innego dzieła muzyki filmowej. To chyba jeden z najbardziej znanych, uznanych i rozpoznawalnych utworów w ogóle. [Dariusz Żak]
I. Imperium kontratakuje (1980) – J. Williams
Sławetny Marsz Imperialny (będący także tematem związanym z Darthem Vaderem) zwyczajnie rzuca na kolana! Monumentalna, złowroga i potężna muzyka swoim jednostajnym rytmem w sposób doskonały obrazuje potęgę i siłę Galaktycznego Imperium. Mimo swego ciężaru i monumentalności ten fragment ścieżki dźwiękowej potrafi porwać i zafascynować każdego, nawet tego, kto nigdy filmu nie widział. Tego utworu należy bezwzględnie słuchać głośno, z podkręconymi basami – kto raz nie poczuje mocy tej muzyki, nie poczuje jej już nigdy. [Dariusz Żak]
