search
REKLAMA
News

Reżyser CZARNEJ PANTERY we wzruszających słowach wspomina CHADWICKA BOSEMANA

Filip Pęziński

31 sierpnia 2020

REKLAMA

W sobotni poranek świat okrążyła dramatyczna wiadomość – Chadwick Boseman, odtwórca roli Czarnej Pantery w kinowym uniwersum Marvela, zmarł w wieku zaledwie 43 lat po kilkuletniej walce z rakiem. Ze zmarłym aktorem za pośrednictwem social mediów żegnali się jego przyjaciele z planów filmowych i cała społeczność Hollywood (pisaliśmy o tym TUTAJ).

Do żegnających dołączył Ryan Coogler. Reżyser największego hitu z udziałem Bosemana – Czarnej Pantery. Coogler we wzruszających słowach opisał swoje pierwsze spotkanie z aktorem i wdzięczność wobec Marvela za to, że wybrano go do roli. Jak pisze, to udział Bosemana i zobaczenie go w Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów ostatecznie przekonały go do angażu do Czarnej Pantery. Reżyser opisał także codzienną pracę z aktorem na planie filmu i ich relacje poza nim:

Lubił mi wysyłać wegetariańskie przepisy i schematy żywienia dla mojej rodziny i mnie podczas pandemii. Sprawdzał, czy wszystko dobrze u mnie i moich bliskich, nawet gdy się zmagał z okrutnością raka.

Coogler odniósł się też do planów wspólnej pracy przy sequelu hitu z 2018 roku:

Jeszcze nigdy nie odczuwałem tak mocno straty. Ostatni rok spędziłem na przygotowywaniu, wyobrażaniu sobie, pisaniu słów dla niego do powiedzenia, których nie było nam dane zobaczyć.

Poniżej prezentujemy tłumaczenie całości napisanego przez reżysera tekstu.

Odziedziczyłem po Marvelu i braciach Russo wybór castingowy T’Challi. To coś, za co będę im już zawsze wdzięczny. Pierwszy raz zobaczyłem występ Chada w roli T’Challi na pokazie niedokończonej wersji KAPITANA AMERYKI: WOJNY BOHATERÓW. Zastanawiałem się, czy powinienem reżyserować CZARNĄ PANTERĘ. Nigdy nie zapomnę siedzenia w studiu montażystów w siedzibie Disneya i oglądania jego scen. Jego pierwszej ze Scarlett Johansson w roli Czarnej Wdowy, potem [tej] z tytanem południowoafrykańskiego kina, Johnem Kani w roli ojca T’Challi, króla T’Chaki. To właśnie wtedy wiedziałem już, że chcę nakręcić ten film. Po tym, jak postać Scarlett od nich odchodzi, Chad i John zaczynają rozmawiać w języku, którego dotąd nie słyszałem. Brzmiał znajomo, pełen takich samych klasków i mlasków, które młode czarne dzieci robią w Stanach. Te same klaski, przez które byliśmy często besztani za brak szacunku i nieprzyzwoitość. Ale miało to w sobie pewną muzykalność, która sprawiała wrażenie pradawnej, potężnej i afrykańskiej.

Na moim spotkaniu po obejrzeniu filmu zapytałem Nate’a Moore’a, jednego z producentów filmu, o język. “Wymyśliliście go?”. Nate odpowiedział: “To Xhosa, ojczysty język Johna Kani. On i Chad stwierdzili, że tak zrobią tę scenę na planie, a my za tym poszliśmy”. Pomyślałem sobie: “Czy on się nauczył dialogów w innym języku w jeden dzień?”. Nie mogłem pojąć, jak trudne to musiało być, i mimo że nie poznałem jeszcze Chada, to ja już byłem zachwycony jego aktorskimi umiejętnościami.

Potem się dowiedziałem, że odbywano wiele rozmów na temat tego, jak T’Challa miałby się porozumiewać w filmie. Decyzja, żeby Xhosa była oficjalnym językiem Wakandy, umocniła się dzięki Chadowi, chłopakowi z Północnej Karoliny, ponieważ był on w stanie nauczyć się swoich dialogów po xhosańsku od razu na miejscu. Polecił także, by jego bohater mówił z afrykańskim akcentem, żeby mógł przedstawić T’Challę widowni jako afrykańskiego króla, którego dialekt nie został podbity przez Zachód.

Poznałem w końcu Chada na początku 2016, kiedy już się podpisałem pod filmem. Przekradł się za dziennikarzami zgromadzonymi na konferencji dotyczącej CREEDA i spotkał się ze mną w garderobie. Gadaliśmy o naszym życiu, o mojej grze w futbola w college’u i jego studiowaniu na kierunku reżyserskim na Howardzie, naszej wspólnej wizji T’Challi i Wakandy. Rozmawialiśmy, jaką ironią było to, że jego dawny kolega z Howarda, Ta-Nehisi Coates, pisał wówczas komiksy z T’Challą dla Marvela. I o tym, jak Chad znał się ze studentem Howarda, Princem Jonesem, którego morderstwo przez policjanta zainspirowało Coatesa do napisania książki BETWEEN THE WORLD AND ME.

Zauważyłem wtedy, że Chad był anomalią. Był spokojny. Pewny. Bez przerwy się uczący. Ale i miły, kojący, miał najcieplejszy śmiech na świecie oraz oczy, których wiedza wykraczała poza jego wiek, a i tak potrafiły się zaświecić jak dziecku, który zobaczył coś po raz pierwszy w życiu.

To była pierwsza z wielu rozmów. Był wyjątkową osobą. Zwykliśmy często rozmawiać o dziedzictwie i co oznacza bycie Afrykaninem. Kiedy się przygotowywaliśmy do filmu, on zwykł rozważać każdą decyzję, każdy wybór; nie tylko, jak by to wpłynęło na niego, ale jak by te wybory rozbrzmiały w eterze. “Nie są na to gotowi, co my w ogóle robimy…” “To są GWIEZDNE WOJNY, to jest WŁADCA PIERŚCIENI, tylko nasze… i większe!” Mówił tak do mnie, kiedy się męczyliśmy z dokończeniem dramatycznej sceny, co potrafiło się rozciągnąć w podwójne nadgodziny. Albo kiedy wymalowany farbą wykonywał sceny kaskaderskie. Albo kiedy wpadał do lodowatej wody lub lądował na piance. Kiwałem głową i uśmiechałem się, ale mu nie wierzyłem. Nie miałem pojęcia, czy film wypali. Nie byłem pewien, czy wiedziałem, co robię. Ale odwracałem się i zdawałem sobie sprawę, że Chad wiedział coś, czego nikt nie wiedział. Wdrażał w życie wielki plan. Wszystko podczas ciężkiej pracy. A jaka to była praca.

Zwykł przychodzić na castingi do ról drugoplanowych, co nie zdarza się często w przypadku aktorów grających główne role w wysokobudżetowych filmach. Był na paru przesłuchaniach do roli M’Baku. Na tym z Winstonem Dukiem zamienił chemię podczas czytanki w pojedynek zapaśniczy. Winston zepsuł swoją bransoletę. Na przesłuchaniu do roli Shuri Letitia Wright przebiła swoim charakterystycznym humorem jego królewskie opanowanie i wywoływała uśmiech na twarzy T’Challi, która była w stu procentach Chada.

W trakcie zdjęć do filmu spotykaliśmy się w biurze lub w wynajętym przeze mnie domu w Atlancie, żeby przedyskutować dialogi i inne sposoby na nadanie głębi każdej scenie. Gadaliśmy o kostiumach, ćwiczeniach wojskowych. Powiedział do mnie: “Wakandczycy muszą tańczyć podczas koronacji. Gdyby tak po prostu stali z włóczniami, to co by nich odróżniało od Rzymian?” We wczesnych wersjach scenariusza postać Erika Killmongera poprosiła T’Challę o pochowanie go w Wakandzie. Chad zakwestionował to i zapytał: a co, jeżeli Killmonger chciałby zostać pochowany gdzie indziej?

Chad głęboko sobie cenił swoją prywatność, a ja nie chciałem wnikać w szczegóły jego choroby. Kiedy jego rodzina wydała oświadczenie, zdałem sobie sprawę, że żył ze swoją chorobą przez cały okres naszej znajomości. Jako że był opiekunem, przywódcą i człowiekiem wiary, godności i dumy, ochraniał współpracowników przed swoim cierpieniem. Wiódł piękne życie. I stworzył świetne dzieła. Dzień po dniu, rok po roku. Tym on właśnie był. Epickim pokazem fajerwerków. Do końca moich dni będę opowiadał o tym, jak byłem świadkiem niektórych z tych cudownych iskier. Ależ niesamowity ślad nam zostawił.

Jeszcze nigdy nie odczuwałem tak mocno straty. Ostatni rok spędziłem na przygotowywaniu, wyobrażaniu sobie, pisaniu słów dla niego do powiedzenia, których nie było nam dane zobaczyć. Czuję się złamany, wiedząc, że nie będę mógł zobaczyć kolejnego zbliżenia na niego na monitorze albo podejść do niego i poprosić o kolejny dubel.

Jeszcze bardziej boli wiedza, że już nigdy nie porozmawiamy, ani na Facetimie, ani wymieniając się SMS-ami. Lubił mi wysyłać wegetariańskie przepisy i schematy żywienia dla mojej rodziny i mnie podczas pandemii. Sprawdzał, czy wszystko dobrze u mnie i moich bliskich, nawet gdy się zmagał z okrutnością raka.

W afrykańskiej kulturze bliskich, którzy już odeszli, nazywamy często przodkami. Czasami jesteście spokrewnieni. Czasami nie. Ja miałem zaszczyt reżyserowania scen z postacią Chada, T’Challą, w których ten komunikuje się z przodkami Wakandy. Byliśmy w Atlancie, w opuszczonym magazynie, pełnym niebieskich ekranów i potężnych reflektorów, ale występ Chada uczynił to prawdziwym. Według mnie to dlatego, że od momentu, kiedy go poznałem, przodkowie zdążyli przez niego przemówić. Nie jest teraz dla mnie tajemnicą, jak doskonale potrafił się wcielić w niektórych z naszych najwybitniejszych bliskich. Nie miałem wątpliwości, że żyłby dalej i nie przestawałby dawać nam dobro. Jednakże z ciężkim sercem i poczuciem głębokiej wdzięczności za to, że mogłem przebywać w jego obecności, muszę pogodzić się z faktem, że Chad jest teraz przodkiem. I wiem, że będzie nas doglądał, póki się znów nie zobaczymy.

Tłumaczenie tekstu pochodzi z fanpage’a SztywnyPatyk.

Filip Pęziński

Filip Pęziński

Kocha kino społecznie zaangażowane. I takie z superbohaterami strzelającymi laserami.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA