Krótkie spięcie

Zwiastun KLERU. Typowy Wojtek opowiada dowcipy

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

Typowy Wojtek lubi opowiadać, co widzi, co słyszy.

Czasami Typowy Wojtek opowiada zaskakująco, choć w swoim stylu – to całkiem bystry obserwator, więc jego spostrzeżenia bywają świeże. Czasami Typowy Wojtek chce opowiedzieć więcej, niż widzi, więc do swych historii dodaje atrakcyjną gestykulację, odpowiednią emfazę, żeby doprowadzić do ciekawej, choć mało zaskakującej puenty. Czasami jednak Typowy Wojtek opowiada stare dowcipy, powtarza internetowe copypasty i w sumie niewiele z tego spotkania zostaje oprócz wspomnienia o głośnym rechocie z własnych dowcipów.

Ej, ten Kler jest właśnie jak ten kiepski dowcip. Jego zapowiedź to jak podśmiechujki z najsłabszego Kleofasa w klasie albo ciąganie 8-letniej Zuzi za warkocze. Smarzowski obrał sobie bardzo łatwy cel, chyba zbyt łatwy – polskich księży i ich różne stosunki. Czego nie ma w zwiastunie!

– pijaństwo w cywilu i na służbie

– uwielbienie złotego cielca, oszustwo i kanciarstwo

– duchowa i cielesna rozpusta z gołymi cyckami

– dosadne przekleństwa spływające z kapłańskich ust

– pedofilia i ludowa zemsta za nią (ten Jakubik)

– polityka na lokalnym i krajowym szczeblu (telefony, telefony)

– rydzykowanie (nie można wyraźniej)

A w tle „Hej, sokoły” (lub coś zbliżonego), które sugerują, że życie kleru polskiego więcej ma wspólnego z ułańskimi fantazjami, diabelskim swądem i komedią dramatycznych omyłek niż służbą Bogu, powołaniem do służby ludziom czy skupieniem na nieziemskich potrzebach.

Nikt o zdrowym umyśle i wiedzy o świecie współczesnym nie będzie twierdził, że tak nie bywa. Bo bywa. I to zbyt częściej, niż powinno, zbyt wulgarnie jak na oczekiwaną jakość komunikacji pasterzy z owieczkami. Dobrze, że Smarzowski wbija szpilę w kler (bo nie w Kościół, choć uważajcie, będą próbowali wam wmówić, że film będzie obrazą boskiego majestatu). Dobrze, że robi to teraz, gdy polski kler nie rozliczył się z afer pedofilskich (które były, trudno powiedzieć, czy o skali tak dużej jak w Irlandii czy USA). Dobrze, że patrzy na grzechy kleru, którego pazerność symbolizują wiadomy pan z Torunia oraz lokalni władcy sumień i portfeli w sutannach. Fajnie, że uderza wtedy, gdy nad polskim klerem wisi polityczny parasol ochronny (a w podzięce kler milczy, gdy czasem przydałaby się opinia kleru).

Ale mierzi mnie ten obraz, który – w zwiastunie – wygląda, jakby powstał podczas pijackiej dyskusji kilku antyklerykałów, którzy siedzą i wspominają czasem pokraczne, bywa że i ohydne, najpewniej niepokojące, ale i śmieszne, absurdalne historie z księżmi w tle. I postanawiają z tych tabloidowych nagłówków zrobić film, który widzów trochę postraszy, a trochę rozweseli. Czy jest w tym prawda? No jasne, że jest, bo przecież kler ma brud za paznokciami.

Ale nie wszyscy. Nie wszędzie. Bywa skrajnie inaczej.

Innymi słowy, wyciągać wnioski z pojedynczych skandali, z głośnych afer i z ogorzałych twarzy biskupów może Patryk Vega, od którego trudno czegokolwiek wymagać. Ale Smarzowski i botoksowa konwencja? A ten prześmiewczy chuch pijanego wujka najbardziej tu wyczuwam – co może być albo artystyczną zmyłką, albo… przeskoczeniem rekina przez Typowego Wojtka.

No będzie mocno, ludzie, będzie na pewno. Zaboli. Rozgorączkuje. Ale czy będziemy po tym filmie mądrzejsi?

Ostatnio dodane