Connect with us

Felietony - Cykle

Gdy PRZEPRASZASZ za KOLOR swojej SKÓRY. Czy artyści powinni politykować?

„Gdy PRZEPRASZASZ za KOLOR swojej SKÓRY to kontrowersyjny manifest Rosanny Arquette, który wywołuje burzę w sieci i zmusza do refleksji.”

Published

on

Gdy PRZEPRASZASZ za KOLOR swojej SKÓRY. Czy artyści powinni politykować?

Nie oszukujmy się, żyjemy w takim okresie, kiedy pierwsze skrzypce gra mowa nienawiści, polityka zaczyna odgrywać coraz większą rolę w naszej kulturze, a ludzie tracą poczucie rzeczywistości i nie potrafią wyrobić sobie własnej opinii przez napór czwartej władzy i social mediów. W czasach ciągłej trwogi, podziałów na dwie strony, walki o tolerancję, gdy mężów stanów zastępują gromady influencerów, z pomocą przybywa Rosanna Arquette, aktorka znana choćby z Pulp Fiction. Na swoim Twitterze, który traktuje jak ostatnią deskę ratunku dla swojego światopoglądu, „wygłasza manifest” – przeprasza wszystkich za to, iż urodziła się biała.

Advertisement

Aktorce najwyraźniej znudziła się wolność. Arquette w najbardziej odrealniony sposób przestaje stąpać twardo po Ziemi, a co gorsza, wykorzystuje przy tym swój filmowy prestiż, co źle wpływa na współczesny odbiór aktorów.

„Przepraszam, że urodziłam się biała, z przywilejami. Obrzydza mnie to. Czuję ogromny wstyd” – tak brzmią twitterowy post aktorki, wywołujący burzę w Internecie na całym świecie. Jest skandaliczny, bezkompromisowy, oryginalny. Tak zapewne zareagowała część Ameryki niepopierająca Donalda Trumpa, ponieważ jej słowa mają takie podłoże, do bólu polityczne. Aktorka już od jakiegoś czasu jest w z nim „w konflikcie”, także Stany Zjednoczone znają jej lewicowe poglądy. Zatem przejdźmy do rzeczy – dlaczego te słowa są tak naprawdę tak okropnie infantylne, podchodzące prędzej pod błazenadę niż inteligentne hasło, którym powinny one być, skoro wypowiada się jedna z muz Ameryki?

Advertisement

Arquette

Arquette wspomina o przywilejach bycia „białą kobietą”. Niestety, nie wyjaśnia nam, o jakie dokładnie chodzi – sądzę, że bystry, cywilizowany człowiek nie zwraca uwagi w żadnym stopniu na kolor skóry, a na kompletnie inne aspekty. Wiem jednak, że powinniśmy w tym wypadku trochę poteoretyzować. Rosanna urodziła się w 1959 roku, więcej niż pięćdziesiąt lat temu, w czasach stałego, historycznego niepokoju, kiedy to myślenie ludzi nie było tak nowoczesne i postępowe jak teraz.

Prawdopodobnie widziała cień rasizmu, w tych czasach towarzyszący Amerykanom na każdym kroku. Nikt w to nie wątpi, jeśli odczuwa potrzebę ciągłej walki z tym, tak jak praktycznie każdy z nas, nikt nie zamierza jej w tym przeszkodzić. Zastanawiam się przy tym, za co mnie ona tak naprawdę przeprasza.

Advertisement

W tym momencie wejdzie tu trochę polityki, ale nie martwcie się, czeka nas jeszcze parę filmowych konkluzji, w końcu jesteśmy na Film.org.pl i ten felieton nie ukazuje się tutaj przypadkowo! Arquette wstydzi się za otrzymane przywileje. Słowa „wstydzi” i „przywileje” są tutaj okropnym nadużyciem, ba, są wręcz kompletnie źle użyte. Gwoli ścisłości – Rosanna Arquette nie wierzy w koncepcję predestynacji, zatem możemy sobie rozważać fakt, że to przypadek spowodował, iż urodziła się z białym kolorem skóry. Używając słowa „wstyd”, w jakiś sposób upokarza resztę osób i sama wychodzi na rasistkę – co za (kolejny) przypadek! Jeśli ktoś spyta w komentarzu – nie, nie jestem w żaden sposób urażony; rozbijam na atomy ten komentarz, by ukazać wam, w jaki sposób Arquette zniszczyła nie tyle swój wizerunek, co typową wizję o aktorze, dowodząc stereotypowi mówiącym o tym, że artyści nie powinni politykować.

Wróćmy do tych przywilejów, bo tu też mi coś nie gra. Rosanna Arquette jest aktorką, ogólnie całkiem poważaną, a dobrze wiemy, ile pracy, poświęcenia i trudu trzeba włożyć, by wybić się w tym zawodzie. Zatem moja pierwsza myśl była taka: Kurczę, kobieto, jesteś aktorką, przepraszasz mnie nie za to, że jesteś biała, tylko za ciężką, zawodową pracę. Następnie coś mnie tknęło i zrobiłem sobie niemały research. Wiem, zabrzmię tu jak typowy cynik, ale co, jeśli Rosanna te przywileje otrzymała i ma za co nas przepraszać? Mówię tu rzecz jasna o przywilejach związanych z koneksjami powiązanymi z nazwiskiem – Arquette. Nie powątpiewam w jej talent, ale nie znajdziecie informacji o jej wykształceniu, a jak ostatnio zdążyliśmy się dowiedzieć, nawet ogrodnik może zostać ministrem. Dla chcącego nic trudnego!

Advertisement

Twitter

W tym wszystkim najgorszy będzie chyba wydźwięk polityczny – aktorka kompletnie odcina się od Ameryki, pisząc, że nigdy nie będzie stała dla flagi swojego kraju, psioczy na naród, który jej nic złego nie zrobił – od końca XVIII wieku jest on wierny demokracji, zatem narzeka na prezydenta, którego dosłownie ta demokracja wybrała. Nie wiem zatem, skąd ta buntownicza postawa, czy z jakiegoś niewyedukowania, czy możliwie najczystszej hipokryzji. I tu dochodzimy do kwestii filmowej, tak, drogi czytelniku, nareszcie się doczekałeś. Rosanna Arquette w obrzydliwy sposób upokarza światek aktorski i samą kulturę filmową.

Opinia publiczna wykorzysta jej komentarz, by potem móc dać prztyczka w nos każdemu artyście, nie tylko aktorowi, który udziela się medialnie i politycznie. Ludzie z góry zaczną patrzeć na projekty tworzone przez np. DiCaprio czy Bono, sama opinia o artystach zacznie się pogarszać. Raczej nikt nie zabrania im wypowiadać się na inne tematy niż sam film, ale niech robią to mądrze, inaczej będzie to urągać wszystkich filmowcom. Ale samo łączenie tych światów zaczyna być i (zazwyczaj) bywało niebezpieczne – oczywiście, jedna rzecz to wprowadzanie do kina propagandy, ale inne to autorskie wydawanie wyroków swoimi poglądami.

Advertisement

Z kulturą obcuje każdy, dlatego głupio by było, gdyby przykładowo ludzie oglądający filmy (o różnych poglądach) zrazili się do nich przez same przekonania osób je współtworzących. A o to nietrudno. Niby dlaczego uczniowie za granicą nie wiedzą praktycznie nic o przekonaniach swoich nauczycieli? Potrafimy z łatwością oceniać, niestety, tak jak sama Rosanna Arquette szukająca dziury w całym w samym fakcie istnienia.

Wybory

Patrząc na powyższą grafikę, raczej nie mam problemu z przydzieleniem aktorki do tej najmniejszej tabliczki. Arquette znudziła się wolność i zamiast zrobić coś naprawdę dobrego, a przy tym po prostu przestać gadać, nie obnosić się ze sobą i zacząć działać, nie dla rozgłosu, a dla własnych przekonań, robi z siebie pośmiewisko, męczenniczkę, której nikt nie potrzebuje. Czasy Joanny d’Arc są démodé, natomiast łączenie filmu z polityką nie wróży niczego dobrego. Jedna rzecz to rozgłos, druga to reperkusje takich idiotycznych zagrań. By the way, to tylko opinia, tak że podzielcie się i swoją w komentarzu!

Advertisement

Doktorant ( Film Studies ) na uczelni King's College London w Wielkiej Brytanii, aktualnie pisuje dla portalu Collider, The Upcoming, Talking Shorts, Interii Film, Przeglądu, MINT Magazine, Film.org.pl i GRY-OnLine. Publikował na łamach FIPRESCI, Eye For Film, WhyNow, British Thoughts Magazine, AYO News, Miesięcznika KINO, Magazynu PANI, WP Film, NOIZZ, Papaya Rocks, Tygodnika Solidarność oraz Filmawki, a także współpracował z Rock Radiem i Movies Roomem. Przeprowadził wywiady m.in. z Adamem Sandlerem, Alejandro Gonzálezem Iñárritu, Paulem Dano, Johanem Renckiem, Lasse Hallströmem, Michelem Franco, Matthew Lewisem i Irène Jacob. Publikacje książkowe: esej w antologii "Nikt Nikomu Nie Tłumaczy: Świat według Kiepskich w kulturze" (Wydawnictwo Brak Przypisu, 2023). Laureat Stypendium im. Leopolda Ungera w 2023 roku. Członek Young FIPRESCI Jury podczas WFF 2023.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *