Felietony

Dlaczego mam problem z nowym JOKEREM

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

No i stało się. Na szerokie wody Internetu wypłynął w końcu zwiastun jednego z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku. Joker w reżyserii Todda Phillipsa wygląda na pierwszy rzut oka bardzo smakowicie. Ja jednak muszę podzielić się z wami moimi wątpliwościami. Stoję bowiem w wyraźnym rozkroku – z jednej strony widzę w filmie potencjał, z drugiej mocno się go obawiam.
I pewnie zostanie tak już do premiery.

Argumenty PRZECIW

Relatywizm moralny się już przejada

Od lat można zauważyć w kinie trend polegający na zaglądaniu do głowy wielkim zbrodniarzom po to, by przyjrzeć się ich motywacji, ewentualnie – wytłumaczyć widzowi genezę ich zła. W ten sposób niestraszny nam już Hannibal Lecter, bo wiemy, że wpływ na jego postępowanie miała brutalność wojny. Niestraszny nam już Darth Vader, bo zdołaliśmy poznać jego miłe, chłopięce oblicze, naznaczone miłosnym zawodem i rodzinną traumą. Niestraszny nam już Norman Bates, bo wiemy, że jego postępowanie stało się wynikiem radykalnej wersji kompleksu Edypa. I w sumie można tą ścieżką podążać w nieskończoność. W kolejce stoi jeszcze wielu zbrodniarzy, seryjnych morderców i innych popaprańców, z nadzieją, że nad ich losem także pochyli się jakiś twórca, dostrzegając iskrę determinującą pojawienie się w nich niszczącego ognia.

Pytanie tylko – po co? W jakim celu chcemy tłumaczyć zło? Nie jestem do końca przekonany, czy Joker jest dobrą postacią do tego, by ją zrelatywizować. Mam tu na myśli przede wszystkim to, że choć w komiksach i filmach istniały sugestie mówiące o tym, skąd wzięła się w nim szaleńcza potrzeba zabijania, nie grała ona istotnej roli ani dla samego zainteresowanego – osobnika świadomie zespolonego ze swym szaleństwem – ani tym bardziej dla depczącego mu po piętach Batmana. Joker to bowiem uosobienie chaosu. Zło permanentne. Bez początku, ale i bez końca. Właśnie na tym polegała jego wyjątkowość. W jego wypadku nie było nawet mowy o tworzeniu użytecznego profilu psychologicznego, ponieważ facet w każdym działaniu dawał do zrozumienia, że jest wcieleniem nikczemności, którego nie da się zamknąć w żadnej regule.

Do tanga trzeba dwojga

Samodzielna historia Jokera wydaje mi się co najmniej dziwna z jednego powodu. Joker nie istnieje bez Batmana. Zarówno w komiksach, filmach, serialach animowanych, ale także w grach przewijała się wyraźna sugestia, jakoby postacie Batmana i Jokera były względem siebie komplementarne. Innymi słowy, pierwszy nie istnieje bez drugiego, drugi nie istnieje bez pierwszego. Stanowią oni jakby dwie strony tej samej monety. Jedna strona to uosobienie dobra, które nieustannie zmaga się ze swymi mrocznymi demonami, druga strona to z kolei uosobienie zła, które już dawno zapomniało o posiadaniu jakichkolwiek cnót. Joker niejednokrotnie czynił sobie nawet żarty z tego, że jeśli Batman osadzi go w przytułku Arkham, to w konsekwencji jego działanie przestanie mieć jakikolwiek sens.

Joker stanowi motywację Batmana, pomaga mu w udowadnianiu sobie, że istnieje większe, bardziej bezwzględne zło, któremu należy sprostać. Dla Jokera z kolei konfrontacje z Mrocznym Rycerzem są rozrywką najwyższych lotów, zachęcającą do pojedynku także intelektualnego. Rozgryzł swego przeciwnika bardzo szybko, dostrzegając, że choć różni ich sposób działania, to jednak obaj naznaczeni są niegodziwością – jeden jest z tym jednak pogodzony, a drugi nieustannie się z tym siłuje. O czym zatem może opowiadać samodzielny film o Jokerze? O tym samym, o czym mógłby opowiadać samodzielny film o Batmanie, gdyby okazało się, że w Gotham jakimś cudem zniknęło zło.

Argumenty ZA

Joaquin Phoenix zmiecie poprzedników

Przyglądając się pierwszej zapowiedzi filmu Joker, nie sposób oderwać wzroku od tego, co wyczynia na ekranie Joaquin Phoenix. Jak pamiętamy, wielu było odtwórców roli Jokera. Może się zatem wydawać, że niewiele więcej można było do tej postaci już dołożyć – poprzednicy wyczerpali temat dogłębnie. A jednak! Od pewnego czasu przyglądam się twórczości Phoenixa i wiem już, że to jeden z tych aktorów, którzy są w stanie zrobić niesamowitą różnicę. To jeden z tych aktorów, którzy są w stanie pociągnąć za sobą cały film bez względu na jego miałką podbudowę scenariuszową. Po raz kolejny wznosi się na wyżyny i nie zdziwię się, jeśli po tym filmie na lata zapomnimy o Heacie Ledgerze. Mam wrażenie, że akurat Phoenixowi granie Jokera przyszło bardzo naturalnie. Nie musiał stać godzinami przed lustrem i wyrabiać odpowiedniej miny. Wykorzystał po raz kolejny swe pełne smutku spojrzenie, schudł, pofarbował włosy i po prostu uśmiechnął się do kamery. Ta prostota ujmuje i trafia w serducho bardzo celnie.

To w końcu Joker, na Boga

Mogę sobie narzekać, mogę mieć wątpliwości. Mam do tego prawo. Ale prawda jest też taka, że będę jedną z pierwszych osób, które ustawią się kolejce po bilet. Dlaczego? Bo to historia Jokera, tego JOKERA. Księcia zbrodni Gotham, jednego z największych złoczyńców w historii amerykańskiego komiksu, prawdziwego celebryty w tym wymiarze. Wychowałem się na komiksach DC, postać Jokera zawsze mnie na swój sposób pociągała i przerażała jednocześnie. Chaos, który w swoim działaniu utożsamia, stanowił dla mnie przestrogę, pokazując jednocześnie, jak cienka jest granica szaleństwa. Jego przeszywający śmiech stanowi swoisty symbol nihilizmu, drwinę z konformizmu, norm, zasad i porządku. Joker jest jakby zawróconym prądem rzeki – czymś niespotykanym, acz wywracającym otoczenie do góry nogami. To postać ze wszech miar fascynująca, szeroko zaakcentowana w popkulturze, nie byłbym zatem sobą, gdybym tak po prostu odwrócił się plecami do tego, co Todd Phillips chce mi o tym antybohaterze opowiedzieć.

Ostatnio dodane