search
REKLAMA
Głosowanie

13. dzień FILM(org)OWYCH Mistrzostw Europy. Zagłosuj!

Zagraj z nami w FILM(org)OWYCH Mistrzostwach Europy i oddaj swój głos!

REDAKCJA

23 czerwca 2021

REKLAMA

Dziś ostatnie mecze fazy grupowej FILM(org)OWYCH Mistrzostw Europy. To właśnie 13. dnia wyjaśnią się wszystkie niewiadome i do ośmiu drużyn z grup A–D, które już zapewniły sobie awans do 1/8 finału, dołączą cztery ekipy z pierwszych dwóch miejsc z grup E i F oraz cztery najlepsze zespoły z trzecich miejsc spośród wszystkich grup. Coraz więcej emocji! Zagłosujcie!


WYNIKI 12. DNIA FME:

CHORWACJA – SZKOCJA 8:32

CZECHY – ANGLIA  7:38


FME Dzień 13. Mecz: Szwecja – Polska

Dwie wygrane w poprzednich meczach zagwarantowały reprezentacji Szwecji awans do dalszej fazy gry. Szwedzi nie mogą być jednak pewni zajęcia pierwszego miejsca w grupie E. Wszystko wyjaśni się tutaj na ostatniej prostej, ale zdaje się, że to jedna z grup, z której do 1/8 finału awansują aż trzy ekipy.  

Który z poniższych filmów jest według was lepszy? Który bardziej wam się podobał? Pamiętajcie o oddaniu głosu w formularzu pod opisami proponowanych przez trenerów tytułów.

SZWECJA – Fucking Amal (1998)

Fucking Amal to pierwsze dzieło młodego mistrza. Tak o debiucie reżyserskim Lukasa Moodyssona wypowiedział się legendarny szwedzki twórca Ingmar Bergman. Trudno nie przyznać mu racji, ponieważ Fucking Amal to skromny i do bólu autentyczny film o młodości oraz miłości w beznadziejnym miejscu na ziemi. Obfituje w postaci, z którymi młodzież na całym świecie może się z powodzeniem utożsamiać. Wbrew tytułowi obraz Moodyssona jest subtelny, ciepły i łagodny. Fabułę Fucking Amal idealnie ilustrują rozedrgane zdjęcia oraz świetnie dobrane utwory muzyczne. Największymi gwiazdami filmu Moodyssona są jednak przede wszystkim młode i piękne aktorki – Alexandra Dahlström oraz Rebecka Liljeberg. Szkoda, że żadne kolejne dzieło „młodego mistrza” nie dorównało jego wspaniałemu debiutowi fabularnemu. [Przemysław Mudlaff]

POLSKA – Potop (1974)

Nie oszukujmy się, wybór na pojedynek Polaków ze Szwedami nie mógł być inny. Monumentalne, prawie pięciogodzinne (w najpełniejszej, najdłuższej wersji) dzieło Jerzego Hoffmana to zdecydowanie jedno z największych osiągnięć polskiego kina kostiumowego (i nie tylko!) – nominacja do Oscara nie wzięła się przecież znikąd. Wspaniałe role Daniela Olbrychskiego i Tadeusza Łomnickiego, słynny, kultowy nawet za granicą pojedynek w błocie i deszczu, piękne, wykorzystujące rozległe plenery zdjęcia Jerzego Wójcika, wreszcie powtarzane do dziś cytaty ze słynnym: „Kończ waść, wstydu oszczędź” na czele – Potop nie daje o sobie zapomnieć. Mam nadzieję, że prawdziwi zawodnicy staną na wysokości zadania i powtórzą wyczyn Wołodyjowskiego, Kmicica i Zagłoby, a sam mecz będzie czymś więcej niż rozpaczliwą (choć przecież udaną i do dziś celebrowaną) obroną Częstochowy. [Jan Brzozowski]

 

FME Dzień 13. Mecz: Słowacja – Hiszpania

Wygrana Hiszpanów z Polakami pozostawiła tych pierwszych w grze. Wystarczy teraz wygrać z zajmującą ostatnie miejsce Słowacją i cieszyć się z awansu do fazy play-off. Grający mecz o honor Słowacy z pewnością jednak tanio skóry nie sprzedadzą.  

Który z poniższych filmów jest według was lepszy? Który bardziej wam się podobał? Pamiętajcie o oddaniu głosu w formularzu pod opisami proponowanych przez trenerów tytułów.

SŁOWACJA – Słudzy (2020)

W swojej drugiej fabule Ivan Ostrochovský podkreśla, że tytułowi słudzy to nie tylko seminarzyści, którzy wstępują do pierwszego w swoim życiu klasztoru, by odkryć, że Bóg ustępuje tutaj miejsca układom. Każda postać w filmie wydaje się bowiem podskórnie potrzebować sprzymierzeńca, czy to wysoki kościelny hierarcha, czy anonimowy kryminalista na usługach partii, czy w końcu wysoko postawiony komunista. To sprawia, że Słudzy stają się opowieścią o inwigilacji, w której żadna instytucja nie może bez siebie żyć, a wzajemna kontrola to sposób na przetrwanie. Klimat do tego wydaje się być idealny. Czechosłowacja u Ostrochovskiego to epicentrum wschodnioeuropejskiego totalitaryzmu. Same mury seminarium, i owszem, służą kształceniu przyszłych duchownych, ale są też furtką, by wykryć, zgłosić i złamać wszelkie objawy nieposłuszeństwa wobec rządzących. Reżyserowi pomagają przy tym ponure czarno-białe kadry i kryminalna konwencja, w której nie brakuje zbrodni. Słudzy to odważne i czytelne kino, przestrzegające przed rzeczywistością, w której najgłębsze wartości zastępowane są chłodnymi interesami. [Tomasz Ludward]

HISZPANIA – W stronę morza (2004)

W swoim nagrodzonym Oscarem filmie W stronę morza Alejandro Amenábar przedstawił piękne, słoneczne hiszpańskie wybrzeże, którego najważniejszym elementem jest zachwycające morze. To jednak nie jedynie ładny filmowy widoczek, lecz kontrast wobec tego, czego pragnie główny bohater, Ramón Sampedro – śmierci. Sparaliżowany od wielu lat mężczyzna walczy bowiem o prawo do odejścia z tego świata na własnych warunkach i chociaż bardzo pragnąłby raz jeszcze zobaczyć to cudowne morze, wie, że już nigdy nie będzie to możliwe. To z jednej strony poruszający film, pokazujący piękno świata, życia, a także bezwarunkowej miłości, ale z drugiej szalenie przygnębiający – bo pomimo starań otoczenia Ramona z tej sytuacji nie ma już wyjścia. Finał stawiającego trudne etycznie pytania W stronę morza należy zaś do szczególnie druzgocących. [Dawid Konieczka]

 

FME Dzień 13. Mecz: Portugalia – Francja

Drużyna Portugalii to dotychczas najsłabsza ekipa turnieju. Nie wierzę, że miałoby to zmienić spotkanie z Francją, która po prostu musi wygrać ten mecz, aby w ogóle móc później trzymać kciuki za awans z trzeciego miejsca. Dyspozycja francuskiej reprezentacji to jedna z największych niespodzianek FME in minus.   

Który z poniższych filmów jest według was lepszy? Który bardziej wam się podobał? Pamiętajcie o oddaniu głosu w formularzu pod opisami proponowanych przez trenerów tytułów.

PORTUGALIA – Kapitanowie kwietnia (2000)

Nakręcony przez jedną z najsłynniejszych portugalskich aktorek film Kapitanowie kwietnia to trzymający w napięciu dramat polityczny, opowiadający o jednym z najważniejszych wydarzeń w historii Portugalii. Przeprowadzona w 1974 roku rewolucja goździków była wojskowym zamachem stanu, który doprowadził do obalenia dyktatury Marcela Caetana, kontynuatora „dzieła” Antónia Salazara. Kapitanowie kwietnia poświęcają sporo miejsca moralnemu wydźwiękowi tego konfliktu, który był jednym z rezultatów prowadzonej od kilku lat portugalskiej wojny kolonialnej. Film Marii de Medeiros przypomina polskie filmy polityczne w rodzaju Czarnego czwartku, ale to żaden zarzut – taki rodzaj kina wymaga pewnej dawki patetyzmu i w Kapitanach kwietnia go nie brakuje. Dominuje jednak przekonanie o słuszności rewolucji, która doprowadziła do przywrócenia swobód obywatelskich i politycznych, a w rezultacie także do wyzwolenia portugalskich kolonii. Solidne kino historyczne ze świetnymi rolami de Medeiros czy Joaquima de Almeidy, najbardziej chyba znanych „towarów eksportowych” portugalskiego aktorstwa. [Dawid Myśliwiec]

FRANCJA – 400 batów (1959)

By zrozumieć ponadczasowość arcydzieła legendarnego francuskiego twórcy, François Truffauta, wcale nie potrzeba wykształcenia filmoznawczego. Przedstawiony w nim Antoine Doinel mógłby być przecież każdym z nas – po dziecięcemu lekkomyślny, pragnący rodzicielskiej miłości i przepełniony pasją do kina. Utożsamienie się z 13-letnim bohaterem przychodzi więc z łatwością i przez to z bólem patrzymy na spotykające go krzywdy czy niesprawiedliwości, a także niezrozumienie. Z tym ostatnim – podszytym pokoleniowym gniewem o to, że jakiś dzieciak ma czelność kwestionować społecznie przyjęte reguły – spotyka się zresztą na każdym kroku – no bo, jak to młodzi autorzy tamtych lat, dzielnie się przeciwko zastanej rzeczywistości buntuje. Jednocześnie trzeba mieć na uwadze, że choć 400 batów może wydawać się opowieścią o kinofilu od kinofila dla kinofili, w swojej istocie stanowi przede wszystkim historię dorastania nastoletniego chłopaka. Pełną wzlotów, upadków, smutku i szczęścia zarazem, ale w głównej mierze boleśnie szczerą. I chyba właśnie w tym tkwi nieśmiertelna siła francuskiej Nowej Fali. [Krzysztof Nowak]

 

FME Dzień 13. Mecz: Węgry – Niemcy

Oto mecz o pierwsze miejsce w grupie F! Jak do spotkania podejdą obie drużyny? Czy będzie to spokojna rywalizacja, czy może któraś z ekip będzie chciała podkreślić swoją dominację? 

Który z poniższych filmów jest według was lepszy? Który bardziej wam się podobał? Pamiętajcie o oddaniu głosu w formularzu pod opisami proponowanych przez trenerów tytułów.

WĘGRY – Księżyc Jowisza (2017)

W moim przekonaniu Księżyc Jowisza Kornéla Mundruczó to jeden z najbardziej niedocenionych europejskich filmów XXI wieku. Dlaczego? A dlatego, że żaden inny twórca poza Węgrem nie potrafił w tak szczery, efektowny, brawurowy, a także bezczelny sposób opowiedzieć o tzw. kryzysie migracyjnym. Mundruczó w swoim filmie znajduje miejsce na mnóstwo innych kwestii, m.in. na przypowieść o istocie dobra oraz celne punktowanie wad współczesnych Europejczyków. Księżyc Jowisza jest jedną wielką metaforą, baśnią. Wielu zapewne natłok symboli może przygniatać, nie sposób jednak nie zauważyć, że serwowany przez Mundruczó efektowny i efektywny miks gatunków i niezwykłych treści skutecznie prowokuje do myślenia. [Przemysław Mudlaff]

NIEMCY – Good bye, Lenin! (2003)

Kino bardzo niemieckie – ale zrobione lekką ręką, wykorzystujące nostalgię za minionymi czasami w bardzo bezpretensjonalny, zabawny sposób. Niewiele powstało u naszych sąsiadów takich filmów – tak mocno związanych ze swoją historyczną tożsamością (NRD), a przy tym bardzo uniwersalnych, bo życie tym, co było, jest udziałem każdego z nas (naszej części świata szczególnie, lubimy patrzeć na większą część PRL z rozrzewnieniem). Good bye, Lenin! to rewelacyjny feel good movie ze świetną rolę młodziutkiego Daniela Brühla. [Rafał Oświeciński]

REKLAMA