„Smok Diplodok” pozwala docenić siłę wyobraźni, która daje nam tak wiele szczęścia w dzieciństwie, w dorosłym życiu zaś pcha nas z siłą wodospadu przez jego zakręty.
Nie mogło zabraknąć przykładu z polskiego kina.
Rozwój kina superbohaterskiego bardzo zaważył na jakości kostiumów, a więc im filmy starsze, tym przebrania bardziej naiwne.
Kicz, niska jakość techniczna, złe aktorstwo oraz dramatyczna naiwność – to cechy charakterystyczne dla scen, które są wyśmiewane.
Co się stanie, gdy komputery zaczną kochać?
Gdzie jest granica aktorskiej misji?
Najpierw trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: co to w ogóle znaczy „udany film” w kontekście kina superbohaterskiego?
Po „Obcym: Romulusie” widać już, gdzie franczyza zmierza.
Niektóre produkcje z tego uniwersum z powodzeniem mogłyby w całości być przykładem jednej wielkiej najgłupszej sceny.
„Planeta burz” z 1962 roku, w reżyserii Pavla Klushantseva to przykład wizualnie odważnego jak na Europę i komunizm filmu.