Publicystyka filmowa
NAJLEPSZE filmy science fiction według NASA
Odkryj NAJLEPSZE filmy science fiction według NASA! Zaskakujące wybory i naukowe spojrzenie na kino, które zachwyca i inspiruje.
Niedawno mogliście przeczytać na naszej stronie zestawienie najgłupszych filmów według NASA [KLIK]. To teraz pora na te najlepsze zdaniem amerykańskiej agencji kosmicznej. Zadanie to nieco trudniejsze, a wybór filmów podobnie zaskakujący. Zatem lecimy!
Dzień zagłady (1998)
Kinowy rywal obecnego na liście najgłupszych sajfajów Armageddonu, nie doczekał się co prawda uznania wśród widowni, ale znalazł przychylność naukowców. Według głównej osobowości medialnej NASA, Neila deGrasse Tysona, jest to „jedyny film, który przychodzi na myśl”, gdzie nie znalazł on „nic kłopotliwego pod względem znanej nam nauki”. Nie on jedyny. David Morrison, czyli jeden ze speców agencji w temacie kosmicznej katastrofy, chwali film za okazanie nauce zrozumienia oraz wiarygodne przedstawienie uderzenia asteroidy w ziemski ocean. Nie będziemy się z tym kłócić.
Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia (1951)
Największym problemem filmowych list od NASA jest fakt, iż trudno znaleźć konkretne wyjaśnienia co do wyboru. Tak jest właśnie z tym kanonicznym filmem z lat 50., który mógł się tu znaleźć przypuszczalnie ze względu na swój status ogólny. Jest to klasyka zarówno gatunku, jak i kina w ogóle. Swego czasu sam Arthur C. Clarke wymienił go wśród najlepszych filmów science fiction wszech czasów, faworyzując go nawet kosztem „własnej” Odysei kosmicznej.
Co nie zmienia faktu, że wiele elementów tej produkcji z czasem odrobinę się zestarzało, a sam fakt obecności na ekranie typowego latającego spodka i robota „w gaciach” może budzić wątpliwości. Co ich natomiast nie budzi, to chwalony wszem i wobec moralny relatywizm opowieści oraz przedstawienie w niej naukowego podejścia cywilizacji wyższej od naszej. Ale nie tylko, bowiem i filmowi ziemscy uczeni sprawnie posługują się tutaj podstawami fizyki, którą wykorzystują w kontakcie z kosmitami. Zresztą również sam kontakt oraz jego reperkusje wciąż stanowią wzór wychodzący daleko poza naukę jako taką.
Istota z innego świata (1951)
Obecność tej produkcji może dziwić, biorąc pod uwagę, iż o wiele bardziej cenionym i popularniejszym tworem jest… remake tejże pod tytułem Coś. Istota… traktowana jest dziś bardziej jako relikt przeszłości, w której odbierany był jako kolejna alegoria strachu przed komunizmem wśród Amerykanów. Co zatem zaważyło na wyborze tego dziełka? Chodzi o realistyczne przedstawienie.
.. krioniki. W filmie widać, jak pozaziemska istota tkwi w lodzie, a następnie z czasem powraca do życia. Według naukowców sugeruje to znajomość i używanie przez obcego techniki zamrażania ciała, co przy międzygwiezdnych podróżach wydaje się czynnością nieodzowną dla przetrwania. Szkoda jedynie, że wiąże się to z eksterminacją ludzkiej populacji…
Kobieta na Księżycu (1929)
Patrząc na powyższe zdjęcie, na którym tytułowa niewiasta bez problemów (i bez skafandra) egzystuje sobie na srebrnym globie, jakby była w Parku Krasińskich, można mieć poważne wątpliwości co do stanu psychicznego zdrowia członków NASA. Cały sęk w tym, że stworzone przez Fritza Langa dzieło powszechnie uważane jest za pierwszy poważny film fantastyczny. Duża w tym zasługa nauki stojącej za produkcją, jaka w tym wypadku imponuje nie tyle względem prezentacji powierzchni Księżyca, co samego lotu nań.
Ten przedstawiono wszak wzorowo, po raz pierwszy ukazując publice m.in. użycie wieloczłonowej rakiety, standardowe odliczanie do zera przed startem oraz takie elementy jak na przykład używane po dziś dzień pasy, w które wkłada się nogi w stanie nieważkości. I nie powinno to dziwić, bowiem konsultantem ekipy był niemiecki specjalista w tym temacie, Hermann Oberth, który maczał później palce w projekcie rakiet V2. Ponoć Oberth chciał na potrzeby filmu zbudować prawdziwą, działającą rakietę, ale przeszkodził mu w tym brak czasu i odpowiednich technologii. Bywa.
Łowca androidów (1982)
Rok 2019. Latające pojazdy, olbrzymie metropolie skąpane w deszczu i smogu, androidy trudne do odróżnienia od prawdziwych ludzi, brak zwierząt… Czy na pewno nie ma tutaj pomyłki? Otóż nie. Co prawda, słynny Blade Runner nie jest wymieniany przez NASA bezpośrednio w gronie tych naj-najlepszych filmów SF, to jednak został przez agencję wyróżniony.
I bynajmniej nie za androidy, które śnią o elektrycznych owcach, lecz za niezwykle przekonujący portret futurystycznego Los Angeles, znajdującego się obecnie – jeśli wierzyć naukowcom – dosłownie na wyciągnięcie ręki. Pytanie tylko: czy warto ją wyciągać?
Metropolis (1927)
Ponownie Fritz Lang i jego opus magnum, które nadal rozbudza wyobraźnię. Aż trudno w to uwierzyć, że tuż po premierze nie cieszył się on zbytnim uznaniem. Sam H.G. Wells stwierdził, że jest to głupiutki film, choć ten zainspirował go później do napisania Roku 2000 (Things to Come, 1936) jako alternatywy dla wizji Langa.
A że jest to wizja niezwykle sugestywna, potwierdza niejako NASA, które wymieniło film bynajmniej nie przez wzgląd na (ponownie) humanoidalne roboty, lecz jako iście pionierskie dzieło, ukazujące niezwykle przekonującą wizję miasta przyszłości (ponownie). A warto dodać, że akcja Metropolis toczy się w roku 2026, zatem wszystko jeszcze przed nami.
Park Jurajski (1993)
I na koniec chyba najbardziej problematyczny film ze wszystkich. Po pierwsze dlatego, że jest bardzo odległy od tego, czym na co dzień zajmuje się NASA. Po drugie dlatego, iż nie udało mi się dotrzeć do żadnych wiarygodnych informacji, które tłumaczyłyby rzeczony wybór. A po trzecie, bo… zestarzał się niemal pod każdym względem (prócz efektów specjalnych). Przedstawienie poszczególnych gatunków dinozaurów było problematyczne już w dniu premiery (może za wyjątkiem T-Rexa czy chorego triceratopsa), od którego to czasu odkryto jeszcze więcej szczątków zamierzchłych gadów świadczących na niekorzyść dzieła Stevena Spielberga. Także przedstawione przez niego klonowanie dinozaurów za pomocą DNA wygrzebanego z zastygłych w bursztynie owadów można włożyć między bajki (w rzeczywistości wszelkie próby tego typu – a wykonano ich sporo – kończyły się całkowitym fiaskiem). Nawet pracujący przy filmie spec od wizualnych trików, Phil Tippett, przyznał po latach, że dzisiaj Park Jurajski wyglądałby o wiele inaczej. Czemu więc znalazł się na tej liście? W końcu nawet dość szczegółowo przedstawione na ekranie działanie parku zostaje obnażone przez bohaterów.
Niemniej to przywiązanie do detali, mimo wszystko znakomicie „żywe” i szczegółowo pokazane dinozaury oraz położenie dużego nacisku na naukowe aspekty, mogły przekonać NASA do wyróżnienia filmu Spielberga. To i nostalgia. W innym wypadku mamy do czynienia z trollingiem ludzi nauki. Cóż, im też wolno.
