Zestawienie

BENZYNA zamiast KRWI. Najlepsze filmy o FORMULE 1

Autor: Przemysław Mudlaff
opublikowano

Najpierw w jednosekundowych odstępach zapali się pięć czerwonych świateł. Gdy zgasną, powietrze przeszyje przeraźliwy ryk silników bolidów i rozpocznie się szalony wyścig. Ścigają się nie tylko kierowcy, ale także konstruktorzy, inżynierowie, stratedzy, mechanicy. Na pierwszy rzut oka wydawać mogłoby się, że sport motorowy, który pokonuje wszelkie granice technologiczne, jest wręcz naturalnym tematem dla filmowych reżyserów. Formuła 1 to jednak najbardziej wielopłaszczyznowy, skomplikowany i niedostępny sport świata. Garaże poszczególnych ekip, do których dostęp mają tylko wybrani, wypełnione są tęgimi głowami i legendami motosportu. Na wyścig składają się: ciężka pracy sztabu specjalistów i wyjątkowe zdolności kierowców. W związku z powyższym twórcom filmowym i Formule 1 rzadko było po drodze. Na szczęście w ostatnich latach coś się w tej materii zmienia i mamy do czynienia z wysypem obrazów (głównie dokumentów) dotyczących królowej sportów motorowych. Dodając do tego pozycje starsze, absolutnie kultowe dla każdego fana najwyższej serii wyścigowej, mogłem pokusić się o sporządzenie zestawienia pięciu najlepszych filmów o F1 dla wszystkich, w których żyłach płynie benzyna zamiast krwi.

5. Weekend z mistrzem

Dokument Polańskiego to nie tylko gratka dla motopasjonatów.

Weekend z mistrzem to jedyny film dokumentalny w dorobku Romana Polańskiego. Powstał dzięki przyjacielowi reżysera Sir Jackiemu Stewartowi, tytułowemu mistrzowi, legendzie Formuły 1, zdobywcy trzech tytułów mistrza świata w latach 1969, 1971 i 1973. Polański towarzyszy kierowcy przez cały weekend wyścigowy, w czasie szczęśliwego dla Stewarta Grand Prix Monaco w 1971 roku. Film jest z wielu powodów wyjątkowy. Reżyser dzięki koledze miał bowiem możliwość wejścia z kamerą do dotychczas zupełnie niedostępnego wyścigowego świata. W związku z tym Weekend z mistrzem to swoista „kapsuła czasu” – jak określił obraz syn Sir Stewarta, Mark. Umożliwia on każdemu fanowi sportów motorowych ujrzenie nie tylko tamtych maszyn i twarzy legendarnych kierowców, ale pozwala również poczuć koleżeńską, wręcz rodzinną atmosferę Formuły 1 lat 70. XX wieku. Z pewnością dokument Polańskiego to nie tylko gratka dla motopasjonatów. Owszem, widz przypadkowy może chwilami przysypiać, gdy Sir Stewart rozprawia na przykład o optymalnej linii jazdy czy kwestiach technicznych pojazdów, jednak trzeba przyznać, że stara się robić to w sposób jak najbardziej przyziemny. Dokument Polańskiego przedstawia ponadto emocjonalny stosunek tytułowego mistrza do królowej sportów motorowych i jego starań o zmiany mające poprawić bezpieczeństwo kierowców. Weekend… ukazuje również nieprzemijającą świetność najsłynniejszej dzielnicy Monako, Monte Carlo. Podkreślają to przemykające w filmie twarze wielkich gwiazd, Ringo Starra czy księżnej Grace Kelly. Jest więc świadectwem minionej epoki w wersji glamour.

4. Grand Prix

Wyścigiem w Monako rozpoczyna się też fikcyjny sezon 1966 z nagrodzonego trzema Oscarami filmu Grand Prix Johna Frankenheimera. Rywalizacja na torze miesza się tu z problemami natury romantycznej. Gdy odsunie się na bok kwestię dość nudnych miłosnych perypetii czterech głównych bohaterów, zrozumiałe stanie się, dlaczego obraz ten przez prawie pięćdziesiąt lat uznawany był za najlepszy film wyścigowy wszech czasów. Frankenheimer nie pozwolił bowiem, aby ograniczenia technologiczne hamowały jego niesamowitą wyobraźnię. Sceny zmagań kierowców zostały nakręcone na torach F1 podczas prawdziwych wyścigowych weekendów, dlatego film świetnie oddaje ducha epoki. Kamery chwytają każdą sekundę jazdy ze wszystkich możliwych kątów (także z góry za pomocą kamery na pokładzie helikoptera), montaż scen wyścigowych nie pozwala na złapanie oddechu, a muzyka w czasie rywalizacji na torze ustępuje pola warkotowi silników. W rezultacie filmowe Grand Prix na torze w Monte Carlo czy na Monzy ogląda się nawet dziś z zapartym tchem. Obraz Frankenheimera zwraca ponadto uwagę na kwestię bezpieczeństwa, a raczej jego braku w ówczesnej Formule 1. Można uznać bowiem, że jego zapewnieniu służył jedynie kask. Na torach brakuje barierek ochronnych, kibice dopingują swoich idoli, stojąc tuż przy torze, a uderzenie bolidu w przeszkodę kończyło się zazwyczaj jego eksplozją. Nic więc dziwnego, że ówcześni kierowcy uważali się za bohaterów jeżdżących w trumnie z rakietą z tyłu.

Ostatnio dodane