search
REKLAMA
Seriale TV

WSZYSTKIE STWORZENIA DUŻE I MAŁE. Zwalczając jesienną chandrę… ciepłem

Jan Tracz

1 listopada 2020

REKLAMA

Jesienna chandra to nic przyjemnego, tym bardziej w tych dziwacznych i złowieszczych czasach. Brak słońca, ciągłe deszcze, zbliżający się powrót do izolacji – potrzebujemy czegoś, co będzie stymulowało przypływ serotoniny. Moją propozycją na ten nieco przygnębiający okres nie będzie powrót do sitcomu, który znamy na pamięć, a zapoznanie się z wartościowym produktem, jakim są Wszystkie stworzenia duże i małe, najnowsza adaptacja prozy Jamesa Herriota o poczciwych weterynarzach, dziejąca się w małym brytyjskim miasteczku w latach trzydziestych. To sześcioodcinkowa, ujmująca podróż w głąb odległego już, lecz urzekającego świata prostych ludzi.

Debiutujący Nicholas Ralph wciela się w alter ego pisarza, który przyjeżdża do Yorkshire Dales. Czy dostanie pracę u pedantycznego, często niesubtelnego weterynarza, Siegrieda Farnona (znakomity Samuel West)? Przez te sześć odcinków będzie musiał dać z siebie naprawdę wiele, a twórcy pokażą widzowi, jak wielkie rzeczy działy się w tym małym, zapewne zapomnianym przez świat miejscu. To lekcja pokory dla widza, przy tym niezwykle sympatyczna przejażdżka – z humorystycznymi dialogami, a także opowiedzianą w skondensowany sposób historią. Serial ten pokazuje, że największą trudnością w tym zawodzie nie jest praca ze zwierzętami, a właśnie radzenie sobie z człowiekiem – klientem.

Przepięknie odwzorowana epoka emanuje wspaniałością, a kameralność serialu pozwala widzowi zżyć się z przedstawianymi postaciami, współczuć im, odczuwać ból razem z nimi. Strzałem w dziesiątkę okazuje się umiejscowienie większości akcji w Skeldale House, miejscu, w którym Siegfried ma swoją pracownię, a przy okazji mieszka. Poznajemy nie tylko zakamarki domu (stającego się drugim bohaterem Wszystkich zwierząt dużych i małych), ale i resztę barwnych lokatorów. Tristan (Callum Woodhouse), brat Farnona, to krnąbrny lekkoduch, który robi wszystko, by uciec przed pracą, obowiązkami i konfrontacją z rygorystycznym starszym bratem. Pieczę nad ośrodkiem, a przy okazji humorami mężczyzn, trzyma Panna Hall (Anna Madeley), rozumna, współczująca istota, która od początku opiekuje się głównym bohaterem, a przy tym czuje nić porozumienia z braćmi Farnon.

Magia tego serialu tkwi w wyczuwalnej od początku chemii między tymi czterema postaciami. To na nich skupia się czas ekranowy odcinka, twórcy umiejętnie rozstawiają je we wszelakich sytuacjach, często dobierając w pary, by między każdym zachodziła jakakolwiek interakcja. Nierzadko więc obserwujemy inteligentne rozmowy, wspólne przechodzenie przez dany problem czy iskrzące się humorem słowne/osobowościowe potyczki. Nie ma w tych momentach żadnego potknięcia, widz czuje, że dobór castingowy w tym przypadku jawi się jako idealny. „Tego czegoś” dodaje wizualizacja Yorkshire Dales, będąca swoistym symbolem prostoty połączonej z porządkiem – charakterni mieszkańcy nie tylko uprzykrzają życie weterynarzom, potrafią też słuchać i rozumieć, a ich stosunek do zwierząt i zachowania mówią widzowi parę słów o ówczesnych konwenansach i czasach, w których bohaterowie żyli. Każdy odcinek zdaje się być pretekstem do opowiedzenia czegoś o świecie przedstawionym – jeden skupia się na ukazaniu stylu ówczesnych imprez, drugi mówi o kondycji miasteczkowych imprez, reszta skupia się na dylematach weterynarza, podejmowaniu kluczowych decyzji czy popełnianiu tragicznych w skutkach błędów.

Ukazywany kontrast pomiędzy wiekiem postaci daje scenariuszowi pewną swobodę, by skupić się zarówno na młodzieńczych, nierzadko lekkich zagadnieniach, jak i tych nie do końca dla widza przyjemnych. James zakochuje się w posiadającej partnera dziewczynie, a jego nieodwzajemnione uczucie zaczyna wpływać na postępy w dopiero co zaczętej pracy. Tristan uwielbia się bawić, lecz nie do końca czuje wartość wyrzeczeń – doprowadzi to do prędkiej nauki decyzyjności. Siegfried cztery lata wcześniej przeżył ogromną tragedię, której skutkiem są nowe, często nieznośne dla innych cechy. Czy ma w sobie jeszcze choć trochę człowieczeństwa? Pani Hall natomiast doświadcza innego osobistego nieszczęścia, które tłumi w sobie, co sprawia, że ta szlachetna osoba wyniszcza się z dnia na dzień.

Ciepło miesza się z krótkimi przypływami smutku, a my oglądamy jak zahipnotyzowani. Dawno bowiem nie było w telewizji tak sprawnie wykonanej produkcji, która staje się komentarzem na temat weterynarii lat trzydziestych, a do tego słusznie koresponduje z literackim materiałem. Nic dziwnego, że jakiś czas temu został zamówiony świąteczny odcinek. Zresztą cały ten serial wyzwala atmosferę świąt – gdzieś w połowie łapie nas strach, że to wszystko zaraz się skończy. A my nie chcemy tego zakończenia. Chcemy żyć daną nam chwilą.

Nowa adaptacja telewizyjna powieści Jamesa Herriota już od 1.11.2020 na EPIC DRAMA. Serdecznie zapraszamy do oglądania!

Avatar

Jan Tracz

Studiuje filmoznawstwo na uczelni King's College London w Wielkiej Brytanii, aktualnie pisuje dla Papaya Rocks, Noizz i Przeglądu. Współpracował z Rock Radiem, portalem Movies Room, a także publikował dla Tygodnika Solidarność i Filmawki. Czechofil, audiofil i entuzjasta tenisa. Uwielbia wywiady, rozmowa z ludźmi to dla niego sama przyjemność.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA