search
REKLAMA
VHS

VHS Ślepa Furia

Radosław Buczkowski

29 października 2012

REKLAMA

Gdyby przeprowadzić plebiscyt na najbardziej popularnego aktora ery VHS, to jestem pewien, ze Rutger Hauer zająłby wysokie miejsce, bardzo wysokie. Holender, mimo genialnego startu w USA (wiadomo!), nie miał na tyle szczęścia, by zrobić karierę, która mu się należała. Chłop nic sobie z tego jednak nie robił i choć nie królował na hollywoodzkich salonach, to zdecydowanie brylował na dyskotece zwanej VHS. Z pamięci: The Hitcher, Wedlock, Split Second, Past Midnight, Wanted: Dead or Alive, Surviving the Game, The Salute of Jugger czy też Arctic Blue. 

Tak, Hauer to prawdziwa legenda. Nie licząc genialnego “Autostopowicza” i kwintesencji 80’s pod postacią “Split Second”, moim ulubionym filmem tego permanentnie uśmiechniętego pana na zawsze pozostanie “Blind Fury”.         

https://www.youtube.com/watch?v=ZKm0YeKAq9E

Motyw wyjściowy oczywiście zaciągnięty z legendarnej serii filmowej “Zatoichi”, elegancko przerobiony na jankeską modłę. Wojna w Wietnamie, zraniony podczas akcji żołnierz traci wzrok, znajdują go wietnamscy wieśniacy i pomagają wpierw w leczeniu ran, a następnie w treningu – pięknie nakręcony wstępniak. Bach, przeskok o dwadzieścia lat, Floryda – Hauer, chcąc odwiedzić starego kumpla, wbija się w sam środek próby porwania, morderstwa i sporego przekrętu narkotykowego. Wszystko to podlane dramatem rodzinnym najwyższej próby (ok, jaja sobie robie – dramat jak w Dynastii na spidzie) oraz porcją kilku solidnych scen z użyciem miecza (tu jak najbardziej poważnie) – słowem, półtorej godziny rozrywki na dobrym, VHS-owym poziomie. Film, mimo niezłego drugiego planu (Terry O’Quinn, Nick Cassavetes) to oczywiście teatr jednego aktora. Rutger jak zwykle daje czadu, a rzucający ironiczne teksty, niewidomy mistrz miecza w jego wykonaniu to małe mistrzostwo świata. Wspomniałem o pojedynkach, no właśnie, te stoją na cholernie dobrym poziomie, jest szybko (jak na jankeskie warunki), ostro i bez szczypania się z przeciwnikiem – kto fika Rutgerowi, tego spotyka kuku, inaczej być nie może.

Hauer posługuje się mieczem naprawdę sprawnie, a co najważniejsze, nie widać, że to po prostu aktor, który przez tydzień przygotowywał się do filmu i podczas scen akcji odbębnia choreografię, licząc pod nosem kolejność ruchów. Na deser dostajemy finałowy pojedynek na miecze z nikim innym, jak tylko prawdziwą legendą amerykańskich ninja-skradanek, „masterem” Sho Kosugi. Chyba każdy weteran tej epoki widział przynajmniej jeden epizod z nieoficjalnej trylogii „Ninja” z jego udziałem. Koleś nie tylko tu zagrał, ale także przygotował choreografię walk w całym filmie, zresztą całkiem smakowitą .

 

A zatem Rutger tnie mieczem, raz po raz zarzuci dobrym tekstem i ogólnie jest skocznie, radośnie i z przytupem. Jako że to kolorowe lata 80., to pewne niepisane zasady muszą być przestrzegane. Nie może więc się obyć bez klasycznego „montażu” (całkiem niezły i klimatyczny), ostrej nawalanki z finałowym bossem i jego świtą – jeśli jest on “przy kasie”, to obowiązkowo w jego willi-fortecy obleganej zastępem bezimiennych ochroniarzy i najemników, oraz przynajmniej jednej sceny z jakimiś przypadkowymi lub mniej przypadkowymi redneckami.

No właśnie, w praktycznie w każdym filmie tej epoki, gdy akcja wykracza poza obrzeża Nowego Jorku, Chicago, Los Angeles (tu w zasadzie kończą się amerykańskie miasta), to zawsze pojawiają się jakieś zakapiory, powiatowi najemnicy (najczęściej zaprawieni w boju w samym Wiet-Fakin-Namie, oł jeee), którzy za paczkę Lucky Strike’ów i butelkę chrzczonego bourbona są gotowi dać się zabić. Oczywiście zawsze w galowym mundurze: dżinsy, flanela, głowa chroniona bejsbolówką, ewentualnie gustownym kapelundkiem. Zastanawia mnie, skąd oni się biorą, zawsze jacyś wieśniacy spod baru, sączący 0.5% budweisery, muszą wyskoczyć na spotkanie przeznaczeniu i na własne życzenie uszkodzić sobie organy wewnętrzne ostrym mordobiciem. Gdyby zajechać do jakiejś popegeerowskiej wsi i zapytać kilku eks-traktorzystów, weteranów bezlitosnej orki na ugorze (Brygada URSUS 1614 coroczne tury w delcie Graboszewa w latach 1977-1989), czy nie daliby się wynająć do jakiegoś mordobicia, to najprędzej usłyszelibyśmy, że w krzyżu strzela, stara trzyma klucze od poloneza, Tusk to bandyta i jego pytać, a tak w ogóle, to nie mają czasu na głupoty, bo kończą browara i idą oglądać Plebanię.

 

Olśniło mnie, już wiem, dlaczego nie kręci się w naszym kraju filmów akcji – nie ma skąd brać filmowego mięcha armatniego. Podobnie jak z naszymi sportowcami, znów zawodzi psychika. Na szczęście w USA to nie problem, ludzie mają ostro wykręcone, więc jest komu iść pod nóż ku uciesze gawiedzi. Nie inaczej jest i tutaj, więc trup ściele się gęsto i niejeden redneck nie wróci już nigdy do swojej Mary-Lou. Dobra, starczy tego zachwalania – już wiecie, z jaką bajką macie do czynienia. Prawdziwy klasyk – kupować, przegrywać, wypożyczać!

 

 W NASTĘPNYM ODCINKU…

 

Avatar

Radosław Buczkowski

REKLAMA