Publicystyka filmowa
SIŁA, WOLNOŚĆ, ZJEDNOCZENIE. Najbardziej inspirujące filmowe monologi
SIŁA, WOLNOŚĆ, ZJEDNOCZENIE to zestawienie monologów filmowych, które inspirują, poruszają i zmieniają świat. Odkryj moc słów w kinie.
Znamy to? Znamy, oczywiście. Monologi, które mają za zadanie porwać, zainspirować, oświecić, przekazać wielką myśl. Często stają się popisem aktora, odrywają od filmu, zaczynają żyć własnym życiem. Poniżej zestawienie moich ulubionych. Nie muszę chyba dodawać, że całkowicie subiektywne i możecie listę uzupełniać o dowolną liczbę tytułów. Kolejność przypadkowa.
Rozumienie poezji według Johna Keatinga, Stowarzyszenie Umarłych Poetów
Film Petera Weira jest wypełniony scenami, które swobodnie mogłyby się znaleźć w tym zestawieniu – najczęściej przytaczaną jest oczywiście „Carpe diem”. Jednak stawiam tutaj na inną, następującą bezpośrednio po rozprawieniem się z uczonym esejem Pritcharda na temat technik rozumienia poezji. Keating przekazuje swoim uczniom prostą prawdę, że słowa i idee naprawdę mogą zmieniać świat i obiecuje im, że ponownie odkryją, co znaczy samodzielnie myślenie. I słowa dotrzymał. Thank you, Mr. Keating. Thank you.
Jesteśmy wielkim krajem, To właśnie miłość
Stany Zjednoczone reprezentowane przez nonszalanckiego i przesadnie pewnego siebie prezydenta dostają prztyczka w nos od premiera Wielkiej Brytanii, chociaż oczywiście nikt nie wie, do jakiego stopnia premier jest zmotywowany bardzo osobistymi emocjami. W każdym razie kraj Harry’ego Pottera i obu nóg Davida Beckhama zyskuje niekwestionowanego bohatera dnia. Nie jest to jedyna scena w To właśnie miłość, w której Ameryka dostaje kuksańca – cała sekwencja barowa z Colinem uwodzącym dziewczyny swoim akcentem ma podobną rolę.
Przetrwamy tylko razem, Gladiator
Krótko, jasno i na temat. Maximus (wcale nie tak anonimowy, jak mu się jeszcze przed chwilą zdawało) przekonuje pozostałych gladiatorów, że jedyną szansę przetrwania mają wtedy, gdy połączą siły. Nieważne, ilu przeciwników mamy naprzeciwko siebie, klęska zaczyna się wówczas, gdy załamuje się jedność.
Nasze młodzieży chowanie, Zapach kobiety
Pułkownik Frank Slade daje czadu, występując w obronie swojego młodego protegowanego. W dosadnych, nomen omen, żołnierskich słowach potępia donosicielstwo i wygodne chowanie się za plecami silniejszych, którzy chronią delikwenta przed ponoszeniem konsekwencji za własne czyny. Najgorsze bowiem, co może spotkać młodego człowieka, to amputacja duszy.
Nie liczy się siła ciosu, Rocky Balboa
Syn ma pretensję do ojca, że zawsze żył w jego cieniu i trudno mu było udowodnić, że stać go na coś samodzielnie. Zarzuca Rocky’emu, że robi z siebie pośmiewisko. Jednak Rocky ma kilka mądrości życiowych do przekazania swojemu zbuntowanemu pierworodnemu o tym, że życie ma zwyczaj dawać kopniaki silniejsze, niż można sobie wyobrazić, ale sekret tkwi w tym, by się podnieść i ruszyć dalej. Tylko tchórze szukają wokół siebie winnych za własne niepowodzenia.
Wszystko sprowadza się do wyboru, Skazani na Shawshank
Można marzyć o spokojnym życiu nad oceanem i pielęgnować w sobie nadzieję, że kiedyś karta się odwróci, ponieważ zapłaciło się z nawiązką za własne błędy. Można też pogrążać się w niebycie, wmawiając sobie, że oczekiwanie czegokolwiek więcej to krzywda dla nas samych i niepotrzebne narażania się na rozczarowanie. Kwestia wyboru.
Chciwość jest dobra, Wall Street
https://www.youtube.com/watch?v=6Da1tDKFfno
Gordon Gekko bez pardonu uderza w biurokrację, która tłamsi przedsiębiorczość. Wszyscy oczywiście wiemy, że Gekko to „ten zły„, ucieleśnienie kapitalisty bez sumienia, ale jego monolog o chciwości jest trafiony w punkt. Ta „chciwość” to przecież „pożądanie czegoś, pragnienie zdobycia czegoś”, podstawa działania i w gruncie rzeczy – podstawa rozwoju. Pasja i gniew pobrzmiewające w monologu Gekko są tak przekonujące, że ucieka gdzieś wrażenie, iż rozwiązanie jest jednak trochę za proste. Wystarczy spojrzeć na iskry, które zapalają się w spojrzeniu Buda Foxa, granego przez Charliego Sheena.
Obstrukcja parlamentarna, Pan Smith jedzie do Waszyngtonu
Pasja, pasja i jeszcze raz pasja. Rzadko już widujemy ją w kinie w takiej formie. To jeden z tych legendarnych filmowych monologów, które chwytają za serce autentyzmem. Wierzymy w Jeffersona Smitha. Wierzymy w to, że reprezentuje nie tylko swoje prawa, których tak zaciekle broni, ale również nasze, w pierwszym rzędzie prawo do wolności wypowiedzi. Wycieńczony, osłabiony, postawiony pod ścianą walczy nadal, chociaż sytuacja wydaje się być beznadziejna, a sprawa przegrana. Prawdziwe pokrzepienie serc i popis aktorski Jima Stewarta.
Zapomnijmy o różnicach, Dzień niepodległości
Łopot amerykańskiej flagi w pełnej krasie. Przestają się liczyć różnice, które nas dotąd dzieliły, przekonuje prezydent o twarzy Billa Pullmana, nadszedł czas na to, by się zjednoczyć i ruszyć wspólnie do walki o nasze prawo do życia i istnienia. Niepodległość nabiera globalnego znaczenia, a bronimy jej, złączeni, wszyscy razem! Takie sytuacje mają miejsce tylko w filmach niestety, ale dlatego też wybaczamy im przesłodzenie i patos, bo po prostu miło jest pielęgnować nadzieję, że ludzkość faktycznie byłaby do tego zdolna.
Nie odbiorą nam wolności, Braveheart
William Wallace staje naprzeciw ludzi, których morale upadło. Boją się śmierci, boją się porażki, czują się przytłoczeni liczebną przewagą wroga. Trudno też powiedzieć, żeby Wallace’owi ufali, bo gdzie te jego siedem stóp wzrostu? A jednak jest w stanie do nich przemówić, prosto do ich serc, i poruszyć uśpioną strunę: przekonanie, że za wolność zawsze warto walczyć i warto za nią umrzeć.
korekta: Kornelia Farynowska
