Connect with us

Publicystyka filmowa

Za 5 dwunasta

„ZA 5 DWUNASTA to czas grozy i magicznych rytuałów, gdzie północ przynosi zmiany i ekscytację, idealna na sylwestrowe przygody.”

Published

on

Za 5 dwunasta

Północ – godzina dwudziesta czwarta bądź sławetne 0:00. Czas duchów, ciemności i chaosu. Moment grozy, w którym potwory wychodzą z szafy, strzygi wstają z grobów, a seryjni mordercy i nocne zwierzęta wychodzą na łowy. To również jednak i czas magiczny, idealny do odprawiania wszelakich rytuałów, hodowli egzotycznych roślin, obserwacji astronomicznych czy też eksperymentów chemicznych. To właśnie o północy w Wigilię zwierzęta przemawiają ludzkim głosem, a w noc świętojańską zakwita kwiat paproci, który normalnie nie kwitnie, gdyż ma zarodniki. Dla wojskowych północ oznacza atomową zagładę, a dla imprezowiczów moment, w którym pryska czar i pora zbierać się do domu (szczególnie że właśnie odjeżdżają ostatnie autobusy z pętli).

Advertisement

Największą ekscytację godzina ta, na co dzień będąca ustawowo początkiem kolejnego dnia, wzbudza jednak w trakcie sylwestra. Oznacza wtedy bowiem czas zmian, symboliczny moment wyzerowania liczników, po którym wszystko można zacząć od nowa. Nie dziwi zatem, że niektórzy z wytęsknieniem odliczają ostatnie minuty, szykując się do świętowania. Te kilka minut przed północą cechuje zatem napięcie, często wykorzystywane także w kinie. Oto tuzin wybranych przykładów tego, co dzieje się na dużym ekranie „za pięć dwunasta”, niekoniecznie dnia 31 stycznia.

Dzień świstaka

W Ameryce Północnej Dzień Świstaka obchodzi się drugiego lutego – czyli na długo po noworocznym świętowaniu. Phil Connors przeżywa go codziennie od jakiegoś czasu. Zawsze sam desperacko próbuje wydostać się z tej pułapki losu i za każdym razem przegrywa, budząc się wyczerpany o tej samej godzinie – szóstej rano, dnia drugiego lutego. Skąd więc ta północ? Ano razu pewnego (a potem kolejnego, i jeszcze jednego…) Phil prosi o pomoc swą koleżankę i producentkę, na którą ma ochotę – Ritę – aby spędziła z nim noc i tym samym została świadkiem czasowego paradoksu.

Advertisement

Nie informuje jej jednak, kiedy ten dokładnie ma mieć miejsce, bo sam nie wie. Zatem gdy wybija dwunasta, Rita jest mocno zdziwiona, iż… nic się nie dzieje. Jak by jednak nie było, Phil około północy miło spędza czas, wielokrotnie…

Gremliny

Fabuła Joego Dantego rozgrywa się z kolei w okresie świątecznym. W wigilijny wieczór Randall Peltzer wręcza swojemu synowi prezent w postaci Gizmo – pociesznego mogwaia, kryjącego w sobie wiele niespodzianek. I to właśnie północ jest dla tego stworzonka kluczowym momentem, dla nieostrożnych i niczego nieświadomych ludzi mogącym stanowić początek śmiertelnego zagrożenia. Można zatem założyć, że minuty przed wybiciem dwunastej w nocy są dla Gizmo i opiekującego się nim Billy’ego ostatnimi chwilami względnego, niczym nie zmąconego spokoju. Czego nie można oczywiście powiedzieć o pojawiających się nagle innych przedstawicielach gatunku – one na północ zawsze czekają, przebierając nóżkami i zacierając rączki…

Advertisement

Hudsucker Proxy

Sylwester 1958 roku, Nowy Jork. Podczas gdy tłumy bawią się na Times Square, w okolicznych barach i we własnych domach, Norville Barnes wychodzi przez okno najwyższego piętra wieżowca Hudsucker Industries. Zdesperowany pragnie rzucić się w dół. Myśli samobójcze nachodzą go właściwie niemal dokładnie o 23.55 czasu lokalnego, choć na sam czyn przychodzi poczekać jeszcze chwilę. Ostatecznie Barnes rozmyśla się. U Coenów nic jednak nie jest dziełem przypadku, zatem tuż po chwili ktoś zamyka okno od środka, a poczciwy Norm ślizga się na pokrytym padającym wciąż śniegiem gzymsie. Gdy wybija północ, jest więc o krok od śmierci. No dobra, o chwyt od tejże…

Mroczne miasto

Dla mieszkańców tytułowego, skąpanego w atmosferze lat trzydziestych XX wieku miejsca, godzina dwunasta… praktycznie nie istnieje. Wtedy bowiem ich życie dosłownie zamiera, bez ich świadomości zmieniając się nie do poznania w kolejną wariację na dany temat. Pojawiają się tajemniczy osobnicy w czarnych płaszczach i o dziwnie bladych licach – dla nich minuty pozostałe do północy to okres przygotowań do niezwykle ważnego i równie zagadkowego procesu transformacji miasta i jego lokatorów.

Advertisement

Natomiast dla budzącego się przypadkiem w wannie Johna Murdocha to niejako ponowne narodziny i początek dociekania prawdy, która każdej kolejnej nocy wpędzać go będzie w coraz poważniejsze tarapaty…

O północy w Paryżu

Paryż to dla wielu magiczne miejsce, bez względu na porę dnia lub roku. Dla odwiedzającego stolicę Francji amerykańskiego scenarzysty Gila Pendera ta magia okazuje się iście namacalna, kiedy pewnej letniej nocy, właśnie w okolicach dwunastej, przechadzając się samotnie po ulicach miasta gubi się i trafia do… przeszłości (konkretnie do lat dwudziestych ubiegłego stulecia). Fascynująca podróż po historii dawnej śmietanki artystycznej okaże się dla niego także wyprawą w głąb siebie – na tyle przyjemną, że Gil systematycznie zaczyna powtarzać ten niecodzienny eksperyment, zatracając się całkowicie w jego specyficznej atmosferze.

Advertisement

Zanim to wszystko jednak nastąpi, można powiedzieć, że na pięć minut przed północą Gil niespecjalnie różni się od wielu innych mieszkańców planety – jest opuszczony, lekko pijany, zagubiony i nieświadomy przyszłości czyhającej na niego tuż za rogiem…

Osaczeni

Petronas Towers, Kuala Lumpur i ostatnie sekundy nie tylko roku 1999 czy całego XX stulecia, ale też i milenium (a przynajmniej tak mylnie sądzono). Fajerwerki i wrzawa będą zatem wyjątkowe. A to stanowi idealną przykrywkę dla włamu dekady, za który bierze się duet w postaci ponętnej Virginii Baker (pociągająca Catherine Zeta-Jones) i starego wygi złodziejskiej branży, Roberta MacDougala (stary wyga aktorskiego fachu Sean Connery). Ich zadaniem – odpowiednio rzecz jasna skomplikowanym przez scenarzystów – jest zwędzić marne osiem miliardów dolarów z mieszczącego się w bliźniaczych wieżach banku o nikogo nic nie obchodzącej nazwie.

Advertisement

Nie wiedzą oczywiście, że tuż po ich iście kaskaderskim wyczynie sytuacja mocno się skomplikuje. Jednakże na chwilę przed wybiciem północy są w pełni skoncentrowani na swym niełatwym zadaniu. Czyli niejako dołączają do grona osób ciężko pracujących na szczęśliwy nowy rok…

 

Advertisement

Po godzinach

Tym razem znajdujemy się po zmierzchu w samym centrum wszechświata, czyli Nowym Jorku. Jest ciepło, jest ciemno i ekscytująco – zwłaszcza dla Paula Hacketta, którego największym marzeniem danej chwili jest po prostu dobrze spędzić wieczór. Ma już zresztą na to plany w postaci randki z poznaną wcześniej tego dnia Marcy. Nie wie, że wyjście z domu będzie dla niego oznaczać jedynie problemy i dodatkowy stres po biurowej rutynie. Przekonuje się o tym już w pędzącej na złamanie karku taksówce, z której dosłownie wywiewa mu ostatnie pieniądze. Zanim jednak lawina wydarzeń na dobre się rozkręci, północ zastaje go we w miarę niezłym nastroju, wciąż pełnego nadziei – gdzieś pomiędzy własnym mieszkaniem a lokalem Marcy…

Powrót do przyszłości

Jak na film o wielu paradoksach czasowych, o godzinie dwunastej w nocy nie dzieje się wiele – przynajmniej z perspektywy widza. Północ jest dla Marty’ego McFly’a czasem błogiego snu. Ma go jeszcze na oko pół godziny – dopiero o 12:28 rano czasu kalifornijskiego zadzwoni do niego zaprzyjaźniony doktor Emmett Brown, aby przypomnieć o ustalonym wcześniej spotkaniu przy centrum handlowym i poprosić o przyniesienie kamery wideo. Jednak na chwilę obecną Marty przypuszczalnie wchodzi już powoli w fazę REM. Nie budźmy go zatem.

Advertisement

Rififi

Była już jedna kradzież, pora na drugą, choć jakże inną. Cóż bowiem poradzić, że noc, a zwłaszcza północ, to idealny czas dla wszelkiej maści złodziejaszków. W filmie Dassina wracamy do Paryża, tym razem lat pięćdziesiątych, gdzie czwórka sympatycznych, ale jednak wciąż kryminalistów bierze się za obrobienie sejfu jubilera. Sprawa jest o tyle delikatna, że aby to zrobić, muszą pozostać niezauważeni i akcję przeprowadzić w ciszy absolutnej – wszak wokół pełno śpiących mieszkańców, a na ulicach regularne patrole policji, z których jeden przemyka tuż pod oknami dokładnie dziesięć po dwunastej.

Na kilka minut przed północą nasz kwartet cichcem zajeżdża zatem na miejsce, a gdy wskazówki zegara na siebie zachodzą, ci siedzą już w środku, zwarci i gotowi. O choćby sekundzie rozluźnienia nie może być odtąd mowy…

Advertisement

Siedem minut po północy

Tytuł filmu mówi właściwie wszystko – dokładnie o tej godzinie „nawiedza” młodego Conora potwór o głosie Liama Neesona. Drzewiasty olbrzym zmusza dzieciaka do wysłuchania kolejnych historii i wyciągnięcia z nich odpowiednich wniosków, tym samym pomagając w przetrwaniu wyjątkowo trudnego okresu w jego życiu. Oczywiście nic za darmo i Conor w zamian też będzie musiał zrobić coś dla potwora. Co więc oznacza dla małolata północ? Początkowo nic, gdyż bywa, że w ogóle zapomina o czasie, zestresowany zatracając się najczęściej w rysowaniu.

Z czasem jednak zbliżająca się dwunasta w nocy stanie się dla niego wyjątkowo magiczną i zarazem niepokojącą chwilą, na którą niekoniecznie wyczekuje z ochotą – chwilą nieuniknionej prawdy i tym samym pierwszym krokiem ku dorosłości…

Advertisement

Titanic

Zimna, kwietniowa noc 1912 roku na Atlantyku. Potężny, acz daleki od perfekcji RMS Titanic mknie przez spokojną wodę oceanu nazbyt szybko – musi nadrobić opóźnienie. O 23:39 z bocianiego gniazda niesie się ostrzeżenie przed górą lodową, w którą parę chwil potem statek uderzy bokiem. Nie zatrzyma się, to oczywiste, ale wstrząsy obudzą śpiących w większości pasażerów, którzy niczego nieświadomi zaczną w najlepsze bawić się na pokładzie stalowego giganta.

On sam zacznie już powoli tonąć, ostatecznie idąc na dno ponad dwie i pół godziny później. Oczywiście nastroje zmieniają się znacznie wcześniej, bo już pięć minut po północy kapitan wydaje rozkaz ewakuacji cywilów. Ostatnie chwile przed oficjalnym nastaniem 15 kwietnia można traktować zatem nie tylko jako zapowiedź tragedii, ale i prawdziwe rozdziewiczenie zarówno legendarnego statku, jak i ludzkiej naiwności. Tyle z lekcji historii. A fikcyjni Jack i Rose? Cóż, jeszcze w momencie uderzenia swobodnie wymieniali między sobą płyny ustrojowe, snując mrzonki o wspólnej, świetlanej przyszłości…

Advertisement

Zdążyć przed północą

Na koniec prawdziwy wyścig z czasem, ostatecznie rozegrany mocno na luzie, nawet jeśli nie do końca profesjonalnie. Zadanie: dostarczyć niejakiego Jonathana Mardukasa do Los Angeles. Deadline: piątek do północy. Niby bułka z masłem dla doświadczonego łowcy głów pokroju Jacka Walsha – wszak Mardukas to tylko wątły księgowy. A jednak okaże się to niemałym bólem dupy, zwieńczonym gonitwą przez pół Stanów i dotarciem na miejsce dosłownie na moment przed upływem terminu – czasu dla Jacka wręcz świętego, bo symbolizującego emeryturę i spełnienie marzeń.

To, co jemu ma więc przynieść spokój i ukojenie, dla Mardukasa oznaczać będzie utratę wolności. Zanim jednak północ wybije, zarówno Jack, jak i Jonathan będą usatysfakcjonowani w pełni finałowym twistem. Czego nie można napisać o zlecającym fuchę Eddiem…

Advertisement

STRAJK, BUNT i ZAMIESZKI, czyli kino podszyte REWOLUCJĄ

Tradycyjnie lista ta nie wyczerpuje absolutnie tematu. Więc jeśli akurat sylwestra spędzacie w domu (lub właśnie leczycie kaca po wczorajszym), możecie śmiało pokusić się o własne typy w komentarzach.

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *