Publicystyka filmowa
SEQUELE – Kruk
W mrocznym świecie „KRUK”, muzyk Eric Draven wraca z zaświatów, by pomścić śmierć ukochanej. Gotycka opowieść pełna emocji i zemsty.
Muzyk rockowy Eric Draven w dzień przed ślubem, w Halloween, zostaje brutalnie zamordowany wraz ze swą ukochaną Shelly przez Top Dollara i jego gang. Zgodnie z legendą, według której kruk zabiera dusze zmarłych do krainy śmierci, lecz może także te dusze przywrócić do życia, w rok po wydarzeniach Eric powraca, aby pomścić śmierć swej narzeczonej. Po kolei eliminuje wszystkich winnych. Jego tropem podąża sierżant Albrecht. Alex Proyas miał swoją wizję adaptacji komiksu Jamesa O’Barra. Stworzył niezwykle sugestywną opowieść skąpaną w mrocznej, gotyckiej atmosferze, odpowiadającej tematowi historii. Świetnie sfilmowany Kruk do tej pory jest według mnie jedną z najlepszych adaptacji komiksów. Pełen tajemnicy, cierpienia i oryginalnej wizji zemsty stał się mimo mało popularnej obsady, obrazem kultowym, dzięki tragicznym wydarzeniom, które paradoksalnie pomogły zdobyć filmowi ten status. Podejrzewam, że gdyby Brandon Lee jeszcze żył, uważano by jego kreację za rolę przełomową. Całość uzupełnia świetny soundtrack, który przypadnie do gustu szczególnie fanom mocnego uderzenia. |
Świadkowie brutalnego morderstwa – Ashe Corven i jego mały synek – zostają zamordowani przez gang „ludzi Judah”. Dzięki krukowi, łącznikowi świata żywych i umarłych, ojciec może powrócić do zdegenerowanego Los Angeles, aby pomścić śmierć ukochanego dziecka. Za pomocą nadanych mu mocy sukcesywnie dopełnia się krwawa zemsta. Ashe/Kruk poznaje również Sarę, która kilkanaście lat wcześniej w Detroit spotkała się już z mocą kruka. Próba zdyskontowania sukcesu okazała się klapą, zarówno finansową jak i artystyczną. Reżyser widocznie stwierdził, że aby film miał mroczną atmosferę wystarczy znikoma ilość świateł na planie. Mylił się – jest drętwo i nużąco mimo dynamicznego montażu, a Vincentowi Perezowi zabrakło charyzmy i umiejętności, aby wcielić się w kolejnego Kruka. Poza tym film posiada kiepskie zakończenie. Uwagę zwraca znów przednia muzyka i niezły drugi plan (Iggy Pop, Mia Kirshner i Tom Jane). |
Oskarżony o zamordowanie swej narzeczonej, Alex Corvis, zostaje niesłusznie skazany i stracony na krześle elektrycznym. Sąd nie uwierzył w jego zeznania jakoby zabójcą był mężczyzna z piętnem na ramieniu. Dzięki mocy kruka Alex powraca do świata żywych, aby dokonać zemsty na sprawcy zabójstwa ukochanej Lauren i rozprawić się ze skorumpowanym przedstawicielami władzy i prawa. W trzeciej odsłonie twórcy wyraźnie odcięli się od pozostałych części w kwestii klimatu. „The Crow: Salvation” wyraźnie jest bardziej efektowny, więcej w nim szaleństwa głównego bohatera (momentami kojarzył mi się z Jokerem z Batmana) i brutalności. Scenariusz oczywiście po raz kolejny opowiada właściwie tę samą historię, jednak kilka niezłych scen sprawiło, że film jest lepszy od swego słabego poprzednika. Oczywiście do Kruka z Brandonem Lee jeszcze mu daleko, ale jak się później okazało film jest najlepszym z sequeli i ogląda się go całkiem przyjemnie. |
Satanistyczny gang motocyklowy „Czterech Jeźdźców Apokalipsy”, któremu przewodzi uciekinier z więzienia, nieobliczalny Luc Crash, brutalnie morduje Jimmy’ego Cuervo oraz jego narzeczoną Lily. Crash wierzy, że dzięki temu zbliży się o kolejny krok w staniu się nieśmiertelnym. Nie wie, że Jimmy wróci z zaświatów jako kruk i rozpocznie krwawą zemstę, mszcząc śmierć swojej ukochanej. Jak widać fabuła standardowa jak to bywa w przypadku serii Kruk. Jak się okazało wzbogacenie jej o elementy satanistyczne sprawiło, że powstał film pełen bzdurnego bełkotu. Jak na ironię w tej części pojawiło się sporo znanych nazwisk i myślałem że chociaż to pozwoli cieszyć oko. Skądże znowu. Edward Furlong się nie spisał. David Boreanaz powinien dalej grać w serialach, ale największym koszmarem było beztalencie dziesięciolecia w osobie Tary Reid. Dennis Hopper niegdyś znakomity aktor, po raz kolejny się pomylił w wyborze roli. Sam film jest mętnym, niskobudżetowym i bezbarwnym pseudowidowiskiem. Reżyser nieudolnie próbował urozmaicić warstwę wizualną o nowoczesne elementy (przyspieszone ujęcia), co pasowało do tej opowieści jak pięść do nosa. Szczerze odradzam. Zdecydowanie najgorsza z części Kruka. |
|
CIEKAWOSTKI:
|
Tekst z achiwum film.org.pl
