Connect with us

Publicystyka filmowa

Pierwszy zwiastun przebaczającego Boga

Pierwszy zwiastun PRZEBACZAJĄCEGO BOGA ujawnia mroczną i intensywną podróż Ryana Goslinga w niezwykłym świecie Nicolasa Windinga Refna.

Published

on

Piła mechaniczna 3D

Odkąd kilka miesięcy temu do sieci trafił pierwszy plakat przedstawiający obitą facjatę Ryana Goslinga, wiadomo było, że „Only God Forgives” będzie jednym z najbardziej oczekiwanych filmów 2013 roku. Po premierze „Drive” stało się bowiem jasne, że nie ma we współczesnym kinie drugiego tak elektryzującego duetu jak ten, który Gosling tworzy z duńskim reżyserem Nicolasem Windingiem Refnem.

Advertisement

A wczoraj pojawił się pierwszy pełny zwiastun. I jest więcej niż idealny:

Advertisement

Kino Nicolasa Windinga Refna jest z jednej strony bardzo charakterystyczne; z drugiej – bardzo różnorodne. Reżyser właściwie zawsze portretuje małomównych outsiderów, którzy w pewnym momencie fabuły zostają zmuszeni do walki o swoje prawa, ale za każdym razem robi to w nieco inny sposób, bo wyznaje zasadę, że nie warto wchodzić drugi raz do tej samej rzeki, powtarzać się i pokazywać widzom coś, co już znają (jedynym wyjątkiem w jego filmografii są dwa sequele „Pushera”, ale i one są pod wieloma względami odmienne od pierwowzoru). Można zaryzykować tezę, że istotą jego kina jest budowanie jaskrawych kontrastów i zaskakiwanie, które – co uważam za dowód reżyserskiej maestrii – prowadzi do nowych odkryć.

Bo choć Refn zwykle żongluje kliszami i często flirtuje z popkulturą, to jednak zawsze prezentuje widzom coś nowego i stara się, by za wystylizowanymi do granic możliwości kadrami coś stało. Nawet jeśli są to po prostu szczere emocje, które udzielą się oglądającemu.

Advertisement

Kolejną wielką umiejętnością Refna (związaną właśnie z prowokowaniem konkretnych emocji) jest idealne zgranie obrazu z muzyką. Doprawdy, nie ma drugiego współczesnego filmu, który byłby pod tym względem tak pięknie skomponowany jak „Drive”; nie ma drugiej takiej sceny, jak ta z „Bronsona”, kiedy Tom Hardy wyje wniebogłosy, podczas gdy w tle leci szlagier Pet Shop Boys; nie ma drugiego tak szalonego, pretensjonalnego właściwie, ale cholernie fascynującego filmu jak „Valhalla Rising”. I jeżeli myślicie, że powyższe brzmi jak wyznanie miłosne, to macie rację – sposób, w jaki Refn konstruuje historię, w jaki portretuje swoich bohaterów, w jaki przyprawia to potem odpowiednią oprawą audiowizualną, uważam za iście mistrzowski.

Jest oczywiście za wcześnie, żeby wyrokować, czy „Only God Forgives” będzie filmem tak magnetycznym i inteligentnym jak „Drive” albo wspomniany „Valhalla Rising”, ale zwiastun sugeruje, że są na to spore szanse. Fabuła jest odpowiednio interesująca i odpowiednio „kliszowa” (Gosling gra gangstera, który mści się za śmierć brata na polecenie swojej matki), kadry, łączące czerwień i błękit, prezentują się nieziemsko, a Kristin Scott Thomas – jedna z największych dam brytyjskiego kina – mimo pięćdziesiątki na karku wygląda olśniewająco. Atmosferę wokół filmu podkręcają dodatkowo dwie rzeczy: Refn sam napisał scenariusz, a za muzykę odpowiada Cliff Martinez, który współpracował już z duńskim reżyserem przy okazji „Drive”.

Advertisement

To, co mnie w tym trailerze ucieszyło najbardziej, nie dotyczy jednak „Only God Forgives” samego w sobie. Jeżeli widzieliście pierwszy zwiastun „Drive”, pamiętacie zapewne, jak film słabo znanego wówczas w Stanach Refna był reklamowany: raczej jako poważniejsza wersja „Szybkich i wściekłych” niż ekstremalnie brutalna, poetycka historia miłosna, którą był w rzeczywistości. W wypadku „Only God Forgives” producent nie bawi się już w fałszywy marketing, nie próbuje sprzedać filmu szybkim montażem i migawkami z pościgów. Zwiastun „Only God Forgives” wręcz ocieka stylem reżysera, wypełniony jest po brzegi charakterystyczną dla niego powolnością i statycznością kadrów. A to ostateczny dowód na to, że Refn nawet w Hollywood uznany został nie tylko za zdolnego reżysera, ale też za twórcę, którego można dobrze sprzedać, co z kolei bardzo dobrze wróży jego karierze.

Aktorka Justine Bateman uważa, że zjawisko cancel culture stało się nieznośne. "Absolutnie okropne"

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *