NAJLEPSZE FILMY O SEKTACH. W szponach guru

Święty dym (1999) reż. J. Campion
Podobne wpisy
Nie da się ukryć, że film Jane Campion ma wiele wad. Chwilami widać tu niedociągnięcia warsztatowe, tym bardziej zaskakujące, że reżyserka miała wówczas na swoim koncie oscarowy Fortepian. Święty dym opowiada o Ruth (Kate Winslet), młodej dziewczynie, która, zafascynowana naukami hinduskiego guru, dołącza do jego ugrupowania. Jej rodzina podstępem sprowadza dziewczynę z powrotem do domu i wynajmuje znanego psychologa, PJ Watersa (Harvey Keitel), by ją „nawrócił”. Ciekawie robi się, gdy dochodzi do konfrontacji silnych osobowości — Watersa i Ruth. Starcie tej dwójki opiera się na wymianie ciosów, w której chodzi tak naprawdę nie tylko o przekonanie dziewczyny, że prawdy głoszone przez guru są fałszywe, lecz także o zbadanie siebie nawzajem i swoiste zdiagnozowanie tego, kim oboje naprawdę są, czego im brak i czego potrzebują. A nie jest to proces łatwy i przyjemny. Być może dołączenie Ruth do sekty było błędem, ale koniec końców doprowadziło do jej prawdziwej przemiany, którą obiecywał guru.
Jonestown (2006) reż. S. Nelson
Tym razem dokument, bo niezależnie od tego, jak bardzo filmy fabularne mogą zaciekawiać bądź straszyć tematem sekt, zazwyczaj mniej lub bardziej koloryzują. Jonestown opowiada o głośnej sprawie, a właściwie tragedii, która wydarzyła się w Gujanie 18 listopada 1978 roku (notabene wspomnianej w wymienionym wyżej Świętym dymie). Wówczas za namową oszalałego lidera sekty, wielebnego Jima Jonesa, zbiorowe samobójstwo popełniło ponad dziewięciuset członków grupy o nazwie Świątynia Ludu. Niektórzy określają tragedię w Jonestown jako masowe morderstwo, jako że wiele osób, w tym dzieci, zostało zmuszonych do wypicia trucizny. Dokument Stanleya Nelsona śledzi historię rozwoju sekty od małej grupy religijnej do kilkutysięcznej komuny z uzbrojonymi strażnikami, której nie wolno było opuścić. Twórcy koncentrują się na wywiadach z byłymi członkami Świątyni Ludu, krewnymi zmarłych oraz archiwaliach dotyczących nie tylko samego Jonesa, lecz także okoliczności społeczno-politycznych, dzięki którym ugrupowanie urosło do takich rozmiarów. Przy seansie każdego filmu fabularnego o sekcie powinno się mieć w pamięci makabryczne zdarzenia z Jonestown, prawdziwe i przez to znacznie bardziej przerażające.
Dźwięk mego głosu (2011) reż. Z. Batmanglij
W swoim filmie Zal Batmanglij opowiada historię pary dokumentalistów, którzy za pomocą ukrytej kamery chcą zdemaskować liderkę lokalnej sekty, Maggie. Owa kobieta twierdzi, że pochodzi z przyszłości i obiecuje swoim wyznawcom dostąpienie zbawienia. Wygląda to jak dość standardowa fabuła filmu o sekcie, ale reżyser stosuje tu ciekawy zabieg. Batmanglij poświęca sporo uwagi na pokazanie samych rytuałów wewnątrz ugrupowania i choć wyraźnie zaznacza absurdy, jakimi posługuje się Maggie, jednocześnie udowadnia, jak łatwo wpaść w pułapkę „oświeconych” idei guru, zwłaszcza mając nieprzepracowane traumy. Dźwięk mojego głosu ma też jednak ciekawszy element. W pewnym momencie reżyser wprowadza coś, co mimo niezbitych dowodów na fałszywość liderki grupy, wprowadza u widza cień wątpliwości. Bo chociaż futurystyczny rodowód Maggie demaskowany jest na każdym kroku, to finał pozostawia z delikatnym poczuciem niepewności.
Martha Marcy May Marlene (2011) reż. S. Durkin
W przeciwieństwie do wielu filmów o sektach Martha Marcy May Marlene podchodzi do tematu realistycznie. Grupa skupiona wokół guru, Patricka, stara się utrzymać iluzję przyjaznej, szczerej społeczności dla osób skrzywdzonych przez życie. Czasem wydaje się, że to mili, uczynni ludzie, którzy troszczą się o siebie nawzajem, ale za tą fasadą kryją się zwyrodnialcy wykorzystujący kobiety do popełniania przestępstw i darmowej pracy, gwałcący je i dorabiający do tego ideologię. Do sekty dołącza właśnie Martha, główna bohaterka filmu (Elizabeth Olsen). Dziewczyna czuje się zagubiona i skrzywdzona, przez co desperacko poszukuje zaspokojenia poczucia przynależności i miłości. Nowa „rodzina” Marthy nie jest jednak tym, czym się wydaje. Reżyser prowadzi równolegle dwa wątki — życie bohaterki w sekcie (w serii retrospekcji) oraz czas spędzony z prawdziwą rodziną już po ucieczce. Dziewczyna musi nauczyć się żyć z prawdziwie kochającymi ją ludźmi pozbawionymi złych intencji, a jednocześnie wygrać walkę z traumą, którą wywołał w niej pobyt wśród degeneratów.
Mistrz (2012) reż. P. T. Anderson
W 1999 roku temat sekt został podjęty przez Stanleya Kubricka. Trzynaście lat później inny mistrz kina, tym razem współczesny, zrobił to znowu. Paul Thomas Anderson podchodzi jednak do problemu z trochę innej strony. Jego Mistrz jest może nieco mniej obudowany znaczeniami niż dzieło Kubricka, lecz twórca Aż poleje się krew większą wagę przywiązuje do pogłębionego portretu psychologicznego. Główny bohater, Freddie (Joaquin Phoenix), to weteran drugiej wojny światowej, który nie może odnaleźć swojego miejsca w rzeczywistości, czego przejawem jest zgorzknienie i niespodziewane wybuchy agresji. Mężczyzna wkrótce staje się jednym z uczniów charyzmatycznego Lancastera Dodda (Philip Seymour Hoffman) i całym sobą poświęca się sprawie. W centrum Mistrza pozostaje jednak temat psychicznego zagubienia i rozbicia Freddiego, któremu sekta Dodda daje poczucie przynależności, bycia potrzebnym i przede wszystkim wyznacza mu jakiś cel w życiu. Film Andersona specjalnie nie koloryzuje wizerunku sekty; wymowa dzieła jest jednak gorzka, bo Freddie, choć pracuje nad sobą, nieustannie czuje się niepewny, sfrustrowany i samotny.