search
REKLAMA
Zestawienie

Najlepsze FILMOWE STRZELANINY

Mikołaj Lewalski

31 sierpnia 2019

REKLAMA

Nakręcenie dobrej strzelaniny to prawdziwa sztuka. Każdy element składowy takiej sekwencji musi być na poziomie, w przeciwnym wypadku może on położyć całość. Co z tego, że reżyser miał świetną wizję, operator dostarczył dobry materiał a montażyści zdziałali cuda, skoro spieprzone udźwiękowienie odbiera impakt całej reszcie? Bardzo ważne są także scenografia, czytelna geografia sceny i przekonujące efekty postrzałów – to dzięki nim potrafimy uwierzyć w to, co widzimy na ekranie. W tym zestawieniu przywołam zarówno te sekwencje strzelanin, które zrobiły na mnie największe wrażenie, jak i te zgodnie uważane za kultowe. Pomijam wielkie bitwy (to temat na inny tekst) oraz sceny, w których dominuje walka wręcz – o nich pisałem już jakiś czas temu.

Matrix – Neo i Trinity w holu

Ta sekwencja (podobnie jak reszta filmu) rozpaliła umysły widzów na całym świecie. Wreszcie widzimy Neo sprawnie kontrolującego swój potencjał i przenoszącego walkę na podwórko przeciwnika. Tworzy on z Trinity śmiertelny duet, który w niezrównanym stylu rozprawia się ze zbrojnym oddziałem. Widowiskowe akrobacje, niesamowita destrukcja otoczenia i wybitne udźwiękowienie (ta elektryczna muzyka!) czynią ten balet zniszczenia wyjątkowym przeżyciem. Każdy wystrzał to mały spektakl, a stroje bohaterów i doskonałe użycie slow motion będą ochoczo kopiowane w kinie akcji przez lata.

Gorączka – Napad na bank

Osiągnięte tutaj mistrzostwo to nie tylko zasługa doskonałej realizacji opisywanej sceny. To przede wszystkim efekt przemyślanej narracji Manna – to ona nadaje kontekst całości. Strzelanina na ulicach Los Angeles jest kolizją dwóch grup, którym widz kibicuje: przestępców przewodzonym przez Roberta De Niro oraz policjantów wypełniających rozkazy Ala Pacino. Rozumiemy cele i pobudki obu bohaterów, widzimy podobieństwa między nimi i niejednoznaczność ich charakterów. Czekamy na ich konfrontację, jednocześnie obawiając się jej. Kiedy do niej dochodzi, emocje sięgają zenitu, a surowy charakter sceny (brak efekciarskich ujęć i dramatycznej muzyki, a zamiast nich terror i głośne dźwięki wystrzałów) trzyma tani dramatyzm z dala od ekranu.

Django – rozróba w posiadłości Candy’ego

Django to długi film o nieśpiesznym tempie. Choć przed wielką strzelaniną w Candyland oglądamy kilka pomniejszych potyczek, to żadna z nich nawet nie zbliża się skalą do tej, którą opisuję w tym tekście. Po wyczerpująco długich i pełnych napięcia scenach kolacji i negocjacji z nieprzyjacielem, iskrą padającą na beczkę prochu okazuje się starcie arogancji Candy’ego z odrazą partnera Django, doktora Schulza. Śmierci obu mężczyzn stają się zarzewiem prawdziwej masakry; tytułowy bohater błyskawicznie reaguje na rozwój wypadków i dokonuje prawdziwej rzezi na kolejnych cynglach martwego Candy’ego. Krew leje się na wszystkie strony, ranni wrzeszczą z bólu, powietrze przecinają strzały i drzazgi, a totalnie przegięte udźwiękowienie potęguje ładunek absurdu i komizmu całości. W pewnym momencie do tego wszystkiego dołącza zbitka Untouchable 2Paca i The Payback Jamesa Browna, a katharsis widza zostaje dopełnione.

To nie jest kraj dla starych ludzi – Llewelyn kontra Anton

Wyjątkowość tej sceny wynika przede wszystkim z jej kameralności (walka między dwoma bohaterami na niemal opuszczonych ulicach) i wiarygodności. Brak muzyki, boleśnie realistyczne efekty postrzałów i przekonujące obrażenia bohaterów przyklejają nasz wzrok do ekranu i tworzą idealną iluzję rzeczywistości. Trudno też nie czuć przerażenia sytuacją, w której znajduje się protagonista – na tym etapie filmu doskonale rozumiemy, jak wielkim zagrożeniem jest bezlitosny Anton. Do tego momentu wydaje się on wręcz niemożliwy do powstrzymania; kiedy więc Llewelynowi udaje się go zranić, czujemy satysfakcję i cień nadziei na szczęśliwe zakończenie. Ci, którzy oglądali ten film, dobrze wiedzą, jak to się kończy.

Dzieci Triady – Szpital

Jeden z najbardziej imponujących operatorskich wyczynów w historii kina. Niemal trzyminutowe nieprzerwane ujęcie, wypakowane akcją i zmianami scenerii stanowi dziś wizytówkę talentu Johna Woo. Dysproporcja sił, z którymi ściera się duet bohaterów, buduje napięcie, a doskonała choreografia imponuje przy każdym kolejnym seansie. Ogromne wrażenie robi również widowiskowa destrukcja scenografii – dzięki niej doskonale rozumiemy siłę broni znajdującej się w użyciu uczestników konfliktu. Niektórzy uważają, że to najlepiej nakręcona sekwencja akcji w historii kina. Kosztowała ona 40 dni zdjęć i zdecydowanie była tego warta.

Dystrykt 9 – Wikus kontra najemnicy

Trudno nie podziwiać debiutującego na stołku reżyserskim Neilla Blomkampa za realizację tak widowiskowego starcia przy śmiesznym budżecie 30 milionów dolarów. Świetne CGI, scenografia niewaląca greenscreenem po oczach, ciekawy technologicznie mech oraz krwawa przemoc tworzą pamiętną sekwencję akcji. Walka Wikusa z najemnikami nie jest wyłącznie spektaklem, to także punkt zwrotny dla samego bohatera i jego wewnętrznej przemiany. Stawienie czoła oddziałowi przeciwników to decyzja, którą protagonista przezwycięża swoje tchórzostwo i egoizm. Zamiast uciekać, ratuje on życie swojemu kompanowi-kosmicie, a następnie pomaga mu opuścić Ziemię razem z synkiem. Wikus jest gotów zginąć dla nowego przyjaciela, a słodko-gorzkie zakończenie potęguje emocjonalny wydźwięk tej walki.

Avatar

Mikołaj Lewalski

REKLAMA