Publicystyka filmowa
NAJBARDZIEJ OBRAZOWE SCENY TORTUR. Młotki, szpikulce, imadła i haki
W NAJBARDZIE OBRAZOWE SCENY TORTUR zanurz się w mroczne zakamarki filmowej brutalności, gdzie intensywność emocji łączy się z nieetycznymi przyjemnościami.
Jednym z powodów, dla których kino tak mocno przyciąga do siebie ludzi, jest jego uzależniająca, pociągająca intensywność. Silne emocje, którymi obdarza kolejnych widzów. Emocje, które choć czasem wywodzą się z nieetycznej brutalności czy sadyzmu, nierzadko dostarczają widzowi grzesznych przyjemności. Z tym zaś, co niemoralne czy zakazane w prawdziwym życiu, wciąż możemy obcować poprzez filmy, zaspokajając swoją ciekawość. Kino stało się medium, które najodważniej zaczęło zgłębiać mroczne zakamarki ludzkich wynaturzeń i degeneracji, między innymi w formie filmów grozy, gore, ale nie tylko.
Coraz częściej i chętniej filmowcy, reżyserzy gustują w krwawej brutalności, między innymi w fantazyjnych, ekstrawaganckich scenach tortur. I choć temat ten nie należy do łatwych i wzbudza wiele kontrowersji, w kinie zawsze występuje jako uzasadnienie pewnej wykreowanej filmowej wizji artystycznej, mającej na celu wywołanie u widzów pewnych określonych emocji. Silnych emocji. Poniżej znajdziecie więc listę najbardziej wyrazistych oraz plastycznych scen tortur.
Uwaga, tylko dla czytelników o mocnych nerwach!
Gra wstępna
W filmie z 1999 roku reżyser Takashi Miike wykazał się niespotykaną, godną podziwu bądź potępienia kreatywnością w wymyślaniu zawiłych technik sprawiania bólu. Gdybym miała wybrać jedną osobę, której zemsty i gniewu obawiałabym się najbardziej na świecie, byłby to właśnie ten japoński twórca.
Zrodzona w jego głowie postać Asami Yamazaki przeszła już do historii jako słodki aniołek z wyobraźnią najgorszego zwyrola. Bohaterka filmu mieszka w pustym mieszkaniu, w którym znajduje się jedynie telefon oraz czarny worek. Trafia na przesłuchanie, na którym osamotniony wdowiec Shigeharu Aoyama ma wybrać sobie nową partnerkę. Pech sprawia, że wskazana zostaje Asami. Brak jakichkolwiek informacji o jej przeszłości nie zniechęca mężczyzny, ze spotkania na spotkanie jego zauroczenie tajemniczą kobietą staje się coraz większe. Szybko i niespodziewanie Shigeharu ma stać się jednak jej ofiarą. Reżyser serwuje widzowi długą, bo ponad jedenastominutową sesję skrupulatnie zaplanowanych tortur poprzedzonych morderstwem psa.
Przerażona samotnością i odrzuceniem Asami, przyodziana w fartuch, rękawice i uzbrojona w niekonwencjonalne narzędzia, przygotowuje się do swojej zbrodni jak do operacji, odznaczając się przy tym niepokojącym spokojem. Na początku wstrzykuje Aoyamie środek paraliżujący, który dodatkowo pobudza układ nerwowy. Następnie, bawiąc się w akupunkturę, przyozdabia brzuch mężczyzny grubymi igłami; zachowuje się przy tym niewinnie, jakby były to nic nieznaczące łaskotki. Kilka igieł zachowuje na później, by z wymalowaną na twarzy czułością wbić je pod oczy swojego pacjenta. Popisowym numerem Asami jest jednak odcięcie lewej stopy bohatera, co kobieta czyni drutem fortepianowym, do końca zachowując dziecięcą, beztroską radość.
Piętno
Jeśli chodzi o filmowe sceny tortur, Japończyk Takashi Miike pozostaje wciąż niedoścignionym sadystycznym mistrzem. I nawet jego dwa opisane tu filmy – Ichi zabójca i Gra wstępna – nie mogą równać się Piętnu, moim zdaniem najsilniej oddziałującym na widza przykładzie z tego zestawienia. Piętno jest jednym z odcinków prastarej serii Masters of Horror. Opowiada historię amerykańskiego dziennikarza, który poszukując swojej ukochanej, trafia na przeklętą wyspę „rządzoną przez duchy i dziwki”.
Spędza na niej noc w towarzystwie jednej z prostytutek wyglądającej jak gejsza, która opowiada mężczyźnie swoją niezwykle ponurą i przerażającą historię. W retrospekcjach kobiety jest również miejsce na historię innej czerwonowłosej prostytutki, wrobionej w kradzież drogocennego pierścienia swojej kuplerki. Towarzyszka bohatera opowiada, jak za karę dziewczyna poddana została okrutnym torturom, które Miike ilustruje z sadystyczną przyjemnością i drobiazgowością. Reżyser namiętnie operuje zbliżeniami, między innymi na paznokcie oskarżonej, pod które czarnozębna kobieta o niepokojąco błogim wyrazie twarzy wolno i z wyczuciem wbija ostre i długie szpikulce.
Podobnie udekorowane zostają dziąsła skrępowanej rudowłosej. Delikatna skóra pod pachami dziewczyny potraktowana zostaje rozżarzonymi kadzidłami. Wszystkim tym scenom towarzyszy przeciągły, dramatyczny krzyk ofiary, przypominający odgłosy zarzynanego zwierzęcia. Na koniec związana dziewczyna, zwisająca na sznurach głową w dół, zastygła w nieludzkiej, groteskowej pozie, z wystającymi z buzi szpikulcami, oddaje na siebie mocz, który spływa po jej spoconej, zakrwawionej i zapłakanej twarzy. Choć sekwencja ta jest wyjątkowo nieprzyjemna i odpychająca, wydaje się jedynie przygotowywać widza na dalsze dramatyczne i ponure wydarzenia, w które Piętno niestety obfituje.
Wściekłe psy
Z terenów filmografii dalekowschodniej wracamy na nieco bardziej swojski dla większości grunt kina hollywoodzkiego. Scena, o której będzie teraz mowa, najpewniej jest przez wszystkich dobrze znana, niemniej podejrzewam, że bez niej lista ta wielu wydałaby się niekompletna. Mowa oczywiście o scenie, która rozsławiła piosenkę grupy Stealers Wheel – Stuck in the Middle with You.
Piosenkę dość pogodną, pasującą bardziej klimatem do samochodowych wycieczek z ukochaną osobą niż do podpalania kogoś żywcem. Ale to dzięki takiemu, a nie innemu muzycznemu wyborowi, a przede wszystkim dzięki prześmiewczemu, czarnemu charakterowi, który owa piosenka nadaje, sekwencja z dzieła Tarantino zyskała tak szeroką sławę. Nie wszystkim jednak to zaskakujące zderzenie brutalności z trywialnością oraz beztroską się spodobało. Na festiwalu w Sundance w 1992 roku film Amerykanina musiał zderzyć się nie tylko z podziwem i uznaniem, ale też z falą oburzenia. Scena tortur, jak zresztą wszystkie pozostałe, rozgrywa się w pustym magazynie, będącym niegdyś częścią kostnicy.
Pan Blond zamierza umilić sobie przesłuchiwanie porwanego i przetrzymywanego wcześniej w bagażniku gliny muzyką z radia, co wprawia go w wyjątkowo wesoły nastrój. Aby nakłonić policjanta do zdradzenia informacji o personaliach tajniaka, Pan Blond zaczyna złowrogo, ale i żartobliwie tańczyć z brzytwą w ręku. Ten irracjonalny sposób, w jaki zachowuje się mężczyzna, sprawia, że niepokojący nastrój sceny stopniowo się nasila. Gdy przemienienie twarzy młodego policjanta w krwawą miazgę nie wystarcza, filuterny kat odcina ofierze ucho. Co jednak ciekawe, Tarantino taktycznie zostawia ten obrazek poza zasięgiem kamery, co paradoksalnie wzbogaca opisywaną scenę. Sadystyczno-prześmiewczy występ taneczny kończy się zupełnie niespodziewanie, bo choć ofiara zostaje obficie oblana benzyną, ta nie zostanie liźnięta przez płomień zapalniczki Pana Blonda.
Kasyno
Akcja filmu Martina Scorsesego Kasyno rozgrywa się w barwnym Las Vegas lat siedemdziesiątych i to właśnie z tego filmu pochodzi kolejna pamiętna scena tortur. Jedyna scena z tego zestawienia, która – choć niezręcznie mi się do tego przyznać, bo jest w końcu równie brutalna jak pozostałe – wywołuje u mnie śmiech. Wszystko dzięki obecności narwanego Nicky’ego Santoro, którego kapitalnie zagrał Joe Pesci.
Santoro to gość, który znany jest w mieście z brutalnych, niekonwencjonalnych metod działania. Opisywana scena z jego udziałem nie jest długa, bo trwa jedynie minutę, głównie dlatego, że i cierpliwość Santoro przypomina szybko spalający się knot dynamitu. Pewien nieposłuszny irlandzki gangster odczuje to na własnej skórze. Aby wyciągnąć z niego potrzebne informacje, Santoro wraz z dwoma pomocnikami kładzie zwiotczałego Irlandczyka na stole w opuszczonym magazynie, wiąże mu nogi, a jego głowę wkłada między dwie stalowe płyty imadła. Rozpaczliwe błagania nie rozwiązują konfliktu, co sprawia, że bohater z szaleńczą bezwzględnością w oczach zaczyna energicznie kręcić wajchą imadła, przypominając tym samym znerwicowane dziecko czekające niecierpliwie na wybuch barwnej piniaty.
Między kolejnymi krzykami i groźbami w stylu: „Mam zamiar rozwalić ci łeb jak pieprzonego arbuza!” słychać ciche pęknięcia czaszki, która łamie się pod ciężarem bezlitosnego imadła. Leżący mężczyzna zaczyna krztusić się własną krwią, jego oczy czernieją i wydaje się, że zaraz wybuchną, niczym za mocno napompowane baloniki. Scorsese oszczędza jednak widzom widoku spektakularnego wybuchu. Santoro w swej ogromnej łaskawości godzi się zrobić swojej ofierze „pieprzoną przysługę”, co w jego słowniku oznacza podcięcie ledwo żywemu mężczyźnie gardła.
https://www.youtube.com/watch?v=3-d5yU-aQ34&list=LLJqUdU7Z7CNId6cplEYO6lA&index=2
Oldboy
To, co zrobiono Dae-su Oh, można spokojnie nazwać najsłynniejszą filmową torturą. Przetrzymywanie głównego bohatera filmu Oldboy przez 15 lat w więzieniu bez klamek i okien, w całkowitej izolacji oraz dezorientacji, było niczym innym jak nieludzko przedłużającą się męką psychiczną. Najlepsze miało jednak nadejść, gdyż mężczyzna po zagadkowym wyjściu na wolność natychmiast zaczął wdrażać w życie swoją skrupulatnie planowaną wendetę. Nie przebierając w środkach, Dae-su rozpoczyna namierzanie swoich oprawców i rozprawianie się z nimi – chce dopaść wszystkich, którzy choć w najmniejszym stopniu przyczynili się do jego wieloletnich cierpień.
Mężczyzna niczym ponury anioł śmierci naznacza swoją drogę zemsty licznymi trupami, ale to jedną ze swoich pierwszych ofiar traktuje wyjątkowo brutalnie. „Mam zamiar ci odpłacić za całe 15 lat. Każdy wyrwany ząb postarzy cię o rok” – mówi przed wykonaniem kary. Przywiązuje biznesmena taśmą izolacyjną do krzesła, a następnie precyzyjnie wyrywa mu żywcem ząb po zębie za pomocą młotka ciesielskiego. Kamera jednak nie pokazuje widzowi wszystkiego, pozostawiając pole do popisu jego wyobraźni. Podobnie jak w przypadku Wściekłych psów, i tutaj dobór muzyki odgrywa niebagatelną rolę. Krwawą dentystyczną scenę ilustruje XVIII-wieczny koncert skrzypcowy Vivaldiego – Zima.
Muzyka klasyczna pasuje do tak obrzydliwej, ponurej i brudnej sceny jak pięść do nosa; o wiele lepiej łączyłaby się ona z czymś nobliwym i wytwornym. Być może reżyser chciał wyrazić swoistą drwinę, przyrównując wyrywanie zębów do pracy równie precyzyjnej jak gra na skrzypcach, albo chciał zobrazować ulgę i satysfakcję, jakie mścicielowi sprawiało zadawanie bólu.
Tylko Bóg wybacza
Seans filmu Nicholasa Windinga Refna nie należy do najlżejszych; reżyser świadomie przeplata ze sobą obrazy przyjemnie błogie, hipnotyzujące z krwawymi scenami tętniącymi okrucieństwem. Nawet niezwykle przyjemna dla oka stylistyka duńskiego reżysera nie jest w stanie zrównoważyć tak dużego natłoku brutalności. Jest jednak w filmie pewna wyjątkowa scena, która szczególnie zakorzenia się w pamięci widza.
Uwagę przykuwa już na wstępie niesamowity wystrój miejsca akcji, którym jest eklektyczny, disco-barokowy tajski klub karaoke. Kwiaty, figurki kupidynków oraz dyskotekowe kule mają jedynie uśpić czujność widza, który zareaguje na nagły męski krzyk agonii z jeszcze większym zdziwieniem. Chang, mężczyzna o twarzy wykutej z ciosanego kamienia, przy akompaniamencie nerwowej muzyki wymierza karę australijskiemu bandycie. Ciało blondyna zostaje najeżone ostrymi szpikulcami. Pierwsze zostają z siłą wbite w jego ramiona, kolejne w uda, tak że mężczyzna zostaje przygwożdżony do białego fotela, ma którym wierzga niczym związane zwierzę.
Kolejne ostrza wchodzą w gałki oczne, ostatni szpikulec zostaje zaś wtopiony w ucho, a następnie w bębenek – prawdopodobnie organ zostanie przebity na wylot. Tego jednak widz się nie dowie, gdyż scena zostaje nagle i bez zapowiedzi urwana. Tym, co potęguje niepokój, jest obecność elegancko wystrojonych, pięknych kobiet. Siedzą one w teatralnych, sztywnych pozach, nieruchome jak rzeźby, każda z zamkniętymi oczami. Choć zakazano im patrzeć na scenę tortur, do ich uszu dochodzą przeraźliwe krzyki cierpienia. Jednak twarze kobiet niezmiennie nie pokazują żadnych emocji. Wszyscy w bogato wystrojonej sali wydają się ruszać w zwolnionym tempie, oprócz konającego mężczyzny, który zaburza pozornie spokojny obraz sceny. Refnowi udało się nakręcić wyjątkowo estetyczną scenę tortur.
https://www.youtube.com/watch?v=-JzY-tDZuIE&list=LLJqUdU7Z7CNId6cplEYO6lA&index=6
Mechaniczna pomarańcza
Kubrick jako jedyny na tej liście udowadnia, że sceny tortur nie muszą wiązać się z rozlewem krwi. Choć w Mechanicznej pomarańczy praktycznie jej nie ma, jest to filmowe studium przemocy – zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Zresztą cały film Kubricka zawiera w sobie wiele nieprzyzwoitości, które wówczas w kinie były czymś całkowicie nowym i godnym potępienia.
Obrazy beztroskiej przemocy czy gwałtu sprawiały, że film wycofywano z wielu kin. Na miano tortur zasługuje wiele scen tej produkcji, jest jednak taka scena, która w swym niepokojącym dziwactwie stała się wręcz kultowa. Alex DeLarge jest przeciętnym nastolatkiem socjopatą zafascynowanym przemocą. Żyje w dystopijnym świecie opanowanym przez figlarne uliczne gangi, do których zresztą sam należy. Jego nocne rozboje ostatecznie jednak kończą się więzieniem, a z więzienia mężczyzna trafia na kontrowersyjne leczenie, zwane terapią Ludovica, które ma mu pomóc pozbyć się maniakalnego lubowania się w przemocy.
Alex zostaje skrępowany i przypięty do fotela w pustej sali kinowej. Oczy pacjenta podtrzymują zaciski, które uniemożliwiają mruganie. Zostaje on zmuszony do oglądania obrazów pełnych sadyzmu i brutalności, podczas gdy lekarze bez przerwy monitorują jego zachowanie i działanie jego mózgu. Głośne okrzyki sprzeciwu Alexa oraz desperackie wołanie o pomoc nie są jednak spowodowane nadmierną brutalnością spektaklu. Największą torturą dla bohatera jest profanacja muzyki jego guru – Ludwika van Beethovena. Scena zapada w pamięć głównie przez gwałtowną, boleśnie realistyczną i rodzącą współczucie reakcję katowanego Alexa.
Być może nie jest to jedynie zasługa dobrego aktorstwa Malcolma McDowella. Kubrick nigdy nie był reżyserem, z którym przyjemnie się współpracowało. Ową scenę zaś kazał aktorowi odgrywać o wiele dłużej, niż początkowo obiecywał. Na tyle długo, że McDowell miał ponoć przypłacić to silnym bólem oraz poważnie podrażnionymi rogówkami oczu.
https://www.youtube.com/watch?v=E51-2B8gHtk&list=LLJqUdU7Z7CNId6cplEYO6lA&index=1
Ichi zabójca
Obecność na liście tak wielu tytułów kina dalekowschodniego nie powinna nikogo dziwić. Nie od dziś wiadomo, że Azjaci wyjątkowo dobrze odnajdują się w kinie ekstremalnym. Nie ma zatem lepszego sposobu zamknięcia tego zestawienia niż opisanie najsłynniejszego filmu mistrza sadyzmu – wspomnianego już nie raz Takashiego Miikego. Trzeba przyznać, że w Ichi zabójcy Japończyk wspiął się na wyżyny kreatywności i szaleństwa, wymyślając najbardziej irracjonalne metody tortur, rzecz jasna wciąż spektakularne.
Mimo wszechobecnej brutalności i degeneracji (Miike idzie tutaj naprawdę na całość) film paradoksalnie prezentuje się prawie karykaturalnie, niczym kreskówka dla dorosłych z jaskrawą przemocą i przerysowanymi bohaterami wyrwanymi ze świata mangi i anime. Ichi zabójca jest jak toksyczny koktajl, którego podstawowym składnikiem jest krew. Kakihara zaś wydaje się najbardziej wyrazistą postacią filmu, taką, która bez problemu mogłaby ubiegać się o tytuł największego psychopaty w historii kina. Kakihara to osoba, która żyje dla idei czystej, bezinteresownej przemocy. Przemocy będącej dla niego jak powietrze, jak pasja, w której się spełnia, z dnia na dzień starając się być coraz lepszym, jeszcze bardziej zwyrodniałym katem.
A pomagają mu w tym codzienne przyjemności: samookaleczenia, tortury, sadomasochizm, chorobliwa ciekawość ludzkiego ciała, a szczególnie jego wytrzymałości. W podziemiach siedziby gangu mężczyzna ma swoją salę tortur, z której sufitu na ciężkich łańcuchach zwisa niczym piniata ciało jednej z ofiar; jej skóra na plecach i reszcie ciała podziurawiona jest przez ostre haki. To jest jedynie punkt wyjścia do kolejnych bolesnych gier Kakihary. Z wesołym, można by nawet pomyśleć, że serdecznym uśmiechem na twarzy blondyn w kraciastym garniturze przebija ostrym szpikulcem kolejno poliki, podniebienie oraz język swojej wyjątkowo cichej ofiary. W końcu oblewa bezwładne ciało wrzącym olejem z patelni, patrząc na przeżywającego męki człowieka z radością i dumą, jakby podglądał własne dzieci bawiące się w ogródku przed domem.
