search
REKLAMA
Artykuły o filmach, publicystyka filmowa

Które wątki AVENGERS: KOŃCA GRY budzą największe KONTROWERSJE

REDAKCJA

8 maja 2019

REKLAMA

F.P.: Pytanie, czy urządzenie Starka może przenosić w inne… hm… wymiary. A jeśli wierzyć Hulkowi, a nie scenarzystom, to czy bohaterowie nie okazali się totalnymi egoistami, tworząc przynajmniej kilka nowych rzeczywistości? W tym taką, w której Thor pozbawiony jest kluczowej dla ratowania wszechświata broni? Dużo w tym wszystkim moim zdaniem wątpliwości, niedopowiedzeń i naciąganych faktów. Przez to właśnie z kina wyszedłem nie zachwycony, ale zmieszany.

Ł.B.: Co do rzeczywistości – nie wiem, jak ich stworzenie ma się do Kapitana wracającego z Kamieniami, ale skoro odniósł Kamienie na miejsce, to sądzę, że zamknął te inne odnogi, jak pokazała rozmowa Bannera z bohaterką Tildy Swinton. Ciekawe, czy Rogers oddając Kamień Duszy, targował się z Red Skullem o zwrócenie mu Nataszy.

F.P.: To prawda. To w ogóle musiało być interesujące spotkanie. W końcu ostatnio ci bohaterowie widzieli się ponad 70 lat temu. A jeśli o Nataszy i jej poświęceniu mowa – według mnie to zdecydowanie najgorsza scena filmu. Rozumiem zamysł, ale ta wciąż i wciąż przeciągana próba poświęcenia się obojga bohaterów zamienia się wręcz w parodię.

Ł.B.: I po raz kolejny muszę stanąć w obronie filmu! O ile uznaję twój zarzut, że bracia Russo mogli za bardzo popłynąć przy powtarzalności tej sceny, o tyle rozumiem doskonale Clinta i Nataszę. Oboje chcieli przyczynić się do uratowania straconych istnień, a jednocześnie nie mieli zamiaru patrzeć nawzajem na swoją śmierć, bo przyjaźnili się od lat i byli właściwie rodziną. Nie zmienia to faktu, że śmierć Wdowy mnie nie ruszyła, może dlatego, że nieszczególnie byłem związany z tą postacią. Za to Scarlett zagrała rewelacyjnie! W ogóle Koniec gry to chyba najlepszy aktorsko Marvel.

F.P.: Nie mam wątpliwości co do motywacji bohaterów – przeszkadza mi samo wykonanie. I tu właśnie dopatrywałbym się wzruszenia ramionami, które wywołuje śmierć bohaterki granej przez Johansson. A czy aktorsko jest to najlepszy Marvel? W kinie blockbusterowym studiu udało się osiągnąć niesamowicie wysoki poziom zaangażowanych gwiazd i trudno jest mi wartościować poszczególne produkcje pod tym kątem, ale mimo wszystko mam wrażenie, że i tu bardziej leżała mi Wojna bez granic – dzięki takim aktorom jak Zoe Saldana, Chris Hemsworth czy Elizabeth Olsen.

Ł.B.: W Końcu gry masz z kolei fantastyczną Karen Gillan – mam wrażenie, że przez warstwy make-upu trochę zapomina się o tym, kto gra Nebulę, a to przecież bardzo wymagająca postać, z którą Gillan radzi sobie świetnie. Bardzo podobała mi się też rola Rennera – moment, w którym widzi, że dzwoni do niego ożywiona żona, jest znakomity. A to z kolei prowadzi do ostatecznej bitwy. Zgadzasz się z twierdzeniami fanów, że to najbardziej epicki moment w historii kina?

F.P.: W historii kina może nie, ale w historii kina superbohaterskiego pewnie tak. Wejście na pole bitwy ożywionych bohaterów to zdecydowanie najlepszy moment filmu, sprawiający, że na chwilę zapominamy o jakichkolwiek wadach produkcji braci Russo. Zresztą cała bitwa to znakomity pokaz idealnego wyczucia w prowadzeniu sekwencji akcji. Jest patetycznie, efektownie, emocjonująco, ale też zabawnie. Idealne podsumowanie jedenastoletniej drogi tego uniwersum.

Ł.B.: Szkoda tylko, że Hulk nie wziął rewanżu na Thanosie, choć zarazem trudno to sobie wyobrazić, patrząc na to, jaką drogę przeszła ta postać w uniwersum. Natomiast pełna zgoda co do konstrukcji bitwy – moment z portalami i “Avengers assemble” to gwarantowane ciary i coś, na co czekało się lata. Jak widzisz teraz dalsze losy MCU? Czy zainteresowanie widzów spadnie bez udziału Downeya Juniora, Evansa czy Johansson?

F.P.: Myślę, że jest to już na tyle rozpędzona machina, że przez długie lata dostawać będziemy kolejne produkcje sygnowane przez Marvel Studios. Pomysłów i postaci jest jeszcze wiele, a brak czołowych bohaterów pierwszej ery Marvela powinien szybko zostać wynagrodzony rozwinięciem takich postaci jak Kapitan Marvel, Spider-Man, Czarna Pantera czy Doktor Strange. W tym momencie zastanawiam się, czy – i jeśli tak, to jak szybko -doczekamy się piątej części Avengers. Z marketingowego punktu widzenia swoiste podsumowania danych etapów w postaci kolejnych odcinków Mścicieli zmuszały widzów do bycia na bieżąco z wszystkimi tytułami. Słyszałem liczne głosy osób, które na Kapitan Marvel do kina wybrały się tylko dlatego, że wiedziały, iż przed premierą Końca gry nie zdążą nadrobić filmowych zaległości w domowym zaciszu. Zdziwię się, jeśli Marvel w kolejnych filmach z tego zrezygnuje. A jeśli nie, to kto może stanowić większe zagrożenie niż Thanos? Może czas na – w końcu odzyskanego dzięki wykupie Foxa – Galactusa, znanego z komiksów pożeracza planet?

Ł.B.: Skala pewnie będzie jeszcze rosnąć, ale mam wrażenie, że trudno będzie znów stworzyć taką atmosferę, jaka towarzyszyła Końcowi gry. Oczekiwanie na konkluzję prowadzonej przez jedenaście lat historii, jakże konsekwentnie budowanej (Kevin Feige musi być prawdziwym guru zarządzania), miało w sobie coś wyjątkowego. Z pewnością będę czekać na kolejne odsłony MCU, ale nie wiem, czy jeszcze poczuję to samo co przy Końcu gry – coś, co wpłynęło na mój zachwyt tym filmem. Pożyjemy, zobaczymy.

REKLAMA