search
REKLAMA
Zestawienie

KLAUS KINSKI. Potwór, megaloman, furiat i aktorski geniusz?

Czy warto pamiętać o szalonym talencie aktorskim, jaki posiadał Klaus Kinski? Sprawdzimy to na przykładzie trzech filmów – w mojej opinii chyba najznamienitszych z niemal 130 w jego karierze.

Karolina Michalska

18 października 2021

REKLAMA

W 95 rocznicę urodzin pochylimy się nad jedną z najbardziej kontrowersyjnych, nieobliczalnych i niejednoznacznych postaci w historii kina. Odwieczny enfant terrible filmowego świata – bestia i tyran o zimnych, metalowych oczach, jak mówi się o nim nawet dziś.

Pytanie, na które każdy musi sam sobie odpowiedzieć, brzmi: czy powinniśmy oddzielać szokujące zachowania Kinskiego, odrzucający wręcz charakter i oskarżenia, które na nim ciążą, od genialnych kreacji, które nam po sobie pozostawił, stworzonych głównie przy współpracy ze swoim przyjacielem/wrogiem Wernerem Herzogiem? Zasługuje na peany czy banicję? Czy jego role do dziś wprawiają w nieco grzeszny zachwyt i osłupienie?

Należy starannie oddzielać sztukę od życia”, podkreśla w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” Wojciech Kass (w 1994 roku rzecznik prasowy prezydenta Sopotu, za którego kadencji zawisła tablica upamiętniająca Kinskiego). Cóż, Kinski człowiekiem był raczej marnym.

Lata po jego śmierci (dokładnie w 2013 roku) światło dzienne ujrzały ze wszech miar szokujące Usteczka – autobiograficzna książka Poli, najstarszej córki aktora. I jakkolwiek już wcześniej rozmawiało się o jego wybuchowości czy nawet psychopatii (Kinski systematycznie miewał napady szału i agresji, dwukrotnie próbował również popełnić samobójstwo), tak obraz narysowany przez córkę był o wiele bardziej złowrogi. Despota, brutal, seksualny drapieżca. Zakochany w sobie, maluczki i szalony. Do tego – pomimo że fascynował reżyserów, wzbudzając zachwyt nad swoją charyzmą i niebagatelnym talentem – niemal wszyscy wspominają pracę z nim jako istny koszmar.

Urodził się w 1926 roku w biednej niemiecko-polskiej rodzinie w ówczesnym Zoppot, na terenie Wolnego Miasta Gdańsk, jednak wychował się w Berlinie. Nie szkolił się w żadnej szkole aktorskiej – pierwsze kroki stawiał podobno w angielskim obozie jenieckim niedługo po tym, gdy został siłą wcielony do Wehrmachtu i pojmany. Talent szlifował wraz z wędrowną trupą teatralną, ale bardzo szybko trafił do filmu. Współpracował z wieloma mniej lub bardziej utalentowanymi twórcami (m.in. Sergio Leone, Andrzej Żuławski czy James Franco), ale na stałe zapisała się chyba najbardziej jego relacja z Wernerem Herzogiem.

Czy warto zatem pamiętać o jego rolach i szalonym talencie aktorskim? Czy te produkcje bronią się po latach? Sprawdzimy to na przykładzie trzech filmów – w mojej opinii chyba najznamienitszych z niemal 130 w jego karierze.

Aguirre, gniew boży (1972)

Jest rok 1560. Przenosimy się do dzikiej, tropikalnej peruwiańskiej dżungli, gdzie grupa hiszpańskich konkwistadorów wraz ze z swoimi indiańskimi niewolnikami wędruje – nie zważając na niebotycznie niesprzyjające warunki – ku celowi, jakim jest mityczna kraina El Dorado, obfitująca w złoto. Kiedy jednak trafiają na kolejne przeszkody, a trasa zaczyna być coraz trudniejsza do pokonania, postanawiają wybrać grupę czterdziestu ludzi, którzy mają tydzień na to, by przetrzeć szlak, dotrzeć do celu i wrócić do pozostałych z dobrą nowiną. Tak też kilkudziesięcioosobowa ekspedycja pod dowództwem Pedra de Ursuy (Ruy Guerra) i jego zastępcy Lope de Aguirre’a (Klaus Kinski) wyrusza tratwami po niesamowicie rwącej rzece ku obranemu przez siebie celowi. Już na samym początku ich przeprawa staje się drogą przez mękę. Ciężkie warunki natury i wrogo nastawieni Indianie zamieszkujący te tereny sprawiają, że bardzo szybko zaczynają ginąć ludzie. Ale Aguirre, sprawiający początkowo wrażenie spokojnego i opanowanego, zdaje się pozbawiony jakichkolwiek emocji wobec śmierci swoich towarzyszy. Kiedy okazuje się, że ekspedycja ta jest niemożliwa, dowódca postanawia zawrócić tych, którzy jeszcze pozostali przy życiu. Aguirre jednak jest temu przeciwny i w bezczelny sposób zaczyna się buntować, podjudza też pozostałych ludzi, mamiąc ich możliwością łatwego wzbogacenia się i poprawy warunków życia. Bardzo szybko dochodzi do buntu, a owładnięty już w tym momencie tylko jedną myślą o El Dorado Aguirre przejmuje dowództwo.

Z każdym dniem napotykają na coraz to nowsze trudności. Głównym problemem jest oczywiście sama przyroda – na zmaganie się z nią zdecydowanie nie byli gotowi. Zaczyna też brakować wody pitnej i pożywienia, a dodatkowo wśród ludzi pojawiają się gorączka, halucynacje i majaczenie. Ostatnim problemem są Indianie. Celem wyprawy oprócz zdobycia El Dorado jest również głoszenie słowa bożego i nawracanie nieznających Boga tubylców. Należy zauważyć, że przypominające film dokumentalny, realizowane w niezwykle trudnych warunkach dzieło Herzoga jest swoistą krytyką działań zachodnich cywilizacji, które nie dość, że dla własnych korzyści zniewoliły peruwiańskich Indian, to jeszcze zamiast – mając ku temu okazję – wejść z nimi w dialog, poznając ich kulturę, wierzenia i obyczaje, siłą wręcz narzucają im swoją religię.

Aguirre natomiast zdaje się coraz bardziej owładnięty myślą o spełnieniu swego celu. Jest nie tylko całkowicie pozbawiony empatii i nie przejmuje się zupełnie śmiercią swoich towarzyszy, ale co więcej – z niesamowitą łatwością przychodzi mu decydowanie o mordowaniu kolejnych osób. Igrając ze śmiercią (także swoją), udaje, że nie zauważa problemu głodu i chorób, skazując towarzyszących mu ludzi na powolną samozagładę. Skupiony na sobie, popada w prawdziwy szał i wściekłość, gdy tylko coś idzie nie po jego myśli. Wydaje też często rozkazy niemożliwe do wykonania, a na nieposłuszeństwo reaguje ogromnym gniewem.

Aguirre jest tak oderwany od rzeczywistości, pozbawiony logicznego myślenia, że zaczyna czuć się niezwyciężony i nieśmiertelny. Początkowa, pozorna oczywiście, obojętność, którą widzieliśmy w jego oczach, bardzo szybko zmienia się w niemożliwe do opanowania szaleństwo. Aguirre zaczyna czuć się nie tylko dowódcą, któremu nikt nie ma prawa się przeciwstawić. On uważa się za władcę świata, sam siebie nazywa „gniewem bożym”.

Myślę, że film Herzoga, choć mistrzowski, z pewnością nie byłby tak spektakularny, gdyby nie genialna wręcz rola charyzmatycznego i wybitnie utalentowanego Klausa Kinskiego. To, w jaki sposób gra chociażby swoim spojrzeniem, to istny majstersztyk. Z historii opowiadanych przez samego reżysera wiemy, że Kinskiemu zdarzało się wpadać z różnych powodów we wściekłość na planie filmowym, kamera miała zatem okazje nagrać go w takim stanie, co potem wykorzystywano w filmach. Aktor w idealny sposób poradził sobie z odegraniem studium szaleństwa hiszpańskiego konkwistadora, udowadniając tym samym swoją wielkość. Wszelkie sceny z Kinskim w roli głównej (a zaznaczyć należy, że ten gniewny aktor kochał wręcz być w centrum zainteresowania) odegrane są tak doskonale, że wręcz nie możemy oderwać od niego wzroku. Nic więc dziwnego, że aktor ten stał się ulubieńcem, niemal muzą Herzoga, a ich dalsza współpraca obfitowała w kolejne dzieła kinematografii.

Karolina Michalska

Karolina Michalska

Absolwentka Filologii Polskiej ze specjalizacją Filmoznawstwo i Teatrologia. Kocha zwierzęta i podróże - ale przede wszystkim nietuzinkowe kino z wszelkich (nawet tych najbardziej abstrakcyjnych) stron świata. Święta Filmowa Trójca: Pasolini, Bałabanow, Kubrick.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA