Publicystyka filmowa
CHILLING ADVENTURES OF SABRINA. Szatan dla nastolatków
W CHILLING ADVENTURES OF SABRINA mroczne przygody nastoletniej czarownicy łączą magię z walką z wyznawcami szatana. Jaka będzie cena za wiarę?
Kto wychował się w latach dziewięćdziesiątych, ten będzie pamiętał sitcom Sabrina: nastoletnia czarownica o perypetiach tytułowej nastolatki, która mieszka z dwiema ciotkami i gadającym kotem, Salemem, ułatwiając sobie życie za pomocą magii. Pocieszny był to serial, głównie za sprawą przemądrzałego futrzaka, serwującego ironiczny komentarz przy każdej nadarzającej się okazji. Nowa Sabrina, której pierwszy sezon można obejrzeć na Netfliksie, jest zupełnie innym tworem, podobnie jak jego bohaterka próbującym pogodzić pogodną i dobrą naturę z mrocznym światem wyznawców szatana.
Diabeł jest tu obecny od pierwszego odcinka, wcale nie traktowany jako wyraziste tło, lecz potężna siła, ciągnąca tytułową bohaterkę ku ciemności. Dziewczyna nie zamierza bezwolnie poddać się złu, wciąż badając, kwestionując, a często i wątpiąc w narzucone przez Mrocznego Pana prawa, równocześnie jest silnie związana ze swoim człowieczym żywotem uczennicy lokalnego liceum. Podstawowe pytanie, jakie stawia serial, wcale nie dotyczy tego, czy Sabrinie Spellman uda się pogodzić jedno z drugim, lecz jaka jest cena wiary w coś, czego do końca się nie rozumie, a co zostało narzucone jej od urodzenia.
Sympatyczną i mądrą Sabrinę poznajemy, gdy przygotowuje się do swoich 16. urodzin. Ważny moment dla każdej czarownicy – tego dnia ma ona uczestniczyć w czarnym chrzcie, wpisać swoje imię do księgi bestii, oddając tym samym życie w ręce diabła. Ale dziewczyna ma wątpliwości. Czy ten akt sprawi, że straci ona wolną wolę lub duszę, jednoznacznie stając się złą osobą? Twórcy serialu nie każą nam długo czekać na decyzję bohaterki, gdyż już w drugim odcinku oglądamy tę szatańską uroczystość; reszta sezonu ukazuje konsekwencje wyboru Sabriny.
Chilling Adventures of Sabrina, bo taki jest pełny tytuł nowej wersji, odchodzi od komedii sytuacyjnej poprzedniego serialu, wracając do komiksowych źródeł, gdyż w tej właśnie formie Sabrina zadebiutowała (wydawana w latach 70. przez Archie Comics seria otrzymała nowe życie w mroczniejszej odsłonie z 2014 roku). Zabawnych scen tu nie brakuje, lecz niech nie zwiodą widzów słodka scenografia i kostiumy rodem z powojennych żurnali oraz fakt, że głównymi bohaterami są nastolatkowie – nowy serial jest horrorem o satanistycznym zabarwieniu, gdzie makabrycznych i krwawych scen nie brakuje, diabeł jest tu ukazany z rogami i nienawistną naturą, a śmierć wyjątkowo często zbiera swoje plony.
Jako pół czarownica, pół człowiek tytułowa bohaterka żyje na granicy dwóch światów. Mimo że rodzinna tradycja i pociąg w kierunku okultyzmu są silne, Sabrina nie potrafi wyrzec się swojego ludzkiego, „normalnego” życia w mieście Greendale, gdzie każdy dzień wygląda, jakby obchodzone było Halloween. Chodzi do zwyczajnego liceum, ma niezaznajomionych z czarną magią przyjaciół, Ros i Susie, oraz chłopaka, poczciwca Harveya Kinkle’a, który ją kocha. Nawet mieszkanie w domu pogrzebowym z dwiema ciotkami, surową Zeldą i radosną Hildą, jak również ekskomunikowanym za próbę wysadzenia Watykanu kuzynem, Ambrose’em, razi banalnością rodzinnych pieleszy, z od czasu do czasu rzuconym „Chwała szatanowi”.
Ale nawet wtedy bliższe jest to katolickiemu „Chwała Bogu” niż faktycznemu wielbieniu diabła. Bo choć serial wysuwa na plan pierwszy okultystyczne motywy i satanistyczną scenerię, w gruncie rzeczy jest opowieścią chwalącą wartości rodzinne, przyjaźń, miłość i prawdę, stawiając je ponad wiarę, dogmaty, niejasne zasady, wokół których zbudowana jest religia.
Doskonale obsadzona w roli głównej Kiernan Shipka (Mad Men, Zło we mnie) ma szczerość i dobroć wypisane na twarzy, ale w ani jednym momencie nie wątpimy w jej silną osobowość, odwagę i wewnętrzne rozdarcie. Jest nie tyle zagubioną dziewczyną, szukającą równowagi w dwóch, a właściwie trzech światach (jej dom rodzinny jawi się jako zawieszony pomiędzy ludzką a magiczną egzystencją, miejsce wolne od tajemnic), ile osobą świadomą własnych wyborów i próbującą przewidzieć konsekwencje tychże, zanim jeszcze zdecyduje się na jakiekolwiek działanie. Nawet, gdy popełnia błędy – a im bliżej finału, te przybierają coraz większe rozmiary – serce ma po właściwej stronie.
Inni młodzi aktorzy są równie dobrze dobrani do swoich ról, choć największe wrażenie poza Shipką robią dorośli. Miranda Otto jako oschła ciotka, fanatycznie wielbiąca diabła, ale w rzeczywistości bardziej swoją bratanicę; grająca jej siostrę Lucy Davis – optymistka o anarchistycznej naturze; Richard Coyle w roli Faustusa Blackwooda, głowy diabelskiego kościoła, który usilnie stara się przekabacić Sabrinę. Jest i Michelle Gomez, wcielająca się w postać nauczycielki głównej bohaterki, w rzeczywistości wysłanniczki szatana, choć w jej przypadku czuć pewną powtarzalność po roli szalonej Missy w Doktorze Who. Salem też się pojawia, już nie jako kukła, jak we wcześniejszym serialu, lecz prawdziwy kot z mocami. Szkoda tylko, że nie mówi.
Przyznam, że pomimo świetnej zabawy, jaką sprawił mi seans 10-odcinkowej Sabriny, jest to serial kłopotliwy do jednoznacznej oceny. Ta bynajmniej nie ma nic wspólnego z kwestią realizacyjną – atmosfera całości, zawieszona pomiędzy cukierkową stylizacją na lata 50 a horrorowym kostiumem, przywodzącym na myśl dzieła wytwórni Hammer bądź gotycką wyobraźnię Tima Burtona, urzeka od początku do końca i działa zaskakująco dobrze. Jest to świat, w którym główni bohaterowie najchętniej oglądają czarno-białe filmy grozy, liczne diabelskie nawiązania są tu wkomponowane w fabułę (w jednym z odcinków prawnikiem Sabriny zostaje Daniel Webster, w innym wspomniany zostaje dr Saperstein), a mimo to konwencja nie przeszkadza w traktowaniu historii i jej bohaterów serio.
Gorzej wychodzi twórcom próba nadania historii aktualnego kontekstu, np. kiedy Sabrina i jej przyjaciółki zakładają w szkole klub dla dziewcząt, aby walczyć z szowinizmem i brutalnością ze strony mężczyzn. Wątek ten jednak odchodzi po pewnym czasie w zapomnienie, tak jakby jego jedynym celem była sygnalizacja problemu.
Najbardziej niezwykłe i problematyczne w serialu jest to, że posługując się konwencją młodzieżowego obyczaju w historii jawnie horrorowej – co więcej, pełnej diabelskich odniesień – nie bardzo wiadomo, do kogo jest to wszystko skierowane. Dla młodych będzie to zbyt krwawe, dorosłych może odrzucić infantylność punktu wyjścia. Jednocześnie kwestie dotyczące religii są tu zaprezentowane na przykładzie satanistycznych rytuałów oraz zaklęć, co rodzi pewną dwuznaczność całego wywodu. Trudno tu mówić o pełnej analogii pomiędzy wiarą w diabła a w Boga (zwłaszcza że ten pierwszy od początku traktowany jest jako czarny charakter historii), ale twórcy nierzadko dokonują takich porównań, oswajając widza z niewystarczalnością religii samej w sobie.
Sabrina jest na tyle mądra, aby wiedzieć, że oddanie się jednemu światu i zamknięcie na drugi tylko ją zuboży, ale – co zastanawiające – to diabeł reprezentuje sferę sakralną, podczas gdy rzeczywistość Greendale ma jej do zaoferowania samą świeckość. Być może zatem dziewczyna nie musi wybierać między jednym a drugim, póki żadna ze stron nie da jej czegoś, co posiada również konkurencja. Oczywiście, dotyczy to również potrzeb serca, a że na każdego ludzkiego Harveya Kinkle’a przypada jeden czarujący Nick Scratch, prędzej czy później Sabrina będzie musiała zadecydować, gdzie leży jej lojalność. To już pewnie zobaczymy w sezonie drugim.
