Publicystyka filmowa
CAPRICA i BATTLESTAR GALACTICA, serie SCI-FI, które wyprzedziły swoje czasy!
Wraz prequelem Caprica Battlestar Galactica tworzy spójną, ambitną opowieść, która nawet po latach pozostaje wzorem dla współczesnych seriali science fiction.
Battlestar Galactica była formalnie rebootem starszego serialu, ale nie tylko dorównała oryginałowi z 1978 roku, ale wręcz wyrosła na jedno z największych osiągnięć telewizyjnej fantastyki naukowej. W połączeniu z prequelem Caprica tworzy spójną, niezwykle ambitną opowieść, która nawet po latach pozostaje wzorem dla współczesnych seriali science fiction.
Kosmiczne opery nie należą do łatwych projektów, szczególnie na małym ekranie, na co słusznie uwagę zwrócił ScreenRant. Wymagają niemałych budżetów, efektów specjalnych i rozbudowanego świata, a jednocześnie trafiają do węższej publiczności niż sitcomy czy kryminały. Wiele kultowych produkcji science fiction kończy przez to żywot po jednym lub dwóch sezonach.

Nowa wersja serialu zadebiutowała w 2003 roku jako trzygodzinna miniseria. Jej sukces był tak duży, że szybko zamieniła się w pełnoprawny, czterosezonowy serial liczący 76 odcinków. Akcja przedstawia ludzkość walczącą o przetrwanie po zagładzie kolonii przez Cylonów – stworzonych przez człowieka inteligentnych robotów, które zbuntowały się przeciw swoim twórcom.
To jednak nie widowiskowe bitwy uczyniły Battlestar Galactica serialem wyjątkowym. Zrobiły to: moralna niejednoznaczność, polityczne intrygi i wiarygodne psychologiczne portrety bohaterów. Jeszcze ciekawszego wymiaru tej historii nadała Caprica, prequel rozgrywający się 58 lat przed wydarzeniami z Battlestar Galactica. Serial śledzi losy rodzin Adama i Graystone po tragicznej śmierci córki Daniela Graystone’a. Zrozpaczony naukowiec próbuje wykorzystać nową technologię, aby odtworzyć cyfrową świadomość zmarłej dziewczyny. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że jego eksperyment stanie się pierwszym krokiem do stworzenia Cylonów i zapoczątkuje katastrofę, która zniszczy ludzką cywilizację.

Takie podejście powoduje, że Caprica nadaje całości jeszcze większą głębię i prawdziwie tragiczny rys. Zamiast prostego konfliktu ludzi z maszynami otrzymujemy opowieść o żałobie, obsesji, postępie i konsekwencjach przekraczania granic nauki. Frankenstein się kłania. Podobnie jak Łowca androidów, produkcja zaciera granicę między człowiekiem a sztuczną inteligencją, zmuszając widza do zadawania pytań o naturę świadomości i człowieczeństwa.
W czasach, gdy niemal każda popularna marka doczekuje się kolejnego rebootu, można odnieść wrażenie, że również Battlestar Galactica prędzej czy później ponownie wróci na ekrany. Paradoksalnie moment byłby idealny, bo zapotrzebowanie na ambitne sci-fi nie tylko nie maleje, ale wydaje się wręcz lawinowo rosnąć: Silos, Paradise, Fundacja, Blade Runner 2099, Neuromancer, a ze space oper nadchodząca Wojna pojmanego czy planowane Skyward nie pozostawiają wątpliwości, że na jakość zawsze jest miejsce.

Może w oczekiwaniu na reboot warto więc wrócić zarówno do Battlestar Galactica, jak i Capriki, by przekonać się, jak bardzo te produkcje wyprzedziły swoje czasy.

