Zestawienie
8 świetnych MINISERII SCI-FI do 3 odcinków
Nie każdy serial sci-fi potrzebuje wielu odcinków, żeby opowiedzieć sensowną historię. Czasami wystarczą trzy odcinki, albo nawet dwa.
Nie każdy serial sci-fi potrzebuje wielu odcinków, żeby opowiedzieć sensowną historię. Czasami wystarczą trzy odcinki – albo nawet dwa – żeby zabrać widza w przyszłość, na inną planetę czy do rzeczywistości, której zasady właśnie przestały obowiązywać. Niektóre stały się klasykami science fiction, inne z czasem zostały niemal zapomniane, mimo że oferowały pomysły, których nie powstydziłyby się znacznie większe produkcje. Oto osiem świetnych miniseriali science fiction, które mają maksymalnie trzy odcinki.
Świat na drucie (Welt am Draht, 1973)
Zanim kino zaczęło masowo opowiadać o symulowanej rzeczywistości, Rainer Werner Fassbinder zrobił Świat na drucie. I trudno o lepszy dowód na to, jak bardzo wyprzedzająca swoją epokę była ta produkcja. Główny bohater odkrywa, że projekt mający stworzyć komputerową symulację świata może skrywać coś znacznie bardziej niepokojącego. Ludzie zamieszkujący cyfrową rzeczywistość nie wiedzą, że są tylko programami, a granica między prawdziwym światem i jego kopią zaczyna się niebezpiecznie zacierać.

Fassbinder wykorzystuje sci-fi do stworzenia paranoicznego thrillera o tożsamości, rzeczywistości i kontroli. Dzisiaj łatwo dostrzec w nim zapowiedź Matrixa, Trzynastego piętra czy Westworld. Co ciekawe, całość składa się zaledwie z dwóch części.
V (V, 1983)
Pierwszy kontakt z obcą cywilizacją nie zawsze musi oznaczać wojnę. Czasami kosmici mogą po prostu przylecieć na Ziemię, zaoferować swoją technologię i pomoc, a następnie zacząć zdobywać kontrolę nad ludzkością. Tak właśnie rozpoczyna się V. Przybysze wyglądają jak ludzie i deklarują pokojowe zamiary, ale szybko okazuje się, że ich prawdziwe cele są zupełnie inne. Kenneth Johnson stworzył coś więcej niż historię o inwazji kosmitów. V jest opowieścią o propagandzie, manipulacji i społeczeństwie, które zbyt późno orientuje się, że zostało poddane kontroli.

Dzisiaj najbardziej interesujące jest właśnie to polityczne tło. Pod efektowną historią o jaszczuropodobnych kosmitach kryje się opowieść o tym, jak łatwo społeczeństwo może zaakceptować autorytarną władzę, jeśli ta najpierw zaoferuje mu bezpieczeństwo. Oryginalny miniserial składa się z dwóch długich części.
Zagubiony pokój (The Lost Room, 2006)
Zagubiony pokój to jeden z tych seriali, które trudno przypisać do jednej kategorii. Jest tutaj sci-fi, fantasy, horror, kryminał i przede wszystkim bardzo dobry pomysł wyjściowy. Detektyw Joe Miller trafia na tajemniczy motelowy pokój, który nie powinien istnieć. Znajdujące się w nim przedmioty posiadają niezwykłe właściwości, a jego córka zostaje uwięziona w związanej z pokojem rzeczywistości. Rozpoczyna się polowanie na kolejne obiekty, podczas którego bohater odkrywa coraz więcej szczegółów dotyczących tajemnicy pokoju.

Największą siłą Zagubionego pokoju jest jego mitologia. Każdy kolejny przedmiot otwiera nowe możliwości, a serial konsekwentnie buduje poczucie, że za pozornie prostą zagadką kryje się coś znacznie większego. Oryginalnie miniserial został pokazany jako trzy około 90-minutowe części, choć późniejsze wydania dzieliły je na krótsze odcinki.
Andromeda znaczy śmierć (The Andromeda Strain, 2008)
Michael Crichton już w 1969 roku pokazał, jak fascynujące może być połączenie nauki, paranoi i thrillera. Tajemnica Andromedy opowiada o tajemniczym organizmie pochodzenia pozaziemskiego, który może doprowadzić do katastrofy na skalę globalną. Telewizyjna wersja z 2008 roku nie próbuje konkurować z wielkimi widowiskami sci-fi. Zamiast tego skupia się na naukowcach próbujących zrozumieć zagrożenie i znaleźć sposób na jego powstrzymanie.

To właśnie laboratoryjna atmosfera oraz wyścig z czasem są tutaj najważniejsze. Dla widzów, którzy lubią science fiction oparte bardziej na nauce niż efektach specjalnych, jest to bardzo ciekawa propozycja. Miniserial został pierwotnie wyemitowany jako dwie części.
Trójkąt (The Triangle, 2005)
Bermudzki Trójkąt od dekad jest jednym z ulubionych tematów popkultury. Statki znikają, samoloty przepadają, a kolejne teorie próbują wyjaśnić, co właściwie dzieje się w tej części Atlantyku. Trójkąt bierze ten dobrze znany motyw i rozwija go w kierunku klasycznego telewizyjnego sci-fi.

Grupa specjalistów zostaje zebrana, aby zbadać tajemnicze wydarzenia związane z Trójkątem Bermudzkim. Szybko okazuje się, że odpowiedź może być znacznie bardziej skomplikowana niż zwykłe wyjaśnienie zagadkowych zaginięć. W grę wchodzą alternatywne rzeczywistości, manipulacja czasem i możliwość katastrofy obejmującej całą planetę. To bardzo charakterystyczne sci-fi pierwszej dekady XXI wieku: ambitne, momentami przesadzone, ale pełne pomysłów.
Koniec dzieciństwa (Childhood’s End, 2015)
Jak wyglądałby świat, gdyby kosmici przybyli na Ziemię i zakończyli wszystkie nasze problemy? Żadnych wojen, głodu czy przemocy. Ludzkość otrzymuje technologię pozwalającą rozwiązać większość problemów, a tajemniczy przybysze nie domagają się niczego w zamian. Brzmi jak utopia. W Końcu dzieciństwa szybko zaczynamy jednak podejrzewać, że cena może być znacznie wyższa, niż początkowo sądziliśmy.

Adaptacja powieści Arthura C. Clarke’a należy do najbardziej ambitnych telewizyjnych produkcji science fiction ostatnich lat. Nie jest to serial nastawiony na akcję. Jego największym atutem są pytania dotyczące przyszłości ludzkości i tego, czy rozwój cywilizacji rzeczywiście musi oznaczać jej dalsze istnienie w obecnej formie.
Langoliery (The Langoliers, 1995)
Stephen King i science fiction? Okazuje się, że to połączenie działa całkiem nieźle. Samolot lecący z Los Angeles do Bostonu wpada w tajemniczą anomalię. Większość pasażerów znika, a garstka ocalałych odkrywa, że znalazła się w miejscu, które wygląda jak świat pozbawiony czasu. Lotniska są puste, miasta wymarłe, a rzeczywistość nie działa tak, jak powinna.

Langoliery mają dzisiaj oczywiście sporo uroku typowego dla telewizji lat 90., ale właśnie dzięki temu pozostają produkcją niezwykle charakterystyczną. Jest w niej tajemnica, podróż w czasie, groza i jeden z najbardziej osobliwych pomysłów na zagrożenie, jakie można znaleźć w twórczości Kinga.
Kroniki marsjańskie (The Martian Chronicles, 1980)
Zanim Mars stał się przede wszystkim areną widowiskowych blockbusterów, istniał jeszcze Mars Raya Bradbury’ego. Kroniki marsjańskie to telewizyjna adaptacja jego słynnego cyklu opowiadań, w której wyprawa ludzi na Czerwoną Planetę staje się czymś znacznie bardziej skomplikowanym niż zwykłą ekspedycją kolonizacyjną.

Ludzkość przybywa na Marsa, ale szybko okazuje się, że nie jest tam sama. Bradbury interesował się przede wszystkim ludźmi – ich marzeniami, strachem, samotnością i potrzebą podbijania kolejnych miejsc – dlatego serial bardziej przypomina melancholijną opowieść o ludzkiej naturze niż klasyczną space operę. Produkcja może dziś wyglądać archaicznie, ale jej podstawowe pytania wciąż pozostają aktualne. Kroniki marsjańskie składają się z trzech części i są interesującym przykładem tego, jak ambitne science fiction trafiało do telewizji na długo przed erą prestiżowych seriali.

