search
REKLAMA
Seriale TV

AWATAR: LEGENDA AANGA. „Samotny Zuko”, czyli w stronę zachodzącego słońca

Dla najmłodszych widzów „Samotny Zuko” stanowić może pierwsze spotkanie z kinem gatunków – ekscytującym konglomeratem westernu i kina samurajskiego.

Janek Brzozowski

21 stycznia 2023

samotny zuko
REKLAMA

W poprzednim odcinku #41. AWATAR: LEGENDA AANGA. „Samotny Zuko”, czyli w stronę zachodzącego słońca

Samotny Zuko to nie tylko jeden z najlepszych, ale również najważniejszych odcinków serialu animowanego Awatar: Legenda Aanga. Rozdzielamy się w nim z głównymi bohaterami opowieści: tytułowym Aangiem i jego drużyną, która podróżuje do stolicy Królestwa Ziemi z nadzieją na powstrzymanie pochłaniającej kolejne istnienia wojny. Na placu gry przez dwadzieścia cztery minuty zostaje tylko Zuko – postać kreowana przez cały pierwszy sezon na jednego z głównych antagonistów serii. Książę Narodu Ognia, którego głównym zadaniem, a właściwie naczelnym życiowym celem, graniczącym z obsesją, jest schwytanie Aanga i dostarczenie go ojcu jako trofeum. W ten sposób Zuko ma nadzieję odzyskać utracony honor i powrócić na łono rodziny. W drugim sezonie rozpoczyna się wewnętrzna przemiana bohatera, której najjaskrawszym przejawem jest właśnie odcinek Samotny Zuko.

W omawianym odcinku Zuko widzimy na skraju wytrzymałości fizycznej. Dopiero co opuścił swojego stryja Iroha. Podróżuje, jak głosi tytuł odcinka, samotnie – na grzbiecie strusiokonia, z dwiema szablami przy boku. W końcu dociera do niewielkiego miasteczka, gnębionego przez suszę oraz grupę wataszków z armii Królestwa Ziemi. Bohater staje przed wyborem natury moralnej: czy pomóc mieszkańcom i zaryzykować ujawnienie swojej tożsamości, czy może wyruszyć w dalszą podróż, stawiając własne potrzeby ponad potrzebami lokalnej społeczności.

Narracja w Samotnym Zuko prowadzona jest dwutorowo. Z jednej strony śledzimy perypetie bohatera we wspomnianym miasteczku, z drugiej zaś otrzymujemy kompleksowy wgląd w dzieciństwo postaci. Za pomocą kilku rozbudowanych sekwencji retrospektywnych twórcy przedstawiają nam wydarzenia, które do pewnego stopnia ukształtowały Zuko. Bliską relację z matką, która znika w tajemniczych okolicznościach po tym, jak ojciec bohatera przejmuje tron Narodu Ognia; początek rywalizacji na linii brat (Zuko) – siostra (Azula), przekładający się na jeden z najpoważniejszych konfliktów w całym serialu. Włączenie tych retrospekcji w odcinek, którego clue stanowi samotna wędrówka bohatera, jest konstrukcyjnym strzałem w dziesiątkę – na przestrzeni jednego epizodu obserwujemy zarówno podróż wewnętrzną, jak i zewnętrzną postaci, a sam tytuł zyskuje podwójne znacznie. Odnosi się bowiem nie tylko do fizycznego stanu, w jakim znajduje się Zuko, ale również do jego kondycji psychicznej – poczucia osamotnienia, wygnania, braku przynależności do własnego narodu i rodziny.

Tropy gatunkowe

Na poziomie audiowizualnym odcinek utrzymany jest w konwencji westernu i filmu samurajskiego. O tym pierwszym świadczy przede wszystkim sama sytuacja fabularna: milczący, tajemniczy nieznajomy angażuje się w sprawy gnębionego przez bandę zbirów miasteczka, przy okazji nawiązując bliższą relację ze społecznością, a zwłaszcza z dzieckiem, które do pewnego stopnia zmienia jego podejście do życia, uszlachetnia go (Prawdziwe męstwo, Nowiny ze świata). Pomaga również charakterystyczna dla gatunku ikonografia: pustynne tereny okalające miejsce akcji, dosiadany przez bohatera wierzchowiec, przywołujące westernowe klisze kadrowanie. A gdzie w tym wszystkim kino samurajskie? Choćby w osobliwym nakryciu głowy Zuko oraz rodzaju broni, której używają postacie. Ze świecą szukać w Samotnym Zuko rewolwerów – niepodzielnie dominuje tu broń biała, na czele z dwiema szablami głównego bohatera.

Pamiętać należy jednak o tym, że kino samurajskie i western (a także spaghetti western) to dwie potężne tradycje kina, pozostające ze sobą – szczególnie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych – w szalenie bliskiej relacji. Straż przyboczna Kurosawy znalazła swoje odbicie w Za garść dolarów Leone, Siedmiu samurajów zostało natomiast przetworzonych przez Johna Sturgesa w Siedmiu wspaniałych – proceder ten trwał zresztą dalej, manifestując się w kolejnych sequelach i remakach tego kultowego westernu. Działało to jednak i w drugą stronę. Ulubionym reżyserem Akiry Kurosawy był John Ford – Japończyk otwarcie się do tego przyznawał i dzisiaj wiemy, że wiele z regularnie stosowanych przez niego rozwiązań inscenizacyjnych (chociażby osławiona głębia ostrości) zainspirowanych zostało m.in. seansami filmów „króla westernu”. Relacje pomiędzy tymi dwoma gatunkami są więc zdecydowanie bardziej kompleksowe, niż może się to na pierwszy rzut oka wydawać, a dwubiegunowość odcinka Samotny Zuko, jawnie czerpiącego zarówno z jednej, jak i drugiej tradycji, jest tego najlepszym dowodem.

samotny zuko

Dla najmłodszych widzów Samotny Zuko stanowić może pierwsze spotkanie z kinem gatunków – ekscytującym konglomeratem westernu i kina samurajskiego. Tym samym, w łatwy i przystępny sposób, mogą nauczyć się oni schematów oraz ikonografii towarzyszącej obu gatunkom, przepuszczonej przez oryginalny i bogaty świat Awatara: Legendy Aanga. Zamiast konia mamy tutaj bowiem do czynienia ze strusiokoniem, małomówny przybysz nie jest szeryfem ani łowcą nagród, lecz wygnanym księciem, a małomiasteczkowych zbirów zastępują zdeprawowani magowie ziemi. Dla starszego widza Samotny Zuko jest natomiast po prostu angażującą i psychologicznie wiarygodną opowieścią, która z jednej strony może być traktowana niemalże jak osobny film krótkometrażowy, z drugiej zaś stawia solidny fundament pod dalszy rozwój najciekawszego bohatera całego serialu.

Wisienką na torcie tego wyjątkowego epizodu jest jego ambiwalentne, czerpiące garściami z antywesternu zakończenie. Zuko ocala miasteczko przed wataszkami, używa jednak w tym celu magii i zdradza swoją tożsamość – zostaje więc odtrącony przez lokalną społeczność, wrogo nastawioną wobec Narodu Ognia. Niczym John Wayne w finale Poszukiwaczy bohater odjeżdża w stronę zachodzącego słońca samotnie, ale z poczuciem dobrze wykonanego zadania. Nareszcie nie wstydząc się tego, kim jest, i znając pełnię swoich możliwości.

Tekst chciałbym zadedykować Wiktorii, bez której najprawdopodobniej nigdy nie zagłębiłbym się w magiczny w świat Awatara.

Janek Brzozowski

Janek Brzozowski

Student poznańskiego filmoznawstwa. Licencjat poświęcił "Pogardzie" Godarda, "Nocy amerykańskiej" Truffaut oraz skomplikowanej relacji, łączącej obu twórców. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska oraz francuska, a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Laureat 13. edycji konkursu "Krytyk Pisze". Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym. E-mail kontaktowy: jan.brzozowski@protonmail.com

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA