Analizy filmowe

GRA (1997). 20 lat wyjątkowego thrillera Davida Finchera

Precyzyjnie skrojony dreszczowiec, o paranoicznym klimacie. Mniej oczywiste arcydzieło Finchera.

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Kryzys wieku średniego

Ktoś taki jak David Fincher nie potrzebuje rekomendacji. Biorąc pod uwagę, że reżyser ma na swoim koncie praktycznie same strzały w dziesiątkę, trudność w klasyfikowaniu jego twórczości nie polega na wskazywaniu tych godnych uwagi projektów, a raczej wybieraniu spośród całości tych najbardziej ulubionych, darzonych osobistą estymą. Zaskoczę was. Ze wszystkich filmów Finchera nie cenię najbardziej Siedem ani Podziemnego kręgu. To Gra jest moim faworytem. I właśnie o jej wyjątkowości chciałbym wam opowiedzieć.

W tzw. teorii gier powołanej przez Johna von Neumanna i Oskara Morgensterna w matematyczny sposób rozpisane zostają wszelkie korzyści i wady podejmowanych przez nas decyzji w sytuacji konfliktu. Co bardzo interesujące, według autorów owej teorii istotą gry nie jest próba odgadnięcia intencji przeciwnika, lecz skrywanie przed nim własnych posunięć. Nie każdy jednak potrafi działać w pełni racjonalnie, nie każdy też ma wysoki poziom umiejętności kognitywnych, ułatwiających podejmowanie skutecznych decyzji. Jak jednak grać, jeśli zasady gry są rozmyte, trudne do sprecyzowania? Jak grać, jeśli sytuacji, w której się znajdujemy, bliżej do paranoi niż do klasycznej rozgrywki?

Z wszystkich filmów Finchera nie cenię najbardziej Siedem ani Podziemnego kręgu. To Gra jest moim faworytem.

Z tym problemem zmaga się Nicholas Van Orton – bohater z niezwykłym wyczuciem zagrany przez Michaela Douglasa. Punktem wyjścia gry, w której dane mu będzie uczestniczyć, jest dobrnięcie do wieku czterdziestu ośmiu lat. Liczba to w jego życiu symboliczna, gdyż właśnie w tym wieku jego ojciec przed laty popełnił samobójstwo. Z okazji urodzin, młodszy brat Conrad (w tej roli Sean Penn) chce wręczyć Nicholasowi nietypowy prezent – zaprosić go do uczestnictwa w tajemniczej grze, która ma na celu wpompowanie do jego monotonnego życia nieco więcej emocji. Nicholas nie wie jednak, że przeciwnik działa w tym przypadku z przewagą – kimkolwiek jest, to on rozkłada plansze, to on rozstawia wszystkie pionki. Główny bohater nie wie nawet, kiedy gra się zacznie ani jaki jest jej cel.

Pierwotnie Fincher zamierzał nakręcić Grę jeszcze przed Siedem. Z uwagi jednak na fakt, że Brad Pitt był dostępny wcześniej, Fincher zmienił plany i odłożył Grę na później. Bardzo jestem ciekaw, jak potoczyłyby się losy filmu, gdyby została zachowana pierwotna kolejność kręcenia. Bo nie da się ukryć, że mistrzowskie Siedem z miejsca ukształtowało oczekiwania względem kolejnego filmu reżysera. Fincher bardzo wysoko zawiesił sobie poprzeczkę, a ludzie spodziewali się kolejnego arcydzieła. Otrzymali niezwykle precyzyjnie nakręcony, paranoiczny dreszczowiec, wciągający i trzymający w napięciu do samego końca, który dla odmiany nie miał większych ambicji – nie demaskował zła, nie komentował ułomnej moralności człowieka. Być może dlatego właśnie nie osiągnął takiego rozgłosu. Niesłusznie, ponieważ Gra jest wedle mnie nie mniejszym arcydziełem, lecz zgoła innego formatu.

To może zaskakujące, ale okazuje się, że Gra to idealny film na święta Bożego Narodzenia. Film Finchera z 1997 roku, który obchodzi w tym roku dwudziestoletni jubileusz, często rozpatrywany był w kategoriach Opowieści wigilijnej naszych czasów. Podobnie bowiem jak klasyczne dickensowskie opowiadanie, fabuła traktuje o bogatym samotnym mężczyźnie, który w trakcie obchodzonego przez siebie święta i przeżywanych okoliczności doświadcza duchowego odrodzenia. Choć to trafny kierunek, interpretacja ta została jednak przeze mnie nieco przewartościowana. Osobiście odczytuję Grę jako opowieść o wyzbyciu się pierwotnego lęku – lęku przed śmiercią. W dawnych kulturach mali chłopcy mieli okazję do przechodzenia specyficznego rytuału męskiej inicjacji. Na przykład podczas jednej z wypraw byli przez swych ojców zostawiani na pastwę losu, by mieli okazję zajrzeć śmierci w oczy. Po takiej inicjacji chłopak stawał się mężczyzną, a lęk przed śmiercią, będący przyczyną wszystkich późniejszych problemów w życiu, był już przez niego opanowany.

Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że jak się pewnie domyślacie, zmierzam do tego, że w dzisiejszym świecie nie istnieją już żadne rytuały inicjacyjne dla młodych chłopaków (bo trudno nazwać nim osiemnaste urodziny). Przez co często dopiero podczas tzw. kryzysu wieku średniego, do którego dochodzi się niemalże z rozpędu, pogrążone w zwątpieniu samce budzą się z ręką w nocniku, deprecjonując fakt istnienia w nich męskiej siły, zdolnej do pokonania trudów codzienności. Właśnie taki dylemat przeżywa Nicholas. Na domiar złego musi radzić sobie z niesprzyjającym piętnem ojca, który w swojej walce się poddał, który sobie nie poradził. Ten upadek autorytetu ma niebagatelne znaczenie dla historii. Nicholas nie posiada bowiem wzoru, za którym może podążać, a czas płynie nieubłaganie, życie powoli, acz systematycznie wymyka się spod kontroli, dobijając poczuciem niespełnienia.

I tu pojawia się Conrad ze swoją niezwykle interesującą propozycją. Młodszy brat, który okazuje się znacznie lepiej rozumieć przeżywany przez Nicholasa kryzys. Gra nie jest tylko sposobem na przełamanie codziennej rutyny. Jako uczestnik rozgrywki, której zasady są nieznane, bohater ma okazję stanąć naprzeciw lęku, który trawi całe jego dorosłe życie. Stanąć pomiędzy rozsądkiem a urojeniami. Przeżywana przez niego niepewność jest kluczowa. Wszystkie absurdy, których doświadcza, układają się w precyzyjny sposób, co czyni grunt pod jego nogami wyjątkowo niestabilny. Ale właśnie dzięki doprowadzeniu bohatera do granicy wytrzymałości, do postawienia go w obliczu strachu przed własnym życiem, będzie miał okazję dostąpić wewnętrznego oczyszczenia. Niezbędny będzie także ten finałowy skok – symboliczny moment poddania się śmierci oraz jej pozornego triumfu.

Z zaproponowanych do promocji Gry plakatów najbardziej trafia do mnie ten, na którym widzimy ułożoną w poziomie marionetkę. Ma to być oczywiste odniesienie do finałowej sceny, w której nawet ostateczny upadek bohatera okazuje się kontrolowany. Ale właśnie na tym opierał się sens rozłożonych przez Finchera puzzli. Na stworzeniu takiej sytuacji konfliktu, w której jeden z przeciwników posiadałby iluzję kontroli. Tak właśnie wygląda gra doskonała. Paradoksalnie jednak to Nicholas, który chwycił przynętę i w pełni oddał inicjatywę rywalowi, finalnie okazał się zwycięzcą. Odnalazł bowiem własną siłę… A ja mógłbym to filmowe katharsis przechodzić raz za razem.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane