Publicystyka filmowa
AKTORZY, którzy ZASPOILEROWALI ŚMIERĆ swojego bohatera
Aktorzy, którzy niechcący ZASPOILEROWALI ŚMIERĆ swoich bohaterów, to temat pełen zaskoczeń i zabawnych anegdot, które rozbawią każdego kinomana.
Każdy z nas, widzów, w momencie, gdy ktoś zdradzi nam fabułę filmu, mógłby stać się na chwilę inżynierem elektrykiem Siergiejem Sawickim, człowiekiem, który dźgnął nożem w serce swojego współpracownika ze stacji badawczej na Antarktydzie, spawacza Olega Biełoguzowa, ponieważ ten spoilerował mu zakończenia książek. Wyjawianie istotnych elementów tekstu kultury jest bowiem zachowaniem plugawym, to domena ludzi złych do szpiku kości. Mam oczywiście na myśli tych, którzy dopuszczają się niegodziwości spoilerowania w sposób świadomy. Istnieją jednak także ludzie chlapiący ozorem i niezważający tym samym na słowa.
Robią tak z różnych przyczyn: tacy już po prostu są albo znajdują się pod wpływem alkoholu czy innych używek. Co jednak sądzić o aktorach, którzy nieświadomie zdradzili widzom np. śmierć granego przez nich bohatera lub wyjawili smutny koniec innych postaci z filmu, w którym występowali?
Skończony film lub serial to efekt ogromu pracy mnóstwa ludzi, których nazwiska można przeczytać w napisach końcowych, ale „twarzami” tego sukcesu są przede wszystkim aktorzy. To oni przed premierą najbardziej oczekiwanych hitów małego i wielkiego ekranu spotykają się z dziennikarzami lub publicznością oraz odpowiadają na tysiące pytań, z których setki dotyczą szczegółów fabuły. Na tym polu chyba najbardziej uwidacznia się paradoks pragnienia i też niechęci poznania przez widzów detali opowieści. Nikt z nas nie chce bowiem nic o filmie wiedzieć, a jednak jesteśmy tak bardzo ciekawi i podnieceni jego zbliżającą się premierą, że zadajemy tysiące pytań.
W taki właśnie sposób pomiędzy twórcami a widzami powstaje coś na kształt niewidzialnej, cienkiej granicy, która oddziela wypowiedzi dozwolone od spoilerów. Nic więc dziwnego, że podczas tego stresującego i ekscytującego, promocyjnego szaleństwa zdarza się aktorom powiedzieć o jedno zdanie za dużo, odsłonić najważniejsze karty zbyt wcześnie. Jak mawiał Ludwik XIV: „Bardzo trudno jest mówić dużo i nie powiedzieć za dużo.”
Zbyt podekscytowany Mark Ruffalo
Na początek spoiler nad spoilery i największa wpadka aktora podczas przedpremierowych wywiadów promocyjnych. Szanowni czytelnicy, przed państwem Mark Ruffalo i jego… długi jęzor! W lipcu 2017 roku podczas imprezy D23 Expo organizowanej przez Disneya ujawniono ekskluzywny teaser filmu Avengers: Wojna bez granic (2018). Don Cheadle oraz ekranowy Hulk/Bruce Banner udzielili ponadto wywiadu telewizji ABC do popularnego programu „Good Morning America”.
Zainteresowanie dziennikarzy podczas wspomnianej rozmowy wzbudzał jednak przede wszystkim Mark Ruffalo, ponieważ wielkimi krokami zbliżała się premiera innego blockbustera Marvela, Thor: Ragnarok (2017), w którym występował. Nękany pytaniami o losy swojej postaci w filmie Taiki Waititiego, popularny amerykański aktor wypalił, że Ragnarok będzie miał niezbyt wesołe zakończenie dla wielu postaci. To jednak nie koniec chlapania ozorem, bo dopiero następne zdanie Ruffalo wywołało wśród wielu widzów dźwięk plaskania dłoni o czoło.
Ekranowy Hulk rzucił bowiem: „ale poczekajcie do kolejnego filmu. Ha! Wszyscy giną!”. Wygląda na to, że gdyby nie interwencja Dona Cheadle’a, Ruffalo opowiedziałby wkrótce widzom programu, który z superbohaterów zostanie w Wojnie bez granic unicestwiony przez Thanosa, a kto jednak przetrwa. Trochę dzban, prawda?
Spoiler-Man
Co interesujące, nie tylko Mark Ruffalo miał problem z trzymaniem języka za zębami w sprawie zakończenia filmu Avengers: Wojna bez granic. Kolejnym aktorem, który powiedział za dużo w tej kwestii, był Tom Holland, czyli ekranowy Spider-Man. Sytuacja miała już co prawda miejsce po oficjalnym dniu premiery obrazu, jednak spoiler Hollanda jest sztandarowym przykładem twierdzenia: najpierw powiedział, dopiero potem pomyślał.
Przed pokazem filmu w kinie ArcLight Hollywood jego reżyserzy postanowili osobiście podziękować publiczności za liczne przybycie. Kiedy tego dokonali, zaprosili na scenę odtwórcę roli Spider-Mana, Toma Hollanda, aby ten jeszcze bardziej uświetnił pokaz. Aktor wszedł na scenę i powiedział, że w przeciwieństwie do swojej postaci w filmie on pozostał żywy. Wśród publiczności zapanowała konsternacja, a co niektórzy byli zapewne zezłoszczeni na młodego artystę. Jak się później okazało Holland był przekonany, że widzowie już są po seansie filmu i może sobie pozwolić na takie żarty. Dowcip okazał się nieudanym sucharem.
Will Smith nie czytał Mathesona
Jestem legendą (2007) w reżyserii Francisa Lawrence’a jest luźną adaptacją powieści Richarda Mathesona o tym samym tytule. Główną rolę w tym horrorze science fiction o straszliwym wirusie stworzonym przez ludzi, który przemienia ich w potwory, doprowadzając do apokalipsy, zagrał Will Smith. Literacki pierwowzór Mathesona przenoszono na ekran niejeden raz, jednak w przypadku interpretacji Lawrence’a różnice między filmem a książką są bardzo znaczące.
Być może Will Smith nie czytał Jestem legendą i uznał, że nie zrobi nic złego, jeśli streści fabułę filmu na podstawie książki, którą i tak wszyscy znają. Aktor wcielający się w postać Neville’a podczas promowania filmu w Japonii na jednej z konferencji prasowych zaspoilerował właściwie każdy najmniejszy detal adaptacji, a szczytem nadmiernego gadulstwa było wyjawienie jej alternatywnego, tragicznego dla głównego bohatera zakończenia. Podobno twórcy obrazu poprosili dziennikarzy, aby ci nie dzielili się ze światem spoilerami aktora i w ten sposób uratowano element zaskoczenia, jaki wprowadza końcówka filmu Lawrence’a względem literackiego pierwowzoru.
Hugh Jackman żegna się z Wolverine’em
Wolverine to Jackman i tyle. Od czasu nakręcenia X-Mena z 2000 roku aktor wcielał się w tę rolę prawie dziesięć razy, a efektem jego ciężkiej pracy był superbohater, który sprostał oczekiwaniom fanów, a czasami nawet je przewyższał. Film Logan: Wolverine (2017) był pożegnaniem Jackmana ze słynną, komiksową postacią i można było się tego domyślać na długo przed premierą obrazu. Według krążących spekulacji śmierć tej postaci w Loganie była jedynym rozwiązaniem na opuszczenie serii przez Jackmana. W wywiadzie dla „Entertainment Weekly”, opublikowanym dzień po premierze Logana, aktor rozwiał wątpliwości, potwierdził podejrzenia i wyznał ponadto, że Wolverine odda życie, aby ocalić kogoś innego. Wszystkie spoilery, które wyciekły podczas rozmów o wspomnianym filmie, wpłynęły jednak pozytywnie na jego odbiór i zarobki.
Pablo Escobar umrze w 2. sezonie
Można uznać, że taki spoiler to nie spoiler, bo przecież Pablo Escobar nie jest postacią fikcyjną, a o tym, że zginie, łatwo dowiedzieć się chociażby z internetowych encyklopedii. Mimo wszystko Wagner Moura, odtwórca głównej roli w serialu Narcos, mógł powstrzymać się od wyjawienia „New York Timesowi” przed premierą drugiego sezonu, że Pablo Escobar umrze właśnie pod koniec tej serii. Aktor dodał także, że Pablo straci pieniądze, swoją siłę, sprzymierzeńców i będzie daleko od rodziny.
Netflix w zwiastunach drugiego sezonu zapowiadał solidne polowanie na narkotykowego bossa i tego się doczekaliśmy. Szkoda tylko, że Moura zdradził nam, że koniec antagonisty, którego pokochały miliony, nastąpi właśnie na koniec sezonu. Może istniałby wówczas chociaż cień nadziei na pozostawienie tej fantastycznej postaci w kolejnym sezonie.
To tylko cycki i smoki
Ian McShane zbulwersował fanów Gry o tron po tym, jak na parę tygodni przed premierą szóstego sezonu serialu zdradził, że grany przez niego septon Ray będzie odpowiedzialny za powrót postaci, której widzowie już się zobaczyć w serii nie spodziewali. Znawcy Gry o tron szybko połączyli wypowiedź z popularną postacią Ogara, której losy urwały się niejednoznacznie w czwartym sezonie i otwarcie skrytykowali McShane’a za spoilerowanie fabuły. Naskok fanów rozzłościł z kolei brytyjskiego aktora, który zarzucił widzom, że chyba za rzadko wychodzą z domu, skoro bulwersują ich takie bzdury, a serial ten to tylko cycki i smoki. Jakby tego było mało, podczas wywiadu dla „The Telegraph” wyjawił, że podpisał umowę tylko na jeden odcinek, co w świecie Gry o tron oznacza po prostu śmierć granej postaci.
