Publicystyka filmowa
FILMOWE MISTRZOSTWA ŚWIATA. Podsumowanie fazy pucharowej
FILMOWE MISTRZOSTWA ŚWIATA to emocjonująca relacja z fazy pucharowej, gdzie kinematografia spotyka piłkarskie zmagania. Zobacz, co się dzieje!
Czas leci i większość spotkań piłkarskich mistrzostw świata A.D. 2018 jest już za nami. Teraz pora na pierwsze starcia fazy pucharowej, która trwa także w naszym filmowym odpowiedniku. Oto co dzieje się w 1/8 finału. A dzieje się dużo…
Nas oczywiście najbardziej interesuje polsko-brytyjska ustawka, zatem to od niej zaczniemy. Zaczęła się zresztą bardzo dobrze dla nas, bo od dwóch akcji Małgośki Szumowskiej, która wpierw pokazała rywalom twarz, a następnie body/ciało i to wystarczyło do objęcia prowadzenia. Nie na długo oczywiście, bo Anglicy szybko się otrząsnęli. Z pomocą dobrych wyników finansowych Dunkierki na polskich plażach oraz dzięki obranej strategii mistrza Frearsa wyrównali. Potem Boyle zrobił nam podwójne trainspotting i strzałem z wolnego pola w Anglii popisał się Wheatley. Człowiekiem, który dobił Polskę, okazał się natomiast Gilliam. Przy tym wyniku niewielkim pocieszeniem było dla nas samobójcze trafienie Loacha, który przypomniał sobie, że zarobił kiedyś przecież na polskich emigrantach. Odpadliśmy zatem, ale przynajmniej z honorem, dzięki któremu poczuliśmy się jak zwycięzcy. Czyli jak zawsze.
W pozostałych meczach Australia dość gładko przeszła Islandię, Korea pokonała Brazylię, Japonia zdeklasowała Belgię, a Hiszpania wysłała do domu Urugwaj, choć gracze tej ostatniej drużyny notorycznie dopraszali się o powtórki w systemie VAR, zafascynowani nową techniką filmowej narracji. Większych problemów nie miał także Meksyk ze Szwajcarią, która zdołała wcisnąć jedynego gola dopiero w momencie, gdy latynoska ekipa udała się na zasłużoną sjestę. Dania wymęczyła wygraną nad Argentyną, która skapitulowała dopiero po tym, jak Lars von Trier zaczął budować dom na środku boiska, wprawiając wszystkich w konsternację. Jedynie Rosjanie mieli problemy z kinem irańskim, gdyż nie byli w stanie pojąć jego przesadnego optymizmu czającego się w posępnych opowieściach życia codziennego. Tutaj bardzo długo utrzymywał się więc remis i dopiero karne rozstrzygnęły o tym, że do następnej rundy dostali się nasi wschodni towarzysze.
Dania – Argentyna
2 : 1
Rosja – Iran
1 : 1
(5 : 3)
Hiszpania – Urugwaj
2 : 0
Islandia – Australia
0 : 2
Brazylia – Korea Południowa
1 : 3
Anglia – Polska
5 : 3
Meksyk – Szwajcaria
3 : 1
Japonia – Belgia
4 : 1
Ćwierćfinały
Z wolna zacieśniający się krąg mistrzowski zaowocował naprawdę ciekawymi taktycznie meczami. Wspomnianej mateczce Rosji udało się zabiegać zmęczoną wcześniejszym starciem Danię. Trier za wszelką cenę chciał dokończyć budowę domu – brutalnie przerwaną gwizdkiem sędziego Dredda – w związku z czym koledzy nie mogli na niego liczyć. Rosjanie natomiast dokonali kluczowych zmian w drużynie i na kwadrans przed końcem spotkania objęli prowadzenie. Bohaterem meczu został wpuszczony w drugiej połowie Aleksiej German, dla którego było to pierwsze trafienie w kadrze (acz nie w karierze).
Ponownie doszło także do remisu zwieńczonego serią rzutów karnych. Tym razem standardowe dwie godziny futbolowej projekcji okazały się niewystarczającym czasem na udowodnienie wyższości kina z Meksyku lub Japonii. O zwycięstwie tej ostatniej zadecydował dopiero Diego Luna, który tragicznie przestrzelił jedenastkę, najwyraźniej wciąż przekonany o tym, że jest na planie Łotra 1. Do finałowej czwórki dostało się zatem siedmiu+czterech samurajów, a wraz z nimi także Anglicy i Hiszpanie, którzy po dramatycznych, obfitujących zarówno w gole, jak i w kartki, pojedynkach pokonali odpowiednio Koreę i Australię. Ekipę z Antypodów w ostatnich minutach meczu pogrzebał Cortés. Było wiele radości.
Rosja – Dania
3 : 2
Korea Południowa – Anglia
2 : 4
Meksyk – Japonia
2 : 2
(4 : 5)
Hiszpania – Australia
3 : 2
Półfinały
Nie da się zaprzeczyć, że do stawki czwórki najlepszych dostały się jedne z największych potęg X muzy. Nie powinno zatem dziwić, że oba spotkania były bardzo wyrównane. Rosjanie długo i namiętnie dogryzali Anglikom i vice versa. Remis szybko stał się faktem i utrzymywał aż do końca dogrywki, w której bliski strzelenia decydującej bramki był Boyle, lecz wyszedł ze swoim nowym, bondowskim projektem na ewidentny spalony.
Ponownie o wyższości jednej z tych ekip zadecydować miały więc rzuty karne. I dopiero tutaj Rosja poległa, tylko dwa z nich zamieniając na gole, podczas gdy w ekipie brytyjskiej jedynie Branagh przekombinował i nie trafił do siatki.
W drugim starciu Hiszpanie bardzo długo nie mogli znaleźć sposobu na doskonałą Japonię, która gola wbiła im już w pierwszych minutach dzięki iście złodziejskiej, ozłoconej akcji Koreedy na ostatnim festiwalu w Cannes. Od tej pory Japończycy spuścili z tonu i nastawili się na obronę wyniku. Kasując wszystkie napisy do swoich filmów, mocno utrudnili przeciwnikowi życie. Dopiero po zmianie stron Hiszpania wyszła na swoje, na remis, a następnie na prowadzenie i w rezultacie zwycięstwo.
Wszystko dzięki szerszej dystrybucji europejskiej oraz większej liczbie amerykańskich hitów na rodzimym rynku. A przede wszystkim dwóm perfekcyjnym trafieniom Medema i de Aranoi, dla którego z pewnością był to cudowny dzień. Po meczu eksperci co prawda zgodnie stwierdzili, że to Japonia powinna wygrać. Jednak zbyt mocno zachowawcza gra i hermetyczny styl zwyczajnie przepadły w starciu z kolorową ekspresyjnością i wysoką energią Hiszpanów oraz z wdziękami żywo kibicującej im z trybun Penelopy. Bywa i tak.
Rosja – Anglia
3 : 3
(2 : 4)
Japonia – Hiszpania
1 : 2
Mecz o 3. miejsce
W rzeczywistości taki mecz nie miałby najmniejszych szans zaistnienia. Magia kina to jednak co innego i tak na naszym wyimaginowanym boisku syberyjski niedźwiedź jest w stanie stanąć na przeciwko Kraju Kwitnącej Wiśni. Mało tego! Jest on w stanie schrupać tę wiśnię – szczególnie, że gra u siebie. I rzeczywiście, przez moment Japończycy byli mocno zdekoncentrowani, jakby zagubieni w grze i dali Rosjanom przejąć inicjatywę, co zakończyło się golem po samodzielnym zrywie Konczałowskiego (w 3D).
Dopiero po przerwie Japonia zaczęła swój kontratak. W 60. minucie z prawdziwą wściekłością piłkę do rosyjskiej bramki wpakował Kitano. Jednak Rosjanie bronili się na tyle zaciekle, że dopiero w dogrywce doczekaliśmy się decydującego gola – jego autorką okazała się dotychczas ignorowana przez rywala Kawase, która mogła się teraz pławić w blasku zwycięstwa. Dodajmy, iż w ogólnym rozrachunku w pełni zasłużonego.
Rosja – Japonia
1 : 2
Finał
O takim ukoronowaniu mundialu Anglicy z pewnością marzą od ponad pięciu dekad. Hiszpanie trochę mniej, więc to oni wyszli na boisko bez przekonania, jakby z myślą o remisie i licząc na karne. Do tych jednak tym razem nie doszło. Przypuszczalnie dlatego, że było to bardzo niemrawe spotkanie jak na finał. Przez blisko osiemdziesiąt minut obie drużyny raczej przechadzały się po boisku – z piłką czy bez, nie miało to dla niektórych graczy znaczenia. O wiele większą wagę poszczególni zawodnicy przykładali do kontemplacji narracyjnego stylu przeciwnika.
I choć zdecydowanie więcej radości dało widzom oglądanie Hiszpanów, to jednak Anglicy ożywili się w samej końcówce, co chwila sztormując bramkę zdezorientowanych kolegów z kontynentu. Gola na miarę pucharu zdobył sam sir Ridley Scott, który dość nieoczekiwanie poderwał się z trenerskiej ławki i obiecując sędziemu wszystkie pieniądze świata, wszedł na murawę, gdzie za pomocą wskrzeszania własnych pomysłów samoistnie wygrał cały pojedynek.
Zszokowani wątpliwą jakością wykończenia jego ostatniego dzieła Hiszpanie nie byli już w stanie odpowiedzieć. Niemniej końcowy wynik przyjęli z typowym dla siebie optymizmem, więc znów było wiele radości po obu stronach.
Anglia – Hiszpania
1 : 0
I tak oto nasza skromna zabawa dobiegła końca. Liczymy, że nasi czytelnicy bawili się tak samo dobrze jak na prawdziwym turnieju. Zaskoczeń z całą pewnością nie brakowało już od samego początku. Należy wszak zauważyć, że tym razem nie zakwalifikowało się kilka niezmiernie ważnych pod względem filmowym nacji – jak Italia, Grecja, Czechy, Wyspy Owcze czy, przede wszystkim, USA – których brak z pewnością przysłużył się pozostałym. Czy z ich udziałem byłaby to kompletnie inna bajka? O tym będzie szansa przekonać się za cztery lata, na mundialu w całej Ameryce Północnej. Całej? Nie, jest jedna jedyna osada…
