Drugie Dno #9: czarny rasizm Hollywood | FILM.ORG.PL

Drugie Dno #9: czarny rasizm Hollywood








Jakub Piwoński
19.01.2016


Niedawno zostały ogłoszone nominacje do Oscarów. Ale felieton ten tylko po części będzie odnosił się do wyborów Akademii Filmowej. Po części, gdyż bardziej od aspektów artystycznych, moja uwaga zwróciła się ku szumowi natury politycznej. Szumowi zresztą dobrze mi znanemu, gdyż regularnie powracającemu do dyskusji o kondycji współczesnego Hollywood. Mowa oczywiście o filmowej dyskryminacji rasowej.

Tuż po ogłoszeniu tegorocznych nominacji do najbardziej prestiżowej nagrody filmowej na świecie, na wierzch wyłonił się jeden fakt – to po raz kolejny będą „Białe Oscary”. Takim bowiem mianem określa się sytuację, w której brakuje czarnych twórców w najważniejszych kategoriach, a pretendentami do otrzymania statuetki są sami biali. Rzecz jasna nie uszło to uwadze czarnej społeczności, która zareagowała na to od razu, po raz kolejny dając wyraz swej niebywałej czujności.

Straight-Outta-Compton

Straight Outta Compton

Jako pierwszy odezwał się producent Straight Outta Compton, William Packer, który wyraźnie niepocieszony faktem, że jego film otrzymał nominację TYLKO za scenariusz oryginalny, począł na portalach społecznościowych odsądzać Akademię od czci i wiary, podważając jej kompetencje. Na twitterze hasztag #OscarsSoWhite rozgrzał się do czerwoności. Można się zatem tylko cieszyć, że to Chris Rock poprowadzi w tym roku ceremonię, przez co skrzętnie wykorzysta zastałą sytuację do zażartowania i umiejętnie nada kontrastu do białej dominacji wśród nominowanych. Uff.

O ile mnie pamięć nie myli, sytuacje „nierówności” w historii Oscarów zdarzały się niejednokrotnie i prawdopodobnie, jeszcze nie raz się zdarzą. Było także całkowicie odwrotnie i to stosunkowo niedawno. W 2014 niekwestionowanym zwycięzcą okazał się film Zniewolony, zgarniając złotego rycerza za film, scenariusz adaptowany i żeńską rolę drugoplanową. Rozumiem, że wówczas sytuacja była zgodna z normą i w pełni satysfakcjonująca czarną społeczność. Rozumiem też, że gdyby wówczas ktokolwiek z białych twórców puścił choćby parę z ust, że wynik ten prawdopodobnie został podyktowany mniej pobudkami artystycznymi, a bardziej politycznymi, naraziłby się na ostracyzm.

Mógłbym oczywiście przemilczeć fakt irracjonalnych utyskiwań afroamerykańskiej części Hollywood, kierowanych w stronę oscarowej kapituły, ale tym razem zdecydowałem zabrać w tej sprawie głos i otwarcie zaprotestować. Parafrazując Dantego Alighieriego, w dobie powszechnej głupoty i przewartościowania moralnego, największe zło przejawia postawa obojętności. A trudno nieustannie zamiatać pod dywan coś, co ma charakter oszczerstwa kierowanego bezpodstawnie, a przejawianego najprawdopodobniej na skutek indolencji myślowej.

TWELVE YEARS A SLAVE

Zniewolony. 12 Years A Slave

Najbardziej negatywne założenie rasizmu głosi, że dana rasa wywyższa się na tle innej. W USA termin ten konotuje się jednak w sposób szczególny. Był bowiem taki czas, w którym kolonialne zapędy pewnej rasy sprawiły, że do swego kraju siłą zaczęli sprowadzać przedstawicieli innej rasy, nieporównywalnie od tej pierwszej słabszej, bo słabiej rozwiniętej. Przez dziesiątki lat traktowana była na równi ze zwierzętami, wykorzystywana jako tania siła robocza. Na skutek skoku cywilizacyjnego i przyjęcia zasad humanitaryzmu, ta „niższa” rasa mogła stopniowo zacząć się z tą „wyższą” asymilować. To zrównanie w prawach nie pomogło jednak w zażegnaniu bólu i pretensji w stosunku do dawnych zaszłości. Powiem więcej, rasa „niższa” zaczęła samoistnie indoktrynować swoich pobratymców i wychowywać w przekonaniu, że winę za ich wszelkie niepowodzenia ponoszą dawni ciemiężyciele. Ale patrzenie przez ten pryzmat po pierwsze zaburza racjonalną ocenę przeróżnych sytuacji, a po drugie ogranicza samodzielny rozwój i aspiracje jednostki rasy niższej.

Błąd został popełniony na samym początku procesu przemian. Według mnie, jeśli rasa „wyższa” potrafiła uderzyć się w pierś i przyznać do winy, logicznym zadość uczynieniem powinno być wysłanie wszystkich, ale to wszystkich, przedstawicieli rasy „niższej” do kraju ich pochodzenia, z którego zostali uprowadzeni. I dać w ten sposób szansę do tego, by nauki i tradycje zaobserwowane w Nowym Świecie, miały szansę zakorzenienia się gdzie indziej. Nie da się bowiem budować społeczeństwa wielokulturowego opartego na tak wyraźnych podziałach, gdyż jedna z ras zawsze, przy każdej okazji, będzie wykorzystywać argument ciemiężenia jej w przeszłości, wobec czego późniejsza, skruszona rasa „wyższa” nie będzie potrafiła się obronić.

‚Show Me A Hero’ New York Screening

Spike Lee

I tak się dzieje także w branży filmowej. William Packer to tylko jeden z wielu obrońców słusznej sprawy czarnej części amerykańskich artystów. Taki Spike Lee ma już w tym wypracowany schemat działania, przez co ostatnimi czasy częściej możemy usłyszeć o jego kolejnej agitacji niż działalności filmowej. Z ostatniej chwili wiadomo także, że zarówno on, jak i aktorka Jada Pinkett Smith zamierzają zbliżającą się galę Oscarów zbojkotować. Ależ proszę bardzo! Akurat dla mnie wszelkie niechlubne komentarze czarnych twórców wygłaszane przy okazji ogłaszania poszczególnych nominacji oscarowych pozbawione są najmniejszego sensu. Powiem więcej i nie boję się tych słów: są według mnie przejawem wyjątkowych kompleksów prowadzących wprost do zjawiska czarnego rasizmu. Bo jak inaczej podejść do sądów, że Straight Outta Compton nie powalczy o tytuł najlepszego filmu 2015 roku, ponieważ opowiada historię czarnych bohaterów? Albo że Michael B. Jordan nie stanie w szranki o tytuł najlepszego aktora za rolę w Creed, bo jest czarny? Czy tylko dla mnie ewidentne jest to, że tutaj to czarni przejawiają wyższość wobec białych, nadając sobie specjalne przywileje w dziedzinie, w której kolor skóry nie powinien grać roli?

O tym, kto otrzyma nominację, decyduje nie kolor skóry, a jakość sztuki wykonanej w mijającym roku.

I nie można tej zasady naginać tylko dlatego, że jakaś rasa ma przez naleciałości historyczne więcej do powiedzenia od innych (swoją drogą to ciekawe, że nigdy nie odzywają się w tej kwestii Latynosi, czyli pierwsza pod względem liczebności mniejszość etniczna w USA). Wynik każdej rywalizacji opiera się na wyższości tego, który w konkurencji okazał się lepszy, i przegranej tego, który okazał się gorszy. Fundamentem są zatem umiejętności i talent. Jedyny i oczywisty wniosek wypływający z tegorocznych nominacji jest zatem taki, że posługując się kryterium artystycznym, Akademia (notabene, prowadzona od 2013 po raz pierwszy przez afroamerykańskiego prezydenta!) uznała, że dokonania czarnych artystów po prostu wypadają słabiej na tle reszty. I nic ponad to! Ale działa też w tym wypadku inne logiczne założenie. Otóż jeśli czarni są w USA mniejszością (zajmują tylko 13% obywateli), to głownie na skutek tego dostają mniej atrakcyjnych ról, a nie dlatego, że ktoś robi im na złość. Mniej artystów, mniej dzieł, to mniej nominacji i mniej nagród. Proste? Proste.

Star-Wars-7-Trailer-Photo-John-Boyega-StormtrooperLSWaltDisneyStudios_article_story_large

A teraz powiem wam, co usadawia się na drugim końcu tego procesu. Otóż, z jednej strony słyszymy głosy określające najbliższe Oscary mianem „białych”, z drugiej jednak te same osoby milczą w sytuacji, gdy w dość dziwnych okolicznościach „doszywane” są dla czarnych aktorów role. Gdy dowiedziałem się, że jeden z dwójki głównych bohaterów w nowych Gwiezdnych Wojnach będzie Afroamerykaninem, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że u podstaw tej decyzji nie leżą przyczyny artystyczne. Znowu głodnej i roszczeniowej mniejszości została rzucona kość, by tylko nie podnosiła larum z powodu braku swego przedstawicielstwa w prawdopodobnie najbardziej kasowym hicie roku.

I nie chodzi o to, że rola ta w kontekście całego filmu w rezultacie wypadła całkiem udanie, a o to, że poniekąd oszukano młodego Boyegę, wmawiając mu, że dostał rolę za talent. Owszem, na castingu kryterium to musiało mieć znaczenie, ale twórcy przede wszystkim poszukiwali człowieka konkretnego koloru skóry. W takim przypadku odpowiednie rozpisywanie profilu postaci i nadawanie jej cech charakterystycznych powstaje dopiero w drugiej kolejności.

Boyega jest jednym z wielu rezultatów wywierania nieustannej presji na białych producentach.

I choć Afroamerykanie są z takich decyzji zadowoleni, to nie zdają sobie sprawę z tego, że utrwalają one podziały rasowe w branży, a nie je zażegnują.

Z innej beczki zapytam, czy wiecie już, że w nowym Robin Hoodzie, zapowiadanym na przyszły rok, jako „rewizjonistyczna wersja przygód banity z Sherwood”, Małego Johna zagra… Jamie Foxx? Nie wiecie? To teraz wiecie.

W jaki sposób ten kuriozalny pomysł obsadowy osadza się w kontekście tego, co napisałem w niniejszej wypowiedzi, proszę, dopowiedzcie sobie sami.

korekta: Kornelia Farynowska

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • Jan Dąbrowski

    A propos, pamiętam Michelle Rodriguez, która czarnemu lobby powiedziała dosadnie, co uważa o zmianach koloru skóry u superbohaterów (żeby kreowali sobie nowe postacie, a nie zmieniali koloru tych, którzy od zawsze byli biali).

    Co do sytuacji – dziwne, że się tak awanturują. Przecież mają nagrodę przyznawaną TYLKO w obrębie swojej rasy (Czarną Szpulę) i to, rzecz jasna, nie jest rasistowskie/nikogo nie dyskryminuje :)

    Ale gdyby stworzono analogiczne wyróżnienie „tylko dla białych”, to by wybuchła histeria. Podwójne standardy mają się dobrze, panie Lee.

    #OscarsSoWhite

    • Siri

      Tylko gdyby wszystko było w porządku to czarna społeczność nie miałaby w ogóle potrzeby tworzenia swoich gremium by przyznawać nagrodę „swoim”. To sposób poniekąd dowartościowania tych notorycznie odrzucanych. I to chyba najlepiej wskazuje, że problem jednak istnieje.

      • ljuty

        Czyli jak biali robią coś „tylko dla białych” to jest – z założenia – prymitywny, niczym nie uzasadniony rasizm, a jak czarni robią coś „tylko dla czarnych” to – też z założenia – najwyraźniej mają dobre powody? Proszę odnieś się jakoś do tego, bo zauważyłem, że osoby nadmiernie wyczulone na wszelkie, prawdziwe i urojone, przejawy białego rasizmu zwykle uciekają od wyjaśniania tego typu niekonsekwencji

        • Siri

          A skąd Ci się wzieło założenie, że Oscary są dla białych? Przemysł filmowy to twórcy z różnych stron świata, różnego pochodzenia, filmy jakie powstają tym bardziej nie skupiają się tylko na białych (jesli mówimy o wszystkich, zarówno mainstreamie jak i kinie offowym), sama Akademia Filmowa nie składa się tylko z białych, więc dlaczego czarni mają być pomijani? Mnie kompletnie nie dziwi istnienie Czarnej Szpuli i nie odbieram tego jako przejaw rasizmu, tylko jak mówiłam, docenienia notorycznie pomijanych. I tak jak pisałam wyżej – w tym roku nie brakowało świetnych ról czarnoskórych, nie brakowało też udanych filmów. Dlaczego więc znów mamy zestawienie białych? Co strasznego by się stało gdyby nominować Elbę, Jacksona czy Cooglera? Odpowiem Ci – absolutnie nic. Możecie się czepiać, że wyolbrzymiają ten rasizm, ale z drugiej strony, ten rok pokazuje, że naprawdę jest coś na rzeczy. I problem istnieje. Czy tego chcesz czy nie.

          • Siri

            Nie mówiąc już o tym że Latynosi czy Indianie są w jeszcze gorszej sytuacji i nad swoją reprezentacją w kinie i na Oscarach mogą jeszcze bardziej zapłakać. Co jest w sumie jeszcze gorsze.

          • ljuty

            Nie zrozumiałaś mnie. Wiem, że Oscary nie są tylko dla białych, wyobraź sobie jednak sytuację, w której powstaje jakaś „biała szpula”, czyli gala, na której warunkiem otrzymania jakiejkolwiek nominacji jest biała skóra. Miałabyś coś przeciwko?

          • Siri

            Wszystko zalezy od powodów powstania takiego wyróżnienia. Jeśli pytasz mnie, czy Czarna Szpula mi przeszkadza to nie, nie przeszkadza, bo rozumiem potrzebę jej istnienia. Nie odbieram tego jako rasizm na pewno.

  • janko

    Dobrze powiedziane, a Spike Lee nakręciłby wreszcie jakiś dobry film, a nie pieprzy takie farmazony.

  • Łukasz Grzesik

    Nie mogę się z tym artykułem nie zgodzić. Niestety, głos zabiorą także osoby, które nie przeczytały całości i nie zrozumieją o co chodzi.

  • Siri

    Problem jaki mam z tegorocznymi Oscarami to taki, że dobrych ról czarnoskórych aktorów nie brakowało, przeciwnie, było w czym wybierać. A nie wybrano niczego. Podczas gdy Matt Damon zgarnął nominację za Marsjanina – rolę udaną, ale tylko udaną i na pewno nie na Oscary. Mieliśmy świetnego Samuela L. Jacksona w Nienawistnej Ósemce, był świetny Elba w Beats of Nation, nawet B. Jordan, mimo że nie gra wybitnej roli, mógłby spokojnie stanąć w szranki bo dużo wnosi do Creeda, Wstrząsu ze Smithem nie widziałam ale wierzę, że jest tak dobry jak mówią. Nawet gośc grający Ice Cube’a zostaje w głowie po seansie Straight Outta Compton, mimo że sam film jakoś wrażenia wielkiego nie robi. Coogler spokojnie mógłby dostać nominację za reżyserie Creeda. Tymczasem nie mamy nic. Znów. I to jednak drażni. Można mówić, że czarna społecznośc ma swoje nagrody ale po pierwsze – gdyby wszystko było w porządku, takie gremium nie powinno było w ogóle zaistnieć bo nie byłoby takiej potrzeby, po drugie – to jednak Akademia Filmowa jest największą instytucją w świecie filmowym i chcąc nie chcąc będzie obrywać cięgi za każdym razem takich wyborów.

  • Siri

    Przy czym to nie jest tak, że uważam każdy film czarnoskórych twórców za obowiązkową pozycję nominowanych. Nie powiedziałabym tego rok temu przy Selmie, która raziła mnie polityczną pompatycznością, ale jak mówiłam – w tym roku było z czego wybierać. Były świetne role (Jackson, B. Jordan, Elba), byli świetni twórcy (Coogler), były świetne filmy (Creed, Straight Outta Compton). I nic. Ale Marsjanin czy Joy – kino udane ale tylko udane, na pewno nie oscarowe, się znalazło. I ten Damon, który drażni mnie chyba najbardziej w tym zestawieniu (od kiedy porządna rola to podstawa do nominacji?). No więc w tym roku dykusje na ten temat mają dla mnie sens. W przeciwnym razie ta sytuacja będzie trwać w nieskończonośc a jedynym warunkiem by czarnoskórzy zaistnieli na Oscarach będzie kręcenie filmów o niewolnictwie czy napięciach społecznych. A chyba takiej porpawności nie chcemy?

  • Hat of Raylan Givens

    „Małego Johna zagra… Jamie Foxx?”

    A czym to się Piwonie różni od takiego chociaż blondaska z Danii i Szkota z akcentem kiltowca, którzy wcielają się w Egipskie Bóstwa? Czym to się różni od Bale’a i Edgertona zakładających na ryj maskarę aby zagrać Biblijne postaci? Czym to się różni od niezliczonych przypadków whitewashingu w hollywood, których było zdecydowanie więcej w popkulturze, niż przypadków wciskania kolorowych na siłę.

    Mnie też wkurwia politykowanie rasowe i doszukiwanie się w wszystkim winy białych, ale nawet jeżeli przyjąć do wiadomości czystą subiektywność wyborów akademii, jak i twoją argumentacje o stosunkach populacji, to jednak prawda jest taka, że reżyserom takim np. jak Coogler nadal jest w holly pod górkę i jednak coś z tymi Oscarami jest nie tak, gdy większość akademii to stetryczali biali, głosujący najczęściej na białych. Nie jest to coś za czym byłbym w stanie gotów się hashtagować w wielkim tweeterowym oburzeniu, bo za dużo jest tu różnych czynników, by wszystko zwalać na Oscary, ale jednak też nie uważam by należało udawać, że problemu nie ma,

    • Siri

      O tak, whitewashing to zjawisko które mnie mega wkurwia. Nigdy nie zrozumiem czemu Scott zamiast zatrudnić aktorów pochodzenia geograficznego odpowiedniego do filmu (a na pewno by ich nie zabrakło) zdecydował sie wziąc białych i przerobić ich na śniadych (co wygląda śmiesznie w filmie). Wiąże się z tym też odbieranie mozliwości grania takich postaci aktorom o innym kolorze skóry. Bo jeśli biały może zagrać Egipcjanina to po co zatrudniac Egipcjanina?

      • Hat of Raylan Givens

        W przypadku „Eksodusu” było jeszcze wytłumaczenie praktyczne, bo obsada tego filmu to gwiazdy i znane nazwiska, a mało który producent dałby zielone światło dla takiej kosztownej produkcji, gdyby wypełnić ją jakimiś egipskimi nołnejmami. Zwłaszcza, że tematyka filmu też nie była jakoś szczególnie lotna jak na dzisiejsze czasy. Zresztą nawet gdyby była praktyczna możliwość obsadzenia filmu aktorami „etnicznie odpowiednimi”, to wcale nie jest powiedziane, że ludzie by tego chcieli. Bo Bale, Edgerton, Kingsley, Weaver to są nazwiską, które ludzie lubią oglądać.

        Ja sam przeciw whitewashingu jako tako nic nie mam. Bo kino to zawsze jest jakieś make-belief, a aktorstwo zawsze ma w sobie pewną teatralność, więc nie przeszkadza mi, że jakiś aktor udaje nie swoją pigmentację i wole się zamiast tego skupić na samej kreacji i grze. Nie każdy film, nie każde przedstawienie, nie każdy spektakl sili się na 100% historyczną/kulturową wierność i wcale nie musi. Tak samo jakbym zobaczył np. Szekspira w wykonaniu dajmy na to, grupy teatralnej Chińskiego Uniwersytetu to nie przeszkadzałoby mi, że Hamlet jest żółty. Jak na moje to aktor może nawet wyskoczyć na scenę/plan filmowy z pastą do butów na ryju.

        Najważniejsze są intencje i wizja autora, a ta może być zarówno historycznie poprawna, jak i kompletnie odjechana i konwencyjna, gdzie Jana Pawła gra np. Morgan Freeman. Oba podejścia mają prawo bytu. Najważniejsze by nikogo do niczego nie przymuszać jakimiś społecznymi pretekstami. Peter Jackson zrobił Władcę Pierścieni, który był stylistycznie jak najbliższy wizji Tolkiena czyli jako wariację dla mitologii anglosaskiej i jako tako główna obsada była biała. Logiczne podejście i ludzi, którzy marudzą o to, że w filmie nie ma Maorysów czy czarnych, należy zbyć śmiechem. Ale z drugiej strony, gdyby w 1999 Jackson ogłosił swój projekt jako specyficzną, „lokalną” wizję LOTRA puszczoną przez Nowozelandzki pryzmat, to nie szarpałbym włosów o to, że Eomera gra jakiś Kiwi z wytatuowaną twarzą. Nie byłaby to może moja idealna wizja, ale jak już pogodziłbym się z tym, że oglądam specyficzną wersję/interpretację to nic nie przeszkadzałoby mi już w czerpani przyjemności z oglądania Boromira, który jest opalony na brąz i gada z ostrym akcentem. Tak więc to nie jest tak, że roszady rasowe/stylistyczne w filmach są z góry złe.

        Piwon oburza się na czarnego Johna, ale może ten nowy Robin Hood nie będzie się silił na historyczną poprawność, tylko będzie właśnie jakąś fajną, hollywoodzką stylistyką. W takim przypadku to Robin Hood mógłby być kobietą jak na moje.

        Natomiast wspomniałem o Exodusie i whitewashingu w poprzednim komentarzu, nie dlatego, ze mam z tym problem, ale dlatego, ze widac tutaj pewien double standard. Bo widze sporo ludzi tutaj i na forum KMF, którzy na codzien zlewają hollywoodzkie draki o rasę jak jakieś bzdurne, politpoprawne marudzenie o pierdoły, ale gdy te same argumenty padają przeciwko białym aktorom, to nagle jest oburzenie. Bo jeżeli nie warto rwać sobie włosów z głowy o to, że Egipskiego Boga wojny gra szkot z akcentem, to chyba nie powinno być też problemu z czarnym Johnem. A jak jest problem z czarnym Johnem, to może niektórzy nie powinni być tak nonszalanccy w zbywaniu marudzeń niektórych, że wszyscy w holly są biali.

        Co tylko twórcom do głowy przyjdzie. Najważniejsze by nie było jakiego głupiego, społecznego przymusu.

        • Siri

          Nie jest zły, ale nie jest też dobry. Jeśli podnosi się rwetes o problem dywersyfikacji rasowej to należy sobie zadać też pytanie, skąd wziąć chwytliwe nazwiska, szczególnie w Hollywood, jeśli aktorzy o śniadej skórze niezbyt mają co grać? No umówmy się – nie mają w ogóle co grać, żeby zrobić kariere na poziomie Bale’a czy Edgertona. Już czarni są w o tyle lepszej sytuacji, że dla nich zawsze znajdzie się miejsce, dzięki czemu mamy Willa Smitha czy Denzela Wahsingtona, czyli jak najbardziej chwytliwe nazwiska by przyciagnąc publiczność. Ale kolorowi to nie tylko czarni, ale też Latynosi, Azjaci, Indianie i tych akurat brakuje w kinie na szerszą skalę. Tych względów praktycznych w Exodus by nie było, gdyby perspektywa tworzenia historii, obsadzania ich i produkowania nie była tak bardzo zawężona na białych. Mogę zrozumieć wizję reżysera, że tak chciał, że taki pomysł ale nie łudzę się, że tak jest w Hollywood. Bo to nie teatr, który ma elastyczne zasady obsadzania, tylko wielka branża, w której producenci liczą na zyski. I jasne, czym miałby Exodus przyciągać, gdyby obsadę zastąpić etniczną z Afryki? Chyba tylko nazwiskiem reżysera. Tylko jak znaleźć taką obsadę choćby w Hollywood, gdzie tym bardziej takich aktorów nie ma? A nie ma, bo skąd, skoro nie ma potrzeby zatrudniania aktorów o innym kolorze skóry niż biały. To samo było z tegorocznym Piotrusiem Panem, gdzie Rooney Mara grała Indiankę. Ona, biała dziewczyna, która nawet nie ma ciemniejszej karnacji, została obsadzona jako Indianka. Po pierwsze – jest to zabranie szansy dla indiańskiej aktorki, która miałaby co zagrać, choćby rolę na drugim planie po drugie – jak na film o takiej obsadzie jak Jackman, Seyfried, Hedlund czy Delevingne spokojnie można było zatrudnić rdzenną, mało znaną aktorkę, bo nazwisk jest wystarczająco, by ludzie mieli dla kogo przyjść. I to jest przykład, gdzie whitewashing nie wynika z artystycznych pobudek, tylko czystej kalkulacji zysków.

          PS. Ostatnio dzięki serialowi Mr Robot mamy Ramiego Maleka, który ma egipskie korzenie. Ponieważ rola jak i serial są znakomite, a Malek chwalony, można się spodziewać, że jakieś ciekawe nazwisko nie-białe i nie-czarne w końcu nam się pojawiło.

          • Darek Woysław

            A propos dyskryminacji: Ile Indian zrobiło karierę w Hollywood?

          • Mefisto

            Indianie nie mają takiego lobby w Holly.

  • Siri

    A rzucenie żartem na Oscarach (którego Chris Rock na pewno nie odpuści) na pewno nie załatwi sprawy. Bo problem nadal zostaje.

  • Hat of Raylan Givens
  • pirx

    spocony afroamerykanin w kategori najlepiej spocony szturmowiec imperium – jak najbardziej

    • Koleś

      Tak się składa, że Boyega to Brytyjczyk.

  • Hat of Raylan Givens

    Aha i przesadą jest stwierdzenie, że Boyega dostał rolę za rasę. Bo jeżeli reżyser/producent wychodzi z założenia, że do konkretnej roli chcieliby kogoś czarnego, to to się w żaden sposób nie różni od normalnych wytycznych/ograniczneń jakie narzucane są do prawie każdej roli. Mark Hamill został wybrany między innymi dlatego, że z wyglądu wpisywał się w wyśniony przez Lucasa archetyp „niewinnego chłopca na skraju wielkiej przygody” Gwarantuje Ci, że ktoś o aparycji Harrisona Forda Lukiem nigdy by nie został. Czy powiedziałbyś, że Hamill dostał rolę za rasę/wygląd? Czy stwierdziłbyś, że aktorzy nie będący młodymi blondynami i nie posiadający chłopięcej aparycji byli przez Lucasa dyskryminowani?

    Prawie każda rola na poziomie castingu ograniczona jest jakimiś wytycznymi tego kogo by chcieli i bardzo często te wytyczne mają charakter czysto fizycznych, zewnętrznych atrybutów i częstosą dużo bardziej specyficzne i zawężające grono odbiorców niż w przypadku Boyegi. Bo sorry, co jak co, ale akurat „młody i czarny” to tak szeroka kwalifikacja i spektrum, że ciężko tu mówić o jakichś dyskryminujących talent ograniczeniach. To nie jest tak, że mówimy o roli wymagahącej jakiejś ciężkiej do znalezienia charyzmy.

    A to, że biali nie byli brani pod uwagę? Gwarantuje Ci, że w latach 70 Lucas nie brał czarnych pod uwagę.

  • Darek Woysław

    W tym felietonie widać nieznajomość realiów amerykańskich wraz z kwestią sytuacji czarnej ludności.

    „Błąd został popełniony na samym początku procesu przemian. Według mnie, jeśli rasa „wyższa” potrafiła uderzyć się w pierś i przyznać do winy, logicznym zadość uczynieniem powinno być wysłanie wszystkich, ale to wszystkich, przedstawicieli rasy „niższej” do kraju ich pochodzenia, z którego zostali uprowadzeni.”
    Z jakiej racji miano wysłać do Afryki ludzi, którzy nigdy nie byli w Afryce, nie znali Afrykańskich realiów ani języków, którzy z Afryką już nie mieli za bardzo wspólnego prócz koloru skóry i pewnego sentymentu? Dla uwolnionych przez Lincolna czarnych ojczyzną była jednak Ameryka i do tej ziemi byli przywiązani. Zresztą – powstał projekt wysłania ochotników do „kraju przodków”. Nieco ludzi się zgłosiło i tak powstała Liberia w Afryce.

    „Nie da się bowiem budować społeczeństwa wielokulturowego opartego na tak wyraźnych podziałach, gdyż jedna z ras zawsze, przy każdej okazji, będzie wykorzystywać argument ciemiężenia jej w przeszłości, wobec czego późniejsza, skruszona rasa „wyższa” nie będzie potrafiła się obronić.”

    Sprzężenie zwrotne. Tak się składa, że (jak pewnie wiesz), czarni pełnię praw obywatelskich otrzymali dopiero w latach 60. tego stulecia, a i potem przełamanie szklanego sufitu trwało jeszcze dłużej. Po doświadczeniu wieloletniej dyskryminacji nie można się dziwić, że to zostaje w mentalności i że wiele osób jest po prostu przewrażliwionych. Zresztą sam o tym wspominasz. Tutaj, w zgrubsza jednolitej kulturowo i rasowo Polsce nie jest to do końca zrozumiałe.

    • Jakub Piwoński

      Napisałem tylko, że wysłanie ich tam, skąd zostali siłą uprowadzeni, byłoby logicznym zadośćuczynieniem. W domyślę jednak w pełni zdawałem sobie sprawę z niemożliwości wprowadzenia takiego rozwiązania. Nie żyjemy przecież w idealnym świecie. Podziały na tle rasowym były i będą, ponieważ, jak napisałem, według mnie nie da się wmówić społeczeństwu, by kulturowo odmienne sobie rasy żyły ze sobą w zgodzie i miłości, tuż po odcięciu grubą kreską przeszłości, w której jedna dominowała nad drugą. To jest niemożliwe. Na domiar złego, sytuacja ta może zostać wykorzystywana politycznie na przeróżne sposoby. I mam tego przykład niemal co roku, gdy ogłaszane są nominacje Oscarowe. Bez względu na tłumaczenie, postawa Spika Lee i jego kolegów mówi wprost: taki Michael B Jordan powinien zostać nominowany nie dlatego, że stworzył wybitną kreację, tylko dlatego, że jest czarny.

      • Beryl Autumnramble

        „Napisałem tylko, że wysłanie ich tam, skąd zostali siłą uprowadzeni, byłoby logicznym zadośćuczynieniem.” – w idealnym świecie logicznym zadośćuczynieniem byłyby finansowe odszkodowania za niewolniczą pracę i szkody moralne (zanim dojdziemy do wyrzucania niższej białej rasy z powrotem do Europy i oddania ziemi potomkom prawowitych właścicieli). Wywalenie ludzi do Trzeciego Świata w momencie, kiedy już nie można ich wykorzystywać to mniej więcej na zasadzie wywalania po wyroku ofiary przemocy domowej ze wspólnego mieszkania, bo przecież stale będzie oprawcy marudzić…

  • Bodzio Mo

    „Błąd został popełniony na samym początku procesu przemian. Według mnie, jeśli rasa „wyższa” potrafiła uderzyć się w pierś i przyznać do winy, logicznym zadość uczynieniem powinno być wysłanie wszystkich, ale to wszystkich, przedstawicieli rasy „niższej” do kraju ich pochodzenia, z którego zostali uprowadzeni….”

    Po przeczytaniu tego twierdzenia myślę, że korekta powinna zwrócić uwagę na czysto rasistowskie zapędy autora tego tekstu. Krytyka filmowa to jedno, ale tak daleko idące twierdzenie wynikające z upodobań autora nie powinno mieć miejsca w publicystyce. Zwracam uwagę na ten akapit bo przekaz w nim zawarty jest wysoce niepokojący i rzutuje na odbiór całej wypowiedzi. A to co autor nazywa „logicznym zadość uczynieniem” jest nie tylko jakąś niemożliwą do spełnienia wizją, ale same założenia daleko idą w „afro-amerykańską” wersję holocaustu.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Od zmierzchu do świtu – 20 lat od premiery

Następny tekst

Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE