Zestawienie
10 KRYMINALNYCH filmów praktycznie BEZ WAD
Intryga, napięcie i bohaterowie, których nie sposób zapomnieć: wybraliśmy filmy kryminalne, do których chętnie wraca się nawet po wielu latach.
W dobrym kryminale podejrzany potrafi skłamać jednym spojrzeniem, policjant pomylić upór z rozsądkiem, a pozornie prosty plan rozsypać się po pierwszym spotkaniu z rzeczywistością. Takie filmy przypominają, że przy opowieściach o zbrodni równie mocno jak pytanie o sprawcę przyciągają ludzie: ich chciwość, ambicje, zawodowe przyzwyczajenia i fatalne decyzje. Największa przyjemność zaczyna się wtedy, gdy można śledzić zarówno intrygę, jak i każdy drobny gest bohatera, a przy kolejnym seansie nadal znaleźć powód, żeby przysunąć się do ekranu.
Podwójne ubezpieczenie (Double Indemnity, 1944)
Agent ubezpieczeniowy Walter Neff wdaje się w romans z Phyllis Dietrichson, mężatką zainteresowaną nie tyle dalszym życiem u boku męża, ile pieniędzmi po jego śmierci. Wspólnie przygotowują zabójstwo i wyłudzenie odszkodowania, licząc na to, że zawodowa wiedza Waltera pomoże im oszukać ubezpieczyciela i przedstawić zbrodnię jako nieszczęśliwy wypadek. Muszą jednak brać pod uwagę Bartona Keyesa, dociekliwego śledczego ubezpieczeniowego, przy którym nawet człowiek doskonale znający reguły swojej branży nie może czuć się bezpiecznie.

Billy Wilder prowadzi tę historię z bezlitosną precyzją, a w scenariuszu napisanym z Raymondem Chandlerem równie wiele zależy od dialogów, co od samego przestępczego planu. Bohaterowie mówią błyskotliwie, lecz za ich pewnością siebie stale wyczuwa się strach przed cudzą przenikliwością. Szczególnie dobrze wypada relacja Neffa z Keyesem: przyjemność oglądania bierze się także z obserwowania dwóch inteligentnych ludzi po przeciwnych stronach oszustwa. To wzorcowe czarne kino dla widza, który lubi napięcie rozpisane na rozmowy i podejrzenia.
Francuski łącznik (The French Connection, 1971)
Nowojorscy policjanci Jimmy Doyle, zwany Popeye’em, i Buddy Russo tropią francuskiego przemytnika heroiny, Alaina Charniera, próbując dotrzeć do człowieka stojącego za narkotykowym interesem. W ich pracy śledzenie podejrzanych i pościgi są równie ważne jak gotowość do działania bez pewności, że następny ruch okaże się właściwy. Doyle nie jest przy tym wygodnym przewodnikiem po policyjnym świecie: jako moralnie niejednoznaczny stróż prawa każe przyglądać się nie tylko ściganemu przestępcy, lecz również temu, kto depcze mu po piętach.

William Friedkin kręci kryminał szorstki, ruchliwy i mocno osadzony w miejskiej codzienności. Zamiast wygładzać policyjną robotę, pokazuje ją tak, by można było poczuć zmęczenie, niecierpliwość i ryzyko, a w pościgach zachowuje znakomite wyczucie tempa. Dzięki temu akcja nie wygląda jak obowiązkowy przerywnik między rozmowami: to właśnie podczas niej najpełniej poznaje się zawziętość Doyle’a. Kto w kinie sensacyjnym szuka fizycznych emocji zamiast popisowej choreografii, trafił pod właściwy adres. Tak przekonująco szorstkiego kryminału nie ogląda się codziennie.
Chinatown (1974)
Prywatny detektyw Jake Gittes przyjmuje w Los Angeles zlecenie od kobiety, która podejrzewa męża o niewierność, i zabiera się do sprawdzania jej podejrzeń. Ma ustalić, co mężczyzna ukrywa przed żoną, tymczasem sam zostaje oszukany: kobieta podająca się za jego klientkę nie jest osobą, za którą się przedstawia. Gittes musi więc wyjaśnić już nie tylko domniemaną zdradę, lecz także własny udział w cudzym planie — ktoś wynajął go pod fałszywym nazwiskiem i wykorzystał jego pracę do celu, którego detektyw na razie nie rozumie.

Roman Polański odsłania kolejne warstwy intrygi z cierpliwością reżysera, który dokładnie wie, kiedy widz powinien coś zrozumieć, a kiedy jeszcze zaufać pozorom. Przyspiesza stopniowo, nie tracąc logicznych powiązań między odkryciami Gittesa i nie zamieniając skomplikowanej historii w pokaz scenariuszowych sztuczek. Największe wrażenie robi to, jak naturalnie można podążać za detektywem, choć jego sytuacja staje się coraz trudniejsza. Po seansie aż chce się wrócić do pierwszych scen i sprawdzić, co umknęło uwadze. Tak wygląda mistrzowsko skonstruowana zagadka.
Siedem (Se7en, 1995)
Detektywi Somerset i Mills prowadzą śledztwo w sprawie zabójstw, których sprawca odwołuje się do siedmiu grzechów głównych. Muszą rozpoznać zamysł człowieka, który traktuje swoje zbrodnie jak kolejne części przemyślanej wypowiedzi, a ofiary podporządkowuje wybranemu przez siebie porządkowi. Każde następne odkrycie zmusza policjantów nie tylko do szukania tropów, lecz także do wejścia w sposób myślenia mordercy: bez tego trudno ustalić, jak poszczególne zabójstwa łączą się ze sobą i do czego sprawca właściwie próbuje doprowadzić.

David Fincher potrafi utrzymać ponury nastrój bez sprowadzania filmu do katalogu makabrycznych pomysłów. Prowadzi aktorów tak, by obok grozy stale interesowali również policjanci i ich reakcje na to, z czym muszą się mierzyć. W scenariuszu Andrew Kevina Walkera grzechy nie są wyłącznie efektownym hasłem reklamowym: porządkują działania zabójcy i sprawiają, że widz wypatruje następnego ruchu z autentycznym lękiem. To znakomity thriller dla tych, którzy chcą wyjść z seansu poruszeni, a nie tylko usatysfakcjonowani rozwiązaniem sprawy.
Gorączka (Heat, 1995)
Neil McCauley przygotowuje napad w Los Angeles i próbuje utrzymać w ryzach swoją ekipę: musi dopilnować nie tylko planu, lecz także ludzi, od których zależy jego wykonanie. Policjant Vincent Hanna prowadzi przeciw niemu działania, a jednocześnie zmaga się z problemami rodzinnymi, których nie da się rozwiązać tak jak kolejnej zawodowej sprawy. McCauley chce zachować kontrolę nad wspólnikami, Hanna zaś musi pogodzić pościg z kłopotami w domu — obaj mają więc do uporządkowania własne życie, zanim jeszcze rozstrzygnie się ich konfrontacja.

Michael Mann poświęca obu przeciwnikom równie dużo uwagi i właśnie dlatego ich starcie ma taką siłę. Nie wystarcza mu sprawny złodziej oraz skuteczny policjant: interesują go także ludzie, którzy muszą żyć obok nich i znosić konsekwencje ich zawodowego uporu. Sceny akcji realizuje z niezwykłą precyzją, a Los Angeles pokazuje jako rzeczywiste otoczenie bohaterów, nie dekorację do strzelaniny. Największy podziw budzi jednak to, że bez broni w dłoniach Hanna i McCauley pozostają równie interesujący. Mann stworzył dwóch przeciwników godnych wielkiego kryminału.
Fargo (1996)
Zadłużony sprzedawca samochodów Jerry Lundegaard wynajmuje przestępców, żeby porwali jego żonę i zażądali okupu od jej zamożnego ojca. Chce w ten sposób zdobyć pieniądze, ale powodzenie przedsięwzięcia uzależnia od ludzi, którym powierza zarówno wykonanie zbrodni, jak i własny dalszy los. Plan zaczyna wymykać się spod kontroli, a Jerry musi mierzyć się z kolejnymi komplikacjami: nie wystarczy już wierzyć, że inni zrobią dokładnie to, czego od nich oczekuje, skoro każdy uczestnik tej historii ma własne interesy i własne pomysły.

Joel i Ethan Coenowie napisali historię, w której przemoc oraz czarny humor spotykają się z zadziwiającą swobodą. Nie potrzebują nieustannych dowcipów: wystarczą codzienne dialogi, różnice między postaciami i dokładne pokazanie, jak bohaterowie pogarszają swoją sytuację. Szczególnie dobrze wypadają chwile, gdy można jednocześnie dostrzec absurd zachowania i realną grozę jego następstw. Coenowie ani na moment nie pozwalają zapomnieć, że za niedorzecznymi pomysłami idzie prawdziwa krzywda. Mało który kryminał tak bezlitośnie i tak zabawnie punktuje ludzką głupotę.
Tajemnice Los Angeles (L.A. Confidential, 1997)
Ed Exley, Bud White i Jack Vincennes są policjantami w Los Angeles i badają sprawę morderstwa w lokalu, choć każdy z nich kieruje się innymi motywacjami. W toku dochodzenia natrafiają na szerszą korupcję, a zabójstwo okazuje się początkiem sprawy wykraczającej poza miejsce zbrodni i jej bezpośrednich uczestników. Trzej funkcjonariusze wykonują ten sam zawód, ale nie tworzą zgodnego zespołu jednakowo myślących śledczych: do wyjaśnienia mają wspólną sprawę, do pogodzenia zaś własne ambicje i odmienne podejście do policyjnej pracy.

Curtis Hanson wraz z Brianem Helgelandem znakomicie porządkują wielowątkową powieść Ellroya, zachowując i tempo, i odrębność trzech głównych bohaterów. Reżyser nie każe wybierać między przyjemnością rozwiązywania sprawy a poznawaniem policjantów: jedno wynika tu z drugiego. Kolejne wątki łączy przejrzyście, więc zamiast walczyć o orientację, można śledzić motywacje i wypatrywać powiązań. Przy tak rozbudowanej intrydze ta klarowność jest prawdziwym wyczynem. Hanson nakręcił kryminał gęsty od zdarzeń, a przy tym opowiedziany z imponującą lekkością.
Zagadka zbrodni (Salinui chueok, 2003)
W 1986 roku na prowincji w Korei Południowej dochodzi do serii zabójstw kobiet, a przy sprawie pracują detektywi Park Doo-man i Seo Tae-yoon. Policjanci dysponują ograniczonymi środkami i posługują się zawodnymi metodami, więc mimo kolejnych prób nie potrafią uzyskać odpowiedzi, których potrzebują do znalezienia sprawcy. Z czasem coraz dotkliwiej odczuwają własną bezradność: mają do wyjaśnienia serię zbrodni, lecz muszą też zmierzyć się z tym, że ich dotychczasowy sposób prowadzenia dochodzenia nie wystarcza, by dojść do prawdy.

Bong Joon-ho łączy dramat policyjny, satyrę społeczną i czarny humor z imponującym wyczuciem proporcji. Potrafi pokazać komizm zachowania śledczych, nie odbierając powagi zbrodniom ani ciężaru ich bezradności. Najmocniej działa właśnie portret ludzi, którzy coraz bardziej chcą odnieść sukces, lecz nie dostają od reżysera wygodnego przywileju nieomylności. Bong każe im popełniać błędy i ponosić ich ciężar, zamiast wynagradzać sam upór. Rzadko policyjna frustracja bywa pokazana równie przejmująco — i równie daleko od bohaterskiej pozy.
Zodiak (Zodiac, 2007)
Rysownik Robert Graysmith, dziennikarze i policjanci przez lata próbują ustalić tożsamość zabójcy nazywającego siebie Zodiakiem. Sprawca przysyła zaszyfrowane wiadomości, więc poza badaniem zbrodni trzeba również przeanalizować to, co sam postanawia ujawnić ludziom zajmującym się sprawą. Graysmith coraz mocniej angażuje się w poszukiwania: choć nie jest detektywem, poświęca kolejne lata człowiekowi, którego zna ze śladów i komunikatów, a pragnienie ustalenia jego nazwiska stopniowo zamienia w osobistą obsesję.

David Fincher pokazuje dochodzenie z niezwykłą skrupulatnością, a jednocześnie nie gubi ludzi pochłoniętych poszukiwaniem sprawcy. Z rozmów, kolejnych ustaleń i powrotów do sprawy tworzy pasjonujący obraz obsesji; równie uważnie przygląda się epoce, w której bohaterowie próbują dojść do prawdy. Nie obiecuje łatwych odpowiedzi, dzięki czemu można odczuć, ile wysiłku kosztuje samo sprawdzanie możliwości. Największe emocje potrafi wywołać rozmową o szczególe, który inni reżyserzy pominęliby w drodze do pościgu. Cierpliwość widza wynagradza z nawiązką.
Aż do piekła (Hell or High Water, 2016)
Bracia Toby i Tanner Howard napadają na oddziały banku, który grozi przejęciem ich rodzinnej ziemi, próbując przestępstwem uratować to, co mogą stracić zgodnie z prawem. Ich tropem rusza teksański ranger Marcus Hamilton, dla którego pozostają sprawcami napadów niezależnie od powodów, jakie za nimi stoją. Po obu stronach pościgu działają więc konkretni ludzie: bracia mają własny cel, policjant własne zadanie, a wraz z kolejnymi napadami coraz trudniej oddzielić pytanie o skuteczność od pytania o cenę ich działań.

David Mackenzie wykorzystuje scenariusz Taylora Sheridana do opowiedzenia zwartej historii, w której społecznego tła nie trzeba dopisywać w osobnym wykładzie. Wystarczy przyjrzeć się sytuacji braci, słuchać dialogów i obserwować ludzi po obu stronach prawa. Reżyser sprawnie prowadzi pościg, a zarazem daje bohaterom dość miejsca, by nie stali się jedynie wykonawcami kolejnych punktów fabuły. Łączy kryminał z westernem bez zbędnego zadęcia: najpierw liczą się ludzie i ich stawka w tej rozgrywce. Tak konkretne, oszczędne opowiadanie zasługuje na najwyższe uznanie.

