Zestawienie
10 najlepszych seriali SCI-FI, które zadebiutowały przed rokiem 2000
Klasyczne seriale sci-fi, te sprzed 2000 roku, które wciąż zaskakują pomysłami, nastrojem i bohaterami. Sprawdź, po które warto sięgnąć.
Telewizyjna fantastyka naukowa potrafi zabrać widza na drugi koniec kosmosu, ale równie dobrze radzi sobie w małym miasteczku, policyjnej budce czy biurze agentów FBI. Te seriale przypominają, jak wiele zależy od pomysłu na spotkanie człowieka z czymś, czego nie umie wyjaśnić, a kosmiczni podróżnicy wcale nie muszą przy tym przypominać nieskazitelnych bohaterów. Starsze seriale sci-fi nadal zaskakują rozpiętością nastrojów: od niepokoju i politycznej paranoi po melancholię łowców nagród oraz kłótnie współlokatorów skazanych na wspólny lot.
Strefa mroku (The Twilight Zone, 1959)
Zwykli ludzie trafiają w sytuacje, których nie potrafią objaśnić za pomocą dotychczasowych doświadczeń: codzienność przestaje być znajoma, a bohaterowie muszą zmierzyć się z własnym strachem i dokonać niewygodnych wyborów. Każdy odcinek opowiada samodzielną historię, w której fantastyka naukowa spotyka się z grozą i dramatem, więc nie ma tu stałej załogi ani bezpiecznego przewodnika po nieznanym. Bohaterem może zostać ktoś zupełnie przeciętny, a przewrotna puenta często każe od nowa ocenić to, co jeszcze przed chwilą wydawało się oczywiste.

Rod Serling stworzył antologię, w której niezwykłe zdarzenie jest dopiero początkiem dobrej opowieści, nie jej jedyną atrakcją. Najlepsze historie angażują dzięki moralnym pytaniom i pomysłowym zwrotom, a po zakończeniu zostawiają coś więcej niż satysfakcję z rozwiązanej zagadki. Serial znakomicie nadaje się do oglądania pojedynczych odcinków: za każdym razem proponuje nową sytuację i nowy powód do niepokoju. To wyśmienita fantastyka dla widza, który lubi zwięzłość, przewrotność oraz puenty, o których trudno od razu zapomnieć.
Doktor Who (Doctor Who, 1963)
Dwoje nauczycieli próbuje wyjaśnić tajemnicę swojej uczennicy i odkrywa, że niepozorna policyjna budka skrywa pojazd zdolny podróżować w czasie i przestrzeni. W ten sposób poznają Doktora, którego TARDIS pozwala przekraczać granice znacznie śmielej niż zwykły statek kosmiczny: celem wyprawy może być inne miejsce, ale również inna epoka. Od tego spotkania zaczyna się przygoda, w której bohaterowie muszą porzucić codzienne przyzwyczajenia, bo przed kolejną podróżą trudno zgadnąć, jaki świat zobaczą po otwarciu drzwi.

Sydney Newman, C. E. Webber i Donald Wilson dali swoim bohaterom ogromną swobodę podróżowania, a kolejnym opowieściom — wymykania się jednej formule. Doktor jest tu znakomitym przewodnikiem: chce się podążać za nim, nie tylko sprawdzać, dokąd tym razem trafi TARDIS. Klasyczne historie warto oglądać dla wyobraźni i przyjemności odkrywania, jak odmienny charakter może przybrać następna wyprawa. Miłośnicy fantastyki opartej na pomysłowych sytuacjach znajdą tu mnóstwo przygód, a przede wszystkim bohatera, z którym trudno się rozstać.
The Prisoner (1967)
Tajny agent rezygnuje z pracy, zostaje porwany i budzi się we Wiosce, która wygląda jak spokojne, niemal wakacyjne osiedle, lecz działa jak więzienie. Miejscowe władze nadają mu oznaczenie Numer Sześć i próbują wydobyć z niego informacje, a on odmawia podporządkowania się zasadom narzuconym przez ludzi kontrolujących jego otoczenie. Bohater stara się zachować niezależność w miejscu, gdzie pozorna uprzejmość nie oznacza bezpieczeństwa, a za schludną fasadą toczy się uporczywa walka o jego posłuszeństwo i tożsamość.

Patrick McGoohan i George Markstein zamieniają szpiegowski punkt wyjścia w znacznie bardziej niepokojącą opowieść o kontroli. Surrealistyczne sytuacje i wygląd Wioski znakomicie do siebie pasują: miejsce pozornie przyjazne okazuje się idealną scenerią dla historii o inwigilacji. McGoohan jako Numer Sześć nadaje buntowi bohatera wyrazisty, osobisty charakter. Miłośnicy zagadek mogą z przyjemnością stopniowo poznawać reguły tego świata, zamiast dostać ich objaśnienie na wejściu. Tak osobny styl i tak sugestywne poczucie osaczenia to rzadkość.
Star Trek: Następne pokolenie (Star Trek: The Next Generation, 1987)
Jean-Luc Picard dowodzi Enterprise-D, którego załoga poznaje nowe światy i spotyka cywilizacje wymagające czegoś więcej niż sprawnego posługiwania się pokładową technologią. Bohaterowie muszą rozstrzygać problemy etyczne i podejmować decyzje w sytuacjach, w których samo przekonanie o własnej racji nie wystarcza, a szybkie działanie nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Kosmiczna eksploracja oznacza więc dla nich także konieczność zrozumienia cudzych zasad oraz zastanowienia się, jak daleko wolno posunąć się w ich ocenianiu.

Gene Roddenberry powierza kosmiczną eksplorację nie tylko sprawnym specjalistom, lecz także ludziom zdolnym do rozmowy i namysłu. Przemyślane historie oraz wyraziste postacie sprawiają, że etyczne spory nie przypominają obowiązkowej przerwy między przygodami: często są ich najciekawszą częścią. Picard znakomicie pasuje do tej formuły, a serial daje przyjemność obserwowania bohaterów, którzy próbują rozumieć, zanim zaczną osądzać. Warto wejść na pokład Enterprise-D choćby po to, by zobaczyć, jak pasjonująca potrafi być konfrontacja argumentów.
Czerwony karzeł (Red Dwarf, 1988)
Dave Lister budzi się po trzech milionach lat hibernacji na statku wydobywczym, którego załogę zabił wyciek promieniowania, i odkrywa, że jest ostatnim człowiekiem. Nie zostaje jednak zupełnie sam: towarzyszą mu hologram dawnego współpracownika Arnolda Rimmera oraz istota wywodząca się od kota, którego przemycił na pokład. Bohater musi odnaleźć się w tej osobliwej sytuacji, a wspólne życie z tak niedobraną kompanią sprawia, że nawet ogrom kosmosu nie uwalnia go od sporów przypominających kłótnie w ciasnym mieszkaniu.

Rob Grant i Doug Naylor połączyli wielkie pomysły fantastyki naukowej z komedią o ludziach, którzy najchętniej zmieniliby współlokatorów. Najwięcej frajdy daje właśnie zderzenie kosmicznej skali z drobnymi pretensjami, urazami i wzajemną irytacją: bohaterowie mogą znaleźć się niewyobrażalnie daleko od domu, ale nadal potrafią zachowywać się boleśnie znajomo. Nawet najbardziej osobliwą sytuację potrafią sprowadzić do kolejnej kłótni, a oglądanie tych sporów niezmiennie bawi. Kapitalna komediowa odtrutka na patos kosmicznych sag i uroczyste przemówienia kapitanów.
Z archiwum X (The X-Files, 1993)
Agenci FBI Fox Mulder i Dana Scully wspólnie badają niewyjaśnione sprawy, w których zwykłe metody śledcze nie wystarczają do uporządkowania wszystkich zdarzeń. Różnią się podejściem do tego, co spotykają podczas pracy, dlatego obok poszukiwania odpowiedzi muszą także ustalić, jak oceniać dowody i na ile ufać własnym przekonaniom. Kolejne dochodzenia prowadzą ich ku zjawiskom paranormalnym i coraz szerszej opowieści o spisku, a zawodowe partnerstwo staje się równie ważne jak tajemnice, które oboje próbują rozwikłać.

Chris Carter znakomicie połączył osobne śledztwa z opowieścią o spisku, a atmosferę grozy oparł na czymś więcej niż samym pojawieniu się niezwykłego zagrożenia. Najlepiej ogląda się jednak Muldera i Scully: ich odmienne postawy pozwalają wracać do tych samych pytań bez wrażenia, że odpowiedź jest z góry ustalona. Relacja bohaterów nadaje serialowi ciągłość także wtedy, gdy kolejna sprawa prowadzi w zupełnie inną stronę. Można przyjść po niepokojącą zagadkę i zostać dla tej dwójki — trudno o lepszą rekomendację serialowego thrillera.
Babylon 5 (1994)
Na stacji handlowo-dyplomatycznej Babylon 5 przedstawiciele zwaśnionych cywilizacji próbują podtrzymać pokój, choć spotkanie przy wspólnym stole nie usuwa dawnych konfliktów. Ludzie odpowiedzialni za funkcjonowanie placówki muszą zajmować się bieżącymi sporami i odnajdywać się w politycznych zależnościach, które wykraczają daleko poza samą stację. Poszczególne zatargi stopniowo stają się częścią większej historii, a bohaterowie pracują w miejscu, gdzie dyplomacja jest codziennym zadaniem, nie odświętnym dodatkiem do kosmicznych wypraw.

J. Michael Straczynski zachęca, by pamiętać wcześniejsze wydarzenia i uważnie obserwować zmiany politycznych relacji. Największą przyjemność daje konsekwencja prowadzenia fabuły: na stacji spotykają się bohaterowie wielu wątków, a kolejne konflikty należą do tej samej historii, zamiast znikać wraz z końcem odcinka. Stopniowo coraz lepiej widać, jak poszczególne zdarzenia się ze sobą łączą. Kto lubi długie opowieści i dyplomatyczne rozgrywki, doceni tę znakomitą space operę, w której naprawdę warto uważnie śledzić wcześniejsze decyzje.
Gwiezdne wrota (Stargate SG-1, 1997)
Wojskowo-naukowy zespół korzysta ze starożytnego portalu, dzięki któremu może docierać na odległe planety bez konieczności pokonywania całej dzielącej je przestrzeni statkiem. Członkowie grupy poznają mieszkańców innych światów, badają ich rzeczywistość i szukają sposobów ochrony Ziemi przed zagrożeniami, na które natrafiają podczas wypraw. Każde przejście przez wrota oznacza więc jednocześnie szansę na odkrycie i nowe zadanie dla drużyny, której członkowie muszą połączyć wiedzę, umiejętności oraz wzajemne zaufanie.

Brad Wright i Jonathan Glassner postawili na drużynę, do której chce się wracać niezależnie od celu kolejnej wyprawy. Humor i więź między bohaterami sprawiają, że misje mają lekkość, a połączenie mitologii z podróżami na inne planety dostarcza pomysłów na nowe spotkania i niebezpieczeństwa. Po drugiej stronie portalu czeka ciekawy świat, lecz równie przyjemnie obserwuje się znajome postacie, które wspólnie go odkrywają. Właśnie tak powinna wyglądać udana zespołowa przygoda: z pomysłem, wzajemnym zaufaniem i dobrym żartem pod ręką.
Cowboy Bebop (1998)
Załoga statku Bebop przemierza Układ Słoneczny i poluje na poszukiwanych przestępców, próbując utrzymać się z wypłacanych za nich nagród. Dla tych kosmicznych łowców kolejna sprawa oznacza szansę na zarobek, ale wspólne podróżowanie wymaga również radzenia sobie z własnymi historiami i obecnością innych osób na pokładzie. Bohaterowie szukają więc następnego zlecenia w świecie, w którym kosmiczna sceneria sąsiaduje z dobrze znajomą koniecznością zarobienia na życie, a za kolejnymi pościgami kryje się coś więcej niż zawodowa rutyna.

Twórcy Cowboy Bebop połączyli kosmiczny western, kino noir i jazz w serial o niezwykle wyrazistym stylu. Animacja daje ogromną przyjemność oglądania, lecz równie ważne są historie bohaterów: dzięki nim pościgi i przygody mają osobisty wymiar, a za efektowną powierzchnią pojawia się melancholia. Od gatunkowej zabawy do kameralnych tonów przechodzi się tu tak płynnie, że trudno wyobrazić sobie te elementy osobno. Nie trzeba znać anime, żeby docenić ten kunszt — na początek znajomości z nim trudno o bardziej stylowe zaproszenie.
Ucieczka w kosmos (Farscape, 1999)
Astronauta John Crichton po wypadku wpada w tunel czasoprzestrzenny i trafia do nieznanej części kosmosu, daleko od wszystkiego, co mogłoby pomóc mu odnaleźć się w nowej sytuacji. Dołącza do grupy uciekinierów podróżujących Moyą, żywym statkiem, na którego pokładzie musi nauczyć się współistnieć z obcymi i rozumieć nieznane mu wcześniej reguły. Zamiast dowodzić wyprawą i pewnie objaśniać innym tajemnice wszechświata, sam potrzebuje orientacji w świecie, gdzie nawet jego środek transportu nie przypomina zwykłej maszyny.

Rockne S. O’Bannon z pełnym przekonaniem pokazuje kosmos dziwny, zaludniony przez istoty o niecodziennym wyglądzie i własnych charakterach. Artyści z pracowni Jima Hensona wykorzystali lalkarstwo oraz efekty specjalne, by obcy nie byli jedynie ludźmi z drobną zmianą makijażu. Równie dobrze wypadają humor i relacje bohaterów, dzięki którym osobliwości świata szybko stają się czymś więcej niż atrakcją wizualną. Na pokładzie Moi naprawdę można poczuć się przybyszem z innego świata, a zarazem polubić tę niezwykłą kompanię. Wspaniała kosmiczna przygoda.

