search
REKLAMA
Wywiad

CHARLOTTE HOPE i RUAIRI O’CONNOR rozmawiają z nami o serialu HISZPAŃSKA KSIĘŻNICZKA

Jan Tracz

27 października 2021

REKLAMA

Z okazji premiery serialu Hiszpańska księżniczka na kanale Epic Drama porozmawialiśmy z Charlotte Hope (Katarzyna Aragońska) i Ruairim O’Connorem (Henryk VIII) o ich głównych rolach, relacji na planie serialu i poza nim, a także trochę o nich samych. Premiera już dziś o 21:30, serdecznie zapraszamy do oglądania.

Jan Tracz: Zacznijmy od początku. Zanim Katarzyna Aragońska wyszła za Henryka VIII, przez chwilę była żoną jego brata, Artura (zmarł na tzw. angielskie poty). Właśnie tak zaczyna się pierwszy sezon Hiszpańskiej księżniczki. Wasi bohaterowie, historycznie, znali się wtedy przelotnie. Jednak w serialu już od początku czujemy chemię między nimi. Taką, która głównie wynika z ich charakterologicznych kontrastów. 

Charlotte Hope: Katarzyna czuła, jak „mocna” jest osobowość Henryka, choć na początku nie bardzo się tym przejmowała. Co ciekawe jednak, na samym początku serialu okazuje się, że tą dwójkę łączy coś więcej. Kiedy Katarzyna płynęła do Anglii, dostawała masę miłosnych listów od… Henryka, który podszywał się za Artura; ciężko stwierdzić, czy chciał pomóc bratu, czy może zrobić mu coś w rodzaju psikusa. Co więcej, ona na te listy odpisywała! I tak, powoli, rodziła się ich znajomość. Kiedy moja bohaterka poznała każdego z nich, okazało się, że o Henryku wie znacznie więcej niż o samym Arturze. Nic dziwnego, że zaczęła być znacznie bardziej ostrożna, gdy wyszło na jaw, że będzie zmuszona go poślubić. Nie mogła przecież wiecznie nosić przydomku „księżnej wdowy Walii”. Nie zmienia to faktu, że czuła jego swego rodzaju magnetyzm, ciągnęło ją do niego. Aby urzeczywistnić te emocje na ekranie, jeszcze przed kręceniem zrobiliśmy z Ruairim „chemistry test” [rodzaj próby, która ma ukazać, czy dwójka aktorów będzie – najczęściej w sensie romantycznym – przekonująca na ekranie – przyp. red]. Zadziałało, twórcy nam zaufali! Wydaje mi się, że te iskierki między nami widoczne są również dla widzów.

Ruairi O’Connor: Tak, to były swoiste magnesy: nawet jeśli starali się jakoś uciec od tego uczucia, to i tak kończyli razem. Katarzyna próbuje uciekać od Henryka, ale w końcu ulega. To musiało się tak skończyć.

Czytaliście książki Philippy Gregory, na których bazowany jest serial?

RO: Ja nie miałem okazji, za to Charlotte jest wielką fanką. Scenariusz i tak przypominał książkę, było też parę zmian kosmetycznych. Jeśli zacząłbym przyrównywać kreowaną przez siebie postać do tej literackiej, to mój pomysł na rolę mógłby zacząć się powoli rozjeżdżać.

CH: Ja natomiast czytałam je jeszcze jako mała dziewczynka, mogę nazwać siebie fanką! Później wracałam do nich, bo opisywane są one z perspektywy Katarzyny, co okazało się nad wyraz pomocne. Jej portret psychologiczny jest łatwy do odczytu dzięki tej narracji, więc miałam dostęp do wszystkich jej myśli i cech charakteru. Nie zapominajmy przy tym, że jest to fikcja opierająca się na prawdzie historycznej. Tak jak Gregory wprowadzała wiele zmian dla uatrakcyjnienia swoich książek, tak my musieliśmy pogłówkować, by przedstawić tę historię w sposób zarówno rzetelny, jak i wpasowujący się w konwencję serialu kostiumowego. Była to kolektywna współpraca: pracowaliśmy nad poszczególnymi scenami z twórcami albo korzystaliśmy z bibliotek w poszukiwaniu tekstów o Katarzynie, by jak najlepiej oddać ducha tych czasów (jak i jej samej).

Jestem świadom, że w „realnym życiu” jesteście parą. Zatem w jaki sposób udało wam się przenieść, a następnie przekształcić swoją personalną chemię? Ta wasza, prywatna, na pewno różni się od tej ekranowej. Pewnie wymagało to jakiegoś modyfikowania swoich miłostek. Ingerencja takiej prywaty w pracę musi być wyzwaniem. Co więcej, rzadko kiedy widzimy na ekranie aktorskie pary, które decydują się wspólnie grać.

RO: Tak, to jest swoista pułapka. Muszę natomiast podkreślić, że podczas kręcenia pierwszego sezonu nie byliśmy jeszcze parą, choć oczywiście, chemia między nami była widoczna już na samym początku i wpływała na naszą dwójkę. Już na planie było wiele emocjonalnych zgrzytów, sprzeczek, docinek, a wszystko to wynikało ze wspomnianych wcześniej iskierek. Każdy czuł na planie, że coś się między nami działo! Całość była „meta”, ponieważ emocje, które wprowadzaliśmy do swoich postaci, dotyczyły również nas samych. Oboje nie podchodziliśmy do scen romantycznych obojętnie. Nie była to tylko i wyłącznie praca. Kiedy widzisz żar w oczach osoby, z którą grasz, a ona widzi go u ciebie, uświadamiacie sobie, że dzieje się coś znacznie więcej niż zwykła gra.

CH: Masz rację, takich przypadków jak my nie ma za wiele, może dlatego też nasi fani tak bardzo żyją naszym związkiem w mediach społecznościowych. My tak naprawdę gramy codziennie, bo przecież razem mieszkamy, wspólnie ćwiczymy sceny, wspieramy się, naprowadzamy na dobre ścieżki… Ciągle staramy się przekraczać kolejne bariery i dążyć do perfekcji aktorskiej. Może dlatego ta relacja jest dla nas tak wyjątkowa. I nie oszukujmy się, nie ma lepszej rzeczy niż chodzenie do pracy ze swoim chłopakiem!

RO: Może powinniśmy być dla siebie bardziej wrażliwi w pracy (skoro jesteśmy w związku), ale nie mamy dla siebie litości. Wszystko musi zostać wykonane perfekcyjnie (śmiech).

Wspominacie o swoim fandomie i social mediach. Ludzie was tam wręcz uwielbiają. Czy nie jest to choć odrobinę męczące? 

CH: Nie! Ta grupa fanów, która cię nieustannie wspiera (a przede wszystkim ogląda odcinki serialu), to najlepsze możliwe pokłosie emisji Hiszpańskiej księżniczki. Na Instagramie mamy nawet grupkę młodszych fanek, które zawsze się angażują, śledzą odcinki, a kiedy wrzucimy jakieś wspólne zdjęcie, od razu komentują. Dobrze wiedzieć, że na świecie jest ktoś, kto bardzo docenia twoją pracę.

RO: Z wieloma osobami mieliśmy większy lub mniejszy kontakt właśnie dzięki tym wszystkim aplikacjom typu Instagram. Zawsze dobrze jest posłuchać, co mają do powiedzenia, jakie są ich odczucia, czy na poszczególne elementy serialu patrzą pozytywnie, czy wręcz przeciwnie, może przykładowo coś im nie pasowało? Krytyki nigdy za wiele!

Na zakończenie: co najbardziej kupiło was w umiejscowieniu czasowym tego serialu?

RO: Dwa aspekty wpływają na fakt, że uwielbiam ten okres historyczny. Wtedy kształtowały się takie wartości jak unie międzypaństwowe, patriotyzm, zróżnicowania religijne i państwowe. Już sam fakt, że Katarzyna i Henryk pochodzą z dwóch różnych światów, doprowadza do wielu intensywnych sytuacji. Do tego dochodzi romantyzacja wojny i uczuciowości końca średniowiecza, co jest swoistą wisienką na torcie. A naszym zadaniem jest ułożyć te fragmenty wymagającej układanki w logiczną całość.

Avatar

Jan Tracz

Studiuje filmoznawstwo na uczelni King's College London w Wielkiej Brytanii, aktualnie pisuje dla Papaya Rocks, Noizz, Przeglądu i Gry-OnLine. Współpracował z Rock Radiem, portalem Movies Room, a także publikował dla Tygodnika Solidarność i Filmawki. Czechofil, audiofil i entuzjasta tenisa. Uwielbia wywiady, rozmowa z ludźmi to dla niego sama przyjemność.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA