Szybka piątka
Filmy, które są absolutnie PERFEKCYJNE
Odkryj FILMY, KTÓRE SĄ ABSOLUTNIE PERFEKCYJNE według gwiazd Hollywood. Zobacz nasze propozycje i zanurz się w ich genialności!
Szybka piątka #138
Informowaliśmy niedawno o podjętej przez gwiazdy Hollywood inicjatywie wskazania perfekcyjnych filmów. Dołączamy się zatem do niej, również wymieniając swoje piątki. Swoje wpisujcie w komentarzach.
Filip Pęziński
1. Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj – nigdy nie spotkałem się z lepiej napisanym, bardziej precyzyjnym i mądrzej przemyślanym scenariuszem filmowym. Dodać do tego doskonałą realizację i fenomenalny zespół aktorski, a w istocie dostaniemy film po prostu perfekcyjny.
2. 2001: Odyseja kosmiczna – liczące ponad pół wieku arcydzieło gatunku science fiction to film, który z jednej strony realizacyjnie nie tylko nie zestarzał się nawet o dzień, ale z drugiej też pozostał fabularnie i narracyjnie wciąż perfekcyjnie niejednoznaczny, uniwersalny, każdorazowo intrygujący.
3. The Social Network – Aaron Sorkin i David Fincher biorą na warsztat opartą na faktach książkę Miliarderzy z przypadku i na jej podstawie tworzą kino perfekcyjne. Ten pierwszy, pisząc scenariusz, w którym na próżno szukać zbędnej linijki dialogowej czy niepotrzebnej sceny. Ten drugi, przenosząc go na ekran z typowym dla siebie dążeniem do doskonałości każdego elementu sztuki filmowej.
4. Tamte dni, tamte noce – nie jest to film o niskim progu wejścia, ale kiedy już widz się w niego wgryzie, szybko zauważy, że w tej niespiesznej narracji nie uda się znaleźć niepasującego elementu, odstającej aktorskiej kreacji czy fałszywego tonu realizacji.
5. Wszystko gra – Woody Allen przełamuje swoją skostniałą konwencję i tworzy bardzo świeże, chociaż tylko pozornie dalekie od wcześniejszych filmów dzieło, w którym każdy element zdaje się być dokładnie tam, gdzie powinien. Napięcie, humor, erotyzm, refleksja. Opus magnum nowojorczyka.
Jacek Lubiński
1. Pewnego razu na Dzikim Zachodzie – dzieło skończone i choć może wydać się przydługie, to nie uciąłbym ani sekundy, bo jest po prostu doskonałe w każdym możliwym aspekcie.
2. Memento – wciąż najlepszy film Nolana, bo choć najskromniejszy, to jednak fabularnie na tyle zawiły, iż po prostu musiał być dopracowany pod każdym kątem, bo inaczej by nie działał. Ale działa perfekcyjnie, jak szwajcarski zegarek.
3. Wielki błękit – wspaniała wizja, na którą składa się wiele świetnych czynników: od stawki aktorskiej po fantastyczny soundtrack. I każdy idealnie ze sobą współgra, tworząc tym samym film wiecznie fascynujący, perfekcyjny w formie, jak i treści.
4. Skazani na Shawshank – trudno o lepszy przykład kina, którego sława i uznanie urosły właśnie na dopięciu wszystkiego na ostatni guzik. Można nie wierzyć w pewne rozwiązania fabularne, można też kręcić nosem na obraz więziennictwa i mimo wszystko nieco bajkowy klimat historii. Ale nie zmienia to faktu, że zarówno ona, jak i jej przedstawienie pozostają bez zarzutu.
5. Sin City – znakomite połączenie formy z treścią. Nowatorski styl, zapierająca w dech piersiach obsada i działające na emocje, przeplatające się ze sobą nowele na kanwie komiksu to rzecz tak nieskazitelna, że nawet sami twórcy nie potrafili jej powtórzyć po latach.
Maciej Niedźwiedzki
1. The Social Network – kolejna szybka piątka i kolejna okazja, bym wyraził mój zachwyt nad filmem Davida Finchera. Wymierzony co do sekundki montaż, linie dialogowe, z których wycięcie choćby słowa byłoby zbrodnią, i dyktująca tempo elektroniczna ścieżka dźwiękowa sprawiają, że The Social Network od pierwszej do ostatniej minuty wygląda jak perfekcyjnie naoliwiona, nigdy niezacinająca się maszyna.
2. Tajemnica Brokeback Mountain – każda scena jest potrzebna i wykorzystana w stu procentach. Na naszych oczach Ang Lee buduje i wzmacnia relację między Ennisem a Jackiem, ale jednocześnie wskazuje piętrzące się przed nimi przeszkody. Gdy pojawiają się napisy końcowe za każdym razem mam wrażenie, że temat został w całości ujęty i nic więcej nie trzeba już dodawać.
3. Fargo – główny kryminalny wątek napisany z konsekwentnie utrzymywaną zgrywą i przymrużeniem oka. Poboczne dygresje zawsze trafiają w punkt i wprowadzają zabawne, groźne, niewinne nowe postaci. No i oczywiście zapadająca w pamięć audiowizualna oprawa, będąca znakiem rozpoznawczym kina braci Coen. W ich filmach nic nie jest pozostawione przypadkowi czy improwizacji. Po Fargo widać, że każdy kadr, każde cięcie i każdy dialog zostały przestudiowane na siódmą stronę, zanim ekipa filmowa weszła na plan.
4. Milczenie owiec – mistrzostwo w budowaniu napięcia i wrażenia osaczenia, pod które podporządkowane są wszystkie środki filmowego wyrazu. Rozwijana stopniowo, ale niezatrzymująca się w miejscu intryga, błyskotliwie poprowadzona narracyjnie. Jonathan Demme zostawia niedopowiedzenia i wierzy w inteligencję widza. Kilka wybornie zainscenizowanych scen i sekwencji sprawia, że Milczenie owiec dalej jawi się jako wzorcowy, bezbłędny reprezentant thrillera.
5. Chłopcy z ferajny – Martin Scorsese jednocześnie opowiada o liczącej kilkadziesiąt osób przestępczej organizacji. Każdy bohater ma swoje pięć minut, każdy ma osobowość i jasne motywacje. Przybliżone zostają mechanizmy funkcjonowania (w skali dużej i małej) i metody działania (wewnątrz grupy i poza grupą) takiej organizacji. Chłopcy z ferajny to kino gangsterskie, wyczerpujące temat w stopniu, który pozwala uznać, że pewien etap w historii tego gatunku został zamknięty.
Odys
1. Łowca androidów – kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy jako dziecko, uznałem, że jest nudny.
Pamiętam, że skomplikowany proces, który odbył się w moim dojrzewaniu do kina sci-fi wysokich lotów, trwał wiele lat. Dzisiaj wciąż uważam, że ten obraz Ridleya Scotta jest jak wino – nie starzeje się, a wręcz odwrotnie, nabiera smaku wraz z mijającym czasem.
2. Siódma pieczęć – w żadnym do tej pory filmie nie spotkałem się z tak wiwisekcyjnym, a jednocześnie obrazoburczym przedstawieniem ludzkiej drogi życiowej ku śmierci. Z jednej strony Bergman zadał widzowi cios na odlew, dając do zrozumienia, że jednak umrze i żadna religia go nie uratuje, a poza tą granicą biologicznego końca może znajdować się tylko nicość. Z drugiej strony sam ze sobą zmagał się jak żaden inny reżyser, gdyż nie mógł do końca pogodzić się z tym, że „obok Księżyca” może być pusto.
3. Pod osłoną nieba – jak jak nie cierpię melodramatów – w większości trącą cukierkowością oraz banałem. Pod osłoną nieba uciekło standardom. Pokazało miłość człowieka jako drogę usianą szczęściem, cierpieniem, stratą i śmiercią, ale i nadzieją. Ukazanie jej w romansie jest najniebezpieczniejszym momentem, kiedy można wpaść w sidła łzawej narracji. Bertoluccci umie mówić o uczuciach.
4. Teoria wszystkiego – perfekcja Terry’ego Gilliama polega w tym wypadku na skonstruowaniu koherentnego świata, mimo że jest on surrealistyczny. Surrealizm najczęściej nie ma nic wspólnego z logiką. A tu, w ramach teorii wszystkiego, czy też teorii zero, wszystko ukazano bardzo sensownie. Za każdym razem, kiedy oglądam film, jestem zachwycony, jak bardzo moje poszukiwania są tożsame z poszukiwaniami głównego bohatera.
5. Miś – mówimy jego językiem. Pamiętamy teksty z niego jako coś, co stanowi część naszej narodowej tożsamości. Niespotykane jest i wręcz dziwne, żeby, będąc Polakiem, nie znać Misia – tej inteligentnie i śmiesznie nakręconej satyry na rzeczywistość, która w obecnych czasach zaczęła być niebezpiecznie aktualna.
Łukasz Budnik
1. Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia – reżyserska wersja pierwszej części Władcy Pierścieni to dla mnie absolutna definicja magii kina i film perfekcyjny. Przepiękny dowód niesamowitej wyobraźni Tolkiena, bezbłędnie przeniesiony na ekran przez Petera Jacksona i jego ekipę. Cudowny świat, wspaniała przygoda. Na poziomie audiowizualnym – perła, a przy tym prawdziwa emocjonalna bomba. Końcówka wzrusza mnie zawsze. Nie zmieniłbym ani sekundy.
2. 12 gniewnych ludzi – film Lumeta wciąga, kipi bezbłędnymi dialogami i zachwyca występami aktorskimi. W krótkim czasie – bez zbędnej ekspozycji – udało się zarysować dwanaście postaci, rozwinięto diabelnie interesującą intrygę i utrzymano napięcie od pierwszej do ostatniej minuty – a to wszystko w przestrzeni jednego pomieszczenia.
3. Przed wschodem słońca – całą trylogię Linklatera darzę miłością największą, ale to do części pierwszej najczęściej wracam myślami. Jak wspaniałe są tu dialogi, jak cudownie grają Delpy i Hawke, jak wybitna jest scena ze słuchaniem „Come Here” na winylu! Spacer śladami bohaterów po ulicach Wiednia jest jednym z najmilszych doświadczeń mojego życia.
4. Ona – od czasu tegorocznego powtórnego seansu nie mogę przestać myśleć o tym filmie. Idealnie skrojony dramat, niezwykle przejmujący, nieraz na wskroś smutny. Idealnie zagrany, napisany, zilustrowany muzycznie. Mam wrażenie, że jeszcze długo nie pozbędę się go z głowy.
5. Avengers: Wojna bez granic – tak jest. Wojna bez granic to dla mnie idealny współczesny blockbuster, który pod względem historii, liczby świetnych bohaterów, emocji i akcji zjada większość dzisiejszych głośnych produkcji. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie ma większego sensu oglądanie go bez podłoża w postaci kilkunastu wcześniejszych filmów z uniwersum, ale dla miłośników serii to naprawdę wspaniała atrakcja.

Dawid Burdelak
11 maja, 2026 at 19:26
Oglądałem kilkadziesiąt filmów, które są absolutnie perfekcyjne i zajęłoby mi to cały dzień, aby je wszystkie opisać.