search
REKLAMA
Recenzje

SEX/LIFE. Życie na seksualnym haju

Czy serial “Sex/Life” Netfliksa jest wart uwagi?

Karolina Michalska

11 lipca 2021

REKLAMA

Rekordy popularności bije obecnie na platformie Netflix kolejna ich produkcja pod dwuznacznym tytułem Sex/Life. Serial prowokacyjny, odważny, pochylający się nad tematem kobiecej seksualności – ale czy wart uwagi?

Billie (Sarah Shahi) mieszka na przedmieściach w pięknym, ogromnym domu. Ma nieziemsko przystojnego, bogatego, zapatrzonego w nią męża Coopera (Mike Vogel). Jest matką dwójki cudownych dzieci. Ma też wierną przyjaciółkę Sashę (Margaret Odette). Czas mija jej bez trosk i problemów. Życia, jakie prowadzi, mogłaby pozazdrościć jej niejedna kobieta. Jednak jak łatwo się domyślić, jest jedno, wcale nie takie małe „ale”: seks – a właściwie jego brak. Biorąc pod uwagę fakt posiadania przez parę dwójki dzieci, wywnioskować można, iż nie żyją oni w celibacie, jednak to właśnie rodzicielstwo i rutyna dnia codziennego sprawiają, że ten aspekt życia zanika, a jeśli już coś się przytrafia, to jest to stosunek niemal siłą wymuszony przez Billie, na który Cooper wyraźnie nie ma ochoty. Nic dziwnego, że powoduje to w kobiecie ogromną frustracje, a swoje niezadowolenie i wspomnienia zaczyna opisywać na laptopie w wirtualnym pamiętniku. A przeszłość Billie wyglądała całkowicie inaczej niż życie, które wiedzie obecnie…

Wraz ze wspomnianą już Sashą Snow, najlepszą przyjaciółką, mieszkały w Nowym Jorku, mieście rozrywki, za dnia studiując pilnie psychologię, nocami zaś i weekendami szalejąc po klubach i barach. Dziewczyny uwielbiały koncerty, a jeszcze bardziej uwielbiały przystojnych napalonych wokalistów. Chyba nie muszę opisywać, co działo się po koncertach, za kulisami. Tak, seks królował w życiu Billie. Oddawała się niemal każdemu: młodym, starym, biednym i bogatym. Z każdego stosunku miała jednak ogromną satysfakcję, gdyż uwielbiała to i nie przejmowała się zbytnio reputacją.

Po jednym z koncertów, kiedy przyłapała swoją przyjaciółkę na seksie oralnym z wokalistą zespołu, została pozostawiona sama sobie, będąc dziesięć przecznic od domu. W drodze powrotnej zaczepił ją jakiś typ spod ciemnej gwiazdy, na szczęście w pobliżu pojawił się wybawca – Brad Simon (Adam Demos), bożyszcze, w którym nasza bohaterka zakochała się niemal od pierwszego wrażenia. No, nie ukrywajmy, że trochę też zakochała się w jego luksusowym domu z basenem, ale postaram się nie nazywać jej wprost materialistką.

Brad to typowy bad boy, a sadząc po twarzy i jękach Billie w trakcie licznych stosunków z nim, był też niezwykle utalentowany seksualnie. Nie wszystko jednak było w nim takie idealne, skoro kobieta ostatecznie na męża wybrała Coopera.

Skoro jednak wciąż piszę o Bradzie, wspominając ich erotyczne uniesienia, to jasnym jest, że nie jest w tym małżeństwie szczęśliwa. I żyliby sobie tak dalej i nic by się nie zmieniło, gdyby nie jedno wydarzenie – Cooper odnajduje i czyta pamiętnik swojej żony. Od tego wszystko się w pewnym sensie zaczyna.

Ten wyreżyserowany przez Stacy Rukeyser serial ma zarówno swoje wady, jak i zalety. Zacznijmy od plusów. Niezaprzeczalnym atutem serialu jest jego fabuła – interesująca i od samego początku pełna zwrotów akcji. Ciekawym jest również pokazanie tego, jak o seksie myśli kobieta. Kobieta niezależna silna i wyzwolona, nieprzejmująca się opiniami innych. Kobieta, która lubi zaszaleć i niczego się nie boi. Aż wreszcie kobieta, która podejmuje decyzje, aby świadomie zrezygnować z dotychczasowego życia, zmienić się i założyć rodzinę. A seks opisywany jest niemal jak mistyczne uniesienie.

Kolejnym plusem serialu Sex/Life jest również bardzo dobra gra aktorska, szczególnie głównej bohaterki, która doskonale radzi sobie nawet w najtrudniejszych scenach erotycznych.

Ale są też minusy. Przede wszystkim mam wrażenie, że scenarzystka filmu jako kobieta niejako stara się usprawiedliwić zachowanie Billie. I mam tu na myśli fakt jej fantazjowania i wspomnień o Bradzie. Niektórzy oczywiście mogą stwierdzić, że wspomnienia i fantazje erotyczne to jeszcze nie zdrada, moim zdaniem jednak pozostaje niesprawiedliwa wobec swojego męża. I owszem, można tu przyczepić się faktu, że seks z Cooperem (o ile w ogóle do niego dochodzi) nijak ma się do tego, co przeżywała z Bradem, niemniej jednak pozostaje wobec niego bardzo nie w porządku. Mam poczucie, że reżyserka i scenarzystka filmu stara się niejako wybielić zachowanie swojej bohaterki, tak iż oglądające serial kobiety mogą poczuć do niej współczucie zamiast pogardy. Przypuszczam, że gdyby głównym bohaterem był mężczyzna, mąż i ojciec fantazjujący na temat seksu ze swoja byłą, widzowie nie byliby mu tak przychylni.

Billie odnawia kontakt z Bradem, nie wiedząc o tym, że Cooper robi wszystko, by poznać swojego wroga. Jak zakończy się ta historia? I czy Billie zdradzi swojego męża – o tym przekonacie się, oglądając Netflixowy serial Sex/Life. Mimo kilku minusów – polecam. Choć mam wrażenie, że nie jest to serial dla każdego.

Karolina Michalska

Karolina Michalska

Absolwentka Filologii Polskiej ze specjalizacją Filmoznawstwo i Teatrologia. Kocha zwierzęta i podróże - ale przede wszystkim nietuzinkowe kino z wszelkich (nawet tych najbardziej abstrakcyjnych) stron świata. Święta Filmowa Trójca: Pasolini, Bałabanow, Kubrick.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA