Connect with us

Recenzje

KRONIKA ŚWIĄTECZNA 2. Przygoda na miarę sałatki jarzynowej

Niby kino familijne, ale raczej nie zaangażuje kilku pokoleń zebranych przed telewizorem.

Published

on

KRONIKA ŚWIĄTECZNA 2. Przygoda na miarę sałatki jarzynowej

Z jednej strony zdecydowanie nie jestem grupą docelową Kroniki świątecznej 2. To kino familijne, ale skierowane przede wszystkim do młodszych widzów i z myślą o nich zrealizowane. Ale z drugiej strony – dlaczego kino familijne ma być tylko dla dzieci? Raczej powinna to być z definicji rozrywka dla całej rodziny. Tymczasem Kronika świąteczna 2 raczej nie rozbawi ani nie zaangażuje kilku pokoleń zebranych przed telewizorem. Dlaczego Kronika świąteczna 2 nie działa? Dotyczy świata dzieci, oscyluje wokół domu, rodziny i jej wewnętrznych problemów.

Advertisement

Jasno, wręcz łopatą wskazano, co jest złe, a co dobre. Do tego popularny aktor, czyli Kurt Russell w roli Mikołaja, ikonicznej postaci, która w grudniu wyskakuje z każdej lodówki. Co poszło nie tak?

Znana z pierwszej Kroniki świątecznej Kate Pierce (Darby Camp) wyjeżdża na święta do ciepłych krajów z bratem, matką i… jej nowym chłopakiem oraz jego synem z pierwszego związku. Dorośli dogadują się znakomicie, romans kwitnie. Dzieci też znajdują wspólny język, ale Kate jest zażenowana takimi świętami. Uważa, że związek matki z nowym mężczyzną zagraża pamięci o nieżyjącym ojcu. Dziewczynka nie umie się z tym pogodzić ani znaleźć dobrego rozwiązania, więc ucieka z hotelu.

Advertisement

W konsekwencji trafia na biegun północny, znów spotyka Mikołaja i wspólnie z nim próbuje uratować święta. W międzyczasie dojrzewa do tego, by zaakceptować swoją nową rodzinę taką, jaka jest. O ile podróż bohaterki i jej przemiana są podręcznikowe, o tyle jej emocje trudno nazwać zaraźliwymi.

Wszystko odbywa się w konwencji kontrolowanego ryzyka. Ponieważ wiadomo od początku, że nikt nie zginie i wszystko musi skończyć się dobrze, to przynajmniej przygody Kate powinny być angażujące, może nawet zaskakiwać. Tymczasem emocji tu jak na lekarstwo. Unikatowy artefakt można skopiować, strachliwość da się pokonać coachingiem w stylu „uwierz w siebie i do przodu”, a do tego nic tak nie ratuje losów świata jak piosenka. Ani przez pięć sekund Kronika świąteczna 2 nie generuje napięcia, dzięki któremu można by się przejąć losami bohaterów lub zaangażować w akcję.

Advertisement

Nawet starcie Belsnickela z Mikołajem przypomina pojedynek na miecze z miękkiej pianki. Nikomu nic się nie może stać, więc nie ma sensu udawać, że gra toczy się o jakąś stawkę. Wszyscy przeżyją, nikt nie ucierpi, wszystko będzie dobrze, można się rozejść.

A przecież najlepsze filmy familijne, które pamięta się nawet po latach, to te z wyrazistym, charyzmatycznym antagonistą. Cruella De Mon ze 101 dalmatyńczyków (animowanych i aktorskich) i Skaza z Króla Lwa niejednemu widzowi zgotowali koszmary, a w najlepszym razie mocne wrażenia. Ale to były ucieleśnienia wszelkiego zła, nawet jeśli ocierały się o groteskowość. W Kronice świątecznej 2 przeciwnikiem Mikołaja i Kate jest złośliwy Belsnickel, elf w wyniku klątwy zamieniony w to, czego najbardziej nienawidzi, czyli w człowieka.

Advertisement

Jego największym marzeniem jest zniszczenie Mikołaja, jego wioski i świąt. Wyglądem, zachowaniem i charyzmą Belsnickel przypomina rozwydrzonego nastolatka, który wymachuje piąstkami, chcąc ukarać cały świat za swoje problemy. Swoimi poczynaniami wywołuje w najlepszym wypadku grymas politowania. Dziwne, bo grający Belsnickela Julian Dennison, choć ma dopiero 18 lat, pokazał już całkiem niezły warsztat, choćby w Dzikich łowach, gdzie nie ustępował pola Samowi Neillowi.

Żeby nie było, Kronika świąteczna 2 nie jest pozbawiona plusów. Odwołano się do genezy postaci Mikołaja, co miało swój urok, choć trwało może minutę. Kurt Russell nadal pozostaje ikoną stylu w konkursie na najlepszy kostium mikołajowy, bo karmazynowy skórzany płaszcz i kozackie rękawice to zimowa stylizacja doskonała. Do świątecznego kompletu jest jeszcze Goldie Hawn jako pani Mikołajowa, której najbardziej charakterystyczną cechą jest fryzura na bombkę. Wyczuwam przepyszny marketing i zapowiedź nowych gadżetów promujących film. Poza tym chciałbym mieć takie elfy, które w okamgnieniu sprzątają najgorszy bajzel, wesoło przy tym pomrukując.

Advertisement

A jeszcze bardziej chciałbym być reniferem, który do utrzymania formy i motywacji potrzebuje tylko świątecznej atmosfery. Ale nawet gdybym był takim reniferem, bardziej nasyciłbym się sałatką jarzynową niż Kroniką świąteczną 2.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *